Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 76sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

kat roman kostrzewskiazq m

vaderazq m

doroplakatze m

nightwishposterz m

opethposterz m

epicaposterz m

helicon metal festival iiidoz m

helloween nowadata m

laibachposterz m

mystic festivalzz m

kiss poster m

steelpanther poster m

evanescenceposterz m

vandenberg poster m

van der graaf generator m

deeppurple 2021 posterb1mn m

fish posterb1 2021 v2ze m

tarja 2021 posterb1 m

 

TRAUMHAUS - In Oculis Meis

 

(2020 Progressive Promotion)
Autor: Włodek Kucharek
 

traumhaus-inoculismeis s

Tracklist:
CD-(German)
1. Das Erwachen (2:13)
2. Bewahren Und Verstehen (8:12)
3. Der Vorsprung (6:11)
4. Entfliehen (5:21)
5. Viele Wege (4:45)
6. Der Neue Morgen (7:36)
7. Verstehen Und Bewahren (5:32)
8. Die Dunkelheit Durchleuchten (8:52)
                 
CD2-(English)
1. The Awakening (2:13)
2. Preserve & Understand (8:12)
3. Walk On Yourself (6:11)
4. Escape (5:21)
5. So Many Ways (4:45)
6. The New Morning (7:36)
7. Understand & Preserve (5:32)
8. X- Ray The Darkness (8:52)
                    
Lineup:
Alexander Weyland (instr. klawiszowe/ wokal)
Tobias Hampl (gitary)
Ray Gattner (perkusja)
Till Ottinger (bas)
                  
Spójrzcie na pełną tajemnicy, mroczną i zagadkową okładkę premierowego albumu niemieckiego kwartetu Traumhaus, porównajcie szatę graficzną w zestawieniu w tekstami oraz treścią wywiadu z Alexandrem Weylandem, klawiszowcem zespołu i jedynym członkiem, który uczestniczył przed ponad dwudziestu laty w formowaniu składu grupy, a dojdziecie zapewne do takiego samego wniosku jak niżej podpisany, że rzadko zdarza się taka symbioza artworka z problematyką poruszaną w poszczególnych songach. Łacińskie „In Oculis Meis” oznacza dosłownie „w moich oczach”, ale spotkałem się także z interpretacją      ”Otwórz oczy!”, „Czuwaj/ bądź uważnym”. Ten tytuł, jego treść ma znaczące powiązanie z werbalnym przekazem zawartym w tekstach songów, które zajmują się sprawami współczesnego świata, często wywołującymi kontrowersje wśród rozlicznych medialnych dyskutantów. Sądzę, że bez nadmiernego ryzyka można ocenić, że album „In Oculis Meis” należy do kategorii zaangażowanych społecznie, wskazując niektóre punkty zapalne w życiu społeczeństw, poruszając sprawy ważne, do których odniósł się również A. Weyland we wspomnianym wywiadzie (niebawem na łamach HMP). Niezbyt częsty to przypadek, gdy rockowy band umieszcza w kręgu swoich zainteresowań kwestie, które burzą krew wielu ludzi, które czasami po prostu wkurzają, pokazując bezradność jednostki, które tylko pozornie nie dotyczą nas, ponieważ ich globalny zasięg wpływa prędzej czy później na życie pojedynczych ludzi, społeczeństw, całych narodów. W tekstach pojawia się wiele negatywnych emocji, złość, wściekłość, inne pejoratywne emocje, które znajdują swoje ujście w muzyce Traumhaus, czyniąc ją, w odróżnieniu do poprzednich płyt, znacznie bardziej agresywną, ekspansywną , surową, cięższą i mroczną. Poszczególne utwory są jak na możliwości zespołu stosunkowo krótkie, żaden nie przekracza dwucyfrowej granicy, co do tej pory było w dorobku fonograficznym zespołu swoistą normą. A to skondensowana, zwięzła forma pozwala łatwiej na spojrzeniem krytyczne, na wyrażenie protestu, na zademonstrowanie, oględnie mówiąc, niezadowolenia z tego, co się dzieje na całym świecie, ale przede wszystkim bliżej nas czyli w Europie. Niektóre myśli, wnioski, spostrzeżenia uważny słuchacz bez trudu przeniesie na naszą polską rzeczywistość, stąd pewien rodzaj uniwersalizmu treści, nie napiszę piosenek, bo to w kontekście klimatu powagi tego albumu zwykły obciach i nieporozumienie, dlatego użyję po raz n-ty określenia, utworów. A stricte muzycznie longplay „In Oculis Meis” łączy wiele wpływów i inspiracji, od progrocka przez heavy rocka aż po brzmienia progresywnego metalu, z potężnymi i motorycznymi riffami. Brzmienie jest dosyć surowe, momentami drapieżne i agresywne, chociaż bogate w różne rozwiązania instrumentalne, z licznymi zmianami rytmu. Niesamowite są tematy melodyczne, w licznych akapitach piękne, nośne, już po pierwszym przesłuchaniu pozostające w pamięci, a to co się dzieje melodycznie w refrenach zamykającego program songu „Die Dunkelheit Durchleuchten/ X-Ray The Darkness” powoduje, że chyba każdemu słuchaczowi „kopara” opadnie do samej ziemi. Generalnie nowe kompozycje Traumhaus wyróżniają się także ponadnormatywną dynamiką, świeżością, totalnym spontanem, mocnymi riffami i potęgą sekcji rytmicznej. Kompozytor, keyboarder, songwriter i producent w jednej osobie Alexander Weyland zaproponował kompletną swobodę innym muzykom w kształtowaniu swoich partii indywidualnych, a rezultatem takiego podejścia jest fakt, że instrumentalnie najwięcej do powiedzenia mają gitary Tobiasa Hampla, oraz dynamit duetu bas (Till Ottinger)- perkusja (Ray Gattner), natomiast sam autor skromnie obserwuje te brawurowe, rockowe ekscesy nieco wycofany, jakby z drugiego planu, z którego tylko czasami przebijają się na front i dominują kapitalne partie Hammondów, melotronu czy analogowych syntezatorów, do których sam Weyland ma słabość, której geneza sięga do lat 70-tych. Pozostając jeszcze przez moment przy warstwie instrumentalnej dodam, że klawisze są obecne na tej płycie od pierwszej do ostatniej nutki, ale ich brzmienie dozowane jest dosyć oszczędnie, czarują często dyskretnie schowane za prawdziwą ścianą dźwięków gitarowo- perkusyjnej „fabryki”. Bo gitara prowadząca dosyć często posiada władzę nad całą przestrzenią, szarpiąc ją zadziornymi riffami, często ostrymi jak skalpel, rzadziej „bawiąc” się w subtelności. Jak do tego dołożymy energię perkusyjnych beatów i basowe „wycieczki” po pięcioliniach, to chwilami wewnątrz utworu wszystko grzmi, burzy się i odpalane są kolejne fajerwerki. Nadmienię tylko, że rola duetu bas- bębny też nie jest jednowymiarowa, bo nie ogranicza się  wyłącznie do dyktowania rytmu, wytyczania podziałów rytmicznych, przejmując w niektórych fragmentach prowadzenie linii melodycznej.
Prawie wszyscy interesujący się sceną rocka progresywnego zauważyli, co nie było trudnym zadaniem, że piąty album grupy, wliczając do dyskografii „Ausgeliefert”, otrzymał podwójną edycję językową, Alexander Weyland zaśpiewał teksty w swoim ojczystym języku, a następnie, traktując to jako formę otwarcia wobec publiczności międzynarodowej, dla której język niemiecki okazuje się niezrozumiały, przygotował z wykorzystaniem wsparcia lingwistycznego wersje songów z treścią w języku angielskim. Nie było to zadanie łatwe, raczej dosyć karkołomne wyzwanie, ponieważ nie zawsze pisząc tekst utworu twórcy planują taki zabieg, a po drugie oczywistym jest fakt, że różnice semantyczne, także po części dyferencje na przykład w dziedzinie składni, skutecznie potrafią utrudnić tłumaczenie tekstu, nie ponosząc strat w przekazaniu intencji, którymi kierował się autor. Trochę na temat wiem, gdyż z zawodu i wykształcenia jestem germanistą i w swoim już długim życiu zawodowym miałem do czynienia wielokrotnie z zawiłościami językowymi. Kto wie czy język literacki, poetycki przekaz nie stanowią trudności najwyższego stopnia w tłumaczeniu, bo przecież to nie jest list do cioci Helenki. Śmiem twierdzić , że sam nie podjąłbym się takiej pracy, gdyż uważam, że obok umiejętności czysto językowych należy czuć emocje zawarte w takim tekście, należy mieć duszę literata, samemu być pisarzem. Są ludzie, nieliczni, którzy posiadają talent w tym kierunku i potrafią stworzyć z tłumaczenia dzieła literackiego prawdziwy brylant. Z mojej działki germanistycznej legendą owiane zostały translacje geniusza w tym zakresie, nieżyjącego od 2016 Karla Dedeciusa. Ale powracając do meritum, to niezła „gimnastyka” intelektualna, której rezultaty zawsze trudno ocenić. Pod tym względem praca wykonana została na wysokim poziomie, a opieram się w tym punkcie na opinii fachowców- anglistów. Ale znaczenia słów, zdań, metafory, synonimy, idiomy to tylko skrawek całości, ponieważ istnieje jeszcze tak ulotny czynnik, jak strona emocjonalna interpretacji, wczucie się jak aktor w teatrze w przekaz, który ma trafić do słuchacza. Tego nie można się do końca nauczyć, w jaki sposób wyrazić wściekłość czy gniew w innym języku, tym obcym, nieojczystym. Także w tej kwestii opinie, nazwijmy je medialnymi są przyjazne. Zapewne uważacie, że ględzę jak stara plotkara na bazarze z pietruszką, ale potrafię sobie wyobrazić skalę kłopotów, o której można nieco dowiedzieć się, czytając magazyny muzyczne. A co z samą muzyką! Jest dobrze, bardzo dobrze, chwilami znakomicie! Ale także pod względem stricte muzycznym nastąpiły zmiany.
Zwraca uwagę rola bogatej palety brzmień kreowanych przez instrumenty klawiszowe, obecne od zawsze w profilu stylistycznym Traumhaus, ale na najnowszej płycie keyboarder Alexander Weyland zrezygnował z funkcji głównego architekta muzycznego, wycofując się w pewnym sensie na peryferie nurtu dźwiękowego, ustępując miejsca i oddając rolę główną gitarze, która hasa w przestrzeni każdego utworu „rozsiewając” swoje riffy po całej powierzchni, czyniąc z nich znak rozpoznawczy kompozycji. Według mojego zupełnie subiektywnego poglądu riffing zbliża wiele fragmentów instrumentalnych albumu do strefy wpływów metalu progresywnego, kojarząc mi się na przykład z Pain Of Salvation. Naturalnie to spostrzeżenie może być zupełnie chybione, ale chciałbym tym porównaniem wyznaczyć tylko pewne graniczne, orientacyjne ramy. Oczywiście Tobias Hampl nie należy do grona rockowych drwali z ograniczoną znajomością sekwencji akordów, zatem nie wywija „wiosłem” na prawo i lewo ogłuszając hałasem ukrywającym techniczne niedoróbki, lecz w pełni suwerennie podejmuje decyzje w wielu akapitach o stopniowaniu mocy, przyspieszeniu bądź spowolnieniu przebiegu muzycznych wypadków, w jakim punkcie doładować energii „do pieca”, kiedy pofolgować, wyhamowując pęd kompozycji. Bogaty katalog indywidualnych umiejętności oferuje spore możliwości różnicowania dynamiki, podkręcania tempa, przejmowania odpowiedzialności za kształt figur melodycznych, decydowania o mniej lub bardziej surowym, drapieżnym brzmieniu. Niekiedy gitara występuje w roli wiodącego składnika instrumentarium, inicjując nowy motyw melodyczny, a te praktycznie wszystkie zachwycają swoją urodą. Każdy utwór ma melodycznie to „coś” przyciągającego zmysł słuchu, urodziwego i klarownego. Nie należy jednak wyciągać fałszywych wniosków, że gitarowe „ekstrawagancje” zdominowały albumową przestrzeń. W różnych zakątkach „In Oculis Meis” , których poznanie zajmuje trochę czasu, spotkamy frazy, w których potencjał elektrycznych strun zostaje świadomie okiełznany, wycofując się na drugi plan, dbając o równowagę akcentów brzmienia i tylko epizodycznie przypominając pomrukiem wzbudzonych strun, że fabryka mocy jest gotowa do kolejnego występu. A jako podsumowanie tej oceny pracy gitarzysty Tobiasa Hampla napiszę krótko: Chapeau bas!
Powróćmy jeszcze na moment do roli klawiszowych baterii, ponieważ ich dowódcy udało się bezbłędnie połączyć rockową klasykę z nowoczesnością, integrując zdobycze elektroniki z analogowymi „wynalazkami”, melotronem, organami, fortepianem, a efektem takiej strategii postępowania wydaje się być wręcz idealny kompromis pomiędzy akcentami keyboardowymi retro a innowacyjnym podejściem do roli klawiszy we współczesnej  muzyce rockowej. Słuchając tych niespełna 50 minut muzyki powstaje wrażenie, że partie instrumentów klawiszowych pojawiają się we właściwym miejscu i czasie, dopasowując się precyzyjnie do całościowego obrazu dźwięków, czasami stanowiąc piękne tło, innym razem budując wstęp do nowych pejzaży brzmieniowych. Nie wolno także zapomnieć o roli Alexandra Weylanda w procesie przygotowania aranżacji, wykreowania i wprowadzenia elementów symfonicznych, wyboru orkiestracji, upiększających bogactwo dźwięków kompozycji, czego pierwszym dowodem jest pierwszy punkt programu, zatytułowany „Das Erwachen/ The Awakening”, rodzaj intra, które od pierwszej nutki swoim symfonicznym rozmachem, partią chóru i fortepianu, orkiestrą klawiszy wprowadza słuchaczy w klimat klasyczności, rozerwany na strzępy po upływie kolejnej minuty pazurami elektrycznej gitary. W trakcie 120 sekund przeniesieni zostajemy ze świątyni symfoniczności do progmetalowej dżungli. Mając ten efekt na uwadze, trudno się dziwić nazwie tego akapitu, bo „budzenie” następuje w bardzo spektakularny sposób. Ta linia mocy kontynuowana jest także w następnym rozdziale opowieści Traumhaus, „Bewahren und Verstehen/ Preserve & Understand”, gdzie o swoim pierwszorzędnym znaczeniu przypomina po raz pierwszy, ale nie ostatni, duet tworzący skład sekcji rytmicznej, basista Till Ottinger oraz perkusista Ray Gattner, którzy nie ograniczają się wyłącznie do wytyczania kierunku ścieżek rytmicznych, lecz stają współodpowiedzialni za prowadzenie tematów melodycznych. Tych dwóch gości nie odtwarza lecz projektuje strukturę brzmieniową każdej kompozycji, wpływając na selektywność brzmienia i spójność przekazu.
Gdybym  miał wskazać utwory, które mi przypadły najbardziej do gustu, mijałoby się to z celem, gdyż „połknąłem” te 50 minut muzyki natychmiast i po wysłuchaniu rozglądałem się za „jeszcze”, korzystając bardzo szybko z funkcji odtwarzacza „Repeat”, co było tym większą przyjemnością, że mogłem sobie wymiennie pozwolić na manewrowanie pomiędzy wersją z angielskimi tekstami a wersją niemieckojęzyczną. Takie postępowanie utwierdziło mnie w przekonaniu co najmniej  w dwóch punktach, że jako słuchacz należy ten materiał potraktować całościowo, że nie ma sensu bawienie się w „skoczka” na szachownicy wybiórczo przemieszczającego się z jednego pola na następne, ponieważ koncepcyjność albumu wyraziście podkreśla bezsens takiej czynności. Chodzi tutaj także o tak ulotne komponenty jak stopniowanie nastrojowości, zmienność barw w palecie dźwięków w poszczególnych utworach, które potrafią być raz łagodniejsze, pastelowe (rzadziej), a innym razem wściekle ponure, szare, agresywne (Spójrzcie na okładkę płyty!). Po drugie każdy song to zaplanowany ciąg zdarzeń, które uzasadniają tytuł albumu, czyli dostarczają ludziom, odbiorcom muzyki, argumentów takiej reakcji jak „In Oculis Meis” (Augen auf!- Bądźcie, czujni! Otwórzcie oczy!- interpretację znaczenia każdy powinien stworzyć sobie sam). W resume zamieszczę tylko jedną uwagę „Zwróćcie uwagę na ten album!”, muzyka na nim zarejestrowana da Wam wiele estetycznych wzruszeń, zaoferuje Wam zarówno piękno, jak też brzydotę współczesnego świata, „malowane” dźwiękami. To nieco inny wizerunek muzyczny Traumhaus  aniżeli na poprzednich płytach, bardziej ostry, bez upiększeń, dobitny i surowy, ale równie wciągający i zagadkowy. Bardzo dobra płyta!
(5/6)
Włodek Kucharek
                              
Post scriptum potraktuję w kategoriach załącznika w którym zamieszczę garść informacji biograficznych związanych z działalnością zespołu. Śladów genezy Traumhaus należy poszukiwać w zaskakująco odległej przeszłości, bo w okolicach roku 1994, gdy grupa szkolnych kolegów założyła kapelę Zweeback, występującą „live” na różnych imprezach i grająca głównie covery. Jedynym aktualnie członkiem grupy, który współuczestniczył w formowaniu składu Traumhaus, jest klawiszowiec, producent, songwriter, aranżer Alexander Weyland. Fonograficznie najpierw przygotowane zostały własnym sumptem dwa dema, nieco później po zmianach personalnych pojawił się pierwszy samodzielny longplay „Ausgeliefert” , wydany oficjalnie i zremasterowany w roku 2014 przez Progressive Promotion Records. Natomiast pod nazwą Traumhaus grupa zaistniała w roku 2001 wraz z nowym materiałem zarejestrowanym na płycie. Ewolucja nastąpiła także w zakresie stylu, zaczęło się od rocka i grunge’a preferowanego przez Zweeback, później grupa wybrała zakręt w kierunku rocka alternatywnego z akcentami proga, aż w końcu zainteresowała się szerzej dorobkiem rocka progresywnego, chociaż współcześnie szufladkowanie stylistyczne kompozycji Traumhaus mija się z celem, gdyż muzycy postawili na dobrze pojmowaną wszechstronność, korzystając swobodnie z priorytetów różnych odmian stylistycznych  i nie zamykając się w jednej klasyfikacji. Nadmienić należy także, że jedynym muzykiem kwartetu, dla którego tworzenie i wykonywanie muzyki jest zawodem, jest perkusista Ray Gattner. Ta informacja służy także wyjaśnieniu, dlaczego Traumhaus nie wykazuje się zbyt dużą aktywnością koncertową.
120_slider_ot.gif

Goście

3484161
DzisiajDzisiaj1401
WczorajWczoraj1723
Ten tydzieńTen tydzień5139
Ten miesiącTen miesiąc56997
WszystkieWszystkie3484161
34.234.207.100