Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 73 sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

ghost plakatz m

sacred reich plakatc m

exumer plakat m

voivod plakatzyx m

plakat-b1-zpm m

heavy attack posterver final 1 m

hrllhaim plakat poster m

drownmyday-oraz-testergier-postare m

metalowa-wigilia-2019-web-posterzyx m

pol wieku w chaosie poster m

dreamtheater-poster m

rhapsodyoffire-posterb1 m

hammerfall posterb1 m

atropha plakatzzz m

lamb of god i kreator plakat m

lucifer plakatb m

mystic festival 2020b m

THE TEX AVERY SYNDROME - Origin

 

(2019 Noizgate)
Autor: Wojciech Chamryk
 

thetexaverysyndrome-origin s

Tracklist:
1. Long Desert Run
2. Circle Around The Sun
3. Pendulum
4. Life Is For The Living
5. Disillusion
6. Pulling Teeth (feat. Brock Lindow)
7. Closure
8. All is Not Lost (feat. Carl Schwartz)
9. Warflower
10. Rage Gene
11. Sangre De Mi Padre
12. Betrayer
                  
Lineup:
Laura Gierl – Vocals
Christoph Kipper – Guitar
Nico Meister – Guitar/Vocals
Thomas Muck – Bass
Alexander Stehle – Drums
                  
„Origin” to długogrający debiut niemieckiego zespołu – swoją drogą The Tex Avery Syndrome muszą być naprawdę zakręceni na punkcie starych filmów animowanych, skoro oddali w swej nazwie hołd jednemu z ich najwybitniejszych twórców, autorowi postaci królika Bugsa. Myślę jednak, że urodzony jeszcze przed I wojną światową mr. Avery nielicho przestraszyłby się usłyszawszy „Origin”, bo to ekstremalny metal zagrany na najwyższych obrotach, miks metalcore'a z death metalem. Owszem, czasem nawet dość melodyjny, szczególnie w instrumentalnym  „Disillusion” czy w zwolnieniach „Closure”, ale rządzą tu jednak blasty, ostre riffy i obłędny ryk/skrzek Laury Gierl – ma dziewczyna parę, to trzeba jej przyznać. Co prawda wyryczany początek „Pulling Teeth” brzmi niczym growlowa parodia czystego śpiewu, a i warstwa instrumentalna też tu kuleje, ale raptem po minucie męczarni wszystko wraca do normy, zwłaszcza, że słychać tu też głos Brocka Lindowa z 36 Crazyfits. Przesadzili też w finałowym „Betrayer”. Sam numer jest nawet OK, z delikatnym wstępem, ostrą jazdą i balladowym zwolnieniem, ale po co w środku te trzy minuty ciszy, zabieg  może i fajny 25-30 lat temu, ale teraz sztampowy jak diabli? Końcówka też niczym nie powala, bo to połączenie surowego łomotu z jakimś gadkami, ale we wcześniejszych utworach The Tex Avery Syndrome pokazali jednak, że grać potrafią, dlatego:
(4/6)
Wojciech Chamryk

126_bulletraid_baner2.gif 124_hex_cd.jpg 125_heavy_attack_ad_banner.jpg 123_reklama158X600.gif 127_zakk_158x600_hmp.gif 128_pol-wieku-w-chaosie3.gif

Goście

2743008
DzisiajDzisiaj242
WczorajWczoraj3531
Ten tydzieńTen tydzień15172
Ten miesiącTen miesiąc45215
WszystkieWszystkie2743008
3.233.224.8