Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 75sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

metalmaniaa 210x297 hmp m

within temptation evanescencezz m

kat roman kostrzewskiazq m

vaderazq m

helloweenn 210x297 hmp m

mystic festivalzz m

 

„Zwieńczenie wielobarwnego tryptyku” (Inside Again)

Inside Again po długiej przerwie powrócili z bardzo udanym, kto wie czy nie najlepszym w dorobku zespołu, albumem „Nightmode”. To zamknięcie swoistej trylogii „kolorowych” płyt, materiał robiący ogromne wrażenie i dopracowany pod każdym względem – dla mnie progresywny, chociaż sam zespół unika wobec swej twórczości tego określenia. Płyta ukazała się w trudnym, nie tylko dla muzyki, czasie, ale warto po nią sięgnąć, póki Inside Again nie zaczną promować jej na koncertach. Związane z pandemią ograniczenia i spowolnienie życia mają też pozytwny wpływ na dalszy rozwój zespołu, bo powstają już nowe pomysły na kolejną płytę, a jak mówi lider Łukasz Naumowicz, nieznane kusi coraz mocniej:

                                                  
HMP: Sfinalizowaliście właśnie swą zespołową trylogię, wydając album „Nightmode”, można więc powiedzieć, że odetchnęliście z ulgą, bo to jednak wyczyn nie lada?

Łukasz Naumowicz: Trwało to długo, okupione zostało krwią, potem i łzami, po drodze jedni odpadali inni dołączali, ale najważniejsze jest to, że dotarliśmy do celu. I tak przynajmniej ja, jako pomysłodawca tryptyku, czuję dziś ulgę. Udało się zrealizować coś co powstało u zarania i fajnie, że doczekało się finalizacji. To rokuje dobrze na przyszłość.

Ciekawe jest to, że ponoć od samego początku zespołu, jeszcze na pierwszym etapie prac nad debiutanckim „End Of The Beginning”, założyliście, że będzie to taki albumowy tryptyk – potem wystarczyło być już konsekwentnym i wytrwale owo założenie realizować?

Tak, pomysł powstał jeszcze przed nagraniem debiutu, ale sama jego realizacja zajęła w sumie 11 lat, a po drodze zdarzały się chwile zwątpienia. Niemniej rzeczywiście zwyciężyła determinacja i chęć dotarcia do płyty czarnej zamykającej tryptyk. Były nawet założenia, że trzecia płyta będzie ostatnią i miała mieć nawet tytuł „Funeral party”. Jak będzie, pokaże czas, mam nadzieję, że otwieramy nowy rozdział w działalności zespołu i koledzy będą chcieli w tym dalej uczestniczyć.

Fakt, że jesteście doświadczonymi muzykami był tu ułatwieniem czy może jednak utrudnieniem, bo musieliście unikać zbyt oczywistych rozwiązań, żeby uniknąć komentarzy: o, jakie to podobne do Annalist, Delate czy projektu Music Inspired By duetu Srzednicki/Szolc?

Tak naprawdę nie myśleliśmy o tym, dla części składu obecnej od początku istnienia Inside Again, to styl obecnego zespołu jest zakodowany głęboko w DNA, doświadczenie płynące z poprzednich składów to tylko składowa brzmienia, a nie wykładnik. Jeśli chodzi o nowych członków to myślę, że tu jest podobnie z tą drobną różnicą, że dołączając do zespołu zaakceptowali styl wypracowany na poprzednich płytach i poruszają się w jego obrębie, jednocześnie wnosząc świeżość.

Kolejność i dobór barw związanych z porami dnia i nocy też była nieprzypadkowa, stąd „End Of The Beginning” to płyta czerwona, „Songs Of Love & Disaster” biała, a najnowsza „Nightmode” czarna?

W zasadzie koncept dotyczący nocy jest związany tylko z ostatnią płytą i tu oczywiście masz rację, dobór koloru był zamierzony. Czerń idealnie pasowała do nocy, więc to kolor określił tematykę, a nie odwrotnie.

Pomiędzy „Songs Of Love & Disaster” a „Nightmode” mieliście dość znaczny odstęp czasowy, ponad siedem lat – czyżby odpowiednie przedstawienie tego, co dzieje się między zachodem a wschodem słońca było większym wyzwaniem niż przy wcześniejszych płytach, czy też były inne tego powody?

Przerwa podyktowana była raczej ludzkimi sprawami i utrudnieniami jakie życie stawiało na naszej drodze. Część muzyków pierwotnego składu rezygnowała z dalszej gry pod szyldem Inside Again, w ich miejsce pojawiali się nowi ludzie, którzy też po jakimś czasie odchodzili, więc trwało to mnóstwo czasu zanim skład się ustabilizował. Po za tym granie w takim zespole jak Inside Again nie jest łatwe z uwagi na fakt, że nie gramy muzyki gatunkowej co ułatwia funkcjonowanie w obrębie jakiejś konkretnej sceny, My nie jesteśmy zespołem stricte metalowym, nie gramy także rocka progresywnego ani gotyckiego, sami o sobie mówimy, że gramy alternatywny rock, co może znaczyć tylko tyle, że nie jesteśmy częścią jakiegoś mainstreamu i gramy muzykę, która ma na pewno przedrostek rock, reszta jest otwarta i nie boimy się żadnych wpływów i inspiracji.

Ta, jak piszecie, „szalona podróż przez noc, zamknięta w 9 kompozycjach” może być odczytywana również w bardziej symbolicznym wymiarze, jako swoista metafora ludzkiego życia, gdzie noc może być jego kresem?

Dlatego „Nightmode” nie jest płytą koncepcyjną, choć tak niektórzy ją odbierają. Po to aby każdy mógł dowolnie interpretować tytułowy „tryb nocny”, dla jednych będzie to zmierzch życia dla innych czas imprezowy, a jeszcze dla innych azyl i ucieczka przed czymś co w języku angielskim pięknie zostało określone jako „daymares”.

Wybór języka angielskiego wziął się pewnie z tego, że jednak w Polsce muzyka progresywana jest niszą i trafia niemal wyłącznie do koneserów, a tak macie szansę zaistnieć również na Zachodzie?

My nie określamy się jako zespół progresywny, powiem więcej nie chcemy być tak postrzegani. Mamy w składzie ludzi, którzy grali w Annalist. więc być może to powoduje wrzucanie nas do tej szufladki, ale nasze doświadczenie płynie też ze składów punkowych (Ił-62), rock’n’rollowych (Soulburners, Benedek) czy metalowych (Mothernight) więc na dzień dzisiejszy to jest nasz bagaż doświadczeń, który kształtuje obecne brzmienie Inside Again. Co do języka angielskiego to sprawa jest prosta, lepiej pasuje do naszej muzyki, a wiemy to, bo próbowaliśmy też w języku ojczystym. Na razie więc wersja angielska wygrywa, co na pewno ułatwia też odbiór naszej muzyki poza Polską.

Urozmaicona warstwa muzyczna na pewno może wam w tym pomóc – pisząc te utwory nie oglądaliście się na nic, stąd elementy zaczerpnięte z różnych odmian rocka, wzbogacone elektroniką czy mniej oczywistymi dźwiękami?

Eklektyzm był od początku wpisany w nasze DNA. Słuchamy różnych rodzajów muzyki, więc i inspiracje są szerokie. Jak wspomniałem wcześniej są w tym zespole zarówno fani Slayera, jak i miłośnicy Depeche Mode czy też mistrzów bluesa. Ja na przykład bardzo lubię metal, szczególnie w jego cięższych czy też bardziej ekstremalnych odmianach, ale sam chyba nigdy bym nie mógł grać czystego gatunkowo metalu, gdyż musiałbym zrezygnować z wielu elementów, które przychodzą do mnie naturalnie gdy gram, a lubię grać tak jak czuję i bez ograniczeń gatunkowych.

Chyba zbyt wiele tzw. progresywnych zespołów ogranicza się na własne życzenie, grzęznąc przez to w schematach i de facto nagrywając ciągle te same, różniące się tylko tytułami czy okładkami, płyty, ale Inside Again to zespół poszukujący i spragniony nowych wyzwań?

Oczywiście, że tak. I myślę, że po osiągnięciu punktu w którym możemy powiedzieć, że słuchacze rozpoznają nas po czymś, co sami charakteryzują jako styl Inside Again, czas poszerzyć granice naszej wyobraźni muzycznej jeszcze bardziej. Chciałbym przez to powiedzieć, że chcemy zaskakiwać naszych słuchaczy.

Muzykę i teksty dopełnia dopracowana szata graficzna płyty, więc pod tym względem jest to również zwarta całość?
Mamy to szczęście, że do składu dołączyli ludzie, którzy oprócz samego grania w zespole wnieśli jeszcze coś ekstra. Kris jest nie tylko świetnym basistą, ale i przy okazji realizatorem dźwięku co w sposób naturalny uczyniło go producentem „Nightmode” i z finalnego efektu jego pracy jesteśmy maksymalnie zadowoleni. Artur Szolc to człowiek instytucja, czyli człowiek ośmiornica, gra na bębnach, jest znanym tatuatorem, maluje obrazy i pisze książki dla dzieci, więc podobnie jak w przypadku Krisa było dla nas oczywiste, że stworzy oprawę graficzną „Nightmode”, a że był wkręcony w proces powstawania płyty od początku, stąd i naturalna spójność z muzyką i tekstami.

Zadbaliście też o teledyski, a dzięki „Closer” staliście się najprawdopodobniej prekursorami nowego podejścia przy ich realizacji, i to na światową skalę?

Tak jest, byliśmy pierwsi i jesteśmy z tego dumni. Dzięki współpracy z Łukaszem Lewendą, który jest niezwykle utalentowanym człowiekiem, udało się stworzyć pierwszy na świecie klip muzyczny nakręcony tylko i wyłącznie za pomocą kamer umieszczonych na dronach wyścigowych. Wszystko co można zobaczyć w „Closer” zostało wylatane, żadnych ujęć z ręki czy też ze statywu. Cieszę się, że udało mi się spotkać z Łukaszem i przekonać go do udziału w tym projekcie zanim stanie się sławny, a nas nie będzie na niego stać. (śmiech)

Ponoć planowaliście kolejne klipy, ale przy obecnej sytuacji w branży muzycznej może być i tak, że będziecie musieli z tych pomysłów zrezygnować?

W sumie udało nam się zrealizować własnym sumptem przy pomocy przyjaciół trzy klipy, więc nie było tak źle. Miał się jeszcze pojawić czwarty klip, ale jego realizację musimy odłożyć w czasie. Nie znaczy to jednak, że nie powstanie.

Jesteście jednymi z pierwszych ofiar pandemii wirusa covid-19, bo 19. marca mieliście zagrać w warszawskiej Progresji i miał to być pierwszy koncert promujący „Nightmode”. Koncert został oczywiście odwołany i na tę chwilę nie wiadomo kiedy miałby się odbyć, bo ta kryzysowa sytuacja może potrwać nawet do jesieni?

Koncert został przeniesiony na termin 22 maja tego roku i póki co mamy nadzieję, że dojdzie do skutku. Jeśli nie, przełożymy na kolejny licząc na to, że zarówno Progresja jak i my dotrwamy szczęśliwie do tego momentu. Zachęcamy też do akcji wspomagającej istnienie klubu, która polega na kupowaniu voucherów na przyszłe wydarzenia. To na pewno pomoże przetrwać ekipie Progresji trudne czasy, a my i wy będziemy mieli dokąd wracać na kolejne koncerty.

Można w sumie powiedzieć, że mieliście pecha, ale też trudno było cokolwiek przewidzieć, a decyzje wydawnicze planowane są przecież z wielomiesięcznym wyprzedzeniem i wiosna wydawała się idealnym terminem na premierę nowej płyty?

Termin premiery został wyznaczony przez Mystic jeszcze w zeszłym roku. No cóż… oczekuj nieoczekiwanego, taka płynie z tego lekcja. Z drugiej strony płyta już się ukazała, wszyscy siedzą w domach, jest więc czas na słuchanie.
Nie obawiacie się, że po iluś miesiącach może być i tak, że nie będzie dla kogo grać, bo ludzie będą bali się masowych imprez, a poza tym nie będzie gdzie ich organizować, bo wiele miejsc nie utrzyma się, nawet tak renomowanych jak Progresja, więc co mówić o małych klubach czy pubach?

Myślę, że ludzie jednak wrócą na imprezy masowe pytanie tylko czy kluby dotrwają do tego momentu?

Branża muzyczna też pewnie zmieni się, i to bardzo: nie przetrwa wiele firm żyjących z muzyki, np. nagłośnieniowych czy agencji promocyjnych i koncertowych, padnie ileś wytwórni – to bardzo czarny scenariusz, ale niestety bardzo prawdopodobny?

To rzeczywiście dramatyczna sytuacja dla wielu firm z branży rozrywkowej. W szczególności tych zajmujących się oprawą techniczną samych koncertów czy też udostępniających miejsca, a także agencji bookingowych. Tutaj sytuacja wygląda dramatycznie i będzie się pogarszać w związku z przedłużającym się okresem kwarantanny. Jeśli chodzi o wytwórnie to wiele zależy od słuchaczy, jeśli będą wykorzystywali czas spędzony w izolacji na zakupy płyt, to wytwórnie przetrwają.

Pojawiają się różne inicjatywy, również muzyczne życie przenosi się do sieci – transmitowany koncert to substytut tego prawdziwego, ale lepsze to niż nic, bo w tej chwili ważne jest, żeby muzyka przetrwała?

Muzyka przetrwa! Koncerty wrócą, a i ludzie będą po kwarantannie spragnieni obcowania z muzyką graną na żywo, więc pozostaje tylko być cierpliwym.

Macie swój sposób na przetrwanie tych trudnych dni? Widziałem, że z niezłymi efektami promujecie „Nightmode” w sieci, utwory z tej płyty pojawiają się tu i ówdzie, co też może korzystnie wpłynąć na zainteresowanie się tą płytą?

Robimy co możemy w tych trudnych czasach. Chcemy dotrzeć do potencjalnych słuchaczy z tym materiałem, bo uważamy, że jest tego wart, no i nie po to wracamy z nową płytą po ośmiu latach, żeby utknęła gdzieś w zawieszeniu spowodowanym faktem, że świat stanął w miejscu. My chcemy iść dalej, bo przecież obecna sytuacja w końcu się skończy.

Można ją pewnie kupić wysyłkowo bezpośrednio u was i to nie tylko na CD, ale też na LP, bo jednak nie dla wszystkich słuchaczy streaming jest satysfakcjonującą opcją?

Płytę można kupić bezpośrednio od Mystic Production, za pomocą ich sklepu internetowego, a także w naszym sklepiku online, oraz oczywiście na koncertach, które zamierzamy grać, jak tylko świat wróci na swoje miejsce.

Nadmiar czasu można też wykorzystać w taki sposób, że zaczniecie już, nawet korespondencyjnie, prace nad kolejnym materiałem, bo przecież deklarowaliście niedawno: pora ruszać w nieznane...?

Jest dużo wolnego czasu, więc siedzimy i dłubiemy w domach, co pewnie przełoży się na nowe pomysły muzyczne. Nieznane kusi coraz mocniej… (śmiech)

Wojciech Chamryk

127_sbaton_158x600px_eu.jpg 125_vader_158x600px_eu.gif 126_paradiselost_158x600px_eu.gif

Goście

3135165
DzisiajDzisiaj48
WczorajWczoraj2528
Ten tydzieńTen tydzień7625
Ten miesiącTen miesiąc67178
WszystkieWszystkie3135165
18.207.254.88