Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 71sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

lion shepherd plakat m 

ultra violence invicta tour m

turboplakat m

vicious rumorseurope2019c m

kit 2019k m

visigoth plakatc m

the iron maidens plakatk m

anthrax plakatz m

godsmack 2019 poster m

king crimson 2019 ebiuletyn m

mystic festivalk m

wehrmacht plakat m

queensryche plakat m

wacken2019

black silesia open air festival iv m

prog in park iii m

“Beznadziejność życia” (Nonamen)

Krakowski Nonamen powrócił z nowym albumem, nieoczywistym muzycznie i tekstowo konceptem „Interior’s Weather”. O kulisach powstania tej płyty, niezależności oraz decyzji przeobrażenia zespołu w projekt wyłącznie studyjny rozmawiamy z jego liderami:

                 

HMP: Ostatnio było o was dość cicho, ale pod koniec roku wydaliście drugi album „Interior’s Weather” – domyślam się, że stworzenie tego materiału było dość czaso i pracochłonne?

Maciek: Jak już wzięliśmy się za pracę, to poszło jak z płatka. Nie mogliśmy się do tego zabrać borykając się z kompletowaniem składu.

Było to pewnie dużym utrudnieniem, że od czasu wydania debiutanckiego „Obsession” mieliście w zespole sporo zmian personalnych?

Maciek: No właśnie, odszedł od nas wtedy perkusista Grzesiek Kozikowski, na jego miejsce wskoczył Bartek Janczarski. No ale niestety, długo nie zagrzał miejsca i nie wziął udziału w naszym Interior’s Weather.

Najbardziej znacząca wydaje się tu roszada na stanowisku skrzypaczki, bowiem Agnieszkę Reiner zastąpiła Marta Rychlik-Stanula – nie wyobrażaliście sobie zespołu bez brzmienia skrzypiec?

Edyta: Od początku skrzypce były poniekąd najbardziej charakterystycznym elementem dla brzmienia zespołu. Nie powinien więc dziwić fakt, że jak najbardziej nie chcemy się z nimi rozstawać. Marta jest godnym następcą, a przy okazji świetnym człowiekiem.

Maciek: Ja od siebie dodam, że najbardziej znaczącą zmianą w historii zespołu, było jednak odejście wspomnianego wcześniej Grześka. Mam wrażenie, że od tamtej pory Nonamen nie pozbierało się do końca

Szczęściem w nieszczęściu było to, że znaliście już Martę wcześniej, bo wielokrotnie wspierała was na koncertach jako zastępca Agnieszki, więc ta zmiana przeszła tak jakoś naturalnie?

Edyta: Tak, Marta wykazała się już wcześniej. Udało się ją przekabacić na stałe do grania cięższych klimatów. Jak widać muzyk klasyczny, w nie do końca swoim środowisku, może fajnie uzupełnić brzmienie.

Gorzej z perkusistą, bo Bartosz Janczarski rozstał się z wami krótko przed sesją nagraniową nowej płyty, co pewnie wymusiło decyzję nagrywania z automatem perkusyjnym?

Maciek: Po rozstaniu z Bartkiem przez parę miesięcy rozglądaliśmy się za kimś nowym, ale nie otrzymując żadnych odpowiedzi, w końcu daliśmy spokój z szukaniem.

Nie braliście pod uwagę poproszenia o sesyjny występ któregoś z perkusistów-kolegów z krakowskich zespołów? Co żywe bębny, to jednak nie maszyna, nawet jeśli bezduszny sound automatu w sumie pasuje do brzmienia „Interior’s Weather”?

Maciek: Szukaliśmy członka zespołu, a nie odtwórcę napisanych linii. Jako odtwórca idealnie spisał się nasz bezduszny drummer. Bezduszność w metalu zawsze mile widziana. (śmiech)

To album koncepcyjny, mroczny muzycznie i tekstowo – skąd pomysł na taki właśnie temat i zwartą, stanowiącą całość, historię?

Edyta: O pomysł nie było trudno. Temat wylał się dość naturalnie. Widocznie smutne z nas ludki, więc i płyta wyszła dość mroczno-liryczna (śmiech). Co do albumu koncepcyjnego - stało się. Jak to wyszło - nie wiem.

Najpierw pojawił się jej zarys czy ogólny pomysł, czy też kiedy pierwsze utwory okazały się do siebie pasować uznaliście, że warto połączyć je w całość?

Edyta: Dawno temu został sporządzony konspekt zawartości nowej płyty, na grubo przed powstaniem choćby jednego riffu czy pojedynczej linii wokalnej. Tym razem bardziej zależało mi na treści, niż na samej strefie muzycznej. Tak, że ponad dwa lata temu wiedziałam, że następny album (jeśli powstanie) będzie miał taki, a nie inny tytuł i będzie zawierał to co zawiera.

To historia całkowicie wymyślona, czy też bazująca na waszych przeżyciach, choćby konfliktach w zespole?

Edyta: Nie wiem czy zawartość albumu można nazwać stricte „historią”. Podmiot liryczny nie zawsze jest w centrum wydarzeń. Bardziej chodziło o naznaczenie, w moim odczuciu chronologicznie, poszczególnych stadiów psychicznych. Konfliktów w zespole nie ma, więc nie widzę powiązań z tematem płyty. Jeśli coś mogłoby być bezpośrednią inspiracją, to można to zdefiniować dużo prościej - beznadziejność życia. (śmiech)

Trudniej pracuje się nad takim materiałem czy nie ma większych różnic pomiędzy tworzeniem „zwykłej”, to znaczy składającej się z niepowiązanych ze sobą utworów, płyty?

Edyta: Ciężko porównać. Pytanie brzmi - czy „trudniej” znaczy „dłużej”. Poprzednia płyta była luźna i powstała dość szybko. „Interior’s Weather” jest koncepcyjny, a powstawał dwa lata, jednak czas powstawania nie był zależny tylko od stopnia przemyślenia danego albumu. Im głębiej w las, tym łatwiej pewne rzeczy przychodzą. Dla mnie osobiście lepiej pracowało się z najnowsza płytą, a wpływ na ten werdykt ma wiele czynników.

Brzmicie teraz znacznie mocniej, partie wokalne też są agresywniejsze – to w końcu metal, nawet jeśli nieoczywisty czy progresywny? (śmiech)

Edyta: Ach, te style muzyczne. Z jednej strony oburzenie, bo jak można szufladkować i dawać się szufladkować, a z drugiej strony tak potrzebne, żeby chociaż w minimalnym stopniu orientować się z czym mamy do czynienia. Mam nadzieję, że jest to „metal”, przedrostek nie interesuje mnie już tak bardzo. Wydaje mi się, że Interior’s Weather nie jest już progresywny, a patrząc na całość to bliżej do jakichś melancholijno-postowych tworów. Niemniej jednak, niech każdy nazywa jak chce. Były już opinie, że black, doom czy heavy, czekam na gotyki. (śmiech)

„The Fog” jest wyróżniającym się, niejako programowym utworem, nie tylko z racji czasu trwania – to zapowiedź kierunku, który zamierzacie obrać w przyszłości?

Edyta: Większość zespołów to wypadkowa gustów więcej niż jednej osoby (no, przynajmniej w teorii), nie mogę więc jednoznacznie powiedzieć czy to nasz kierunek. Taki jest plan, ale jak wyjdzie, któż to wie. Mogę powiedzieć tylko, że na pewno nie będzie to już granie czysto progresywne, no chyba, że w innym składzie niż obecnie.

Płyta jest krótka, bo trwa niewiele ponad 35 minut – uznaliście, że nie ma co przesadzać i sztucznie wydłużać co niektórych partii czy utworów, żeby cała historia była zwarta, ciekawa i nie nużyła słuchacza?

Edyta: Płyta jest krótka, to prawda. Album zawiera te utwory, których byliśmy w 100% pewni. Nie widzieliśmy sensu w sztucznym zapychaniu. Nie tym razem.

Ciekawostką jest również to, że szata graficzna „Interior’s Weather” też jest waszym dziełem, konkretnie twoim – Exsanity. To w sumie nietypowa sytuacja, że autor tekstów jest jednocześnie „oprawcą” graficznym płyty, chociaż w przypadku debiutanckiego albumu też mieliście przecież taką sytuację ale daje to dodatkowe możliwości, przy dogłębnej znajomości treści utworów?

Edyta: Wychodzę z założenia, że skoro w składzie jest grafik, to grzechem byłoby z tego nie skorzystać. Dodatkowym plusem jest niewątpliwie fakt, że nikomu nie muszę tłumaczyć „co klient miał na myśli”. Widzę w głowie jak ma wyglądać okładka i taką okładkę robię. Wygodne i praktyczne. Polecam. (śmiech)

Wciąż jesteście zespołem niezależnym, sami wydajecie swoje płyty – to świadomy wybór czy pokłosie tego, że wydawcy nie dostrzegają Nonamen?

Maciek: Po rozmowach z wieloma przyjaciółmi z branży wiemy, że wydawanie się u wydawcy to nie dla nas. Może kiedyś, ale póki co nie spotkaliśmy się z warunkami, na które chcielibyśmy przystać.

Płyta ukazała się pod koniec grudnia, zaczynają pojawiać się jej pierwsze recenzje, opinie słuchaczy, przygotowaliście też dwa teledyski, ale nie mając perkusisty nie możecie promować jej na żywo – stąd decyzja, że Nonamen będzie odtąd projektem wyłącznie studyjnym?

Maciek: Recenzji pojawiło się już paręnaście, są raczej przychylne, tak jak i opinie słuchaczy. Teledyski tak, nawet trzy, choć trzeci to można by powiedzieć - miniatura. Co do promocji na żywo - nie, zrezygnowaliśmy z tego. Postanowiliśmy, aby do odwołania nie wracać do występów na żywo. Nie szukamy też nikogo na stołek perkusyjny -  demokratycznie zrezygnowaliśmy z aktywności live

Wojciech Chamryk

128_enforcer_158x600px_eu.gif 127_grandmagus_158x600px_eu.gif 120_anthrax_banner_2.png

Goście

1959432
DzisiajDzisiaj142
WczorajWczoraj1748
Ten tydzieńTen tydzień8016
Ten miesiącTen miesiąc69997
WszystkieWszystkie1959432
3.90.56.90

protector plakat m

sacred reichs m

sacred reich plakatc m