Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 76sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

kat roman kostrzewskiazq m

vaderazq m

doroplakatze m

nightwishposterz m

opethposterz m

epicaposterz m

helicon metal festival iiidoz m

helloween nowadata m

laibachposterz m

mystic festivalzz m

kiss poster m

steelpanther poster m

evanescenceposterz m

vandenberg poster m

van der graaf generator m

deeppurple 2021 posterb1mn m

fish posterb1 2021 v2ze m

tarja 2021 posterb1 m

 

„Staniemy na głowie, żeby kopary poopadały” (Witchking)

 

Stało się! Witchking wraca. Powrót krakowskiej ekipy to kolejny krok festiwalu Helicon. Na poprzednich edycjach organizatorom udało się wyciągnąć z odmętów historii Destroyers i jeszcze raz Stos, który miał już zamknąć działalność. Choć Witchking to znacznie młodszy zespół, swego czasu był nadzieją polskiej sceny. Zresztą nie tylko z tego powodu powrót zespołu może okazać się prawdziwym uderzeniem „Drums of Moria”.  Mateusz Gajdzik planuje wykorzystać doświadczenie wypracowane z Vane na deskach sceny Heliconu.

                     

HMP: Ostatnio rozmawialiśmy przy okazji Vane. Powiedziałeś wtedy, że heavy metalu się nagrałeś już wstarczająco. Jakich mocy musiał użyć Paweł „Atrej”, żebyś jednak – choć na chwilę – do tego heavy metalu powrócił?

Mateusz Gajdzik: Szczerze mówiąc, to nie musiał mnie długo namawiać. Dla mnie to jest powrót do fajnych chwil ze spoko ludźmi. Nikt na nic więcej się nie nastawia, a ja traktuję to jako ciekawą przygodę.

Jak w ogóle wygląda taki reunion inspirowany z zewnątrz? Nie jesteście już kapelą. Atrej dzwoni do Ciebie, a Ty odzywasz się do chłopaków czy każdego nakłania z osobna?

Atrej do mnie napisał, uznałem to za ciekawy pomysł i wziąłem na siebie przegadanie tematu z resztą. Wszyscy byli chętni, więc nie było z tym większego problemu.

Niesamowite, że uda Wam się zagrać w tym samym składzie, w jakim nagraliście ostatnią płytę. Zazwyczaj na tego typu koncertach pojawia się jakiś muzyk zastępczy. Tak bardzo zapaliliście się wszyscy do powrotu czy po prostu nikomu nic nie stało na przeszkodzie?

Ciężko mi mówić za resztę, ale wydaje mi się, że gdzieś to w każdym siedzi i jak jest okazja tego typu, to po prostu się w to wchodzi jak w masło. Z tego co wiem, to większość chłopaków nie gra nigdzie aktywnie, więc ten powrót to coś więcej niż koncert w innym składzie z inną muzą.

Mówiłeś też, że trudno Ci odnaleźć w tym gatunku świeżość. Myślisz, że szykując się do koncertu Witchking uda Ci się ją odnaleźć i wcale nie skończy się na jednym koncercie?

Szczerze, nie wiem. Nasze numery, szczególnie te z drugiej płyty, nie są takie stricte heavy metalowe. Jest w nich sporo progresji, nieoczywistych patentów. Jeśli coś napiszemy nowego, to wątpię, żeby to było w stylu Manowar - strzelam, że wyjdziemy poza ramy gatunkowe. Trzymanie się takich ram jest mocno ograniczające. Ale nie ma co gdybać, bo nie powstała jeszcze nawet jedna nutka (śmiech). Czy zagramy więcej koncertów? Nigdy nie mów nigdy, ale planów takich, póki co nie ma.

Mówisz o nowym materiale. Znając Twoje podejście do oprawy i robienia muzyki z sensem, a nie tylko „żeby było” podejrzewam, że rzeczywiście będziecie grać nie tylko próby, ale pewnie nagracie jakiś reunionowy kawałek, który zapowie Wasz koncert.

Z graniem prób to może być rożnie - pałker mieszka w Szwajcarii (śmiech). Jak wspomniałem wcześniej - tak, jest taki pomysł, żeby coś nagrać przy tej okazji.

Załóżmy jednak, że takowy „reunionowy kawałek” powstaje. Od zakończenia działalności Witchking minęło dużo czasu, pewnie Wasze gusta i podejście do muzyki ewoluowały. Zresztą już druga Wasza płyta była mocniejsza od debiutu. Myślę sobie, że „nowy” Witchking będzie albo mocniejszy, albo wręcz przeciwnie, wejdziecie w konwencję i będzie bardzo klasycznie heavymetalowy. Macie już jakąś koncepcję?

Z perspektywy czasu, jak patrzę na to, co nagraliśmy, to chyba bym poszedł w tematykę z pierwszej płyty. Tekstowo to się trzymało kupy, był na to jakiś pomysł. Druga płyta to zlepek różnych tekstów bez wspólnego przesłania, niepowiązany z nazwą czy pierwotną koncepcją zespołu. Muzycznie moim zdaniem dużo ciekawsza, ale klimatycznie jedynka bije ją na głowę. Chciałbym połączyć te dwa światy i zrobić coś muzycznie ambitnego i chwytliwego, a tekstowo wrócić do Władcy Pierścieni. Czy będzie mocniejszy, czy bardziej heavy metalowy? Zobaczymy - nie chcę się ograniczać. Co nam wyjdzie, to wyjdzie, a brzmieć będzie jak my, bo w końcu - to my (śmiech).

Zdarzyło Ci się przez te lata przerwy choć raz odpalić którąś z płyt Witchking?

Jasne! Nie codziennie (śmiech), ale za każdym razem jestem trochę zaskoczony - zaraz, to my takie rzeczy graliśmy? Jakoś moje wyobrażenia są gorsze niż to, co słyszę po latach.

Jest coś takiego jak „polski heavy metal”. W przypadku zespołów z angielskimi tekstami czasem z zamkniętymi oczami można zgadnąć, że zespół pochodzi z Polski. Duża w tym zasługa wokalistów – i to nawet nie kwestia gorszego angielskiego, bo ten często jest w porządku, raczej chodzi o specyficzne akcentowanie. Słuchając dziś Witchking słyszysz „polski heavy metal” czy zupełnie nie?

To jest temat, który mocno wałkowaliśmy w Vane. I po godzinach walki o idealne, angielskie akcenty, po jakimś czasie stwierdziłem, że w sumie to ma to swój urok. Polacy mają chyba kompleks, że nie potrafią mówić jak native speakerzy, więc jak słyszą kogoś śpiewającego z polskim akcentem, to od razu jest atak. Podczas gdy obcokrajowcy odbierają to inaczej. Anglicy, Amerykanie - oni są przyzwyczajeni do tego, że ich język się kaleczy na każdym kroku i nie jest to chyba dla niech taki problem jak dla nas (śmiech). Niektórzy zrobili nawet z tego swój atut. Taki Czesław Mozil jest nie do pomylenia z nikim, nie?

À propos Vane. Myślisz, że Vane ma już tak ugruntowaną pozycję, że zapowiadanie Waszego koncertu jako „koncertu gitarzysty Vane” przyciągnie większą publiczność?

A nie wiem, natomiast myślę, że jest to z korzyścią dla obu “obozów” - fani Vane mogą zobaczyć jednego z muzyków w innym setupie, fani Witchking mogą poznać band, gdzie ten sam typ co pisał do Witchking się produkuje. Muzycznie to trochę inne bajki, ale sporo ludzi jednak nie zamyka się na jeden gatunek.

Wygląda na to, że festiwal Helicon uderza w te same tony z Keep it True. Odbiorcy wręcz oczekują wygrzebywania starych polskich kapel. W pierwszej chwili do głowy by mi nie przyszło, że Witchking to już ta kategoria, ale z drugiej strony... od zamknięcia Waszej działalności minęło już 11 lat. To co, jak myślisz - jesteście starym legendarnym zespołem, czy nie?

Staro to się czuję, ale legendą to zdecydowanie nie (śmiech). Legenda to Kat (z Romkiem rzecz jasna), Turbo, Vader. My nie podskoczymy do osiągnięć tych bandów z naszymi dwoma płytami. Wydaje mi się, że żeby być legendą, to trzeba jednak znaczyć coś więcej, niż tylko istnieć paręnaście lat temu.

Pamiętam tego rodzaju „powrotowe” koncerty na początku XXI wieku. Wracał po „latach przerwy” Kreon czy Stos. Wtedy wydawało mi się, że od zaprzestania grania minęły całe epoki. Tymczasem to był dystans 10-12 lat. Taki sam jak obecnie Wasz. Myślisz, że dla młodszych fanów metalu jesteście przez ten dystans tak samo kultowi, jak wtedy Kreon czy Stos?

Nie mam bladego pojęcia. Zastanawiam się, czy ta kultowość nie pojawia się w pokoleniu, które miało okazję uczestniczyć w życiu tych bandów zanim się rozpadły czy zawiesiły działalność. Jak młodzi reagują na kapele, które grały, kiedy oni chodzili do przedszkola to się okaże (śmiech).

Powrót na trzeciej edycji Helicon będzie miał bardzo krakowski wymiar. Jesteście w dużej mierze krakowską kapelą i zagracie z równie krakowskim Evangelist. A może obecność „rodaków” Evangelist pomogła Ci podjąć decyzję o reunionie?

Choć z Evangelist się znamy, to mam nadzieję, że się nie obrażą, jak powiem, że nie miało to akurat żadnego znaczenia. Ja osobiście myślałem głównie o tym, że może to być gratka dla starych fanów Witchking plus fun dla mnie, żeby znów zagrać te numery. Robienie tego w extra towarzystwie jest za to zdecydowanie na plus!

Ogromnie się cieszę na ten koncert! Podejrzewam, że Wy również. Do zobaczenia na koncertach!

A i owszem! Szczególnie, że planuję wykorzystać nieco technicznych rozwiązań wypracowanych w Vane - dymiarki, światła etc. Będzie się działo i staniemy na głowie, żeby kopary poopadały!

Katarzyna „Strati” Mikosz

120_slider_ot.gif 131_ot1020.gif 121_axe_crazy_baner.gif

Goście

3527520
DzisiajDzisiaj478
WczorajWczoraj779
Ten tydzieńTen tydzień3220
Ten miesiącTen miesiąc37667
WszystkieWszystkie3527520
34.200.252.156