Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 72sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

dog eat dog 2019 abk fall instastory posterzyx m

walkyrya italian metal band 111019 m-artzzz b

mh plakat b

mortis plakat m

destroyers i jaguar plakat krakow 1zzz m

praying mantis plakat m

pestilence poster oba net 1k m

hitten plakatz m

true thrash fest m

ghost plakatz m

sacred reichs m

sacred reich plakatc m

alterbridge posterb1zyx m

annihilator plakat666 b

exumer plakat m

voivod plakatzyx m

metalowa-wigilia-2019-web-posterzyx m

deeppurple-poster m

dreamtheater-poster m

rhapsodyoffire-posterb1 m

hammerfall posterb1 m

atropha plakatzzz m

lamb of god i kreator plakat m

mystic festival 2020 m

„The Storm” czyli „bóża w muzgu” (Amarok)

Na początku chciałbym zapewnić, że nie jestem ortograficznym dyletantem i wiem jak należy poprawnie napisać zgodnie z zasadami języka ojczystego słowa „burza” i „mózg”. Ale przekształcając tak karygodnie pisownię, że Profesor Bralczyk szarpie się z politowania i złości za brodę, chciałbym w ten kontrowersyjny sposób zwrócić uwagę Szanownych Czytelników poniższego wywiadu, że muzyka Amarok zarejestrowana pod tytułem „The Storm” to istny huragan, który wywraca do góry nogami wiele konwencjonalnych koncepcji tworzenia muzyki rockowej (???), łamie standardy i pokazuje, co potrafią stworzyć rockowi wizjonerzy. I może brzmi to górnolotnie, cechuje się nadmiarem emfazy, ale tak odbieram wspaniały muzycznie album instrumentalny „The Storm”, na którym dźwięki, nastrojowość, emocje, bogactwo instrumentalne zintegrowane zostały w monolityczny organizm o wielkiej sile rażenia, pobudzającej do wzruszeń, przeżyć estetycznych. Mam wrażenie, że muzyka „The Storm” nienawidzi zgiełku, wymaga spokoju, skupienia, bo wtedy najlepiej oddziaływuje na zmysły odbiorcy. A jak już posłuchamy tego długiego, ponad godzinnego „filmu”, zaczynamy się zastanawiać, czy to jeszcze rock, oraz gdzie przebiegają granice pomiędzy wieloma gatunkami muzycznymi. Bo „The Storm” to mariaż elektroniki, ambientu, rocka, jazzu, muzyki klasycznej, może chwilami etnicznej, a przy bardziej dociekliwej analizie wytrwały poszukiwacz odnalazłby zapewne jeszcze inne wpływy stylistyczne. Ale tak naprawdę wszystko to, co zawarłem w tych kilku zdaniach „wstępniaka” to nic nie znaczący szczegół, ponieważ na muzycznym tronie zasiadała królowa piękności ubrana w łagodne i powłóczyste szaty dźwięków. Ta muzyka paraliżuje pięknem w każdej sekundzie, pobudzając serce do przyspieszonego rytmu pracy od pierwszej nutki aż do wybrzmienia ostatniego tonu, czasami wręcz usypia swoją łagodnością i wysublimowanym charakterem, by za chwilę zerwać się do szybszego biegu, a dźwięki raz intensywnie skumulowane, innym razem swobodnie rozproszone, co rusz układają się w wielowymiarowe, barwne pejzaże. „The Storm” to muzyka pozostawiająca mnóstwo przestrzeni do własnych, indywidualnych interpretacji, bazujących na ludzkiej wrażliwości. Posłuchać raz i odłożyć na półkę to zbrodnia, gdyż każda z kompozycji przy każdym kolejnym przesłuchaniu otwiera przed słuchaczem swoją duszę bogatą jak bajkowy sezam. Żeby go otworzyć niepotrzebne są słowa- zaklęcia, wystarczy czas, który pozwoli odsłonić tajemnice „spisane” na dysku. Każdy, kto chce je poznać, ale nie tak byle jak, pobieżnie, lecz wgłębić się w ich tożsamość artystyczną, odrębność i niepowtarzalność, zostanie nagrodzony odkryciem wielu urokliwych, muzycznych zakątków. A tytuł tego wywiadu, zawierający bez liku błędów nie powinien świadczyć o mojej indolencji ortograficznej, bardziej wskazywać na artystyczną rewolucję w rocku, łamanie pewnych konwencji, muzyczną globalizację, rozumianą jako scalenie różnych, z pozoru wykluczających się inspiracji. Posłuchajcie, a po kilku spotkaniach z muzyką z albumu „The Storm” zaczniecie powtarzać jak mantrę jedno słowo „Piękno!”. Powodzenia! A wyobraźni mi nie wystarcza, żeby uświadomić sobie na jakim poziomie piękna współpracują ze sobą stworzona przez Amarok muzyka i układy taneczne w wykonaniu James Wilton Dance. Życie pisze różne scenariusze, więc być może kiedyś dane mi będzie podziwiać efekty pracy Michała Wojtasa, jego Żony, Kolegów z zespołu oraz tanecznego guru Jamesa Wiltona. Czas pokaże! A teraz zapraszam do wywiadu z Michałem Wojtasem, Ojcem- Założycielem Amarok i niejako „przy okazji” jednym z muzycznych „malarzy” sceny rockowej.

                  

HMP: Amarok to aktualnie one-man-project, duet (licząc Twoją Żonę), czy może formacja o szerszej formule personalnej?

Michał Wojtas: Amarok to od lat moja planeta i miejsce, w którym zajmuję się komponowaniem muzyki, która gra mi w duszy (śmiech). W projekcie bierze udział moja żona Marta Wojtas, która jest autorką tekstów, okładek, zdjęć a także uczestniczy w nagraniach jako instrumentalistka. W tym sensie na pewno stanowimy duet i jesteśmy trzonem Amarok. Oprócz pracy studyjnej i tej związanej z produkcją płyt Amarok to także koncerty, na potrzeby których powstał zespół czteroosobowy, w którym gra także Konrad Pajek (voc, kb, g) i Paweł Kowalski (dr). Na scenie jesteśmy zespołem i po jakimś już czasie ten skład jest już dziś dobrze zgrany.

Znam treść muzyczną longplaya „Hunt” czyli poprzednika fonograficznego „The Storm” i mam przeświadczenie, że Amarok swoim premierowym albumem zaskoczył wszystkich, poszerzając zakres stylistyczny do niebotycznych rozmiarów. To już nie jest Oldfield, to konglomerat inspiracji elektroniką, ambientem, także rockiem, jazzem, muzyką klasyczną, chwilami nawet etniczną. Jakie czynniki zdecydowały o takiej stylistycznej złożoności?

M.W.: Przez 12 lat ciszy Amaroka, w mojej głowie pojawiało się wiele inspiracji. Jestem fanem muzyki elektronicznej. Jako dziecko dostałem od ojca kasety z muzyką J.M. Jarre, która brzmiała wówczas bardzo nowocześnie czy futurystycznie i do dziś jestem fanem przedstawicieli tego gatunku jak np. Jon Hopkins, Moderat, Trentemøller czy Floex. Lubię postęp w muzyce i w nauce także (śmiech). Potem dopiero jako nastolatek odkryłem muzykę Oldfielda, Pink Floyd czy Jeffa Becka, a więc do elektroniki doszła gitara. A kiedy usłyszałem trzy pierwsze płyty Björk i kilka lat temu Fink mój krajobraz muzyczny zaczął się krystalizować. Oczywiście jest to jakaś podświadoma wypadkowa w sosie własnym.

Niektóre utwory „The Storm”, niekiedy rozległe fragmenty mają silnie zrytmizowany charakter, chociażby długie sekwencje najbardziej złożonej  kompozycji „Facing the Truth (The Grand Finale)”. Ten wyrazisty rytm to  efekt działania priorytetów baletowych, zdefiniowanych przez Jamesa Wiltona?

M.W.: Teatr tańca Jamesa Wiltona, to przede wszystkim taniec współczesny, gdzie balet jest tylko jednym z licznych jego elementów. Całość wygląda zupełnie inaczej niż balet jaki znamy np. z „Jeziora Łabędziego” (śmiech). Utwór od początku powstawał i rozwijał się wraz z choreografią. I choć to od niego zacząłem prace nad muzyką do spektaklu, rozwój tej formy trwał przez wiele miesięcy. Oczywiście czas trwania, poszczególne części utworu, jego dynamika były mocno związane z potrzebami choreografa, ale także wiele razy utwór wpływał na rozwój samej choreografii.

Waszą płytę przedstawiono w newsach medialnych jako oprawę muzyczną spektaklu baletowego? Ale czy tak jest w rzeczywistości? Wydaje mi się, że to tylko jedno z zadań muzyki „The Storm”, bo jestem przekonany, że ten bogaty kolaż dźwięków może z powodzeniem funkcjonować jak autonomiczny byt, niezależny od spektaklu baletowego? Powiem więcej, właśnie wtedy zyskuje na sile przekazu, gdyż wymaga własnej interpretacji słuchacza, odrywając go nijako od gotowych obrazów baletowych? Jaka jest Twoja opinia w tej kwestii?

M.W.: Tak jak już wspomniałem, to nie jest balet tylko taniec współczesny a więc jednak inna forma tańca. Rozumiem jednak o co pytasz. Zdecydowałem się na wydanie tej muzyki w formie albumu Amarok, gdyż pomimo, iż w oczywisty sposób jest to niejako ścieżka dźwiękowa do przedstawienia czuję, że tak jak wspomniałeś rzeczywiście płyta stanowi także niezależny byt muzyczny, który może i funkcjonuje także bez spektakli. Dla mnie to prestiżowe wydawnictwo, które powstało pomiędzy regularnymi płytami. Współpraca polsko-brytyjska. Moja pierwsza „ścieżka dźwiękowa”, czym z dumą chcę się pochwalić. Dziś po ukazaniu się tej płyty otrzymuję wiele pozytywnych komentarzy od słuchaczy i słów uznania krytyków muzycznych, którzy potwierdzają niejako to o czym powiedziałeś. Podobnie jest zresztą wśród odbiorców przedstawienia, które regularnie już od jakiegoś czasu wystawiane jest w Anglii czy innych krajach Europy.

Muzyka Amarok pojawiła się w roku 2018 w przedstawieniu choreografa tańca, Jamesa Wiltona „Hold On”, wystawionym w Niemczech w Münster Theater. Czy to w tamtym okresie powstała propozycja Waszej współpracy?

M.W.: Miałem wraz z Martą okazję zobaczyć to przedstawienie i zarazem poznać Jamesa. Długo rozmawialiśmy na bankiecie po premierze „Hold On”. Myślę, że tak narodziły się główne idee tego co miało nadejść.

Co narodziło się pierwsze, Twoja idea stworzenia płyty z muzyką instrumentalną, która nieco później wykorzystana została do układów tanecznych grupy James Wilton Dance, czy może najpierw wizja spektaklu tanecznego, do którego Amarok wykonał muzykę? A może taniec i muzyka powstawały równolegle, nie wpływając na siebie w procesie tworzenia?

M.W.: Płyta z muzyką ilustracyjną nie była planowana przeze mnie i powstała głównie z uwagi na naszą współpracę z Jamesem. Muzyka i taniec powstawały jednocześnie. Często też jedno inspirowało drugie. Wiele razy powstała muzyka wpływała na choreografię i odwrotnie.

Czy cały materiał zarejestrowany na płycie Amaroka wykorzystany został w spektaklu baletowym? Czy Twoja muzyka daje się łatwo zintegrować ze sztuką tańca?

M.W.: W przedstawieniu „The Storm” skomponowanych przeze mnie utworów jest jeszcze więcej niż na płycie. Jak wiadomo, płyta ma swoje techniczne możliwości, których przekraczać nie możemy. Moim zamiarem także było umieścić na tej płycie dodatkowe dwa utwory – piosenki, które nie są częścią przedstawienia ale, które powstały dzięki niemu. I tak w warstwie słownej utwory w jakiś sposób mówią w pigułce o przesłaniu i idei „The Storm”. Autorem przesłania jest oczywiście James Wilton, a autorką tekstów jest Marta Wojtas. W roku ubiegłym w austriackim Dornbirn, w teatrze Tanz Ist odbył się wspólny występ formacji Amarok i tancerzy Jamesa Wiltona pod nazwą „The Calm Before the Storm”, którego celem była improwizacja taneczna do muzyki Amarok wykonywanej na żywo. Przedstawienie było od razu wyprzedane a publiczność była zachwycona takim widowiskiem i słuchowiskiem jednocześnie. Ponadto publiczność w finałowej części przedstawienia wzięła czynny udział na „parkiecie” tańcząc razem z tancerzami i między nami muzykami. W repertuarze tego wydarzenia było wiele dotychczasowych utworów z poprzednich płyt Amarok, ale sam fakt wykorzystania przez Jamesa utworów z płyty „Hunt” już na przedstawieniu „Hold on”, świadczy o tym, iż muzyka Amarok zdecydowanie dobrze współgra z tańcem współczesnym.

Jako multiinstrumentalista podjąłeś duże wyzwanie posługując się tak rozbudowanym, mega bogatym instrumentarium. Czy jesteś przekonany, że każdy z komponentów instrumentalnych wniósł coś istotnego do obrazu całości brzmienia?

M.W.: Rzeczywiście użyłem wielu dostępnych środków ale robię to za każdym razem, kiedy czuje, że dany element odpowiednio podkreśli nastrój czy inną myśl muzyczną. Lubię tworzyć i aranżować muzykę na różnych poziomach. Kiedy słuchając bliskiego pola, za nim w głąb istnieją inne równoległe przestrzenie i plany. Aranżuję wielowymiarowo, dzięki temu słuchacz otrzymuje wiele warstw i cały świat muzyki. Pamiętam, kiedy jako nastolatek wsłuchiwałem się w utwory Pink Floyd czy Mike Oldfielda, po jakimś czasie słyszałem coraz więcej czy wręcz odkrywałem smaczki lub melodie i inne elementy, których nie słyszałem skupiając się tylko na pierwszym planie. Myślę, że takie obsesyjne wręcz zgłębianie niektórych płyt i artystów w przeszłości spowodowało we mnie myślenie w szerszej perspektywie. Co do samego instrumentarium, jak zawszę uwielbiam łączyć brzmienia elektroniczne z akustycznymi, instrumenty z przedmiotami codziennego użytku, np. w finałowym „Facing the Thruth” między ponad 130 ścieżkami użyłem kluczy od mojego mieszkania. Wystarczyło pozbyć się jednego z nich, aby reszta otrzymała właściwy ton (śmiech).

Wybacz pytanie ignoranta, ale wydaje mi się, że ścieżka dźwiękowa „The Storm” odtwarzana jest w widowisku baletowym, pełniąc taką samą funkcję jak soundtrack w filmie. Czy twoim zdaniem istniałaby możliwość równoległej prezentacji „na żywo” zarówno samej muzyki, jak też baletu?

M.W.: W trakcie przedstawień tanecznych muzyka jest rzeczywiście jest odtwarzana. Tak jak już wspomniałem, mamy doświadczenie wspólnego występu. W planach są zatem wspólne przedstawienia „The Storm” z muzyką i tańcem na żywo. Być może uda się to jeszcze tej jesieni lub w przyszłym roku.

Muzyka „The Storm” to raczej zbiór uniwersalnych pejzaży „malowanych” dźwiękami aniżeli utworów w tradycyjnym rozumieniu tego słowa? Każdy z tych pejzaży to paleta dźwięków o specyficznej emocjonalności, klimacie. Słuchając stawiam sobie pytanie, czy to jeszcze muzyka popularna, czy może „rock podniesiony do rangi sztuki”, albo muzyka poważna, adresowana do dosyć wąskiego kręgu odbiorców?

M.W.: Hmmm, na pewno jest to muzyka ilustracyjna posiadająca jednak melodie. Zwykle gatunek ten pozbawiony jest jakichkolwiek melodii. Z uwagi na swój aparat wykonawczy zawartość płyty „The Storm”  jest powiązana z muzyką tzw. rozrywkową. W kwestii stylistyki będzie to kolaż typu dark ambient, electro, rock czy tzw. muzyki filmowej ale określenie „rock podniesiony do rangi sztuki” podoba mi się chyba najbardziej (śmiech).

W jednym z tekstów na temat „The Storm” znalazłem takie oto słowa: ” Album odnosi się do wewnętrznych bitew, które wszyscy staczamy, do mrocznych uczuć, które przeżywamy wewnętrznie, okazujemy zewnętrznie”. Zgadzasz się z taką interpretacją?

M.W.: Oczywiście. Przytoczone przez Ciebie cytaty odnoszą się do głównej idei przedstawienia „The Storm”. Najlepszym streszczeniem idei jest zdanie, które James Wilton umieścił na swojej stronie jako motto:

You can’t see the wind, but you can see how it changes objects. 

You can’t see unhappiness, but you can see how it changes people. 

A low becomes a depression, a depression becomes a storm. 

When you’re unhappy people say “it will all blow over”. 

There is a calm before the storm, is there one afterwards?

Ile w muzyce z „The Storm”, albo w ogóle w tworzonej przez Ciebie  muzyce jest osobowości autora? Czy potrafisz oddzielić cząstkę swojego „Ja” od charakteru komponowanej muzyki? Czy w swojej muzyce jesteś sobą, czy unikasz świadomie takiej identyfikacji?

M.W.: Trudne pytanie (śmiech). Na pewno kiedy tworzę staram się dać z siebie wszystko i być ze sobą w zgodzie. Często wymagam od siebie znacznie więcej niż potrafię, co motywuje mnie do ciągłego udoskonalania warsztatu. W swojej pracy jestem bardzo drobiazgowy, może czasem za bardzo (śmiech). Potrafię się odnaleźć w nieładzie mojej pracowni, ale w muzyce wszystko ma mieć swoje uzasadnione miejsce.

Jakbyś udowodnił tezę, że album „The Storm” to kolejny krok w rozwoju artystycznym Amaroka?

M.W.: Zdecydowanie jest to kolejny krok w rozwoju artystycznym Amaroka. Nigdy dotąd nie komponowałem muzyki do przedstawień czy filmu. Było to dla mnie bardzo rozwijające i pokazało mi kolejne światy, w które można wkroczyć poprzez muzykę. Dziś już wiem „jak to się robi”. Wiem też, że będę ponownie współpracował z teatrem tańca James Wilton „Dance Company” na potrzeby kolejnej sztuki i cieszę się na tę okoliczność.

Niebawem, bo w drugiej połowie czerwca muzyka z albumu „The Storm” oraz James Wilton Dance zostaną zaprezentowane w ramach festiwalu teatralnego Rozbark In Motion w Bytomiu. Czy Amarok jako twórca i wykonawca muzyki będzie obecny na tym festiwalu?

M.W.: Mam nadzieję, że uda się być tego dnia w Bytomiu i spotkać się także z Jamesem, Sarah i pozostałymi tancerzami i całą ekipą. Oczywiście widziałem już przedstawienie „The Storm” w londyńskim The Place, ale po raz pierwszy przedstawienie będzie tak blisko.

Ostatnie pytanie dotyczy najbliższych planów. Wiem, że w połowie lipca odbędzie się Wasz koncert , obok m.in. Riverside i Believe w Olsztynie. Czy wykonanie muzyki Amarok z wszystkimi detalami brzmieniowymi w wersji „live” to łatwe zadanie?

M.W.: W lipcu zagramy także na Toruńskim Festiwalu Rocka Progresywnego a pod koniec lipca na Summer Fog Festival w Warszawie, gdzie główną gwiazdą będzie Nick Mason z Pink Floyd!

W przypadku gry na żywo wiele detali nie jest możliwe do odtworzenia, dlatego skupiamy się na rzeczach najważniejszych. Nigdy też nie gramy w taki sam sposób. O ile w studiu jestem bardzo szczegółowy i poukładany, tak jako osobowość sceniczna lubię improwizację i można powiedzieć, iż za każdym razem gram inaczej, co daje mi i nam wszystkim w zespole wolność wyrazu i zwyczajną przyjemność.

Szczere gratulacje za wspaniały album „The Storm”. Dużo sukcesów w realizacji kolejnych zamierzeń artystycznych. Powodzenia

To ja bardzo dziękuję. Pozdrawiam serdecznie

Włodek Kucharek

125_mantiz_pion.jpg 126_bulletraid_baner2.gif 124_italian_metal.png 129_exhorder_158x600px_eu.gif 127_velesar_maly_baner_reklama_hmp2.png

Goście

2540377
DzisiajDzisiaj2556
WczorajWczoraj3238
Ten tydzieńTen tydzień8904
Ten miesiącTen miesiąc57840
WszystkieWszystkie2540377
3.228.24.192