Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 81 m

Szukaj na stronie

HMP Poleca

katatoniaaak 2 m

helloween i hammerfallzzz m

vdgg plakat nowe daty m

steelpanther 2022pol m

accept nowa datadaw m

 

THE GHOST NEXT DOOR - The Ghost Next Door

 

(2015 Mausoleum)
Autor: Wojciech Chamryk
the-ghost-next-door
Tracklist:
1. Forever My Demon
2. Crickets
3. All Fall Down
4. Ten Steps Back
5. Dead Things
6. Bully
7. Eleven O’Clock Blues
8. Fragile
9. Famous Last Words
 
Line Up:
Gary Wendt - Guitars & Vocals
Aaron Asghari - Guitars
Seanan Gridley - Bass
Paula Sisson - Drums
 
Jak udowadnia czwórka muzyków w Berkeley wciaż można usłyszeć zakręcone, rockowe granie. Ale czy może być inaczej, skoro gitarzysta i wokalista Gary Wendt pogrywał m.in. w Sacrilege/Sacrilege B.C. czy Skinlab, a zainteresowania i doświadczenia drugiego gitarowego Aarona Asghari, basisty Seanana Gridley'a i perkusistki Pauli Sisson są równie niesztampowe? Efekt to muzyka wymykająca się wszelkim klasyfikacjom. Niby jest to alternatywne, podszyte klasycznym hard rockiem granie, ale tylko pozornie. The Ghost Next Door łączą bowiem z wielką swobodą transowe, psychodeliczne dźwięki z grunge („Forever My Demon“), potrafią też w klimaty wczesnego Alice In Chains wpleść specyficzny, nerwowy rytm („Crickets“) oraz połączyć klasyczną rockową balladę z iście punkowym uderzeniem („All Fall Down“). Brzmi to dziwnie? Ale nie z płyty, tym bardziej, że zespół rozkręca się jeszcze bardziej w „Ten Steps Back“, łącząc grunge, punk i klimatycznego rocka z lat 60., by z kolei w „Dead Things“ i „Bully“ znowu opowiedzieć się po stronie abrdziej dynamicznego, riffowego i zakorzenionego w rocku lat 70. grania. „Eleven O'Clock Blues“ to bardziej schizofreniczne/alternatywne klimaty, „Fragile“ rozpędza się stopniowo od delikatnej balllady, poprzez pełen patosu refren aż do ostrego grunge, zaś finałowy „Famous Last Words“ to mocarny numer w klimacie wczesnych lat 70.: z onirycznymi, balladowymi partiami sąsiadującymi z ostrym riffowaniem i perkusyjnymi kanonadami. Zwykle takie międzygatunkowe hybrydy nie mają niczego do zaoferowania, jednak w tym wypadku jest czego posłuchać.
(5/6)
Wojciech Chamryk

142_sepultura158x600.gif 144_hmpbanner.jpg 141_evil158x600.gif 143_kata_158x600 kopia.jpg 139_gojira_158x600 kopia.jpg 140_fatum-158x600-singiel.png

Goście

3798519
DzisiajDzisiaj519
WczorajWczoraj548
Ten tydzieńTen tydzień1067
Ten miesiącTen miesiąc21228
WszystkieWszystkie3798519
107.21.85.250