Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 89sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

pandemic m

SYLVAN - Home

 

(2015 Gentle Art. Of Music)
Autor: Włodek Kucharek
sylvan-home

Tracklist:

1.Not Far From The Sky (6:30)

2.Shaped Out Of Clouds (6:02)

3.In Between (10:50)

4.With The Eyes Of A Child (4:19)

5.Black And White (7:14)

6.The Sound Of Her World (9:23)

7.Sleep Tight ( 5:31)

8.Off Her Hands (3:42)

9.Shine (6:18)

10.Point Of No Return (5:25)

11.All These Years (5:40)

12.Home (6:05)

  

Skład:

Marco Glühmann (wokal)

Matthias Harder (perkusja)

Sebastian Harnack (bas)

Volker Söhl (instr. klawiszowe)

  

Goście:

Jonathan Beck (gitary)

Annika Stolze (wiolonczela)

Katja Flintsch (skrzypce/ altówka)

Frederike Höhn (obój)

Otfried Beck (obój)

Jens Lück (loopy programowanie/ aranżacje gitarowe)

  

            Nie zauważyłem w naszym kraju nadmiaru recenzenckich opisów najnowszego albumu hamburskiego Sylvan. A szkoda! Jeżeli chcesz posłuchać nieprzeciętnego piękna rockowej muzy, sięgnij po ten album! Jeżeli nieobojętne są Ci emocje, wzruszenia, chwile refleksji na ludzkim losem i życiem, musisz posłuchać tej opowieści! Jak lubisz klimaty nostalgii, nastrojowości, momentami jesiennego smutku, który potrafi mieć swój urok, zaprzyjaźnisz się z muzyką Sylvan od pierwszej sekundy! Gdy zechcesz posłuchać inteligentnej opowieści o dawno zapomnianych wspomnieniach z dzieciństwa, niebezpieczeństwach współczesnego świata- bez nadziei na lepsze czasy, to jesteś zaproszony do krainy sylvanowskich dźwięków! Jeżeli masz odwagę zmierzyć się z egzystencjalnymi problemami tworzącymi filmową fabułę, które zmuszą Cię do  refleksji i poruszą Twoje Ego, poddaj się magii tej muzyki! Wszystko to szczera prawda, bo Sylvan nagrał kolejny wielki album, który porównać można klasą do nieśmiertelnego longplaya „Posthumous Silence”, który wstrząsnął sumieniami słuchaczy w roku 2006 i, który zapewnił Hamburczykom miejsce na piedestale rocka w kategorii „concept albums”. Po kilku latach słabszej formy wielki rock w ich wykonaniu powraca zamaszystymi krokami, by cieszyć każdą wrażliwą duszę.

            Moja historia zaczyna się prozaicznie. Ponieważ jestem fanem zespołu, gdy przeczytałem o nowej płycie, zapragnąłem mieć ją tak szybko, jak to możliwe. Moje wysiłki wzmocniła ….oferowana w polskich sklepach internetowych cena za longplay Sylvana, która według mnie była czystym zdzierstwem. Zbuntowałem się i postanowiłem olać….nie wspomnę z litości nazw polskich dystrybutorów wydawnictw muzycznych. Postanowiłem dokonać zakupu poprzez online shop Sylvana. Napisałem maila z zapytaniem o szczegóły transakcji i ku mojemu zdziwieniu już następnego dnia, a było to około połowy grudnia, otrzymałem odpowiedź od basisty grupy Sebastiana Harnacka. Ponieważ operuję zupełnie nieźle językiem naszych zachodnich sąsiadów, „rozmawiało” mi się z Sebastianem bardzo dobrze, a tematy były różne,  nie tylko związane z  publikacją „Home”. Zresztą to było najprostsze zadanie, ponieważ po założeniu konta na „sylvan online shop.de  przesłano na wskazany przeze mnie adres mailowy stosowne informacje dotyczące procedur związanych z zakupem płyty. Po rejestracji i dokonaniu przelewu równowartości 15 Euro mogłem w spokoju oczekiwać na płytę, którą zgodnie z zapewnieniami miałem otrzymać w znacznie wcześniejszym terminie, aniżeli oficjalny debiut albumu w Polsce. Niemcy jak to Niemcy. Ordnung muss sein! Czyli porządek musi być! I był! Wszystko potoczyło się zgodnie z opisanymi zasadami. Więcej! Krótko przed Świętami Bożego Narodzenia 2014 dostałem prezent w postaci dostępu do singla „Shine”!!! A zaraz na początku nowego roku, przynajmniej miesiąc wcześniej niż w Polsce, poczta dostarczyła pod mój adres ten zbiór wspaniałych dźwięków. Najśmieszniejsze w tym jest to, że biorąc pod uwagę siłę nabywczą przeciętnego Niemca i porównując ją z takim parametrem finansowym Polaka, dla sąsiadów z Zachodu nabycie tej płyty w cenie, którą podałem wyżej to mały pikuś. Ale najdziwniejszy jest fakt „przetrenowany” przez mnie osobiście, że także Deutsche Post zażyczyła sobie tyle samo, co polski kurier, dostarczający przesyłkę na terenie naszego kraju. Jak podsumowałem swoje wydatki, to wyszło, że moja kieszeń straciła mniej, niż wydałbym kupując „Home” w Polsce. Nie dziwi zatem, dlaczego przy wszelkich podsumowaniach roku w branży rockowej na pytanie „Największe rozczarowanie” rodzimi fani piszą niezmiennie od lat „ceny płyt muzycznych”. I mają rację! Być może niektóre osoby poczują się znużone moją relacją, myśląc, co ten stary pierduśnik majaczy snując jakieś porąbane opowieści, dlatego mając to na uwadze, przejdę do meritum, czyli muzyki, a właściwie MUZYKI, bo ta na dysku „Home” to wspaniała sztuka, artystyczny brylant, którego tajemnice zgłębiać można nieprzerwanie i się nie znudzi, a jego piękno za nic nie wyblaknie, a przeciwnie z upływem czasu nabiera jeszcze szlachetności.

            Muzycznie Sylvan w udany, przemyślany, chwilami wyrafinowany sposób łączy elementy klasycznego rocka progresywnego, alternatywy, rzadko wkraczając na pole zarezerwowane dla mocniejszych odmian dźwięków o genezie progmetalowej. Autorom udało się spiąć wiele wątków stylistycznych w jednorodną, wielowymiarową całość, a rozmachem i monumentalnymi rozwiązaniami brzmienia, dodajmy w pełni w wielu fragmentach uzasadnionymi, hamburska grupa zbliżyła się na niewielką odległość do niebotycznego poziomu swojego, w tej chwili już klasycznego dzieła „Posthumous Silence”. Album „Home” to niezwykle emocjonalne przedstawienie stworzonej koncepcji, chociaż architekci projektu dosyć ostrożnie operują niektórymi składnikami nastrojowości. Czynią wszystko, aby zachować równowagę, żeby nie wpaść w nadmiar ckliwości, egzaltacji, żeby znalazło się miejsce także na surowe frazy dźwięków, ostre i chropowate. Dzięki tym zabiegom, wyczuciu kompozycji kwartetowi udaje się stworzyć własny, niepowtarzalny klimat, który staje się rozpoznawalny od pierwszych tonów, genialnych melodii (to, co się dzieje krótko przed piątą minutą w „Shaped Out Of Clouds” unosi każdego słuchacza wysoko w chmury, piękno „zabija” a tysiące mrówek rozpoczyna swój nieprzerwany marsz po wszystkich zakątkach naszej skóry). Dla wielu słuchaczy ceniących sobie twórczość grupy, klimat ich poprzedniego albumu „Sceneries” stawał się chwilami nieznośny i drażniący poprzez fragmenty oparte na sztucznej pompatyczności, przerysowanej podniosłości. Na dysku „Home” udało się takich mielizn uniknąć, a jeżeli już pojawiają się momenty epickie, powiązane z partiami orkiestrowymi, to nie są one oderwane od fabuły konceptu. Ramy opowieści wyznaczają klasycznie zabarwione kawałki, takie jak „Not Far From The Sky” i tytułowy „Home”, z, warto podkreślić ten fakt, prawdziwymi, a nie elektronicznie wygenerowanymi partiami smyczkowymi. Klasykę spotkamy w mniejszym bądź większym wymiarze także w pozostałych songach. Generalnie nastrojowość, brzmienie, partie instrumentalne falują, raz zachwycając naturalną agresją i potęgą, innym razem ujmują intymnością i kameralnym szeptem. Tak dzieje się w najdłuższym utworze „In Between”, gdzie około piątej minuty dociera do naszych zmysłów istna salwa „pocisków” szarpiących spokój otoczenia, gitarowa furia, bezkompromisowość spółki bas- perkusja, by sekundy później uwieść słuchacza tak śliczną linią melodyczną, że paraliżuje w niemym podziwie. Znaczącym komponentem wszystkich kompozycji są orkiestracje, doskonale zintegrowane z czysto rockowymi figurami dźwiękowymi. Takiego Sylvana słucha się wybornie, choć wymaga skupienia, chwili refleksji, wielokrotnego spotkania, co nie jest łatwym zadaniem, biorąc pod uwagę 76- minutową objętość dzieła. Ale takie podejście do tej materii pozwoli nam po pewnym wysiłku intelektualnym wchłonąć niesamowite dźwiękowe krajobrazy Boga Lasu. I nie są to czcze pierdoły, kolejne stopnie na drodze do tworzenia pseudo artystycznej ideologii. To szczera prawda, a „Home” zasługuje na wszystkie te zachwyty. Łatwo się o tym samemu przekonać i dojść do wniosku, że powyższe słowa to nie ściema zadurzonego recenzenta, lecz ocena odpowiadająca realnemu oglądowi każdego odbiorcy.

Wszystkie utwory traktować należy jako muzyczne rozdziały jednego opowiadania, zazębiające się w warstwie lirycznej i instrumentalnej. Zresztą na albumie nie przewidziano przerw pomiędzy jego częściami, układającymi się w całościowy, jednorodny spektakl. Wiem, że dla niektórych słuchaczy jest to istotny minus, ponieważ tutaj nie da się wyrwać kawałka dzieła, aby wyrobić sobie pogląd na temat jego klasy artystycznej. Czy człowiek będzie funkcjonował bez serca? Durne pytanie, prawda? Ale „Home” posiada dwanaście serc, każdy utwór bije swoim rytmem i usunięcie choćby skrawka uczyni z tej księgi dźwięków bezwartościową makulaturę. Miejmy te uwagi na względzie, gdy postanowimy zmierzyć się z emocjonalną potęgą sylvanowskiego poematu. Jeżeli miałbym zdecydować o wyznaczeniu epicentrum albumu, to wskazałbym na „In Between”. Niesamowity kocioł różnych wpływów, koktajl wspaniałej progresji, akcentów metalowych, rozwiązań ze sztuki rocka alternatywnego, okruszyn symfonii. A gdy Marco Glühmann śpiewa, a w zasadzie krzyczy kolejne frazy refrenu, tętno wali jak oszalałe, skóra cierpnie a zmysły szaleją. A piękno zachwyca. A takich przełomów, w których sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie, na tym albumie multum. Konfrontacje delikatności i spokoju z gwałtownością i mocą to chleb codzienny. W „Shine” kaskada dźwięków ze swoim apogeum w 4:10 powala, nagle dzieje się tak, jakby wyłączono całą elektrykę, istny blackout, a na „placu boju” w absolutnej ciszy pozostaje niewinna, dziecięco beztroska pozytywka. Tylko kilka sekund, stonowanie emocji, agresywnego wokalu, a jakże przyciągające uwagę sekundy, aby po mgnieniu oka powrócić do gitarowego jazgotu tnącego ciszę jak skalpelem. A finałowy „Home”. Kapitalnie epicki hymn, pod wpływem którego każda wrażliwa istota ludzka chce wzlecieć ponad poziomy jak Ikar, unieść się nad Ziemię i roniąc łzy wzruszenia podziwiać wielobarwny świat. Rewelacja. I do tego te łkające gitary. I motyw melodyczny pozostający w sercu na zawsze. Cudowny hymn ku chwale rocka. I ta przejmująca cisza w końcowej fazie i jednostajny szum, przypominający obracający się winylowy krążek. Ladies And Gentlemen! This is the end! Nie zostało już nic. Z wyjątkiem sparaliżowanego umysłu odbiorcy. Zastygłych wzruszeń.  Bijącego mechanicznie swoje tick, tock zegara, odmierzającego czas do następnego randez vous z dziełem Sylvana. Genialne!

Zdaję sobie sprawę z chaosu moich myśli. Wiem, że mało w tym tekście racjonalnej analizy. Jestem przekonany, że emocje górą. Ale każdy, kto sięgnie po ten longplay, przekona się na własnej skórze, że pozostać opanowanym, zimno racjonalnym i w pełni rozsądnym przy tych kaskadach wielobarwnych tonów, przy pasji i zaangażowaniu muzyków, wydaje się misją nie do spełnienia. Poszukiwanie własnej tożsamości zakończone.

Muzyka melancholii. Muzyka smutku. Muzyka chwilowych radości. Muzyka nadziei. Muzyka straconych szans. „Home is where the heart is”. „Home” miejsce strachu, tajemnic, wspomnień i tęsknot, miejsce spotkań marzeń, przeszłości z teraźniejszością. Jak w dawno nie oglądanym albumie z czarno- białymi fotkami, na których dawno nie widziane postaci przypominają nam, skąd pochodzimy.

Żyję tym albumem od kilku miesięcy. Być może moje zauroczenie nie pozwala na racjonalne spojrzenie na jego zawartość. Być może pozostałem ślepy na niedociągnięcia, uchybienia, monotonię, fałszywe nutki wokalu, gitarowy brak kreatywności, brak precyzji sekcji rytmicznej. Powiem szczerze. Mam to gdzieś. Nawet jeżeli tak się raz czy dwa stało, to utonęło we wspaniałościach melodii, orkiestrowej symfoniczności. Wydaje mi się, że tej księgi nie da się czytać kalkulując z lodowatym zimnem w oczach. Ona żelaznym uściskiem chwyta za gardło i trzyma do pierwszej łzy, bo jest zwyczajnie piękna. Dlatego polecam gorąco każdemu, kto zechce zmierzyć się z tym żywiołem uczuć.

Ocena 5.5/ 6

Włodek Kucharek

rightslider_005.png rightslider_004.png rightslider_002.png rightslider_001.png rightslider_003.png

Goście

5041617
DzisiajDzisiaj1290
WczorajWczoraj4387
Ten tydzieńTen tydzień17040
Ten miesiącTen miesiąc45268
WszystkieWszystkie5041617
3.235.172.123