Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 74sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

necronomikon plakatcd m

lucifer plakatb m

plakat necromicon 210x197 hmp m

enforcer plakatcd m

foreigner plakatcd m

mystic festival 2020b m

plakat woa 2020

metalmaniaa 210x297 hmp m

helloweenn 210x297 hmp m

„Pure fuckin' rock 'n' roll” (Ballbreaker)

Trudno nie zgodzić się z powyższym stwierdzeniem po wysłuchaniu debiutanckiego albumu  Ballbreaker. „Evil Town” to bowiem płyta jak marzenie, obok której nie mogą przejść obojętnie zwolennicy siarczystego, melodyjnego metalu, rock 'n' rolla i czego tam jeszcze, grania już klasycznego, ale wciąż nader aktualnego:

                     

HMP: Ballbreaker kojarzy mi się bardzo pozytywnie, bo z tytułem albumu AC/DC z 1995 roku. Istnieją też jednak cover bandy tej grupy o takiej właśnie nazwie, nie było więc pewnym ryzykiem wybranie właśnie takiego szyldu?

Misiek Ślusarski: Wybór nazwy dla bandu w dzisiejszych czasach wcale nie jest łatwą sprawą - mamy XXI wiek i większość fajnych nazw jest już zajęta, (śmiech)... A tak serio - szukaliśmy nazwy prostej, zwięzłej i na temat. Co do cover bandów AC/DC, są to jakieś lokalne kapele - nie znalazłem w sieci żadnego autorskiego zespołu o tej nazwie. Patrząc na setki zespołów z nazwami w okolicy „crazy”, „nasty”, „scream”, „night”, etc - myślę, że nasz wybór nie był najgorszy. Poza tym „Ballbreaker” to zajebista płyta jest!

Graliście wcześniej w kilku zespołach, które są powszechnie znane wśród fanów polskiego heavy w tym bardziej tradycyjnym wydaniu – stąd pomysł na założenie kolejnego, bo jak to mówią, ciągnie wilka do lasu i brakowało wam prób, koncertów?

Sprawa wyglądała dość prozaicznie. Po moim rozstaniu z Exlibris zacząłem rozglądać się za czymś nowym i trafiłem na ogłoszenie braci Sekulaków. Już na pierwszej próbie okazało się, że mamy wspólne zamiłowanie do grania takiej muzy. Chłopaki rzucili pierwsze riffy i zaczęliśmy wspólnie budować utwory - nigdy nie zakładaliśmy, czy będziemy grać heavy metal, hard rocka czy japoński pop - to wyszło 100% naturalnie. Rzeczywiście Wild Whips - poprzedni zespół Rafała i Tomka - grał klasyczny do cna heavy, ja w Exach też byłem bliżej metalu niż prostego rockowego grania na 4/4, ale tak jak mówię - wyszło nam to prosto z serducha, bez żadnych założeń.

Początkowo było was tylko trzech, ale kiedy w ubiegłym roku dołączyli Kamil i Tomasz okazało się, że żarty się skończyły i coś może z tego być – płyta, kariera, etc.? (śmiech)

Kamila znaleźliśmy w knajpie, więc ideologia się zgadza (śmiech!). A tak serio - rozbiłbym te dwa pojęcia o których mówisz. Płyta jest naturalnym następstwem wylewania potu w sali prób, przynajmniej dla średnio ogarniętego zespołu. Nie kumam kapel, które grają latami w piwnicy i marudzą, że nie mogą nagrać płyty, bo coś tam. Dla mnie było jasnym, że tę płytę zrobimy - od początku był taki plan. Z jednej strony zawsze głównym problemem jest kasa, z drugiej - dziś wszystko prócz garów możesz nagrać w domu (chyba, że piszesz bębny na komputerze, to wtedy masz w ogóle ten temat z bani). My poszliśmy klasyczną drogą i nagraliśmy album w studio - jak poważnie myślisz o zespole, musisz liczyć się z kosztami. No i druga sprawa - kariera. Z jednej strony jesteśmy za starzy i za poważni, żeby myśleć o pełnych stadionach, milionach na koncie i tłumie cycatych panienek w garderobie. A z drugiej - wierzymy, że ta muza jest na tyle nośna i „do przyjęcia”, że kto wie... w końcu AC/DC nie będzie wiecznie bawić ludzi, a u nas na koncertach też można pięknie potańczyć.

Trochę utrudniliście sobie zadanie, werbując wokalistę z Poznania, ale z drugiej strony trudno było tego nie zrobić, zważywszy na możliwości Trzeszcza?

Rock 'n' roll nigdy nie szedł na łatwiznę. Owszem, czasami jest to trudne – ot, prozaiczne wyjście zespołem na piwo nie zawsze jest możliwe. Z drugiej - w dobie internetu - wiele rzeczy da się zrobić zdalnie, chociaż nasz materiał powstał w 100% w sali prób. Żyjemy w cywilizowanym kraju - są busy, pociągi - wszystko da się ogarnąć, trzeba tylko chęci. Co do możliwości Trzeszcza - myślę, że są one bezdyskusyjne, więc nie ma co dywagować nad odległościami.

Jeszcze zanim skompletowaliście skład mieliście już gotowych kilka utworów, w piątkę dopracowaliście resztę materiału – od razu tworzyliście z myślą o debiutanckiej płycie, czy pomysł na nią przyszedł później, w miarę okazywania się, że te kompozycje mają duży potencjał?

Tak jak powiedziałem wcześniej, dla mnie naturalną rzeczą, jeżeli widzę potencjał zespołu - jest nagranie płyty. Najpierw myśleliśmy o demo - nagraliśmy trzy utwory, z czego jeden pojawił się w sieci. Na szczęście chwilę później zarejestrowaliśmy koncert live i nie musieliśmy już katować ludzi dość miernym brzmieniem tegoż demo. Mając gotowe ok 80% materiału zaczęliśmy rozglądać się za studiem i terminem, no i dziś możemy cieszyć się pięknie zrobionym i wydanym krążkiem.

„Pure fuckin' rock 'n' roll” głosi napis na krążku i faktycznie, nie oglądając się na współczesne mody i trendy gracie tak jak kiedyś, w latach 70. czy 80. , czerpiąc nie tylko z klasycznego rock 'n' rolla, ale też bluesa, hard rocka czy tradycyjnego metalu?

Każdy z nas ma swoje ulubione kapele, ale rzeczywiście gdzieś ten wspólny mianownik jest. Mody i trendy niespecjalnie nas obchodzą, bo wtedy gralibyśmy albo heheszki albo jakiś cudaczny black metal, najlepiej nagrany jamnikiem w zagrzybiałej piwnicy. Gramy to co wyłazi nam z serca - chłopaki przynoszą riffy i razem budujemy takie a nie inne utwory. A że wychodzi z tego czysty, jebany rock 'n' roll? Nam pasuje!

Chociaż z drugiej strony jest coś takiego jak moda na retro czy klasycznego rocka, ale niestety nie u nas, więc raczej nikt nie posądzi was o koniunkturalizm przy takim muzycznym wyborze?

Dzisiaj granie takiej muzy to raczej samobój niż koniunkturalizm, heh. Mam nadzieję, że nasza muza dotrze do jak największej ilości ludzi, chodź przy dzisiejszym natłoku „produktów” też nie jest to łatwe, no ale cóż- trzeba być dobrej myśli. My się specjalnie nie oglądamy na „rynek” i robimy to, co sprawia nam przyjemność.

Mijający rok upłynął wam na koncertach, tworzeniu i sesji nagraniowej. Nebula Studio ma już swoją renomę, ale wokale nagraliście jednak w Demontażowni?

Proste wyjaśnienie – chłopaki z Nebula Studio w tym czasie zaczynali swoją europejską trasę, a my nie chcieliśmy czekać. Zarówno ze Stołkiem w Nebuli, jak i z Fonsem w Demontażowni pracowało nam się mega profesjonalnie. Moim zdaniem są to studia na podobnym poziomie i nie ma co tu debatować. A tak naprawdę – najważniejsze jest to, kto siedzi za gałami, a nie ile kasy wydał na sprzęt.

Wiele zespołów stosuje metodę małych kroków: najpierw pojedyncze utwory w sieci, jakieś demo, EP-ka czy split, jeśli są to typowo podziemne grupy. Wy nie wybieraliście żadnych półśrodków, pierwszą pozycją w dyskografii Ballbreaker miał być album?

Tak jak wspomniałem, najpierw podeszliśmy do demo. Nagraliśmy trzy utwory instrumentalnie w naszej sali prób. Trzeszczu podczas wizyty w Warszawie nagrał wokale do „One Night Queen”, a reszta jakoś poszła do szafy. Chwilę później udało nam się zarejestrować nasz debiutancki koncert, więc stwierdziliśmy, że lepiej pokazać się ludziom live, z video, niż dalej rzeźbić demo w domowych warunkach. Zresztą już wtedy rozmawialiśmy o albumie i rzeczywiście, pół roku później weszliśmy do studia z gotowym materiałem. Ja osobiście nie lubię EP-ek. Dla mnie to taki półśrodek - albo robisz płytę, albo nie zawracaj dupy. Chociaż nie jest wykluczone, że sami kiedyś nie wydamy pojedynczych utworów - niczego nie zakładamy, niczego nie planujemy - przynajmniej w tej kwestii.

Niespełna miesiąc przed premierą „Evil Town” udostępniliście jednak na YouTube utwór „Twój stróż”. To podwójna ciekwostka, bo tzw. non LP track, czyli polskojęzyczna wersja „Empty Glass”, z tekstem inspirowanym twórczością Jakuba Ćwieka i z gościnnym udziałem wokalisty Nocnego Kochanka Krzysztofa Sokołowskiego?

Pomysł współpracy z Kubą Ćwiekiem urodził się w mojej głowie po przeczytaniu „Dreszcza”, jeszcze za czasów grania w Exlibris. Zaczęliśmy wtedy rozmawiać o piosence do jego książki, natomiast pomysł szybko upadł z racji odejścia z zespołu Krzyśka. W trakcie nagrywania „Evil Town” przeglądałem FB i trafiłem na jakiś wpis Kuby o nowej książce i otworzyła mi się klapka - wracamy do tematu. Kuba szybko podjął pomysł i klamka zapadła. Dość naturalnym pomysłem, ze względu na stare czasy, było zaproszenie Krzysia do wspólnego zaśpiewania tego utworu. I nie dlatego, że jest on twarzą  Nocnego Kochanka, tylko dlatego, że jest jednym z najlepszych wokalistów w tej stylistyce w Polsce. Myślę, że wyszło to całkiem dobrze. Co prawda z tekstem było sporo pracy, ale myślę, że razem z Kubą dobrze wybrnęliśmy. Bardzo mi zależało, żeby oddać klimat książek Ćwieka, ale też żeby nikt nie kojarzył tego z Nocnym Kochankiem i udało się to osiągnąc w 100%.

Płyta nie trwa nawet trzech kwadransów, nie było opcji dorzucenia na nią „Twojego stróża” jako utworu bonusowego?

Przez chwilę był taki pomysł, ale szybko stwierdziliśmy, że wrzucamy to jako oddzielny twór - piosenkę w 100% związaną z książkami Kuby i że pójdzie to tylko do sieci. Myślę, że „Evil Town” jest tworem kompletnym i nie było sensu na siłę pchać tam bonusa. Są plany dalszej współpracy w tej kwestii - Kuba zapowiedział, że co najmniej trzy utwory, więc może jednak będzie EP-ka. (śmiech)

Nie korciło was w związku z tym, by śmielej sięgnąć do bogactwa ojczystego języka czy przeciwnie, skoro rock 'n' roll to tylko śpiewanie po angielsku, nie ma zmiłuj?

Patrz wyżej, (smiech). Od początku założeniem było grać po angielsku - nie debatowaliśmy specjalnie na ten temat. Ja nie bardzo umiem pisać po polsku, a reszta chłopaków nie rwała się specjalnie do tworzenia tekstów, jak pracowaliśmy nad numerami. Faktem jest, że Trzeszczu napisał połowę tekstów na album, ale jak doszedł do zespołu, to kierunek lingwistyczny już był obrany. Są co prawda w Polsce płyty pół na pół, ale jaki jest w tym sens? Nie wiem...

Wśród tzw. prawdziwych fanów metalu Nocny Kochanek budzi mieszane uczucia. A jak wy to oceniacie, znając ich od lat? Nie jest co najmniej dziwne, że największa bzdura śpiewana po angielsku przechodzi, a żartobliwo-prześmiewcze teksty po polsku budzą takie emocje – może zresztą tak naprawdę chodzi o to, że chłopakom udało się odnieść sukces i tego wielu nie może ścierpieć?

Prawdą jest, że rock 'n' roll to nie „Sonety krymskie” i ogromna część tekstów po przetłumaczeniu trzyma poziom naszego rodzimego disco polo. Nasze teksty i to co chcieliśmy w nich przekazać też raczej nie brzmiałyby sensownie po „naszemu”. Co do Nocnego Kochanka - myślę, że najwięcej krzyczą ci, których boli, że chłopakom udało się przebić, albo ci, którzy w życiu nie wyszli poza ekran swojego smartfona. Ja lubię chłopaków jako ludzi, z Krzyśkiem spędziłem kilka zajebistych lat w poprzednim zespole i zawsze świetnie się bawiliśmy. Co do ich muzy - nie są zupą pomidorową – nie każdy musi ich lubić. Żyjemy w podłych czasach - każdy kto zaczyna odnosić jakikolwiek sukces, musi liczyć się z hejtem. Trzeba mieć twardą dupę niestety, żeby coś osiągnąć i nie zwariować. Nie szanuję zupełnie takich zachowań, ale jest to prawda naszych czasów.

Można powiedzieć, że sami wydaliście „Evil Town” za pośrednictwem Sinfinity Clothing S.C. Nie szukaliście wydawcy, uznaliście, że nie jest wam do niczego potrzebny?

Może trochę nas poniosło, chcieliśmy jak najszybciej dać ludziom muzykę, a wiadomo, że wysyłanie tego po wytwórniach i czekanie na odpowiedzi mogłoby zająć nawet rok. Zresztą z doświadczenia wiem, że wydanie debiutu w wytwórni kokosów nie przynosi - kilka artykułów i wywiadów, które tak naprawdę możesz ogarnąć sam, poświęcając trochę pracy.  Masa zespołów wydaje się sama - zobacz przykład Nocnego Kochanka. Nie stoi za nimi żadna wytwórnia, całe płyty lądują w sieci w dniu premiery, a każdy z trzech albumów sprzedał się w tysiącach egzemplarzy. To jest też zajebiste w tym zespole, że pokazuje i uczy ludzi, żeby kupić płytę. Dla „Kowalskiego” są to trzy piwa w knajpie, a dla zespołu - szczególnie takiego jak nasz - każda sprzedana płyta czy gadżet z merchu to krok do spłacenia długów (śmiech). Płytę wrzuciliśmy do sieci, bo ktoś i tak by ją wrzucił, ale mocno liczymy, że ludzie jednak lubią pomiętolić w łapach pudełko, poczytać teksty w książeczce. Tak, apelujemy- kupujcie płyty! Szyld Sinfinity Clothing był nam potrzebny jako podmiot gospodarczy, gdybyśmy np. chcieli wrzucić płytę do oficjalnej dystrybucji sklepowej. Jest to nasz  producent merchu i zarazem sklep internetowy, więc sprawa była dość oczywista.

Teraz muzyka to nie wszystko:  płyta, żeby zaciekawić słuchacza, musi być  naprawdę efektownie wydana, zwłaszcza jeśli chodzi o cieszący się coraz mniejszą popularnością kompakt. Z nośnikami analogowymi jest zdecydowanie łatwiej, nawet jeśli pewną część kaset i longplayów kupują gadżeciarze, nie mający w domu sprzętu do ich odtworzenia?

Dla mnie CD cały czas jest takim gadżetem, zawsze staram się kupować płyty, szczególnie „mniejszych” kapel, czy zespołów swoich kolegów. Włożyliśmy sporo pracy, żeby dać ludziom do łapy coś ładnego poza muzyką - taką wartość dodaną w postaci fajnie wydanego krążka, z książeczką, tekstami.  Nie jest tajemnicą, o czym pisałem wyżej, że każda kupiona płyta daje bandowi szansę na jakiekolwiek odkucie się z kosztów produkcji. Kaset raczej nie przewidujemy, stawiamy raczej na koszulki i inne gadżety merchowe.

Macie CD, muzyka jest też na Spotify – czy planujecie też LP, czy to na razie zbyt drogi biznes dla dopiero startującego zespołu?

Pojawiło się kilka głosów o winyle, ale rzeczywiście w porównaniu do CD jest to droga produkcyjnie zabawa. Może kiedyś, może na zasadzie preorderu - ciężko powiedzieć. Na razie chcielibyśmy „pozbyć się” tych kilku kartonów CD (śmiech)...

To błąd drukarni czy zamierzone działanie, że akurat w mojej książeczce zdjęcia Rafała i Kamila są zdublowane, czy może pojawiło się więcej takich kolekcjonerskich egzemplarzy? (śmiech)

Ewidentnie nie było to nasze zamierzone działanie. Z dwojga złego, lepiej mieć dwóch Rafałów i Kamilów, niż żadnego, nie?

Niedawne koncerty z Nocnym Kochankiem były pewnie dla was niezłym przetarciem, tym bardziej, że ten zespół jest obecnie bardzo popularny, ale teraz czas myśleć o kolejnych występach promujących „Evil Town”. Dobrze grać przed jakimś znanym zespołem, szczególnie na przyjacielskich zasadach, ale  planujecie też pewnie samodzielne koncerty, może nawet jakąś klubową trasę?

Koncerty z Nocnym Kochankiem zagraliśmy tylko trzy, ale było to dla nas ogromne wydarzenie - nie każdy „początkujący” zespół ma szansę zagrać od razu dla tysięcy ludzi w ciągu jednego weekendu. Marzeniem pozostaje to powtórzyć - może jeszcze kiedyś uda się wprosić chłopakom w trasę. Co do naszych planów, postaramy się zagrać w tym roku jak najwięcej sztuk i pokazać się jak najszerszej publiczności.  Śledźcie nasz profil na FB, tam na bieżąco będziemy ogłaszać co, gdzie i jak. Dziewczęta - szykujcie staniki do rzucania, matki - chowajcie swoje córki, chłopy - szykujcie wątroby! Do zobaczenia pod sceną i przy barze!

Wojciech Chamryk

124_nightwish_158x600px_eu.gif 122_velesar_reklama_hmp.png 123_burningwitches_158x600px_eu.gif 128_necronomicon_baner_hmpzzz_b.png

Goście

3011629
DzisiajDzisiaj504
WczorajWczoraj1981
Ten tydzieńTen tydzień2485
Ten miesiącTen miesiąc11861
WszystkieWszystkie3011629
35.175.121.230