Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 89sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

pandemic m

„Muzyczne zderzenie i różnica smaków” (Ciryam)

           

Jak podkreśla lider Ciryam Robert Węgrzyn piąty album tej grupy miał początkowo ukazać się w roku 2020, ale pandemia skutecznie te plany storpedowała. Teraz jednak już nic nie stało na przeszkodzie i „Zamyślony zapach...” wreszcie ujrzał światło dzienne. Owa płyta na pewno zaskoczy fanów Ciryam, bowiem krośnieńska grupa tak przebojowo jeszcze nie brzmiała, poszerzając przy tym wypracowaną przez lata formułę, co powinno przysporzyć jej również nowych zwolenników.

                

HMP: Przerwy pomiędzy waszymi kolejnymi wydawnictwami stają się coraz dłuższe, bo album „Desires” wyszedł jesienią 2015 roku, a po związanym z nim etapie zagranicznym milczeliście od 2017 roku – pewnie gdyby nie pandemia „Zamyślony zapach...” ukazałby się szybciej?

Robert Węgrzyn: „Milczeliśmy” – masz zapewne na myśli temat nowych produkcji muzycznych?
Bo dosłownie i w przenośni nie milczeliśmy, była promocja „Desires”, były koncerty i inne wydarzenia, i była praca nad nowym krążkiem. Jednak mimo tych wszystkich wydarzeń album był gotowy znacznie szybciej i w odpowiedzi na zadane pytanie odpowiadam, tak! Gdyby nie pandemia nowy album ukazałby się już w 2020 roku!
Poprzedni album miał spory potencjał, w dodatku nagraliście go w całości po angielsku, ale wygląda na to, że Inverse Music Group nie mieli pomysłu na wypromowanie takiego zespołu jak Ciryam, grającego przebojowo, ale jednocześnie ambitnie?

Bardzo skrzętnie podsumowałeś ten etap, nic dodać nic ująć, do chcącego świat należy; niestety wspomniana instytucja nie miała pomysłu i chęci na solidne promowanie tego bardzo interesującego krążka.

W ostatnich latach przypominaliście o sobie co jakiś czas, choćby utworem „Wataha”, ale czy to nie było zbyt mało w czasach przesytu wszystkiego, również muzyki, gdzie ludzie szybko zapominają, że kiedyś byli fanami jakiegoś zespołu?

Wojtku, właśnie w tym czasie, w okresie post-pandemii, gdzie większość pracowała w studio i jak grzyby po deszczy wychodziły nowe produkcje, z pełną świadomością, mając cały album, chcieliśmy przeczekać ten czas na tyle, by móc w „normalnym” otoczeniu mieć możliwość promować album, grając koncerty, jeżdżąc na wywiady itp…

Jesteście fanami żużla, chodzicie na mecze, kibicujecie Wilkom Krosno, stąd właśnie ten numer?

Tak, lubimy żużel, jesteśmy z Krosna! Kto jak nie my miałby napisać taki numer, Wataha = Wilki Krosno = Ciryam… dużo wspólnych mianowników, dodając je wyjdzie prosty wynik. (śmiech)

Ciekawostką jest to, że to nie wasza kompozycja ani tekst, bowiem „Wataha” to dzieło Tomasza Luberta, muzyka znanego z Virgin czy Video oraz współpracującego z nim tekściarza Krzysztofa Ratajczyka – uznaliście, że takie jednorazowe wykorzystanie cudzego utworu może być czymś ciekawym, a do tego pomóc w promocji Ciryam?

To kompozycja przygotowana dla nas, absolutnie nie nazwałbym jej cudzą, by była napisana dla nas i jest nasza, natomiast o tekst poprosiliśmy z pełną świadomością Krisa Ratajczyka, znając jego dotychczasowe dzieła (śmiech). Oczywiście takie zestawienie twórców pozwoliło nam zdobyć inny obszar zainteresowania nami, docelowo to również zabieg marketingowy. (śmiech)

Tego typu okolicznościowe utwory rzadko pojawiają się na studyjnych albumach nagrywających je zespołów – czasem jest to lekceważenie takich „skoków w bok”, albo na przeszkodzie stają prawa autorskie, ale uznaliście, że to również część waszego dorobku i „Wataha” powinna trafić na płytę?

Tak jak wspomniałem w powyższej odpowiedzi, ta kompozycja była i jest napisana dla nas, chcieliśmy zobaczyć jak to jest zamówić określoną piosenkę, ot tyle. Totalnie nie uważamy, że jest to skok w bok. Przecież to proza codziennego dnia, połowa znanych artystów w naszym kraju zamawia całe albumy na gotowo i co oni mają powiedzieć? W naszym przypadku dodam, że napisana dla nas kompozycja została przez nas zaadoptowana, co znaczy, że zagraliśmy ją po swojemu i tym bardziej zaśpiewali. (śmiech)

Podstawą „Zamyślonego zapachu...” są jednak utwory autorskie – mając więcej czasu na dopracowanie tego materiału w pełni wykorzystaliście te możliwości, miał to być album jak najbardziej zróżnicowany, ale zarazem od razu pozwalający zorientować się słuchaczowi, że to Ciryam, nie jakiś inny zespół?

No, tak jest! Nie jesteśmy zespołem grającym na jedno kopyto, nie da się jednoznacznie zaszufladkować naszej muzyki, i takie było założenie od początku. Ciryam to muzyczne zderzenie wielu wrażliwości i osobowości, to spora dawka muzyki dla każdego odbiorcy. Po co się zamykać, nie widzimy sensu w jednotorowym uprawianiu jednego stylu. To ta różnica smaków pozwala słuchaczowi zatrzymać się i zastanowić, dlaczego właśnie tak…..

Udaje się wam ta sztuka, mimo ciągłych zmian – chociażby na „Desires” wiele było partii skrzypiec, ale Agaty Żylińskiej nie ma już w składzie, dlatego środek ciężkości przesunął się tym razem w aranżacjach na inne instrumenty, w tym częściej wykorzystywane, elektroniczne brzmienia?

Dziękujemy. Od zawsze kręciły nas elektroniczne brzmienia, nowoczesność, pewien czar połączenia syntetycznych brzmień z ciepłem i mocą lamp, jestem zdecydowanym fanem takich rozwiązań, idziemy z czasem, z postępem i możliwościami. To połączenie, oprócz bogatej przestrzeni, melodyjności, daje niejednokrotnie sporego kopa.

Dostrzegam tu co najmniej kilka potencjalnych singli, ale na początek promocji wybraliście „Migotanie” – uznaliście, że jest najbardziej reprezentatywny dla tego materiału?

Robert; I tu cię zaskoczę Wojtku, (śmiech) „Migotanie” jest początkiem w drodze singli. Ten numer wybrałem celowo, jest kombinacją wrażliwości i mantry muzycznej, to kompozycja idealnie wprowadzająca w pewien rodzaj zadumy i uspokojenia... może nawet ukojenia... to zaczepienie słuchacza. Jestem tego samego zdania, ten album ma innych faworytów, zatem skoro „Migotanie” się podoba… jaki będzie singiel wiodący…? I ten właśnie kolejny numer będzie reprezentował „Zamyślony zapach”.

Uzależnienie od cyfrowego świata jest coraz większym zagrożeniem, przez co coraz więcej ludzi ma ogromne problemy nie tylko z rzeczywistymi kontaktami z innymi w tak zwanym realu, ale też ze zdrowiem psychicznym. Chcieliście tą piosenką i teledyskiem zwrócić uwagę na ten rosnący problem?

Zderzenie uzależnienia od wszechogarniającej teraźniejszość i przyszłość destrukcji cyfryzacji. Człowiek wybierając setki informacji na ciekłokrystalicznym ekranie znika z realnego wymiaru, traci swoje człowieczeństwo i zapomina o tym co ważne. Prawdziwe życie zamiera w pięciopalczastym kagańcu, a stracony czas nigdy nie wróci. Kompozycja ma na celu zwrócić uwagę na postawy, wzorce, zanikające morale. „Migotanie”, arytmia, zanik obrazu, człowiek czy może cyber świat? Nic ująć. (śmiech)

Zapach może być zmysłowy, zniewalający, ale zamyślony? Jaka jest geneza tego tytułu?

Zapach, drogi Wojtku może być takim, jakim go postrzegamy (śmiech). Czy zapach nie może być zbiorem myśli, które w codziennym życiu nas otaczają, przenikają naszą świadomość, nawet w śnie potrafimy myśleć, wyobrażać sobie smak czy zapach, coś co nie dotykamy może kłuć, czegoś czego nie widzimy ma swój zapach itd… Jaki może być sam zapach; ostry, kwaśny, intensywny, przyjemny, i zamyślony czyli niezdefiniowany jednoznacznie, oscylujący wokół pewnego stanu zatrzymania, zadumy, analizowania sytuacji, miejsca, czasu otoczenia.

Od dawna przywiązujecie dużą wagę nie tylko do muzyki, ale również warstwy tekstowej waszych utworów. Na „Zamyślonym zapachu...” nie mogło więc być inaczej, ale tym razem chyba nie pokusiliście się o koncepcyjną całość, ale miało być wciąż ciekawie, dawać do myślenia, ale nieco inaczej, w dodatku znowu w całości po polsku?

Oczywiście że to koncepcyjna całość, zarówno tekstowo, jak i graficznie. Tylko z jednym dużym wyjątkiem; album „Zamyślony zapach” jest częścią układanki każdego innego krążka, jest jej elementem. Po polsku, zdecydowanie po polsku, jesteśmy w Polsce, myślimy po polsku, tworzymy polską sztukę.

W wielu zespołach wygląda to tak, że teksty pisze któryś z muzyków, najczęściej wokalista, nawet jeśli nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Wy stawiacie przede wszystkim na jakość, dlatego nie wahacie się włączać do repertuaru utworów innych autorów, tak jak zaprzyjaźnionego z wami Tomasza Staszczyka?

Teksty w zdecydowanej większości we wszystkich albumach pisałem sam. Chciałem by ten album był bardziej spójny mentalnie, by zwarła się w nim bezpośrednia emocja, bliskość twórcy, inaczej zaśpiewasz dany tekst jak jest twój. Zupełnie inaczej buduje się wtedy emocjonalność, autentyczność, to ty w stu procentach. Dlatego uznałem, że na tej produkcji posłucham innych głosów, które popatrzą na temat z obiektywnej strony i wybiorę to co najbardziej mnie dotknie. Chciałem zauważyć, że oprócz kilku tekstów naszego kumpla, sympatycznego Tomka Staszczyka, teksty napisałem ja i moja żona z czego się bardzo, bardzo cieszę.

„Zamyślony zapach...” to długa, trwająca ponad godzinę płyta, kiedy te dwie poprzednie miały, jak to mówię „winylowy” czas trwania. Przerwa była długa, to i nowej muzyki powstało więcej, dlatego nie ograniczaliście się do zwyczajowych, 10-12 utworów?

Bo lubimy dzielić się sztuką z ludźmi, a niech mają więcej niż mniej (śmiech). Tak na serio, w tym okresie przygotowaliśmy tyle kompozycji, nie dłuży nam się czas odsłuchu zatem wszystko gra, to tak matematycznie. Prawdę mówiąc nie lubię odkładać do szuflady…

Długie płyty nie cieszą się już zainteresowaniem słuchaczy, w coraz powszechniejszym streamingu wzrosła rola singli czy EP – nie zniechęca was to, dopuszczacie możliwość, że fani będą tworzyć z tych utworów własne playlisty, łącząc je z innymi piosenkami, nie tylko Ciryam?

Jasne jestem na to przygotowany, niemniej jednak z większej ilości piosenek może powstać bogatszy album łączonych playlist. (śmiech)

Wielu muzyków z zespołów grających rockowo, ale przebojowo i z dużą dozą melodii narzeka, że bardzo często odbijają się od przysłowiowej ściany, chcąc zaistnieć w stacjach radiowych, bo nie są one zainteresowane ich muzyką, jak ciekawa by ona nie była. Macie podobne doświadczenia, czy przeciwnie, pojawienie się wśród patronów medialnych nowego albumu stacji radiowych, z Polskim Radiem Rzeszów na czele, świadczy o tym, że zdołaliście zaistnieć nie tylko w sieci, ale też na radiowych falach?

Próbujemy, walczymy. Wiemy, że to nie jest równa walka, ale wierzymy i kochamy to, co robimy. To niewątpliwie nasza pasja. Nie mamy za sobą wujka czy cioci z radia czy TV, w totka też nie wygraliśmy, gdzie udaje się nam dotrzeć i podzielić naszą twórczością, cieszymy się. Jasnym jest, że chcielibyśmy by ktoś zauważył to, co robimy i nasze propozycje pojawiły się w dużych komercyjnych rozgłośniach.

To już nie czasy lat 80. czy 90., kiedy każda emisja utworu w radiu była dla jego twórców niesamowitym przeżyciem, ale mimo wszystko taka sytuacja wciąż wywołuje pozytywne emocje, szczególnie kiedy wasz utwór ma szanse pojawić się na radiowych listach, tak jak teraz „Migotanie”?

Dokładnie tak jest… „Migotanie” aktualnie w sześciu różnych listach przebojów, głosujemy i zapraszamy mocno do głosowania.

Pewnie nieprzypadkowo wydajecie „Zamyślony zapach...” wiosną, bo już niebawem zacznie się letni sezon koncertowo-festiwalowy, zaś jesienią będzie można myśleć o koncertach klubowych?

Oczywiście, to przemyślany proces, aktualnie zaczynamy granie klubowe, zaraz zaczną się plenery, a potem koncerty klubowe. Na nie wszystkie gorąco zapraszamy.

Od początku nie mieliście problemu ze znalezieniem wydawcy, chociaż poza jednym wyjątkiem, zawsze była to współpraca jednorazowa. Teraz można powiedzieć, że historia zatoczyła koło, bo ponownie trafiliście do progresywnej wytwórni: debiutancki CD „Szepty dusz” firmowała Ars Mundi, gdy „Zamyślony zapach...” wydaje Lynx Music?

Co więcej w Lynx Music zarejestrowaliśmy dwa albumy, więc siłą natury historia zatoczyła koło (śmiech). Tak, to prawda, nie mieliśmy problemów ze znalezieniem wydawców, co nie jest takie łatwe czy proste w dzisiejszych i w zasadzie w każdym czasie. Widocznie producenci, wydawcy widzą sens w tym co tworzymy i potrafią nam zaufać.

Działacie od 1999 roku, a jako Ciryam już 20 lat. Co wciąż was napędza, motywuje do nagrywania kolejnych płyt, skoro powszechnie dostępnej muzyki jest tyle, że trudno już nie tylko marzyć o przebiciu się, ale nawet zwróceniu na siebie uwagi potencjalnego słuchacza?

Wojtku działamy już jakiś kawałek czasu, to jest jak powietrze, jak tlen do normalnego funkcjonowania. Ktoś, kto nigdy nie miał kapeli, nie tworzył nie zrozumie o czym piszę.
To jakby twoje dziecko, które wypływa z ciebie od samego początku… to krew, która napędza prozę codzienności… to odskocznia, która koi, to dzielnie się emocjami, które często wracają do ciebie, to możliwość złapania - zatrzymania chwili, to wywiad z samym sobą. (śmiech)

Wojciech Chamryk

rightslider_003.png rightslider_004.png rightslider_002.png rightslider_005.png rightslider_001.png

Goście

5163400
DzisiajDzisiaj1761
WczorajWczoraj907
Ten tydzieńTen tydzień10194
Ten miesiącTen miesiąc35408
WszystkieWszystkie5163400
3.236.143.154