Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 76sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

kat roman kostrzewskiazq m

vaderazq m

doroplakatze m

nightwishposterz m

opethposterz m

epicaposterz m

helicon metal festival iiidoz m

helloween nowadata m

laibachposterz m

mystic festivalzz m

kiss poster m

steelpanther poster m

evanescenceposterz m

vandenberg poster m

van der graaf generator m

deeppurple 2021 posterb1mn m

fish posterb1 2021 v2ze m

tarja 2021 posterb1 m

 

„Czysta radość i muzyczne braterstwo“ (Restless)

Restless zadebiutował udaną płytą „Good Things”, ale okazało się, że był to zaledwie wstęp do dalszego ciągu. Nagrane w częściowo zmienionym składzie „Miasto grzechu”, z nowym wokalistą Pawłem „Kiljanem” Kiljańskim i basistą Michałem Zawadzkim, ukazuje bowiem warszawską grupę w świetnej formie – jeśli ktoś lubi soczystego, kipiącego energią rocka, blues rocka i hard rocka w klasycznym wydaniu, to ta pozycja jest dla niego jazdą obowiązkową:

              

HMP: „Miasto grzechu” to pod wieloma względami płyta dla was przełomowa, bo nie dość, że jest dziełem nowego składu grupy z innym wokalistą, to do tego wszystkie teksty są w języku polskim – to efekt wspomnianej roszady za mikrofonem?

Marek „Willie“ Gołębiewski: Dokładnie tak. Paweł poza dobrą energią i doświadczeniem w branży dał też impuls, by jednak zwrócić się do naszych fanów w naszym rodzimym języku (śmiech). Temat stary jak świat – czy rock należy śpiewać tylko po angielsku. W takim wydaniu, które Paweł potrafi zapewnić, ta muzyka płynie równie dobrze, a przekaz jest w oczywisty sposób jasny i zrozumiały.

Paweł „Kiljan” Kiljański wspierał was już wcześniej gościnnie na koncertach – to wtedy przekonaliście się, że wszystko zgadza się nie tylko muzycznie, więc zaproszenie go do składu było niejako czymś naturalnym?

Historia jest jak w dobrym kinie romantycznym (śmiech). Schodziliśmy się z Pawłem parę razy, była wspólna próba, potem każdy robił swoje, aż gwiazdy ułożyły się właściwie i wszyscy poczuliśmy po paru pierwszych solidnych próbach (już nad materiałem na „Miasto grzechu“), że to po prostu żre. Wyjaśnienie jest genialnie proste – wszyscy mamy serce po tej samej stronie do takiego właśnie grania, podobne korzenie muzyczne i każde spotkanie czy to na próbie czy na koncercie daje nam czystą, genialną radość. I tak powinno być. I tak jest właśnie na tej płycie i mamy nadzieję, że wyraźnie to słychać.

To wokalista znany choćby z Jeep, Hetman czy różnych wcieleń grupy Night Rider. Pojawienie się w Restless takiej osobowości dodało wam pewnie sporo energii do działania i tworzenia kolejnego materiału?

Oczywiście, że tak. Paweł zamknął skład. I to naprawdę znaczy bardzo dużo. Restless powstał z miłości do muzyki. Dobrej, prawdziwej, rockowej; na bazie bluesa, a jednocześnie nie zamkniętej na różne jej odmiany. Na próbach już gramy kolejne numery, budowane już razem z Pawłem. I w przeciwieństwie do okresu pomiędzy „Good Things” a „Miastem grzechu” (2014 vs 2020) jesteśmy pewni, że kolejna płyta powstanie o wiele szybciej. To co robimy jest czystą i prostą emanacją tego, co czujemy jako muzycy. Nigdzie się nie spieszymy, nie gonimy za modami. Gramy to co sprawia nam, a i rosnącej ilości fanów, prawdziwą radochę. Zapominamy o tym jako branża, muzyka zmieniła swoją rolę przez ostatnie dekady. Jest teraz często jedynie ornamentem, dodatkiem albo powozem do sprzedaży kolejnych gadżetów. My tego nie chcemy. Chcemy grać to co jest prawdziwe, co wynika z uczuć i emocji. I Paweł idealnie się w to wpasował. Teraz już tylko do przodu! (śmiech)

Macie też nowego basistę, a Michał Zawadzki (ex Antigama) to również muzyk nie lada – wygląda na to, że powoli stajecie się supergrupą? (śmiech)

Nigdy! (śmiech). A poważnie – Restless od początku, gdy założyli go Marek i Marek, miał na celu jedną drogę. Dawać radochę z muzyki granej przez prawdziwe gitary, prawdziwy bas, bębny i oczywiście solidny, zajebisty rockowy wokal. Dlatego też skład kształtował się długo. Muzycy, którzy dziś tworzą Restless to bez wyjątku osobowości i charaktery. Na próbach bywa czasem gorąco, ale jesteśmy jak stara mafijna włoska rodzina – swoje sprawy załatwiamy między sobą i nie zostawiamy z tyłu złych emocji. To wszystko się przegryza z uczuciem czystego szczęścia gdy odpalimy piece i zaczynamy grać. Podobnie jest na koncertach, w zasadzie każda próba to granie na setkę, koncerty to takie próby z większą ilością słuchających. (śmiech)

Kontynuujcie styl z debiutanckiej płyty „Good Things”, ale hard rock/white blues w waszym wykonaniu stał się ciekawszy, bardziej stylowy – zespół wzmocnił się, okrzepł, więc mamy tego efekty?

Znowu – dokładnie tak. „Good Things“ to dobry debiut – podsumowanie spotkania dwóch fajnych gitar, solidnej sekcji i dobrego wokalisty. Ale materiał był z góry zakreślony i określony, to była raczej kwestia, żeby napełnić go żywymi muzykami (śmiech). „Miasto grzechu“ to już w pełni wspólne tworzenie, próbowanie, szukanie i dotarcie tam, gdzie wszystkim nam się podobało. I taką drogą idziemy dalej. Jak wyżej – na próbach już powstają kolejne utwory i coraz bardziej nam się podobają. Jest dobrze i będzie nadal!

Tradycje takiego grania w naszym kraju nie są zbyt długie, ale mieliśmy choćby Grupę Stress czy Breakout, nieco później hard rocka próbował grać Test – jest do kogo nawiązywać, jeśli chce się grać w ten sposób i mieć polskie teksty?

Niekoniecznie. Każdy z nas ma swoje ukochane kapele i dźwięki, jest w tym i trochę polskiej klasyki, ale nie oglądamy się tam. Nie chcemy być źle zrozumiani, ale w Polsce bardzo mało jest takiej muzyki jaką gramy. Po prostu. Klasyczny ostry rock i blues to z jednej strony prosta muzyka, z drugiej, żeby ją dobrze grać, musisz mieć serce po właściwej stronie. I my je tam mamy. Nie wywalamy otwartych drzwi, po prostu taka jest specyfika polskiej sceny muzycznej, że albo łoisz metal, albo blues albo tysięczną odmianę rzewnego popu. Nikt tu nie chce grać normalnego rocka, a my bardzo chcemy i gramy. (śmiech)

Tytuł „Miasto grzechu” fanom hard & heavy kojarzy się bardzo pozytywnie, bo z utworem „Sin City” AC/DC. Klasyków zza granicy też pewnie cenicie, trudno bowiem nie lubić wspomnianego zespołu czy bluesmanów sprzed lat, choćby Johna Mayalla?

Oczywiście, nie wyprzemy się bo to słychać na płycie: pachniemy Whitesnake, Guns, AC/DC, Wishbone Ash, itd., itp. Ale, i to jest bardzo ważne „ale“ – nie kopiujemy nikogo. Jest to po prostu stylistyka w której czujemy się idealnie. My nic nie udajemy. Gramy to co kochamy, tak jak czujemy.

Gracie ostro, ale całkiem przebojowo, nie brakuje na tej płycie chwytliwych utworów, jak wybrany do promocji „Zbieg”, „Ciernie” czy „Po co”. Myślicie, że pojawia się tu więc przed wami szansa nieco szerszego zaistnienia, przedarcia się do rozgłośni radiowych, etc.?

Liczymy na to i działamy w tym kierunku. Szkoda by było, żeby kawałek dobrej muzyki nie znalazł swoich fanów (śmiech). A serio – to normalne poczucie u każdego kto robi muzykę, że chcemy się nią dzielić. Sprawia nam radość, mamy też całkiem spore grono fanów, którym sprawia nie mniejszą. Nie mamy się czego wstydzić. Warto nas posłuchać i warto przyjść na koncert. Nigdy nie gramy na pół gwizdka. Nas się raczej ścisza na soundchecku. (śmiech)

Kiedyś też było z tym niełatwo, trzeba było mieć dojścia czy znajomości, ale obecnie sytuacja wygląda znacznie gorzej: sformatowane stacje, układy i układzki, czasem konieczność opłacania się – nie nastraja to optymistycznie, ale w żadnym razie nie zniechęca was, bo są przecież jeszcze stacje w których możecie się pojawić czy rozgłośnie internetowe, nastawione na określoną grupę słuchaczy, wręcz wyspecjalizowane?

Nie zniechęca, bo my mamy inny, ładnie ujmując, target. Nie walczymy o listy przebojów ani zdjęcia w kolorowej prasie. My jesteśmy tylko i aż zespołem Muzycznych Braci, którzy uwielbiają to co robią i cieszą się tym przy każdej możliwej okazji. Znamy doskonale układy i układziki w tym biznesie. Nie spieszymy się, bo Restless nie powstał jako „projekt“. To jest prawdziwe i szczere. I dotrze do tych ludzi, którym brakuje w życiu prawdy i szczerości w muzyce. Nie mamy żadnych wątpliwości, że prawdziwe, żywe, mocne i dobre rockowe granie nigdy nie zginie. To są prawdziwe emocje. Za dużo wokół widzimy wszyscy fałszu, cynizmu, hipokryzji, by nie tęsknić do prawdy. My nic nie ukrywamy, wszystko wywalamy tak jak czujemy. Restless nie jest przypadkową nazwą.

W wybranej przez was stylistyce trzeba też odpowiednio brzmieć, żeby nie było rozdźwięku między archetypowymi dźwiękami a cyfrowym soundem, który w przypadku innych zespołów potrafi zniweczyć cały efekt, nawet jeśli muzyka jest niezła. To dlatego pracowaliście w różnych studiach, nagrywając bębny w JNS Studio, a resztę śladów już u Mirka Gila?

Chcieliśmy by ta płyta zabrzmiała maksymalnie blisko tego co robimy na próbach, żeby słuchając jej słyszeć niemalże rozgrzane piece, pot i radochę. Nagrywaliśmy z Mirkiem, bo on genialnie czuje takie granie. Janos z kolei jest mistrzem soundu perkusji. I wszystko zażarło tak jak powinno.

To chyba swoisty paradoks, że im bardziej zaawansowana technologia nagraniowa pozwala nam na więcej, to wiele płyt brzmi po prostu słabo, bez mocy i totalnie syntetycznie, a do tego tak samo, bo wszyscy na potęgę korzystają z tych samych efektów czy programów?

Jeden komentarz, który się ciśnie na usta. Żaden efekt na świecie nie zastąpi pasji i emocji, które muzyk chce przekazać. Wszystko można dziś zrobić na komputerze i nie potrzeba do tego w zasadzie muzyków. Dla nas to nie jest muzyka, o której rozmawiamy i którą robimy. Jesteśmy bardzo żywi i gramy bardzo żywo. (śmiech) Jesteśmy wyznawcami tradycji Beethovena – wybaczalne jest zagranie fałszywej nuty, ale niedopuszczalne jest granie bez pasji! Nigdy tego nie dostaniesz z komputera.

Weryfikatorem, zwykle bezlitosnym, jest w takich sytuacjach scena. Wy czujecie się na niej nad wyraz pewnie, ale w obecnej sytuacji nie wiadomo kiedy ponownie na niej staniecie – to chyba spory cios, kiedy wydaje się nową, udaną płytę, chce się z nią podzielić ze słuchaczami, bo to materiał stworzony do grania na żywo i zonk, koncertować po prostu nie można?

Na pewno. Pierwsze koncerty promocyjne mieliśmy zaplanowane już na kwiecień, niestety siła wyższa. Czekamy spokojnie. Jak wyżej parę razy powiedzieliśmy – nie spieszymy się bo wierzymy w to co robimy. Niech przechodzą burze, susze, epidemie. My i tak będziemy grali swoje. Wcześniej czy później spotkamy się na koncercie.

Najgorsze jest to, że na tę chwilę nikt nie jest w stanie powiedzieć ile ta sytuacja potrwa. Słyszy się nawet głosy, że koncertów nie będzie do jesieni przyszłego roku, więc nie dość, że wiele zespołów żyjących wyłącznie z muzyki nie przetrwa tak długiej przerwy, to zapaść grozi całej branży muzycznej: klubom, agencjom koncertowym i bookingowym, firmom nagłośnieniowym czy transportowym?

Nie mamy statusu i rozpoznawalności takiej, by pozwolić sobie na życie tylko z muzyki, choć oczywiście to nasze marzenie. Na razie czekamy na możliwość powrotu do sali prób, a na co dzień każdy robi to co trzeba, żeby zapewnić sobie i bliskim przysłowiową szklaneczkę wody i kromeczkę chleba. Damy radę i na pewno będziemy dalej grać, nagrywać i koncertować. Także i po 2021. Restless gra już 10 lat. I to jeszcze nawet nie połowa czasu jaki planujemy. (śmiech)

Jak w tej sytuacji zamierzacie promować „Miasto grzechu”? Myślicie o kolejnym lyric video albo pełnoprawnym teledysku, zakrojonej na szerszą skalę akcji promocyjnej w sieci?

Juz to robimy. Zajrzyjcie na nasz FB czy Insta. Do „Miasta...“ chcemy zrobić pełny, wypasiony clip, oczywiście jak wypuszczą nas w końcu na ulice. Warto poczekać, bo będzie rewelacyjny - mamy pomysł i nie zawahamy się go użyć!

Póki co wydaliście ten album w wersji CD, będzie też pewnie dostępny w postaci cyfrowej. Najlepszy nośnik dla takiej muzyki to jednak czarna płyta – myślicie również o wersji winylowej „Miasta grzechu”, czy na tę chwilę i przy obecnej sytuacji trudno coś takiego planować, bo to są jednak spore koszty, nawet przy niedużym nakładzie?

Cyfrowo „Miasto...“ już jest dostępne w serwisach streamingowych, natomiast jeśli chodzi o winyl to na pewno nie teraz, ale mamy to też w planach.

Wojciech Chamryk

120_slider_ot.gif

Goście

3484231
DzisiajDzisiaj1471
WczorajWczoraj1723
Ten tydzieńTen tydzień5209
Ten miesiącTen miesiąc57067
WszystkieWszystkie3484231
34.234.207.100