Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 66sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

them plakat m

arch enemy plakatg m

impallers plakath m

satyricon plakatg m 

voivod plakath m

onslaught plakatd m

paradise lost plakata m

continental crucifixion tourk m

brother firetribe plakat m

orden ogang m

satyricon dwa koncerty m

wardrunaplakatd m

mayhem plakatr m

alterbridge poster b1s m

eluveitiea m

wasp plakatt m

kadavar plakatb m

anathema plakat m

grand magus plakatk m

ulcerate plakatt m

epicak m

mastodon plakatb m

airbourne plakatf m

the sisters of mercy plakatb m

knock out on toura m

wasp plakat m

„Emocje, pasja i jakość” (Ray Wilson)

Dwadzieścia lat po ostatnim w dyskografii, studyjnym albumie Genesis „Calling All Stations” Ray Wilson, ostatni wokalista legendarnego zespołu, postanowił spojrzeć na swój dorobek fonograficzny z perspektywy minionego czasu. Dwupłytowe wydawnictwo „Time & Distance” może śmiało pełnić rolę najbardziej reprezentatywnego wyboru nagrań artysty w jego biografii. Na dysku pierwszym otrzymujemy większość coverów, stanowiących żelazny punkt koncertowych występów Raya, nie tylko Genesis, również Petera Gabriela czy Phila Collinsa. Z kolei na dysku z numerem dwa dominują kompozycje autorskie Wilsona, z idealnymi proporcjami brzmień akustycznych i elektrycznych. I trudno orzec, czy zestaw, w sumie 25 utworów stanowić będzie wersje definitywne tych kompozycji. Bo cechą charakterystyczną koncertowego oblicza Raya Wilsona jest fakt, że przedstawiane piosenki w sposób ciągły ewoluują, zmieniając nieco swój kształt, instrumentalny wygląd, brzmienie. Słucham muzyki z tych płyt, słucham i nie mam dość, bo od piękna się nie ucieka. Ponieważ wyrażane emocje poruszają także ducha estetyki słuchaczy, pasja udziela się odbiorcy od pierwszych dźwięków, a jakość wpisana jest niejako w kanon działalności twórczej Raya.

W zamieszczonym poniżej wywiadzie bohater tekstu odpowiada na kilka kwestii nie tylko związanych z muzyką, chociaż trudno ukryć, że Ray Wilson to człowiek, dla którego muzyka stanowi treść życia, człowiek niezwykle autentyczny, naturalny, z charyzmą, a to wszystko wyczuwają także słuchacze, czego efektem jest sympatia i szacunek, którym darzą tego artystę.

   

raywilsonxyz 1 mHMP: Co skłoniło Ciebie i Twojego brata Stevena do założenia w roku 1993 zespołu Guaranteed Pure? Z informacji wynika, że zajęliście się prog metalem, grungem. Czy trzy albumy nagrane pod szyldem tej formacji osiągnęły powodzenie?

Ray Wilson: Założyłem Guaranteed Pure z facetem zwanym Paul Holmes. Był klawiszowcem i grał w Piano Bar w Edynburgu. Poszedłem tam na piwo i zacząłem śpiewać z nim jakiś kawałek, to był początek naszej przyjaźni. Guaranteed Pure był raczej zespołem pop z wokalistą piszącym muzykę i teksty. Ani trochę progresu.

Myślałeś już wtedy o karierze zawodowej muzyka? Czy miejsce w składzie Stiltskin było pierwszym poważnym krokiem na Twojej drodze artystycznej? Stiltskin w tamtym czasie był popularnym rockowym bandem?

Moja miłość do występów na żywo wzięła się z moich szkolnych lat. Byłem w szkole w kapeli i koncertowałem trzy razy w roku w ramach tzw. nocy zespołów. W mojej pierwszej grupie byłem z bratem, też pianistą, zwanym Fred. Wykonywaliśmy utwory Bowiego i Neila Younga. Następnym zespołem była metalowa grupa Electric Mistress, której nazwę wzięliśmy od efektu gitarowego używanego przez naszego gitarzystę. Graliśmy metal, który kochałem jako nastolatek. Byłem fanem Motorhead, AC/DC, Iron Maiden, Thin Lizzy i tak dalej. Nasza muzyka była dość szalona jak na tamte czasy.

Od wielu lat mieszkasz w Polsce, od 2012 posiadasz tytuł Ambasadora Poznania. Osiedliłeś się w naszym kraju w wyniku świadomego wyboru, czy był to tylko impuls? Jak zareagowali na tę decyzję Twoi najbliżsi?

Poznałem moją dziewczynę, Gosię Mielech, kiedy dawałem tutaj w Poznaniu koncert 9 lat temu. Jest tancerką i pracowała wówczas w Polskim Teatrze Tańca. To skłoniło mnie do przybycia do Poznania. Osiedliłem się tutaj bez większych problemów i kłopotów, ale wtedy podróżowałem i grałem w Europie przez pół roku, więc to było dla mnie naturalną rzeczą. Podoba mi się tutaj, jak na razie.

W wielu wywiadach podkreślałeś, że w Polsce czujesz się dobrze? Jesteś rozpoznawany  na ulicach Poznania i innych miast, ulegasz w takich sytuacjach prośbom o autograf czy fotkę? Taka popularność jest dla Ciebie wkurzająca i uciążliwa, czy może bardzo przyjemna?

Tak, często mi się to ostatnio zdarza, ale nie przeszkadza mi to. Ludzie są na ogół bardzo mili. Myślę, że to część mojej pracy.

Zdążyłeś już poznać trochę Polaków. Co wkurza Cię u moich rodaków, a jakie cechy budzą Twoją sympatię? Czy mentalnie Polacy i Szkoci mają ze sobą coś wspólnego?

Jesteśmy bardzo podobni na wiele sposobów. Nasze języki się oczywiście różnią, ale myślę, wszyscy jesteśmy w większości tacy sami. Jemy raczej taki sam rodzaj jedzenia, dajemy mu tylko inną nazwę, żyjemy, kochamy, pracujemy i mamy taki sam styl życia. Myślę, że Szkocja jest bardziej otwartym społeczeństwem, prawdopodobnie dlatego, że zamieszkiwało ją na przestrzeni lat wiele różnych narodowości. Polska wydaje się, póki co, raczej patrzeć we wnętrze tej kwestii.

Nie chcę rozmawiać z Tobą o polityce, ale chciałbym zadać tylko jedno pytanie z tej dziedziny. Jak postrzegasz jako Europejczyk Brexit?

Myślę, że to złe zarówno dla Wielkiej Brytanii, jak i dla Europy. Ironicznie, najbardziej ucierpią na tym niższe warstwy społeczne z powodu spowolnienia ekonomicznego, jakie pociąga za sobą ta decyzja. A to właśnie głównie te warstwy popierały Brexit. Zdaje się, że chodziło tutaj w dużej mierze o imigrację z Europy Wschodniej. Jednak nasz kraj zbudowany został na imigracji i jest z tego powodu lepszym państwem. Brexit dał głos grupie społeczeństwa, które chciała tylko zamknąć drzwi dla każdego obcego, sami również nigdzie nie chcą się ruszać, poza Hiszpanią raz do roku. Nie wydaje mi się, żeby ten nowy podział był dobry dla kogokolwiek, on tylko rodzi nienawiść, niechęć i gniew. Potrzebujemy pokoju i mostów, a nie murów, jak powiedziało ostatnio wielu znanych ludzi, w tym oczywiście Papież.

Ale wróćmy do muzyki. Twój koncertowy album „Time & Distance” jest muzycznie przepiękny. Dla słuchacza, który chciałby poznać przekrój Twojej twórczości, to rodzaj przewodnika po najważniejszych etapach Twojej kariery. Czy to Twój pomysł, żeby cały materiał podzielić na różniące się od siebie części?  Dysk One to Ray Wilson w klimatach Genesis, bardziej energetyczny, chwilami przebojowy. Dysk Two posiada zdecydowanie charakter bardziej refleksyjny, akustyczny, spokojniejszy.

Uważam, że to prawdziwa reprezentacja tego, co robiłem od czasu rozpoczęcia solowej kariery w 2002 roku. Mieszanka Genesis, Stiltskin i mojego własnego materiału. Wykonuję utwory, które lubię śpiewać, niezależnie od tego, czy sam je napisałem, czy nie. To moja motywacja.

W obu tych rolach wypadasz Ty i muzycy zespołu znakomicie. Jest zarówno power, dynamika, gitarowe granie z jednej strony, oraz balladowa nastrojowość, łagodność. W której z tych konwencji czujesz się lepiej?

Uwielbiam mieszankę emocji w mojej muzyce. Zawsze miałem dryg do muzyki melancholijnej, ale uwielbiam też w niej gniew i humor. Z tego powodu muzyka, którą tworzę odzwierciedla te emocje. Ali Ferguson to świetny gitarzysta, co słychać w takich utworach, jak "Alone". Również Marcin Kajper grający na saksofonie jest dość wyjątkowym muzykiem. Obecność mojego brata na gitarze i jako wokalista wspierający również jest ważna dla mojego brzmienia i duszy.

Nie chciałbym wygłaszać nadmiaru zachwytów, ale dla mnie Ray Wilson jest  gwarantem jednego składnika muzyki, świetnych melodii. Jak one powstają? To po części przypadek, czy może rezultat długich poszukiwań? Korzystasz z pomocy innych w tej kwestii?

Po prostu robię to, co czuję. Niektórym się pewnie podoba, innym nie, ale ja dorastałem z muzyką, w której dominowała melodia, więc teraz jest to wyryte w mojej duszy.

Czy Twoim zdaniem można tworzyć muzykę technicznie, na zimno, bez pasji i emocji? Czy życie osobiste ma wpływ na charakter kompozycji? Czy łatwo wyrazić dźwiękami piękno, miłość, nienawiść bądź ból?

Myślę, że sporo komercyjnej muzyki jest zimne i bez przesłania. Niektórzy wolą taką muzykę, bo jest mniej skomplikowana i nie muszą za dużo myśleć. Myślę, że niektóre warstwy społeczne, te u władzy, chciałyby, żebyśmy nie myśleli za siebie, żebyśmy nie kwestionowali ich władzy. Jednak sztuka musi zawsze zadawać pytania i stawiać przed nami pewne zadania, to jest dla mnie cały jej sens.

Twoja twórczość ma charakter międzypokoleniowy, tzn. słuchają Twojej muzyki wszyscy, niezależnie od wieku, od takich starszych panów jak ja (w tym roku 60-tka), po młodzież. Gdzie dostrzegasz źródło uniwersalności Twojej sztuki muzycznej?

Dobre utwory są ponadczasowe. Widzę to w szczególności w muzyce Genesis. Gram na przykład "Carpet Crawlers", napisany w 1972 roku, wciąż odkrywany i kochany przez wielu młodych ludzi na moich koncertach. Produkcja się zmienia i jest modernizowana, ale utwór jest bazą, bez której ani rusz. To właśnie powód, dla którego artyści „coverują” starsze kawałki.

Jak oceniasz dzisiaj, z perspektywy 20 lat Twój start w składzie Genesis, grupy, która wytyczała trendy rozwojowe rocka progresywnego? Można ten etap w Twoim życiu artystycznym nazwać przełomem? Możesz krótko przypomnieć, jak zostałeś wokalistą Genesis?

Nie wiem, jak to określić. To tylko część mojego życia, to wszystko. To, co stworzyli jest oczywiście ponadczasowe, więc było mi po prostu miło być tego częścią. Zadzwonili do mnie i zaprosili mnie na przesłuchanie, gdzie się wybrałem i dostałem tę posadę. I tyle. Myślę, że Stiltskin był moim prawdziwym przełomem, a nie Genesis. Genesis był dla mnie oczywiście ważny, ale szczerze mówiąc, to tylko część mojej długiej kariery muzycznej.

raywilsonxyz 2 b

Z mojego punktu widzenia jako słuchacza realizujesz trzy projekty; Stiltskin, Ray Wilson solo oraz Genesis Classic. Każdy porusza się po innych polach rocka. Czy któryś z nich jest Twoim priorytetem? Z jakiego powodu?

Niespecjalnie. Kocham je wszystkie z różnych powodów. Grunge, prog, rock, śpiewanie i tworzenie - kocham te wszystkie style, więc to wspaniałe uczucie móc je wszystkie zawrzeć na moich występach.

Stiltskin to band preferujący muzykę rockową opartą na mocnym, elektrycznym brzmieniu, wyrazistym rytmie. Jak sam scharakteryzowałbyś styl tego zespołu?

Miał na nią wpływ grunge i muzyka celtycka. Utwory takie jak "Rest in Peace" były bardzo celtyckie, a "Inside" i "Footsteps" były raczej grunge. Ta muzyka ma w sobie również piękną mroczność. Uwielbiam to.

Na płytach solowych Raya Wilsona poznajemy inne oblicze artysty. Sporo akustyki, wyciszony, niekiedy intymny nastrój, oszczędne aranżacje. Jak czujesz się w takim wydaniu?

Mój styl komponowania, pisania tekstów i śpiewania wziął się od artystów typu Neil Young, Bruce Spingsteen, Bob Dylan, Jackson Browne i tak dalej. Ta muzyka grała przez całe moje dzieciństwo, za sprawą mojego Ojca, a ja po prostu zacząłem ją uwielbiać i doświadczać. Ci artyści pisali wspaniałe teksty o życiu i niereligijnej duchowości. Całkowicie to rozumiem, jako osoba i artysta.

Genesis Classic to repertuar koncertowy, nie tylko z biografii Genesis, bo w programie są przecież także Twoje autorskie kompozycje. Według jakiego klucza dobierasz utwory do koncertów tej formacji?

Najczęściej wybieram kawałki, w którym moim zdaniem wypadam dobrze. Stąd też dodałem nieco muzyki Petera Gabriela. Mamy podobne brzmienie naszych głosów, więc uważam, że jego kompozycje są bardzo przyjemne w śpiewaniu. A w dodatku, on pisze super kawałki. Są też inne utwory, które dobrze brzmią na żywo, jak "Home By The Sea", "Calling All Stations" i "Congo". Tak więc koncerty są mieszanką tego, w czym jestem dobry i co dobrze brzmi.

Jak zrodził się pomysł wprowadzenia instrumentów smyczkowych? Jaki był cel tego zabiegu? Efekt zadowala Cię, czy niektóre elementy należy zmienić?

To był czysty przypadek. Promotor w Dreźnie poprosił mnie o dodanie smyczków na pewnym koncercie w pięknym zamku zwanym Schloss Pilnitz. Zrobiłem to dla zabawy, a ludzie to pokochali, więc zagrałem w ten sposób kolejne 500 koncertów (śmiech). Podstawową koncepcją było zamienienie kompozycji klawiszowych i zastąpienie ich kwartetem smyczkowym. Nic bardziej skomplikowanego.

Porównując wykonanie koncertowe tych samych utworów mam wrażenie - a byłem na kilku Twoich występach live - że ich struktura ewoluuje, podlega pewnym przeobrażeniom. Czy to świadome działanie, czy tak po prostu wychodzi na scenie?

Tak, myślę, że utwory stają się lepsze z upływem czasu. Wrastasz w nie, że tak powiem. Są też inne, które się nie sprawdzają i są grane tylko raz czy dwa, aby potem nigdy ich nie zagrać.

Ray Wilson to także autor tekstów. Gdzie poszukujesz inspiracji? Może dostarcza ich życie, sztuka, może literatura lub film?

Życie i emocje, jakie odczuwamy podczas radzenia sobie z wyzwaniami życia. To mnie najbardziej inspiruje.

Na liście coverów  widnieją takie ikony rocka jak Pink Floyd, Peter Gabriel, Phil Collins. Masz innych ulubionych wykonawców muzyki, może ktoś z jazzu, albo kompozytorzy muzyki poważnej?

Bowie był moją pierwszą inspiracją, kiedy byłem młodym chłopakiem, a także wielu amerykańskich piosenkarzy, których wspomniałem wcześniej. Teksty Dylana były dla mnie bardzo inspirujące, podobnie jak dla większości ludzi.

Wielu odbiorców zwraca uwagę na Twój głos, tak charakterystyczny i rozpoznawalny, o naturalnej, ciepłej barwie, wręcz hipnotyczny. Co robisz, żeby głos utrzymać w dobrej kondycji?

Bez przerwy śpiewam, by ciągle był silny. Nie piję alkoholu przed koncertami, nie palę i staram się dobrze jeść. To wszystko!

raywilsonxyz 3 b

Ray Wilson jako instrumentalista gra na gitarze akustycznej, ostatnio widziałem także na elektrycznej. Czy potrafisz stworzyć akompaniament wykorzystując także inne komponenty instrumentarium?

Napisałem kilka kompozycji na pianinie, ale już od kilku lat tego nie zrobiłem. Na przestrzeni lat miałem świetnych pianistów, którzy teraz robią całą magię za mnie.

Czy muzyka, jej tworzenie, pisanie, koncerty zajmują cały twój czas, czy znajdujesz jeszcze miejsce w życiu na inne zainteresowania?

Moje życie to muzyka, muzyka i więcej muzyki. Plus kariera mojej dziewczyny i mój kot.

W swoim repertuarze posiadasz wiele znakomitych ballad, także przebojowych kawałków. Ale czasami przygotowujesz także bardziej rozbudowane formy, charakterystyczne dla rocka progresywnego. Taki jest kapitalny utwór „Makes Me Think Of Home”. Jak powstawał ten wielowątkowy, złożony kompozycyjnie song? Lubisz takie bardziej rozbudowane formy? Na longplayu „Time & Distance” prezentujesz też bogate instrumentalnie na przykład „Alone” czy „Propaganda Man”.

Lubię czasem rzeczy typu prog. Zwłaszcza Pink Floyd, Led Zeppelin, Genesis. "Makes Me Think Of Home" ma coś z Floyd i Zeppelin. Wspaniale jest mieć członków tych zespołów w tym utworze. Naprawdę przyjemnie się to gra. "Alone" jest z podobnego podłoża, ale jest prostszy. Chodzi tylko o nastrój i emocje. "Propaganda Man" bardzo się rozwinął, kiedy zaczęliśmy grać go na żywo. Filip Walcerz dołożył solo na pianinie lata temu, a my trzymaliśmy się tego konceptu. Później oczywiście Ali Ferguson ma swój moment we "Freebird". Kocham coś takiego. Bardzo retro.

Jak powstają songi będące Twoimi autorskimi kompozycjami? Od czego się najczęściej rozpoczyna? Najpierw melodia później tekst, czy na odwrót?

Bez zasad. To się po prostu dzieje. Trzeba nad tym po prostu pracować i nie przestawać, aż coś się wydarzy. Piszę też z innymi ludźmi, jest to dobra zabawa.

Słuchasz chętnie swoich starszych nagrań czy zdarza się to sporadycznie? Istnieje płyta, z której jesteś szczególnie dumny? Skąd taka ocena?

Za każdy razem kiedy to robię, chciałbym dużo pozmieniać, więc staram się tego unikać. Czasami wydaje mi się, że dopracowałem utwór w studio, ale w większości mam wrażenie, że muszę wszystko nagrać jeszcze raz.

Którzy reprezentanci współczesnego rocka zwrócili w ostatnim czasie Twoją uwagę? Jakiej muzyki nie lubisz? Dlaczego?

Od lat 90. nie było dla mnie nic ciekawego. Muse są wyjątkiem. Kochałem lata 70. i 90. Radiohead, Live, Foo Fighters, Pearl Jam, The Eels, Cracker, Floyd, Genesis, Bowie, Dylan, Tom Waits, Leonard Cohen.

Odczuwasz zdenerwowanie przed koncertami czy doświadczenie pomaga o tym nie myśleć. Zdarzył się w Twojej karierze występ, o którym chciałbyś jak najszybciej zapomnieć?

Jestem nerwowy tylko kiedy gram w Glasgow. To nie moje rodzinne miasto, ale publika należy do najlepszych na świecie, zna się na muzyce. Graliśmy tam z Genesis, Stiltskin, a niedawno też ze Steve Hackettem. Moje serce zawsze mocno bije, kiedy tam gram.

Jak wygląda Twoim zdaniem aktualna kondycja i przyszłość muzyki rockowej?

Przejebane!!!  Mam nadzieję, że wraz z całym tym protekcyjnym gównem mającym właśnie miejsce na świecie, rock powróci i znowu będzie zajebisty. Potrzebujemy czegoś, na co znowu moglibyśmy się wściec i czym moglibyśmy się znowu pasjonować.

Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę wielu udanych koncertów, kreatywnych pomysłów w pracy twórczej i powodzenia i szczęścia w życiu.

Dzięki, przyjacielu. Najlepsze życzenia.

Włodek Kucharek

Tłumaczenie: Karol Gospodarek

127_paenzer_158x600px_euv_b.gif 128_bullet-raid_baners_b.gif 124_banerMOSHERZ.jpg 126_threshold-158x600px-eu.gif 125_dio_156x600.gif

Goście

759415
DzisiajDzisiaj532
WczorajWczoraj2176
Ten tydzieńTen tydzień2707
Ten miesiącTen miesiąc49151
WszystkieWszystkie759415
54.166.232.243

helloween plakat z logo hmp m

morbid angel plakats m

threshold plakat m

dirkschneider plakat m

dio returns plakato b

stevenseagullsh m

merry christless plakatd m

kreator plakatk m

accept plakath m

fates warning plakatn m

cradle of filthf m

magnum plakatm m

korpiklaani plakath m

40-lecie toto w tauron arenie krakwt m

roger waters plakatu m