Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 89sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

pandemic m

„Nikt nas nie goni” (Mayhayron)

           

Mayhayron to zespół, który istnieje dla przyjemności, radości z heavy metalu i fajnych relacji kumpelskich. Nadal śmieszą ich stare żarty, nie wypierają się sentymentów do swoich początków, nikt ich nie goni, nagrywają i grają, kiedy mają ochotę. A tę ostatnimi czasy mają szczęśliwie częściej, niż dawniej. Ja mam w pamięci ich zeszłoroczny świetny koncert w Krakowie, niedawno zagrali na doskonałej trzeciej edycji Helicon Festival. Kto ich widział, ten na pewno czuje, że ta naturalna, nienadęta atmosfera, jaka otacza Mayhayronów dobrze rezonuje z odbiorcami. A kto nie widział... niech czyta poniższy wywiad z chłopakami! Spodoba się nie tylko sentymentalnym heavymetalowcom “dorastającym” 20 lat temu.

                

HMP: Jak to jest z tą Waszą przerwą w graniu? Mayhayron nigdy się nie rozwiązał, co jakiś czas coś się u Was działo, ale i tak ogłoszenie, że zagracie m.in. na Heliconie wywołuje komentarze o „powrocie Mayhayron” albo takie w stylu: „to oni żyją?”.

Maciek: No zwolniliśmy nieco, a nawet bardzo. Spotykaliśmy się sporadycznie przez ostatnie kilka lat, grając próby tak dla przyjemności, oderwania się od naszych kieratów. Na pewno duży wpływ na to miała utrata naszego legendarnego w niektórych kręgach garażu, gdzie dawniej co weekend odbywały się nasze próby, a często przeradzały się w pokaźne imprezki. (śmiech) Teraz gramy nie u siebie, czasem trudno się zgrać na konkretny termin, każdy z nas ma swoje życie, rodziny, prace i Mayhayron trochę zszedł na dalszy plan. Ale zespół cały czas funkcjonował, na zwolnionych obrotach.

Michał: Ważne jest to, że, mimo słabej aktywności, nigdy nie zawiesiliśmy działalności. Jakoś naturalnie przeszliśmy w tryb grania “jak się uda”, z nadzieją, że coś może się kiedyś ruszy. No i ruszyło. Zwyciężyło chyba to, że nigdy nie byliśmy przypadkowym zlepkiem “grajków” o wspólnym celu, ale kumplami, którzy lubią ze sobą pograć.

Olek: Można chyba powiedzieć, że Mayhayron dla każdego z nas jest czymś więcej niż tylko zespołem, w którym aktualnie gramy. Nie mamy ciśnienia, nikt nas nie goni. Każde nasze spotkanie to cały czas przyjemność, okazja do głupich żartów (mimo ciągłego powtarzania ich od lat, nadal śmiesznych) i trzepania łbem w rytm najlepszej muzyki na świecie. Każdy, kto widzi nas na żywo może z łatwością wyczuć, że mamy z grania ogromną radochę. A chyba jeszcze większą z zarażania nią publiczności.

Zgadza się, ja też się przyznaję, że Wasz „powrót” budzi we mnie radość i podobnie, jak dla wielu osób, działa jak wehikuł czasu. Wasz zeszłoroczny koncert w Krakowie był naprawdę kapitalny. Też macie poczucie takiego „wehikułu czasu”?

Maciek: Fajnie, że się podobało. Dla nas to też było wspaniałe wydarzenie, po ośmiu latach niebytu wrócić na scenę. Tak naprawdę zupełnie inaczej się gra, jak jest przed tobą jakiś cel, nawet jeżeli jest to tylko jeden koncert. A i frekwencja w Zaścianku mocno przerosła nasz oczekiwania, niektórzy przyjechali specjalnie z emigracji, żeby poczuć ten stary dobry klimat makaronowej imprezy. Także wehikuł czasu to również dla nas.

Olek: Ja raczej nie miałem poczucia “wehikułu czasu”. Szczerze, gdy weszliśmy na scenę, czułem się, jakbyśmy poprzedni koncert grali nie 8 lat temu, a może 8 tygodni. Nigdy to z nas nie wyszło. Niemniej, zobaczyć tyle ludzi i to tak się bawiących po takim czasie - mocno budujące przeżycie.

Kiedy zakładaliście Mayhayron, wszyscy cieszyli się, że „w Polsce heavy metal grają”. Jednak chyba nie uwierzylibyście, gdyby Wam ktoś wtedy powiedział, że w 2023 roku będziecie otoczeni aurą „kultowego zespołu sprzed 20 lat”? (śmiech)

Maciek: (śmiech!) Kultowego?Fajnie być kultowym. Rozumiem zamysł, zresztą słyszałem już takie opinie na nasz temat, ale myślę, że jest to małe nadużycie. Ale fakt, że ludzie nas pamiętają i mile wspominają, mimo naszego delikatnie mówiąc skromnego dorobku jest naprawdę wspaniały.

Michał: No to pojechałaś z tym “kultowym”... (śmiech)

Kiedy zaczynaliście, w metalowym światku heavy wciąż było trochę niszowe i przebrzmiałe. Obecnie doczekaliśmy się reaktywacji popularności gatunku wraz z całą jego estetyką oraz boomu na nowe kapele. W 2003 roku nie do uwierzenia, prawda?

Maciek: Jak zakładaliśmy Mayhayron to faktycznie granie heavy było niszowe, ale zaczynał się nowy etap i to nie tylko w Polsce. Wtedy przecież zaczynał m.in. HammerFall Primal Fear czy Rhapsody. A po naszych koncertach zawsze słyszeliśmy teksty typu „to ktoś jeszcze tak gra?”. A w Polsce jak się okazało było już sporo kapel w tej stylistyce, z którymi zaczęliśmy się spotykać później na koncertach, choćby Monstrum, Dragon's Eye czy Motorbreath. Fakt że przy wiodącej roli cięższej muzy w tamtej rzeczywistości, reakcja na nasze koncerty początkowo mocno nas zaskoczyła.

Michał: Nasz heavy metalowy styl dał nam, jak się okazało naprawdę dużo koncertów na początku. Nieświadomie wstrzeliliśmy się w ten trend. Ludzie zapraszali na z czystej ciekawości, pobawić się przy wesołym starym brzmieniu. Jakoś nikomu nie przeszkadzało mieszanie death metalu z heavy na jednej scenie.

Właśnie, zmienił się też sposób koncertowania. Kiedyś graliście supporty przed death/black metalowymi kapelami. Dziś mamy całe heavymetalowe trasy, nie mówiąc już o tak spójnych stylistycznie festiwalach jak Helicon, na którym lada moment zagracie. Cieszycie się z tej zmiany, czy jeszcze nie zdążyliście się dobrze wgryźć w ponowne koncertowanie, żeby to móc porównać?

Maciek: Tak było, faktycznie. Gdy graliśmy nasz pierwszy wyjazdowy koncert mieliśmy grać przed trzema kapelami black/death metalowymi. Jako że mieliśmy grać pierwsi, to podróż była mocno zakrapiana, bo zaraz gramy przecież. Na miejscu okazało się, że wszystkie kapele proszą, żebyśmy zagrali ostatni, bo nie chcą grać po heavymetalowcach. (śmiech) Czekaliśmy więc jeszcze trzy godziny na backstage no i jak weszliśmy na scenę to już byliśmy mocno wyluzowani. (śmiech) Ale koncert był super i reakcja publiki niesamowita. Takie mieliśmy młode głowy.

Michał: Formuła Helicon jest nam bardzo bliska. Sami byliśmy organizatorami podobnego przedsięwzięcia, festiwalu Rise Your Fest. Temat był bardzo podobny, dużo heavy i dobrej zabawy. Wspomnienia są bardzo miłe, gościliśmy wiele wspaniałych kapel, jak Ceti, Stos, Kruk, Dragons Eye, Witchking i wiele, wiele innych fajnych formacji. Koncertowanie zatem mamy chyba we krwi. Ja osobiście wolę zabawę na scenie niż siedzenie w studiu. Zmienił się może trochę sposób organizacji, promocji, ale koncerty same w sobie wciąż są takie jak dawniej.

Róznica też taka, że u progu działalności Mayhayron byliście bardzo młodzi, chwilę wcześniej byliście dzieciakami. Dziś na Wasze koncerty przychodzą między innymi ci sami ludzie co kiedyś. Zdarza się, że przychodzą z własnymi dzieciakami? Rośnie nowe pokolenie fanów Mayhayron?

Maciek: Sami czasem zabieramy swoje dzieciaki. (śmiech) Nie wiem, czy rośnie nowe pokolenie, sporo młodych ludzi na koncertach bywa i chyba nieźle się bawią.

Olek: Dokładnie, sami to nowe pokolenie wychowujemy. Uważam, że nie ma co biadolić o nowych czasach i nowych pokoleniach słuchających innej muzyki - trzeba robić swoje i zarażać swoją energią.

Absolutnie, zgadzam się! Wydaliście demo, jedną płytę, w Krakowie (i nie tylko!) mieliście prawdziwe grono fanów. Jest coś, co mogliście wtedy jeszcze zrobić, żeby kuć żelazo, póki gorące, ale z różnych przyczyn nie zrobiliście?

Maciek: Lista grzechów i zaniedbań jest całkiem długa. Fakt, że przez pierwszy okres działalności mieliśmy z różnych względów trochę pod górę. Zaraz na początku zabrali nam bębniarza do wojska, więc koncertować zaczęliśmy dopiero po dwóch latach. Po wydaniu „Still Want it Heavy” mieliśmy wiatr w żaglach chcieliśmy więcej, mocniej i częściej, ale wygoniło nam pół składu na emigrację i znów stagnacja. Koncerty były rzadsze, a na wokalu wspomagał nas Tymek, obecnie Ragehammer. Gdy emigracja wróciła odszedł od nas pałker – Ryży i wokalista – Staszek. Po uzupełnieniu składu, który do tej pory jest tym aktualnym zaczęliśmy robić nowy materiał i grać koncerty, nagraliśmy też jakieś singielki, zagraliśmy niezapomniany koncert na X-lecie, plany były spore. Ale po chwili dopadło nas życie i tak jak mówiłem wcześniej trochę się to posypało. Ale też zawsze trochę brakowało nam takiego profesjonalnego zacięcia. Makaron to był twór imprezowo – koncertowy, ważne dla nas było że dobrze się bawimy grając próby, koncerty i trochę brakowało kogoś kto trochę poprowadzi to do przodu. Ja osobiście nie do końca tego żałuję, bo są kapele, które działały profesjonalnie, sporo osiągnęły, ale już ich nie ma. A my gramy dalej i dalej mamy jeszcze coś do zrobienia.

Olek: “Nowy” materiał na płytę jest. Nie wywieszamy białej flagi. Takie eventy jak Helicon dodają wiatru w żagle.

Zanim powstał Mayhayron graliście w innych zespołach. Utrzymujecie kontakt z ludźmi, z którymi tworzyliście Sheol i Amethyst? Czy to już jakaś totalnie abstrakcyjna przeszłość?

Maciek: Amethyst wiecznie żywy, w obecnym składzie jest 2/3 Amethystu.

Michał: Sheol był dla mnie wspaniałą bardzo młodzieńczą przygodą. Nie mam pojęcia co to było, co graliśmy, ale było mega fajnie i wiele się nauczyłem w tamtym czasie. I tak, wiem co u chłopaków, przynajmniej u większości.

Niektórzy, słysząc nazwę Mayhayron od razu przywołują też Sorcerer i Witchking. Powstawaliście w podobnym czasie, kumplowaliście się, a wiele osób uważało, że tworzycie „heavymetalową scenę”.

Maciek: Tych zespołów było więcej, ale fakt było kilka takich z którymi grało się często i trochę piwerka się wychyliło. Zresztą grający w tamtych czasach w Sorcerer Strzelec, trochę się przyczynił do tego naszego „powrotu” zapraszając na wspólny koncert z Monasterium. Chłopaki w końcu na nim nie zagrali, ale koncert się odbył i być może zaczął coś nowego dla nas. A o tamtych czasach i heavymetalowej scenie może powie coś Olek, który wtedy zawsze był w pierwszym rzędzie pod sceną.

Olek: Jest trochę tak jak mówisz, Strati. To też były czasy początków muzycznych for internetowych (PMZ, Gondolin, ID - kmwtw), gdzie można było spotkać aktywnie piszących tam muzyków tych kapel, co jeszcze bardziej zwiększało hype. Dla mnie, jako młodego, nastoletniego metalowca, który koncertów Mayhayron nigdy nie odpuszczał (pozdro dla naszej stałej ekipy spod barierek - Karusia :*, Boczek, Lobo, Gutek, Kwaśny, Rusek), te zespoły były absolutnym kultem i widzieć je razem to było coś. Teraz, z perspektywy czasu, uderza mnie mocne poczucie nostalgii - kurwa, tyle wspomnień. Magia. Ktoś, kto tego nie widział ma czego żałować. Serio, ja cały czas wracam do płyt, które te kapele wydały i uważam je za absolutną klasykę gatunku. A zacząć śpiewać w jednej z tych kapel to było jak sen. Tego uczucia nostalgii nie mam myśląc o naszych aktualnych koncertach. Tutaj wracam do tego co mówił Maciek - Mayhayron nigdy nie przestał istnieć i zawsze robiliśmy i będziemy robić swoje utrzymując ten sam Metal Spirit co 20 lat temu.

Domyślam się, że mimo tego ładunku wspomnień nie chcecie być zamknięci w sentymentalnej bańce i zrobicie wiele, żeby być normalnym, aktywnym zespołem, który cały czas tworzy, a nie „jedzie jedynie na sentymencie”?

Maciek: Jak najbardziej chcemy się trochę otrzepać z kurzu i tyle ile się da tyle jeszcze zrobić na muzycznym poletku. Aczkolwiek ten sentyment też fajny jest.

Michał: Czas pokazał, że mimo różnych deklaracji, różnie się układa. Mam nadzieję, że powalczymy jeszcze długo i aktywniej niż przez kilka ostatnich lat. Rzeczywistość to zweryfikuje..

Olek: Proszę wybaczyć ten umiarkowany optymizm starszym kolegom po czterdziestce. Tak, gramy i grać będziemy. Materiału mamy na więcej niż jedną płytę. Nie zaszkodzi go w końcu nagrać.

Dla mnie takim znakiem myślenia o teraźniejszości jest choćby świetna sesja zdjęciowa, jaką widziałam na Waszym FB. To chyba Wasza pierwsza tak profesjonalna sesja?

Maciek: Przede wszystkim chcieliśmy, żeby ludzie zobaczyli, jak nadszarpnął nas ząb czasu. (śmiech) Mieliśmy już jakieś sesyjki w przeszłości, ale wiesz, niektóre włosy obcięte, niektóre bródki posiwiały, trzeba było zrobić coś bardziej aktualnego. Poza tym zrobiliśmy ją też z myślą o przyszłych nagraniach.

Michał: Mamy to niesamowite szczęście, że nie samą muzyką człowiek żyje i posiadamy też inne hobby. Grelson jest niesamowitym fotografem. Do niedawna amatorsko, już coraz bardziej profesjonalnie zajmuje się fotografią. Jest autorem tej sesji. Zdjęcia przerosły nasze oczekiwania, są po prostu zajebiste.

Mówicie, że macie prawie gotowy “nowy” materiał na płytę. Macie w repertuarze nowe kawałki. Rozumiem, że planujecie przekuć je w następcę „Still Want it Heavy”?

Maciek: Trochę wstyd się przyznać, ale bębny są nagrane ponad 8 lat temu... Także nie wiem, czy można te kawałki nazwać nowymi. (śmiech) Od długiego czasu w sylwestra u nas panuje hasło „no to co, płyta w tym roku?”. (śmiech) Także z deklaracjami będę ostrożny, ale w przyszłym roku mija 20 lat od wydania „Metal Spirit” może to dobra data, więc spróbujemy spiąć poślady.

Olek: Ostatnio na próbie szukałem tekstu do jednego z nowych numerów, który sobie odświeżaliśmy. Znalazłem wątek mailowy, w którym z Grelsonem ten tekst przesyłaliśmy sobie. To było 12 lat temu. (śmiech) Patrząc na to z innej strony, czy to nie gwarancja, że nowy materiał będzie odzwierciedlał ducha “tamtych” czasów?

17 lat to wystarczająco dużo czasu, żeby złapać nowe inspiracje, albo zmienić gust muzyczny (jak to się przydarzyło choćby muzykom Miecza Wikinga). Zgaduję, że u Was żadnych niespodzianek stylistycznych nie będzie? (śmiech)

Maciek: Mimo że niektórzy z nas może i chcieliby coś zmienić, (prawda Olek?) to raczej nic z tego. Zostaniemy przy mało odkrywczym, wesołym, czasem epickim heavy metalu, bo to sprawia nam najwięcej frajdy.

Olek: Nie, Grelson, nieprawda. Każdy z nas ma różne muzyczne inspiracje i odkrycia (np. z Sadem obaj lubujemy się w epickim doom metalu), ale consensus co do muzyki Mayhayron nie jest absolutnie zagrożony. Poza tym i tak Ty piszesz wszystkie piosenki, to o czym my mówimy. (śmiech)

Dzięki za poświęcony czas dla Heavy Metal Pages! Do zobaczenia na Heliconie!

Maciek: To my dziękujemy, bardzo miło znów gościć na Waszych legendarnych łamach po tylu latach. Może niedługo coś podeślemy do recenzji:)

Olek: Dzięki. Pozdro dla całej ekipy i czytelników HMP!! Widzimy się w Remoncie 18-go marca!

Sado i Jawor: Badum.

Katarzyna „Strati” Mikosz

rightslider_004.png rightslider_002.png rightslider_005.png rightslider_001.png rightslider_003.png

Goście

5041650
DzisiajDzisiaj1323
WczorajWczoraj4387
Ten tydzieńTen tydzień17073
Ten miesiącTen miesiąc45301
WszystkieWszystkie5041650
3.235.172.123