Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 69sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

internal quiet 2018 tour poster new m 

diamond head plakat m

striker plakatzzz m

xmsf poster poland m

xdragonhammer plakat m

impaled nazarene plakata m

solstafir-kwadrat-b

nightwish plakatz m

annihilator nowy plakat m

slayer plakatz m

exodusreklama logotypy rgb m

xkreator plakat m

xmerry christless plakat m

batushka plakatz m

xhaken plakat m

ivar einar2 m

„Progresywne i filozoficzne przypadki” (Cereus)

Rodzima scena progresywna wciąż zaskakuje i warszawski Cereus bez dwóch zdań wpisuje się w ten nurt przyjemnych zaskoczeń. Jego debiutancki album „Dystonia” to pozycja z nurtu prog/post-rocka, klasyczny koncept z odniesieniami do filozofii i mnóstwo porywającej muzyki. I pomyśleć, że o powstaniu tej grupy zdecydowała seria przypadków, o których sporo wie wokalista Michał:

     
HMP: Ponoć gdyby nie seria przypadków, to Cereus nigdy by nie powstał, bo poznawaliście się w dość nieoczywistych okolicznościach?

Michał „Domber” Dąbrowski: Zespół pewnie by powstał, tylko byłby to zupełnie inny Cereus (śmiech). Spotkanie założycieli, czyli Konrada Pawłowskiego i Pabla Sikory, to po prostu wynik poszukiwań bratniej muzycznie duszy na jednym z portali dla muzyków. Ze mną to rzeczywiście totalny przypadek. Od lat bawię się w rekonstrukcję historyczną i jeżdżę na pola Grunwaldu. Tam znalazł mnie Pablo, kiedy siedziałem z przyjacielem na warcie i śpiewałem zupełnie nie historyczne piosenki. (śmiech)

Był to również proces długofalowy, bo kolejni muzycy dołączali stopniowo: najpierw było ich dwóch, potem pojawił się perkusista, a kiedy uznali, że wyłącznie instrumentalne granie ich nie interesuje, zaczęli szukać wokalisty?

Do basu i gitary dołączył perkusista Łukasz Gańko, to oni stworzyli trzon bandu i pierwsze szkielety kilku utworów. Chłopaki od początku myśleli o pojawieniu się wokalu i tekstów, świadczyły o tym aranże i koncepcje utworów. Kiedy dostałem od nich materiał, usłyszałem skomplikowane formy, ale wiadomo było gdzie jest przestrzeń do śpiewania, a gdzie lepiej zostawić tylko frazy instrumentalne.

Sukcesywnie też pracowaliście nad kolejnymi kompozycjami, wydając najpierw EP-kę „Light Under the Blue Wave” (2013), a w roku następnym wasz utwór „Cassiopeia” trafił na kompilację „Cold Wind Is The Promise Of A Storm” – ich ciepłe przyjęcie utwierdziło was w przekonaniu, że podążacie w dobrym kierunku?

Oczywiście odbiór słuchaczy jest kluczowy i cieszymy się każdym ciepłym słowem pod adresem naszej muzyki. Niemniej nawet gdyby spłynęła na nas fala krytyki, raczej nie zmieniłoby to naszego wewnętrznego przekonania, że robimy rzeczy dobre i wartościowe. Zaproszenie do tej i innych kompilacji, tylko utwierdziło nas w tym przekonaniu.

Jesteście kolejnym zespołem, który wypłynął dzięki tej kompilacji portalu Post-rock.pl, wygląda więc na to, że spełniła ona swe zadanie popularyzacji młodych i mniej znanych grup z kręgu szeroko rozumianego rocka progresywnego i post-rocka?

Zdecydowanie polecamy udział w kompilacjach Post-rock.pl każdemu zespołowi z pogranicza postu i progresu. To świetna okazja pokazania się szerszej publiczności i porównania swojej pracy z twórczością innych.

Nie spieszyliście się jednak z nagraniem i wydaniem debiutanckiego albumu, bo „Dystonia” ukazała się dopiero niedawno. Bycie zespołem niezależnym, bez wsparcia wytwórni ma swoją cenę?

Oczywiście, że ma, ale naszą ceną był jedynie czas i odrobina domowego budżetu (śmiech). Trwało to długo, ale dzięki temu, że robiliśmy to niezależnie, mamy prawdziwie autorski album. Nikt nam nie mówił, jak by było lepiej, żeby zagrać inaczej albo napisać tekst o czymś bardziej radosnym. Nikt nam nie narzucał komercyjnego podejścia przy tworzeniu materiału. To w stu procentach nasza płyta.

Trudno mi uwierzyć, że żadna z wytwórni nie była zainteresowana wydaniem tej płyty – jak potencjalni wydawcy motywowali odrzucenie tego materiału? Za trudne, niekomercyjne, album koncepcyjny nie wchodzi w grę, czy po prostu nie mieliście żadnego odzewu?

Kilka wytwórni było zainteresowanych wydaniem „Dystonii”, ale warunki współpracy były nie do przyjęcia. Od początku nie chcieliśmy przenosić praw autorskich na osoby trzecie, nie chcieliśmy pozbywać się kontroli nad dalszymi losami tej płyty. Większość labeli chce mieć pełną kontrolę nad poczynaniami związanymi z wykorzystaniem wydawanej twórczości. Być może gdybyśmy dostali ofertę, która gwarantowałaby należytą promocję tego albumu, to zdecydowalibyśmy się na pewne ustępstwa i współpracę, ale taka się nie pojawiła. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo mamy za to dwóch dystrybutorów w postaci LynxMusic i SonicMusic oraz impresariat Cantaramusic, którzy są bardzo pomocni.

To jeszcze bardziej motywowało was do finalizacji tego przedsięwzięcia, które pewnie nie przybrałoby takiego kształtu bez udziału  realizatora Filipa Krzyżykowskiego?

Z Filipem poznaliśmy się przy realizacji singla „Cassiopeia”. Włożył w to tyle serca i zrozumienia, że oczywistym dla nas było, że będziemy pracować razem nad całym albumem. Poza faktem, że był osłuchany z muzyką progresywną, postową i metalową, jemu po prostu podobała się nasza twórczość, a my chcieliśmy kogoś, kto podejdzie do tego materiału z feelingiem.

Długa praca nad płytą ma plusy i minusy – co według was można zapisać po stronie zysków i strat Cereus przy okazji powstawania „Dystonii”?

Straciliśmy tylko zbyt dużo czasu i na pewno nie mamy promocyjnego wsparcia, które mogłaby nam dać duża wytwórnia. Cała reszta to czysty zysk.

Od razu zdecydowaliście, że to będzie concept album, czy też ta myśl pojawiła się stopniowo, gdy okazało się, że teksty są spójne i można połączyć je w jedną historię?

To przyszło z czasem. Pierwsze teksty były niezależnymi opowieściami, ale gdy zacząłem pisać Tryptyk pojawiła się myśl, że to może być jedna długa historia i, że bohaterem stanie się jedna osoba – słuchacz!

Wątki filozoficzne w rocku progresywnym to nie nowość, jednak was zainspirował sam Kartezjusz, a konkretnie jego słynna maksyma „Cogito ergo sum”, o której mówicie, że reprezentuje przeszłość, teraźniejszość i przyszłość?

Ta maksyma jest tylko pretekstem, do tego, żeby słuchacz zadał sobie podstawowe pytanie: po co tu jestem? Potem przyjdą kolejne: skoro już się urodziłem, to co mam zrobić z danym mi życiem? Jak je wypełnić? Czy gonić każdą chwilę, czy dać życiu sączyć się swoim tempem? Czemu muszę umrzeć? Pytań jest wiele, ale jeśli nie myślę, to może nie żyję? (śmiech)

„Myślę, więc jestem” brzmi jednak przewrotnie, szczególnie w obecnych czasach, kiedy obserwujemy zdecydowany odwrót od samodzielnego myślenia czy wyciągania wniosków – to dlatego wzbogaciliście album fragmentami „Rozprawy o metodzie” Kartezjusza czytanymi przez Annę Krawczyk, żeby zachęcić ewentualnych zainteresowanych do zgłębienia tematu?

Dokładnie tak. Mam nadzieję, że ta płyta sprawi, iż słuchacz zamyśli się nad swoim życiem, zatrzyma na chwilę. Może zada sobie kilka pytań, które i my zadajemy w tekstach..? Może zada ich znacznie więcej, jego myśli podążą dalej niż kiedykolwiek..? To byłoby spełnienie naszych marzeń, bo po to tą płytę zrobiliśmy.

„Dystonia” czyli paskudna, nieuleczalna choroba, a przy tym chyba też niezła metafora życia jako takiego – problem chyba tylko w tym, czy spróbujemy zmierzyć się z różnymi problemami, czy też odpuścimy, godząc się z losem?

Wybraliśmy taki tytuł, bo to choroba, która stopniowo odbiera kontrolę nad ruchami zaplanowanymi. Powoduje ruchy mimowolne, których wcale nie chcemy. To świetna metafora życia, jako drogi po równi pochyłej, na której końcu jest śmierć. Jednym ta myśl podetnie skrzydła, drudzy odetną się od tematu, ale ktoś może zacznie żyć lepiej i pełniej.

Skąd pomysł na podzielenie płyty na trzy części, gdzie utwory „Cogito”, „Ergo” i „Sum” są znacząco wyeksponowane, stanowiąc swoistą bazę dla pozostałych kompozycji?

Te trzy utwory spinają cały album, który jest opowieścią o człowieku od jego narodzin, przez dzień obecny, aż po śmierć. W „Cogito” budzimy się do życia, „Ergo” to chwytanie chwili, która właśnie trwa, a „Sum” jest pożegnaniem życia i tego świata.

Na podstawie ich starszych wersji dostępnych w sieci, np. z koncertów, można wysnuć wniosek, że te utwory wciąż ewoluują, pewnie też dzięki temu, że w czasie nagrań wzbogaciliście skład o klawiszowca, a zarazem drugiego gitarzystę?

Patryk Woźniak dołączył do nas, kiedy cały materiał był już nagrany i w dużej mierze zmiksowany. Nie miał łatwej sytuacji, bo te utwory były już mocno nasycone harmonicznie. Podszedł do tego oszczędnie, rzekłbym „z pokorą”, ale w punkt i ze smakiem dopełnił całość. Teraz jego rola w budowaniu nowych utworów jest znacznie większa.

Straciliście też jednak perkusistę, przez co kolejne koncerty Cereus stanęły pod znakiem zapytania. Następcy Łukasza szukaliście długo, ale było chyba warto, skoro skaperowaliście samego Macieja Caputę?

To kolejna rzecz, która wpłynęła na przesunięcie premiery albumu. Łukasz postawił poprzeczkę bardzo wysoko. Na przesłuchaniach większość potencjalnych następców sobie nie radziła. Wreszcie, po blisko roku poszukiwań, pojawił się Maciek i wróciła w nas wiara. Skojarzył nas Michał Kirmuć z zespołu Collage, za co jesteśmy mu bardzo wdzięczni.

Dołączył do was na stałe, czy tylko na zasadzie muzyka wspierającego was na koncertach?

Od początku stawialiśmy sprawę jasno: szukamy muzyka, który będzie współtworzył zespół i miał wpływ na kolejne kompozycje. Maciek, mimo, że uczestniczy w różnych projektach, wszedł do zespołu i jest jednym z nas. Tworzymy razem Cereus w studio i na koncertach.

Teraz, w sezonie letnio-jesiennym będzie ich pewnie znacząco więcej, bo zechcecie szerzej promować „Dystonię”?

Jesteśmy gotowi do koncertowej promocji płyty. Najbliższy gig będzie 29 czerwca w warszawskim VooDoo Club. W wakacje też coś zagramy, ale główna trasa planowana jest na jesień. Wszystkie informacje będą dostępne na naszym fanpage’u: facebook/cereusband.

Nie zdziwiłbym się też, jakbyście w zanadrzu mieli też już jakieś nowe kompozycje i powoli przymierzali się do kolejnego materiału, skoro debiut liczy sobie już kilka latek?

Oczywiście jest już zarys kilku nowych kompozycji, a nawet koncept na cały album, ale jeszcze za wcześnie żeby zdradzać o czym będą nasze kolejne opowieści…

Wojciech Chamryk

115_fifthangel_158x600px_eu.gif 119_hugsja_hmp002.png 118_burningwitches_158x600px_eu.gif 117_fever_singiel_obey_hmp.gif 116_accept_158x600px_eu.gif

Goście

1571701
DzisiajDzisiaj1478
WczorajWczoraj3051
Ten tydzieńTen tydzień1478
Ten miesiącTen miesiąc47216
WszystkieWszystkie1571701
54.221.75.68

the australian pink floyd show 2019 posterb1 m

hell over hammaburg flyer august m

xoverkill plakat m