Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 72sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

retrospective trasa pl m

ram plakatx m

riversidezyx m

dog eat dog 2019 abk fall instastory posterzyx m

female metal voices festival vol4 plakat m

psychotic waltz plakatx m

protector plakat m

mh plakat b

mortis plakat m

praying mantis plakat m

hitten plakatz m

true thrash fest m

ghost plakatz m

sacred reichs m

sacred reich plakatc m

alterbridge posterb1zyx m

exumer plakat m

voivod plakatzyx m

metalowa-wigilia-2019-web-posterzyx m

deeppurple-poster m

dreamtheater-poster m

rhapsodyoffire-posterb1 m

hammerfall posterb1 m

lamb of god i kreator plakat m

mystic festival 2020 m

LOBE/ DIVINE WEEP/ VENFLON - Łomża, 21.06.2013

Klub PopArt, Miejski Dom Kultury – Dom Środowisk Twórczych, Łomża 21 VI 2013

Ostatni koncert tegorocznego sezonu rockowego w łomżyńskim MDK stał pod znakiem bardzo różnorodnej muzyki. I, co ciekawe, publiczność bawiła się równie dobrze przy muzyce każdego z występujących zespołów, mimo tego, że wszystkie zaprezentowały zupełnie odmienny styl i podejście do rocka.

Jako pierwszy wystąpił reprezentant gospodarzy - Lobe. Był to pierwszy koncert tego istniejącego zaledwie od trzech miesięcy zespołu. Lobe to formalnie duet, złożony z uczniów Liceum Plastycznego im. Wojciecha Kossaka w Łomży: śpiewającego czasem basisty Jakuba Dąbrowskiego i perkusisty Dominika Karłowicza. Kolegów ze szkoły wsparła też w pierwszym utworze uczestnicząca niegdyś w próbach Lobe wokalistka Martyna Dagmara Modzelewska. Biorąc nawet poprawkę na to, że był to sceniczny debiut młodych muzyków, mam mieszane odczucia po tym występie. Grupa określa swą muzykę jako noise punk/math rock, jednak to jeszcze zdecydowanie nie ten poziom, szczególnie wykonawczy. Lobe zdecydowanie bliżej do mrocznej nowej fali zespołów pokroju Joy Division, ale w znacznie bardziej minimalistycznym wydaniu. Były też liczne akcenty punkowo/hardcore’owe, a nawet wycieczki w rejony ekstremalnego death metalu.

Jednak problemy z pękniętą struną i liczne przerwy nie dodawały temu występowi dynamiki. Wydaje mi się też, że powinien on być zdecydowanie krótszy, bo przy zbyt małym zróżnicowaniu poszczególnych utworów po 30 minutach zaczęły się one zlewać w trudno odróżnialną papkę, a muzycy sprawiali wrażenie, że nie za bardzo orientują się co grać dalej. Zresztą, jak określił to jeden z organizatorów, był to bardziej happening niż regularny występ, a czas pokaże czy będą kolejne – basista jest tegorocznym maturzystą i może się okazać, że był to pierwszy i zarazem ostatni koncert Lobe.

Występujący po debiutantach Divine Weep z Białegostoku to już starzy wyjadacze i tak jak przy ich poprzedniej wizycie w Łomży przed laty okazało się, że na koncertach nie biorą jeńców. Ta grająca niegdyś black metal grupa, para się od jakiegoś czasu tradycyjnym heavy/power metalem. Jej żywiołowa muzyka, oparta na dynamicznej sekcji oraz duecie współpracujących ze sobą gitarzystów, porwała publiczność pod sceną do szaleńczej zabawy. Divine Weep promują aktualnie swój debiutancki, wydany własnym sumptem album „Age Of The Immortal” i kompozycje z tego krążka złożyły się na intensywny, chociaż niespełna 45-minutowy koncert w Łomży. Rozpoczęli od mrocznego intro, po czym uderzyli dynamicznym „Imperious Blade” i maidenowym „Days Of Revenge”.

Nazwa klasyków NWOBHM i światowej gwiazdy gatunku padła tu nie bez przyczyny, bo kolejnym utworem okazał się legendarny „The Trooper”. Zagrany sprawnie, z werwą, z popisami gitarzysty Bartosza Kosackiego, wspierającego też wokalistę Igora Tarasewicza w chórkach. Co ciekawe Igor śpiewa w zespole od maja i już jest bardzo mocnym punktem składu grupy. Może nie zaśpiewał tak jak Bruce Dickinson, ale dał radę, zaś jego mocny, rozwibrowany głos kojarzył mi się często z wyczynami Tima „Rippera” Owensa.

W mrocznym „The Mentor” łączącym szybsze partie z potężnie brzmiącymi zwolnieniami Igor też kilkakrotnie popisał się ostrymi, wysokimi wyciągnięciami. Niesiony miarowym basowym pochodem „Petrified Souls” należał z kolei do basisty Janusza Grabowskiego, który zaprezentował nawet coś w rodzaju krótkiej solówki. W długim i urozmaiconym „Age Of The Immortal” oraz „Riders Of Navia” też nie zabrakło scenicznego szaleństwa i ekscytujących momentów. Nic dziwnego, że zachwycona, skandująca długo „heavy metal!”, „heavy metal!” publiczność usłyszała jeszcze dwa utwory. Pierwszym był kolejny cover Iron Maiden, brzmiący ostrzej niż w oryginale przebojowy „Run To The Hills”, zaś kolejnym zagrany ponownie „The Mentor”.

Grający jako ostatni Venflon miał więc zarówno ułatwione jak i utrudnione zadanie. Ułatwione, bo publiczność była rozgrzana niemal do czerwoności, ale minusami było to, że ludzie byli już solidnie zmęczeni, a w klubie zaczynało brakować powietrza.

Mimo to, już pierwsze dźwięki „Sam pośród tłumu” sprawiły, że pod sceną ponownie zawrzało. Venfolon jest bowiem zespołem znanym i lubianym. Na pewno miał na to wpływ sukces w programie „Must Be The Music”, w którym ostatecznie doszli do półfinału trzeciej edycji. Warszawski kwintet jest jednak przede wszystkim zespołem koncertowym w pełnym tego słowa znaczeniu, co udowodnił na licznych festiwalach i koncertach. Mieli zagrać w Łomży 22 marca tego roku, jednak wokalistę Macieja Ornocha zmogło zapalenie gardła.

Zaległości z nawiązką nadrobili po trzech miesiącach. Z powodu ograniczeń czasowych zagrali krótki, bo składający się z zaledwie 10 utworów, bardzo energetyczny koncert. Nie zabrakło dynamicznego „Leave Me Alone”, bo, jak powszechnie wiadomo według wokalisty, „Michael Jackson wielkim poetą był”. Były też: ponoć jedyna piosenka miłosna w repertuarze zespołu czyli „Kurwa” z dość obscenicznym refrenem, której słuchacze domagali się od początku koncertu oraz łączący blasty z grunge’owymi zwolnieniami „Zanim spłonę”.

A ponieważ zespół promował swój najnowszy album „Anomia”, zaprezentował też wybrane z niego utwory: „OdNowa”, „Ego”, „Trzy na setkę” czy „Bez względu na wszystko”. Koncert zakończyły: kilkakrotna ściana śmierci, odegranie solówki wśród widzów oraz zapewnienie organizatora koncertu Bernarda Karwowskiego, że już wkrótce Venflon będzie mógł zaprezentować się łomżyńskiej publiczności w pełnym wymiarze, bez żadnych ograniczeń czasowych.

Wojciech Chamryk

Zdjęcia: Elżbieta Piasecka – Chamryk 

127_velesar_maly_baner_reklama_hmp2.png 126_bulletraid_baner2.gif 129_exhorder_158x600px_eu.gif 125_destruction_158x600px_eu.gif

Goście

2451390
DzisiajDzisiaj2402
WczorajWczoraj3086
Ten tydzieńTen tydzień24129
Ten miesiącTen miesiąc78007
WszystkieWszystkie2451390
35.171.146.16