Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 82sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

death to allark m

summer jazz festival 2022krakow m

steelpanther 2022pol m

warsaw summer plakatnaz m

paradise lostark m

gojiraark m

slipknotark m

opethark m

accept nowa datadaw m

 

DIVINE WEEP - The Omega Man

 

(2020 Ossuary Records)
Autor: Wojciech Chamryk 
 

divineweep-theomegaman s

Tracklist:
Cold As Metal
Journeyman
Firestone
Riders Of Navia
The Screaming Skull of Silence
Walking (Through The Debris Of Nations)
Die Gelassenheit
Mirdea Lake
The Omega Man
                      
Prawie pięć lat trzeba było czekać na kolejny album Divine Weep, pierwszy z nowym wokalistą  Mateuszem Drzewiczem. Debiutancki CD „Tears Of The Ages” był wydarzeniem, ukazał się też na rynkach zagranicznych. Na „The Omega Man” białostocka grupa wciąż porusza się w stylistyce tradycyjnego/power metalu, wprowadziła też jednak do niego nowe elementy. Najbardziej zauważalna zmiana to słyszalne w niektórych utworach wpływy black czy death metalu: blasty, skrzek, growling; pojawia się też iście thrashowa intensywność, coś na styku siarczystego power i thrash metalu. Można to powiązać z początkami zespołu, grającego przecież w początkach istnienia black metal, a i Mateusz w Hellhaim i w Subterfuge bez kompleksów wykorzystuje pełnię możliwości swego głosu. W Divine Weep również stosuje różne rozwiązania, co bardzo urozmaica warstwę wokalną poszczególnych kompozycji, choćby „Firestone” czy „Walking (Through Debris Of Nations)”. Puryści będą pewnie kręcić nosem na te ekstremalne wtręty, ale wystarczy posłuchać świetnego „The Screaming Skull Of Silence” czy mrocznego, rozwijającego się stopniowo „Mirdea Lake”, gdzie surowe, dynamiczne granie spod znaku wczesnego Running Wild pięknie dopełnia blackowy finał, by przyznać, że ma to sens. Bardziej tradycyjnie jest w czadowym openerze „Cold As Metal” spod znaku wczesnego Iron Maiden, w uderzającym zaraz po nim, równie dynamicznym „Journeyman” i w wieńczącym płytę, zróżnicowanym utworze tytułowym, ze szponiastym, pełnym mocy wokalem. Jest też typowa ballada, nagrana ponownie „Riders Of Navia” z EP „Age Of The Immortal”, a program tej bardzo udanej płyty dopełnia miniatura „Die Gelassenheit” z nośnym basowym pochodem i fortepianową partią. Jest więc może jest trochę inaczej niż na „Tears Of The Ages”, ale to wciąż metal najwyższej próby.
(5/6)
Wojciech Chamryk
143_eskalacja-singiel-158x600-singiel.png 141_baner158x600.gif 140_fatum-158x600-singiel.png 142_badtaste-baner156x600.png 144_mag_158x600px_72_dpi.jpg

Goście

3916191
DzisiajDzisiaj468
WczorajWczoraj1078
Ten tydzieńTen tydzień1546
Ten miesiącTen miesiąc21618
WszystkieWszystkie3916191
18.232.59.38