Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 83sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

gojiraark m

opethark m

accept nowa datadaw m

 

Striker - Wrocław - 28.07.2022

 

striker m

STRIKER - Klub Liverpool, Wrocław - 28 lipca 2022

Czy ten facet przegrał jakiś zakład? Przecierałam oczy ze zdumienia, kiedy zobaczyłam gitarzystę Striker w rozchełstanej koszuli w panterkę i tlenioną blond czupryną na gwiazdora filmu lat 80. Dopiero później zorientowałam się, że nowy image Thimoty'ego Browna objawił się już na dwóch singlowych klipach, ale po prostu tego nie zauważyłam. Nie ma jak doświadczenie na żywo!

 

Dokładnie, jak z samym koncertem. Striker oczywiście wygrywa jeśli chodzi o połączenie tradycyjnego heavy metalu i hard rocka z dobrą, współczesną produkcją, chwyta za uszy świetnymi kompozycjami z przebojowym potencjałem, ale trzeba go zobaczyć na żywo, żeby w pełni zobaczyć, jakim jest dobrym zespołem. Dobre brzmienie może zresztą być motywem przewodnim Striker. Słychać je na płytach, muzycy ten aspekt mocno podkreślają w rozmowach, a na koncercie okazuje się papierkiem lakmusowym jakości. Striker we Wrocławiu brzmiał naprawdę świetnie. Liverpool to mała kiszka, ale kiszka z wieloletnią tradycją i z dobrym akustykiem. A dobry akustyk plus muzycy, którzy umieją grać to sukces murowany. I śpiewać! Jak ten Dan Cleary się odnajduje za sitkiem! Jego sceniczny wizerunek nie różnił się zapewne od jego wizerunku ze śniadania albo próby (może i lepiej w kontekście kolegi z gitarą), ale to, jak śpiewał, jak świetnie było go słychać, i jak bawił się na scenie, ile było w nim pogody ducha, wszystko krzyczało: „to właśnie jest Striker!”. Zastanawiałam się przed koncertem, czy zespół nie straci na żywo dynamiki. Jak oni na scenę przeniosą tę mnogość wokali i chórków typową dla płyt. Jak nie przeniosą, to część witalności Striker siądzie. Tymczasem Dan tak umiejętnie żonglował sposobem śpiewania, oddalał i przybliżał mikrofon, różnymi wokalnymi trickami zastępował chórki, że nic co miało w moim czarnym scenariuszu siąść, nie siadło. A poza tym koledzy z wiosłami zręcznie wspierali wokalistę.

 

Jak na ironię, z drugiej strony swoim scenicznym szaleństwem i gestami Dan kojarzył mi się nieco z... Jordanem Jacobsem z Riot City. Zważywszy jednak, że obaj panowie reprezentują kanadyjski heavy metal, a Riot City to jeden z lepszych koncertów, jakie widziałam w tym roku, porównanie należy zaklasyfikować jako komplement. Coś, co wyszło zdecydowanie lepiej u Striker, niż Riot City, to brzmienie solówek. Riot City gra gęściej i szybciej, być może trudniej jest ich skutecznie nagłośnić. Za to solówki i wszelkie ozdobniki Striker słychać było kapitalnie. Co ciekawe, koncert pozwolił zauważyć, że te ich charakterystyczne „piszczące” dźwięki nie są domeną konkretnego gitarzysty, ale dzieli się nimi zarówno pan panterka, jak i świeższy nabytek zespołu - John Simon Fallon. Nowy nabytek świetnie sprawdził się jako showman podchodząc do krańca sceny i pozwalając szalejącej publice udawać wspólne granie na gitarze. Krok dalej poszedł zresztą drugi nowy nabytek, basista Pete Klassen, który w drugiej połowie koncertu znalazł się pod sceną wśród publiki. A ta z gracją drąc mordę, się odwdzięczała. Zwłaszcza na „Fight for your Life”, kiedy wtórowałam przez cały refren. Jak tu jednak nie śpiewać, jak ze sceny sypały się hity jak z rękawa w panterkę. Od rozbujanych „Heart of Lies” czy „The Front” po petardy takie jak „Phoenix Lights” czy „Full speed or no Speed”. I jeszcze dorzucenie do rozgrzanej publiki kilku akordów Slayera. Młode kapele, brać przykład! Takie choćby minimalne hołdziki tylko rozgrzewają koncert. Striker grał krótko, mniej więcej godzinę, ale był to intensywnie i energetycznie wypełniony czas. Zamiast przesytu, czuję, że chcę jeszcze. Pewnie nie raz będę wspominać występ Kanadyjczyków, gdy przyjdzie mi po raz kolejny oglądać polskie kapele: Rascal i Aquilla, które z wigorem przygotowały grunt pod gwoździa programu. Od jednego kumpla słyszałam nawet, że to Aquilla zdobyła jego „metal heart” tego wieczoru.

Strati

142_badtaste-baner156x600.png 144_mag_158x600px_72_dpi.jpg 143_eskalacja-singiel-158x600-singiel.png 145_wrona.png

Goście

3995654
DzisiajDzisiaj361
WczorajWczoraj433
Ten tydzieńTen tydzień4012
Ten miesiącTen miesiąc361
WszystkieWszystkie3995654
3.234.210.25