Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 75sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

kat roman kostrzewskiazq m

vaderazq m

doroplakatze m

nightwishposterz m

opethposterz m

epicaposterz m

richie kotzenposterz m

helloween nowadata m

laibachposterz m

mystic festivalzz m

evanescenceposterz m

deeppurple 2021 posterb1mn m

fish posterb1 2021 v2ze m

 

„Im jestem starszy, tym większą radość czerpię z tego co jest poza marginesami” (Mariusz Duda)

Nie można z niego czytać jak z książki i nie rozgryziesz go kilkoma schematycznymi pytaniami. Nie zgadniesz na jaki pomysł wpadnie już jutro, chociaż dzień dzisiejszy zupełnie na to nie wskazuje. Nie dowiesz się o nim wszystkiego, bo najważniejsze zawsze pozostawia w głębokim ukryciu. Lider zespołu Riverside, twórca projektu Lunatic Soul, kompozytor i multiinstrumentalista - dziś odkrywa przed nami kolejny fragment swojej osobowości.

 mariuszduda1g

Małgorzata „Margit” Bilicka: Według psychologów współczesnym sposobem na doskonałość jest wypieranie emocji. Ktoś powiedział, że żyjemy w kulturze emocjonalnych analfabetów. Zupełnym przeciwieństwem tej teorii jest twoja twórczość - mam wrażenie, że w dźwiękach oddajesz nam kawałek własnej duszy. Nie czujesz się przez to trochę obnażony?

Mariusz Duda: Akurat tak się złożyło, że jakiś czas temu wpadł mi do ręki artykuł o aleksytymii i w sumie sam już nie wiem czy to prawda, czy też jest to kolejny wymysł specjalistów od chorób cywilizacyjnych. Wiem jedno - ludzie z pewnością dzielą się na takich, którzy chcą rozmawiać o emocjach i na takich, którzy tego nie chcą. Pytanie brzmi czy nie chcą bo czegoś się boją, czy też nie chcą bo nie potrafią. To już zagadka dla psychologów, a być może nawet i niektórych artystów. Jeśli chodzi o mnie to chcę i lubię rozmawiać o emocjach. Jest to dla mnie kwintesencja jakiejkolwiek dobrej rozmowy i ma dla mnie o wiele większe znaczenie niż wiedza na temat Blitzkriegu, czarnych dziur czy pierwiastków chemicznych. Dlatego w swojej twórczości poruszam to co dla mnie istotne. Obnażanie się jest przy tym niezwykle ważnym elementem, ale nie sądzę bym kiedykolwiek przekraczał granice przyzwoitości. 

"Przekraczanie granic przyzwoitości" w procesie twórczym - czy to się trochę nie wyklucza? Gdzie są w takim razie te granice? Co jest dla ciebie kompletnie niedopuszczalne?

Kicz - nie chcę w to brnąć. Nawet z kiczem artystycznym nie chcę mieć nic wspólnego. Pomimo tego, że jest modny i bardzo na czasie. Nie jestem też fanem slapstick'u i cringe'u, chyba że w przypadku tego ostatniego chodzi o humor typu „The Office” to wtedy uwielbiam. Wiem jednak o co pytasz - czy te granice nie są utrudnieniem w tworzeniu, czy ta „przyzwoitość” nie blokuje zupełnej wolności artystycznej. Cóż, każde ograniczenia w jednym przypadku powodują wolność, a w innym nie. W komunizmie tacy artyści jak np. Grzegorz Ciechowski czy Lech Janerka walczyli z cenzurą pisząc bardzo poetyckie i pełne metafor teksty. Gdyby mogli pisać o wszystkim pewnie to nie byłyby takie atrakcyjne. Myślę, że w moim przypadku pewne granice są zaletą bo są zgodne z moim charakterem. Jestem zodiakalną wagą, poruszam się na linie pomiędzy kilkoma światami które mi odpowiadają. Nie eksploruję na maksa tylko jednego biomu. Dlatego też np. nie gram tylko na jednym instrumencie, bo byłoby to dla mnie zwyczajnie nudne.

mariuszduda2pNie tolerujesz kiczu, czy zatem wszystko co tworzysz powinno być idealne? Czy jest idealne?

To co tworzę na pewno nie jest idealne. Gorzej, bardzo często uważam, że jest zaledwie namiastką tego na co mnie stać. Ale staram się żeby przynajmniej było estetyczne, chociaż im jestem starszy, tym większą radość czerpię z tego co wychodzi poza margines, co nie jest pod linijkę. Kiedyś mój udział w takim „Breaking Habits” MGD byłby pewnie nie do pomyślenia. Niemniej jednak wciąż jest to margines kontrolowany.

Na jakim etapie są w tej chwili prace nad twoim solowym projektem? To będzie coś zaskakującego?

To będą przede wszystkim piosenki. Akurat pomysł na pierwszą płytę pod imieniem i nazwiskiem jest taki, by był to album „songwriterski”, ale nie jest wykluczone, że koncepcja może ulec zmianie.

Zabrzmiało nieco powściągliwie :) Skoro nie nad solową płytą to nad czym teraz pracujesz? I co to właściwie oznacza, że kolejne Lunatic Soul będzie "po słowiańsku"?

Nie powiedziałem, że nie pracuję nad solową płytą. Pracuję, ale pomiędzy innymi projektami. Jestem też w tym temacie powściągliwy, bo koncepcja wydawnictwa pod imieniem i nazwiskiem jeszcze się kształtuje i dotyczy to zarówno sfery muzycznej jak i sposobu jej prezentacji. Przede wszystkim nie chcę sam sobie wchodzić w paradę. Mam przecież Riverside i Lunatic Soul. Myślę więc, że jako MD będę wydawał na razie same single, gdzieś pomiędzy dużymi płytami. A jeżeli chodzi o Lunatic Soul to nowa płyta ma już swój kształt muzyczny i skomponowane są wszystkie utwory. Wyszła mi z tego rzecz bardzo leśna i słowiańska. To nie będzie kontynuacja „Fractured”, tylko powrót do organicznego grania. Dużo folkowych i orientalnych zagrywek i melodii. Nazwałem sobie to wszystko roboczo „Muzyką do Wiedźmina”. Tym razem kolor okładki będzie zielony, więc będzie się zgadzać.

Czy pochodzenie jest dla Ciebie w jakiś sposób szczególne ważne?

Ale pytasz o moje pochodzenie, drzewo genealogiczne czy o historie Słowian?

Pytam o etnogenezę i mitologię ze wskazaniem na słowiańską.

Zawsze najbardziej lubiłem historie starożytną i średniowieczną z naciskiem na tę drugą. Królowie, intrygi, miecze, a potem historia Piastów, Wikingowie... gdzieś to się potem przełożyło na fascynację światem fantasy, literaturę, filmy i gry. A od kiedy zacząłem czytać Josepha Campbella zafascynował mnie świat mitów religii z całego świata. Jeśli chodzi o Słowian to pod kątem nowego Lunatica przemierzam teraz słowiańskie światy umarłych i próbuję wkomponować te wszystkie Nawie i Wyraje w anglojęzyczne teksty. 

Koncepcje mitologicznych zaświatów z innych części świata są równie inspirujące? Czy widzisz w tych opowieściach jakąś cześć wspólną?

W każdej religii mamy bardzo dużo wspólnych elementów. Grecki Hades u Wikingów to Niflheim, którym rządzi Hel. U Słowian podziemiami rządzi Weles, w hinduizmie Yama. W mitologii sumeryjskiej jest nią Ereszkigal, która - uwaga, pewnego razu zbratała się z... Nergalem. Temat jest wielki i fascynujący. Kiedyś sporo w tym siedziałem. W swojej twórczości staram się jednak pisać historie i teksty związane z życiem tu i teraz, a nie z przekazywaniem i informacji, które można czerpać z literatury popularnonaukowej. Na nowym Lunaticu będą więc raczej tylko subtelne aluzje, ewentualnie jakiś jeden tytuł niczym z blackmetalowego albumu (śmiech). Ale tak, tego typu informacje i ciekawostki są jak najbardziej inspirujące.

mariuszduda3lOk, wróćmy w takim razie do świata realnego. Jakie elementy codzienności wywołują w tobie twórczy impuls? Inaczej mówiąc co cię nakręca do działania?

To przychodzi samo z siebie. Jest we mnie jakieś wewnętrzne wołanie, które sprawia, że jestem niespokojny, poddenerwowany. Chodzę w kółko, przeglądam rzeczy, robię notatki, biorę do ręki gitarę, gram przez chwilę, zły - odrzucam ją w kąt. Siadam do pianina - wszystko beznadziejne. Drugiego i trzeciego dnia jest to samo. Nie wiem do końca o co mi chodzi. Czwartego dnia biorę prysznic, nucę coś pod nosem i nagle... wybiegam z łazienki, szukam dyktafonu i nagrywam. Wracam po chwili, odsłuchuję, biorę gitarę lub klawisz i jest. Mam to! I wtedy dopiero przychodzi spokój, spełnienie. Plan wykonany. Przede mną kilka dni normalności zanim znowu coś mnie trafi.

Właściwie co masz na myśli mówiąc dni normalności? Czym jest normalność dla artysty, który jednocześnie realizuje tak wiele projektów? Zostaje ci choć trochę czasu na sprawy przyziemne?

Wiesz, ja nie mieszkam samotnie w otoczeniu swoich instrumentów i płyt. Wbrew pozorom nie siedzę w studiu cały czas. Mam rodzinę i zwyczajne rodzinne obowiązki. Kiedy nie jestem na trasie moje życie jest w sumie całkiem przyziemne. Nie przepadam za ciągłym wychodzeniem gdzieś, pokazywaniem się w różnych miejscach. Bardzo lubię spędzać czas w domu i cieszę się, że dzięki mojej pracy wciąż znajduję czas na czytanie książek, oglądanie seriali czy pracowanie nad kolejnym platynowym trofeum.

Nagrody są dla ciebie stymulujące?

Na pewno jest to miły gest, ale tworząc muzykę nie myślę o nagrodach. Najbardziej stymulujące są dla mnie koncerty i reakcje ludzi na koncertach. Przykładowo w Riverside często zastanawiam się jak dany utwór mógłby zabrzmieć na żywo.

Riverside na żywo brzmi zdecydowanie mocniej niż na płytach i to jest bardzo dobry zabieg. Ostatnia polska trasa potwierdziła też, że masz świetny kontakt z publicznością. Czy chwilowy powrót do "mniejszych" klubów był trafionym pomysłem?

Trasa została w całości wyprzedana, więc myślę, że tak (śmiech).

Niewątpliwie był to sukces frekwencyjny. Pytam jednak o twój osobisty odbiór tego typu spotkań - bardziej kameralnych niż zwykle.

Wiesz, ja naprawdę lubię grać koncerty. I uwielbiam interakcję z publicznością. A im bardziej kameralny koncert tym ta interakcja jest lepsza. Wrześniowa odsłona „wastelandowej” trasy po Polsce obejmowała mniejsze kluby niż zazwyczaj, ale my w takich klubach gramy też w Europie, wiec to nie jest tak, że cofnęliśmy się o 10 lat. W Polsce jednak niewątpliwie zaczęliśmy w tej dekadzie grać dla większych tłumów, wiec było to jak najbardziej odświeżające i niezapomniane doświadczenie.

Zbliża się koniec roku - czas podsumowań i snucia planów. Na zakończenie zapytam wiec nieco filozoficznie - jak według ciebie będzie wyglądał świat za 100 lat?

Nie trzeba być filozofem ani naukowcem, aby wiedzieć, że za 100 lat ludzkości może już nie być. Jeśli jednak przetrwa to będzie żyła w przeludnionych schronach zwanych miastami, zdominowanych przez technologię, otoczonych tarczami ochronnymi przed zniszczonym, gorącym nie do wytrzymania światem. Najbogatsi może będą już nawet na Marsie albo gdzieś w podwodnych miastach. Albo będą się do takich przeprowadzek szykowali. Wiem, powiało dekadencją (śmiech) Niestety nasza przyszłość nie wygląda zbyt różowo i „jokośtobędzizm” nie jest chyba najlepszym podejściem do tematu. Myślę, że przed nowym albumem Riverside, który prawdopodobnie będzie o przeludnionych miastach w przyszłości, przeczytam jeszcze kilka książek na ten temat. Wtedy możemy wrócić do tego tematu. Niemniej jednak, zanim spełnią się te wszystkie ekologiczne czarne scenariusze, mam zamiar stworzyć trochę muzyki i pograć trochę koncertów. Mam nadzieję, że będzie mi to dane.

Małgorzata "Margit" Bilicka         

Zdjęcia: Oskar Szramka

              

Nadchodzące koncerty w Polsce:

I’m Your Private Wasteland Tour 2020

16.04. Wrocław - A2
17.04. Gliwice - Arena Gliwice
18.04. Kraków - Studio
19.04. Warszawa - Progresja
25.04. Gdańsk - Stary Maneż
26.04. Poznań - Sala Ziemi

120_destruction_158x600px_eu.gif 120_slider_ot.gif

Goście

3247422
DzisiajDzisiaj184
WczorajWczoraj2320
Ten tydzieńTen tydzień5450
Ten miesiącTen miesiąc34027
WszystkieWszystkie3247422
34.229.119.29