Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 89sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

pandemic m

BLACK SABBATH - Anno Domini 1989-1995

 

(2024 BMG)
Autor: Bartłomiej Łękarski
 
blacksabbath-annodomini1989-1995 s 
Kiedy Naczelny zagadał, czy podejmę się przesłuchania zaraz wydawanego boxu Black Sabbath z okresu z Tonym Martinem, moja odpowiedź była jedyna i słuszna – tak! Potem podrapałem się po głowie i przypomniałem, że oni przecież nagrali też „Forbidden”, który nazywałem z kumplami „Forgotten”…
                  
Może zacznę od tego, że okres Sabbath z Panem Martinem doceniłem dopiero po latach. Nie ukrywam, że moje pierwsze zetknięcie z Sabbath to „Dehumanizer”, kaseta, którą dostałem jakoś w 1993 roku na zachętę, bo zaczynałem już mocno wkręcać się w metal. Słyszałem wcześniej kawałek „Time Machine” na ścieżce dźwiękowej do filmu „Wayne’s World”, którą również dostałem jakoś przy okazji. Baaardzo mi się podobał, nie znałem jednak zawiłości składowych tej kapeli, nie wiedziałem zatem „kto kiedy z kim w co i po co”, tak naprawdę. Potem miałem rozkaszloną fazę („Sweet Leaf”, all right now!) na pierwsze cztery albumy z Ozzym i przez długi czas była to moja biblia. Przypadkiem potem dostałem od ziomka z kosza na śmieci (serio) zestaw kaset, które ktoś (co za idiota) wyrzucił, a ziomek miał serducho i przytulił je do siebie. Z racji tego, że bardziej lubił Fear Factory aniżeli heavy metal (Dżezu – pozdrowienia!), oddał mi je. Było tam coś niesamowitego, a mianowicie „Eternal Idol” z Tonym Martinem na wokalu. Wcześniej uważałem, że te płyty z Panem Martinem są najgorsze, no bo nie są tak popularne, prawda? Cóż za niesamowity tok myślenia. Ale do rzeczy – Wieczny Idol wszedł mi jak kebsik z ostrym sosem u Abdula na Dickensa, więc zacząłem gmerać dalej. Odkryłem „Tyr”, który okładką przypominał mi jakiś black metal, a że byłem ciut wtedy na tej fazie, więc łyknąłem album bez popitki. Oczywiście blacku tam nie było, ale był za to przecudowny, majestatyczny heavy metal przez duże H i duże M (wiem, brzmi jak kryptoreklama firmy odzieżowej - śmiech). Posłuchawszy, pokochawszy, zacząłem cofać się i próbować o co z tym Tonym chodzi; tak doszedłem do „Headless Cross”. Znów – bam! – ale heavy, czemu ktoś na to psioczy? Gmerając dalej, załapałem się na „Cross Purposes”, tu już w trakcie wydania, czytałem polskiego Metal Hammera, więc byłem na bieżąco. Został zatem tylko „Forgott..” , sorry, „Forbidden”, no i… no i.
                
Okres Pana Tony’ego Martina w omawianej kapeli jest według mnie jednym z ciekawszych momentów, właśnie dlatego że według mnie Black Sabbath był wtedy w pełni heavy metalowym zespołem posiadającym atmosferę, brzmienie, otoczkę i ludzi, którzy w tym klimacie po prostu siedzieli. Na perkusji w „Headless Cross” oraz w „Tyr” Cozy Powell. No dobrze, na „Forbidden” też gra. Dla mnie była to perkusyjna maszyna z lat 80h. Synonim słowa metal – popatrzcie na jego zdjęcia, ta grzywka, ten nos. Cały czas szkoda, że tak się z nim stało, jego historia powinna być weselsza. Chłopak grał m.in. w Rainbow, u Michaela Schenkera, coś rzeźbił z Yngwie Malmsteenem, trochę w Whitesnake - mało metalowo? Na „Cross Purposes” zagrał na perce Bobby Rondinelli, kolejny wariat współpracujący z Doro, również Rainbow, Quiet Riot. Ich gra tworzy zupełnie inną bajkę, aniżeli robił ją Bill Ward dla przykładu. Żadnego bluesa, żadnego zioła, żadnego hard rocka – czysty walący w nos heavy. No ale po kolei.
                    
„Headless Cross”, który odpaliłem z mojej wersji boxa, urywa na słuchawkach łeb – brzmienie jest czystsze, ale bez przesady, cały czas daje latami 80. – jak słyszę te trójki na basie zagrane palcami w tytułowym numerze, perkusję Cozy’ego, która tak fajnie dudni w pogłosie, parapecik, na którym opiera się włochaty Geoff Nicholls, no i oczywiście, Panie i Panowie: Tony Iommi! I nagle krzyk Tony’ego Martina: „Heeeaadleeeess Croooosss!!! ” Tu wszystko tak wspaniale słychać, że gęba się sama cieszy. Zamykam oczy i jadę dużym fiatem, tfu, jak marzyć to marzyć, jadę BMW M1 po rozświetlonym, ciepłym o tej porze roku wybrzeżem Szkocji, nie spiesznie, spokojnie, ale za plecami mam jeden z najlepszych zespołów metalowych świata. Cudownie. Na CD mamy dodatkowy bonus w postaci kawałka „Cloak and Dagger”, który w tych zamierzchłych czasach był dodany do wersji winylowej. Nadal podoba mi się okładka, prosta, a masywna jednocześnie. Nie wiem, czy wiecie, ale w kawałku „When Death Calls” solo pocisnął sam Brain May, tak, ten z Queen. Dobra, jadymy z „Tyr”, jak mawiają na Ślunsku. Jest dla mnie mocniejszy niż poprzednik, Tony Martin chyba też się czuje pewniej. Uwielbiam utwór otwierający album. Cały czas robi na mnie ogromne wrażenie. Co dziwne, bas jest tu mniej słyszalny, ale ogólne brzmienie jest bardzo podobne do Bezgłowego Krzyża. Myślałem, że podczas remasteru jakoś ten bas tam wydłubią wyżej. Szkoda. Tu żadnych dodatków nie ma. Lecimy dalej naszym M1 w rozkręcające się lata 90. „Cross Purposes” jest już w nich mocno osadzony. Dominują mocne, mniej klimatyczne kawałki. Ale Tony Martin nadal w tej stylistyce się idealnie odnajduje, gość ma bardzo szeroki wachlarz i chwała mu za to. Na basie gra tu nasz stary znajomy, Geezer Butler – bas jest tu słyszalny jak bąk w kościele – wiedział, jakie podczas swojego udziału w nagrywaniu postawić warunki. Ten album jest bardzo dobry, mocne numery, nadal czuć co to za kapela. Taka „Psychophobia” jest tak fajnie progresywna, zmiany tempa, melodii, mniam. Na deser nowego wydania mamy kawałek „What’s the Use”, który wcześniej był tylko na japońskiej wersji albumu. Ciekawa jest okładka, dająca duże pole do interpretacji. No i zmierzamy do tego, z czym mi najmniej po drodze, ale idę zaraz wyjaśnić czemu.
                      
Rok 1995 był bardzo trudny dla klasycznego heavy metalu. W zasadzie niewiele kojarzę albumów, o których by się jakoś szerzej pisało czy je przeżywało. W prasie undergroundowej dominował już schodzący z tronu death metal, żeby ustąpić miejsce młodemu agresywnemu koledze, black metalowi. Grunge już pomału gasł, na oficjalnym forum prym wiodły zatem dziwactwa w postaci przystępnego hardcore czy industrialu. Pięć minut miał jeszcze nurt melancholijny, ale chyba ze względu na swoją depresję szybko zszedł, że się tak wyrażę. No i nagle Black Sabbath wydaje album. Taaak. Na pewno nie było im łatwo wpasować się ze swoją muzyką. No i dla mnie zrobili coś, czego nigdy nie powinni zrobić – czyli starali się dopasować. „Forbidden” wyprodukował im Ernie C, czyli koleś odpowiedzialny za zespół Body Count, w którym grał wraz z raperem Ice-T. Nie wiem, jaki miał wpływ na powstawanie kawałków, ale one są tak nie „sabbathowe”, że mogli zmienić nazwę… To nie jest tak, że one są złe od początku do końca. Chodzi raczej o to, że nie pasują w żadnym momencie do tego tak absolutnie kultowego zespołu. Wokal śpiewa jak grunge (jak ten Tony to zrobił??), riffy są jak najbardziej okey, choć zbyt płaskie jak dla mnie. Dodam, że teraz brzmi tu wszystko naprawdę dobrze. Perkusja, bas, gitary, elegancko, zero przyczepiania się. Oczywiście numer tytułowy ma melodię trochę jak stary Black Sabbath, ale znów numer, w którym coś tam śpiewa Ice T… ehh, wiem, konserwa mi się włącza, no ale nic nie poradzę. Bardzo za to podobała mi się okładka, co prawda komiks, ale że lubię, to mi pasowało. Na zachętę dodam, że do tego albumu dodany jest znów numer bonusowy „Loser Gets It All” wcześniej z japońskiego wydania. Warto to wszystko mieć, kurde, serio. To są tak ważne rzeczy, że bez sensu jest to tłumaczyć. To jest absolutna klasyka, a głos Tony’ego jest tak wyjątkowy, że choćby po to, żeby usłyszeć jak ta kapela ewoluowała, warto to kupić. Dodam, że znam aktualnie więcej kibiców Tony’ego aniżeli któregokolwiek z wcześniejszych wokalistów. O czymś to świadczy. Bierzcie i kupujcie, albowiem jest to dobro nasze. Amen.
Bartłomiej Łękarski
rightslider_005.png rightslider_004.png rightslider_002.png rightslider_001.png rightslider_003.png

Goście

5221513
DzisiajDzisiaj415
WczorajWczoraj4357
Ten tydzieńTen tydzień11947
Ten miesiącTen miesiąc29447
WszystkieWszystkie5221513
3.238.121.7