Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 75sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

within temptation evanescencezz m

kat roman kostrzewskiazq m

vaderazq m

helloween nowadata m

mystic festivalzz m

deeppurple 2021 posterb1mn m

 

LEGENDRY - The Wizard And The Tower Keep

 

(2019 High Roller)
Autor: Wojciech Chamryk 
 

legendry-thewizardandthetowerkeep s

Tracklist:
1.The Bard's Tale
2.Vindicator
3.The Wizard and the Tower Keep
4.The Lost Road
5.Sorcery's Bane
6.Behind the Summoner's Seal
7.Earthwarrior
                           
Vidarr znowu zaskoczył. Nie są to jakieś nie wiadomo jakie zmiany, bo na trzecim już albumie Legendry wciąż gra bardzo epicko, nie unikając przy tym odniesień do amerykańskiej szkoły power metalu z lat 80. oraz tradycyjnego heavy z tamtej dekady. Czyli jeśli ktoś lubi Manilla Road, Cirith Ungol, Brocas Helm, Omen czy Attacker „The Wizard And The Tower Keep” jest płytą dla niego, to nie ulega wątpliwości. Co ważne zespół gra teraz znacznie lepiej niż na poprzednich, niezłych przecież longplayach „Mists Of Time” i „Dungeon Crawler”, również lider poczynił wokalne postępy – jego śpiew przed pięciu laty a obecnie to już zupełnie inny poziom, co słychać niemal od razu, bo w pierwszym właściwym utworze „Vindicator”. Podobają mi się też liczne nawiązania do rocka progresywnego z wczesnych lat 70. Już utwór tytułowy ma w sobie coś z klimatu King Crimson, dzięki partiom melotronu w wykonaniu lidera, a kiedy dochodzą Hammondy – gra na nich Drea, żona Vidarra – efekt jest jeszcze ciekawszy. Organy dopełniają też surowy, dynamiczny numer „The Lost Road”, a hardrockowo-progresywnie robi się też w finałowym „Earthwarrior”, chociaż tu dominują już oldscholowe, ale jednak syntezatorowe brzmienia. Viddar zapowiadał wcześniej, że na najnowszej płycie pojawią się też partie fletu – jakoś tego instrumentu nie słyszę, ale jest za to mandolina, a do tego skrzypce, świetnie współbrzmiące z gitarą i organami w „Sorcery’s Bane”. Gdyby ktoś jednak narzekał, że za mało na tej płycie dawnego stylu grupy to bez obaw, bo rozpędzony „Behind The Summoner’s Seal” ma w sobie mnóstwo czadu. Legendry test trzeciego albumu zaliczyli więc „śpiewająco”, ciekawe co wymyślą na kolejnym?
(5,5/6)
Wojciech Chamryk
120_slider_ot.gif

Goście

3227423
DzisiajDzisiaj240
WczorajWczoraj2313
Ten tydzieńTen tydzień2553
Ten miesiącTen miesiąc14028
WszystkieWszystkie3227423
3.233.229.90