Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 83sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

gojiraark m

opethark m

accept nowa datadaw m

 

„Instyktownie, konsekwetnie i po swojemu” (Shartten)

           

Jesienią 2019 roku Shartten podsumował 10-lecie istnienia pierwszą dużą płytą „Sound Of Fate”. Pandemia uniemożliwiła promocję tego materiału, ale grupa nadrabia obecnie stracony czas, przygotowując z nowym gitarzystą koncerty i szykując materiał na drugi album.

                                   

HMP: Pandemia pandemią, ale wygląda na to, że na ostatnie dwa lata Shartten zapadł w jakiś zimowy sen, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że dopiero teraz zaczęliście szerzej promować debiutancki album „Sound Of Fate”, wydany w październiku 2019 roku?

Mariusz Vardel: Pandemia mocno pokrzyżowała nam plany; na wiosnę 2020 mieliśmy ostro ruszyć z koncertami i ogólnie pojętą promocją zespołu, nawiązaliśmy kontakty z wieloma zespołami, mieliśmy już zaklepane sporo terminów na koncerty i jak było wszyscy dobrze wiemy. Ogólnie wyczuwało się takie zapadnięcie w otchłań całej branży muzycznej. Do lata w zasadzie wszystko zapadło w „zimowy sen”, a czas leci, po za tym każdy z nas nie jest zawodowym muzykiem, więc normalna praca itp. Zanim się wszyscy na nowo „rozpędzą” z graniem to trochę potrwa. Przy okazji zmiana gitarzysty, no i mija rok albo więcej...

Nie obawiacie się, że przy tej olbrzymiej ilości zespołów, gdy każdego dnia do sieci trafiają tysiące nowych utworów i mało kto zwraca uwagę na „starocie” sprzed roku czy dwóch, jeśli nie jest to jakiś kultowy klasyk znanej grupy, możecie mieć ogromny problem ze zwróceniem na siebie uwagi?

Czy się obawiamy... hmmm...? To raczej nie ma żadnego znaczenia czy się obawiamy, tak to wygląda, takie są realia i tyle, jak w każdej innej branży na całym świecie, są tysiące ludzi, wszyscy chcą coś osiągnąć, zbudować własny biznes, realizować się w jakiejś pasji, a konkurencja nie śpi ani na sekundę. Ja sobie wymyśliłem, że chcę mieć zespół i konsekwentnie dążę do tego celu. Czasem, jak mam przygnębiający nastrój, kiedy nie ma efektów, to sobie myślę, dobrze, że nie wymyśliłem sobie zostać mistrzem świata w boksie w danej kategorii wagowej (śmiech), to dopiero ambitne marzenie, a i tak tysiące ludzi na świecie godzinami haruje w salach treningowych, aby to osiągnąć... a mistrzem może zostać tylko jeden, to dopiero konkurencja... tak, że z muzyką chyba i tak jest bez porównania łatwiej. (śmiech)

W ubiegłym roku pojawiło się lyric video do „The Ride”, latem dorobiliście się pierwszego teledysku, ilustrującego „Rush In Flames”, ale łącznie nie dobiły one nawet do 400 wyświetleń, co tylko potwierdza, jak ciężko jest niezależnemu zespołowi na starcie tego bardziej profesjonalnego etapu funkcjonowania?

Cóż mogę powiedzieć... jest ciężko (śmiech). Nie ma sensu biadolić, że jak firma fonograficzna wpompuje kupę kasy to każdego wypromują itp.., a jak robisz to wszystko samemu to trzeba mieć niewyobrażalną cierpliwość i konsekwencję. Tak jest i już, ktoś chce szybkich rezultatów to niech w Polsce gra po weselach albo w najlepszym wypadku disco polo (a i tu pewnie nie jest łatwo). Chcesz pewne rezultaty, to idź do roboty, 8 godzin dziennie, 20 dni w miesiącu i dostajesz wypłatę. Chcesz robić coś ambitniejszego... no to sorry... nikt nie mówił, że będzie lekko. Do wszystkiego trzeba pomału dojść samemu, chciałoby się szybciej, ale z samego chciejstwa jeszcze nic nikomu nie przyszło, a do tego odpowiedni czas, szczęście, czasem zbieg okoliczności itp itd... Jak to powiedział kiedyś Dave Mustaine zapytany o to, jaką radę dałby początkującym zespołom czy muzykom? W tłumaczeniu na polski odpowiedział coś w stylu, „dajcie sobie spokój”. (śmiech)

W żadnym razie was to jednak nie zniechęca, bo zakładając zespół chodziło o granie czegoś, co uwielbiacie i już wtedy było wiadomo, że metal to jednak nisza?

Dokładnie tak, zakładając zespół (bo wypowiadam się jako założyciel tego zespołu) robiłem to, bo to po prostu kocham, mam potrzebę komponowania riffów, kawałków, cieszy mnie to, jest to moja pasja życiowa, nie jedyna, ale na pewno spora. Czy metal to nisza? Tego nie analizowałem w zasadzie... hmmm... co tu się może w danym momencie najlepiej sprzedać (na przykład dobre bułki jak się je umie upiec, śmiech). Po prostu robiłem taką muzykę, jaką czułem potrzebę robić; szczerze to zawsze mnie wnerwiało gadanie ludzi, że np. teraz się gra to, czy tamto, czy sramto, a tego to się stary już nie gra... kurwa, co mnie to obchodzi, co w danym tygodniu jest na topie, ja robię to co mi pasuje, jak się to komuś jeszcze spodoba to przezajebiście... ale szczerość w rocku to chyba podstawa, tak było zawsze, robi się to co czujesz i jesteś w tym konsekwentny. Po za tym każdy robi jak uważa, ja nikogo nie mam zamiaru oceniać, choćby robił największe gówno... Ma do tego prawo i to wyłącznie jego sprawa, ja zawsze mogę iść w inna stronę i się tym nie podniecać, jeśli mnie to osobiście nie dotyczy.

Zdarzają się jednak, nawet i w naszym kraju, przypadki grup, które zaczynały z podobnego pułapu, ale zdołały się wybić – liczycie, że może o wam będzie kiedyś dane stać się tak znanym zespołem jak choćby Behemoth czy Decapitated, czy to już zdecydowanie nie te czasy?

Vader, Behemoth, Decapitated tak mówią, trzy tak naprawdę polskie zespoły eksportowe w metalu. Pewnie są jeszcze jakieś o których nie wiemy. Vader przetarł szlaki i był pierwszy, Behemoth chyba zrobił największy sukces, Decap... też sobie radzi, ja w death metalu nie specjalnie siedzę, więc wiele nie mogę powiedzieć, posłucham z ciekawości bo to zespoły z Polski. Z Vadera zawsze mam w aucie „Wyrocznię” Kata, lubię czasem włączyć głośno jak potrzebuję takiego klimatu, choć bardziej cenię Kata i Romana jako wokalistę to akurat „Wyrocznię” wolę w wykonaniu Vadera . Tak przy okazji to, dla mnie stary Kat to w metalu numer 1. w Polsce. Z Behemotha „Ov Fire And The Void”; jak tylko usłyszałem, to wiedziałem że zrobili dobry, przełomowy kawałek, lubię go, to że wielu zaczęło pluć na ten kawałek szczerze mi zwisa. Jasne, że kibicuję każdemu polskiemu zespołowi, który coś osiągnie poza granicami, to mega inspirujące i daje nadzieję. Pytanie czy to jeszcze te czasy, czy już nie? Myślę, że zawsze można zaistnieć, jest to nie do przewidzenia, bo inaczej producenci tworzyliby nowe zespoły jak w fabryce (śmiech), ale chyba na szczęście tak to nie działa. Cóż, nie wiadomo kto i kiedy na szansę zaistnieć, próbują tysiące, uda się pewnie nielicznym. A jeśli ktoś już długo obserwuje świat muzyczny to wie, że mody się zmieniają, powracają, mutują; myślę że zawsze będą ludzie, którzy będą chcieli czegoś innego niż serwowana przez wielkie koncerny papka radiowa.

Kontrakt z włoską wytwórnią WormHoleDeath, niezależną, ale prężnie działającą i ze sporym katalogiem zespołów, może wam w tym pomóc? Szczególnie w zdobyciu jakichś przyczółków poza granicami Polski, bo jednak u nas prezentowany przez Shartten heavy/thrash zawsze był niszą metalowej muzyki, z racji dominacji bardziej ekstremalnych podgatunków?

Czy pomoże tego nie wiem, zobaczymy, pewnie nie zaszkodzi. Na pewno będziemy chcieli grać też poza granicami Polski. Czy heavy/thrash jest w Polsce bardziej niszowy niż np. death, black? Naprawdę tego nie wiem, nie doktoryzuję się nad tym. A czy jakieś statystyki oddają faktycznie prawdziwy obraz? Też nie wiadomo. Jeśli z Polski wypłynęły zespoły deathmetalowe, to siłą rzeczy to napędza zainteresowanie, ludzie ogólnie lubią być z czegoś dumni, więc jak jakiś zespół zaistnieje na świecie, to ludzie zaczynają się interesować tym zespołem i całym gatunkiem. Wypłynie jakiś zespół z innego gatunku to prawdopodobnie też pociągnie innych za sobą... tak to chyba działa. Muzyka gitarowa ogólnie jest dziś chyba niszowa, ale czy to źle? To nawet ciekawe, że ona nie jest w takim głównym przekazie. Czy ktoś chciałby zespoły metalowe w Opolu czy w TVP1? (śmiech). Ja bym nie chciał. Jest to dziś trochę taka muzyka dla wtajemniczonych i bardzo dobrze. Inna strona medalu czy np. takie zespoły jak Metallica czy Rammstein to jakaś nisza?
Jeśli mam coś powiedzieć o Shartten to ja ogólnie zawsze działam instynktownie i robię po swojemu, nie podążam jak wszyscy tymi samymi ścieżkami, szukam własnego rozwiązania, tak już mam.

Czy to w sumie nie dziwne, że na całym świecie fani metalu potrafią docenić najróżniejsze zespoły, nie ograniczając się tylko do tego co lubią najbardziej, a u nas zawsze wygląda to tak, iż jak był trend na death, to uwielbiali go wszyscy, później pojawił się black, etc., etc., teraz zaś na topie jest post-black metal ze wszystkimi pochodnymi, a bardziej tradycyjnych zespołów słuchają nieliczni zapaleńcy?

To chyba taka polska natura, nie tylko jak chodzi o muzykę ale o każdą dziedzinę życia. Może to kwestia braku otwartości map mentalnych, może kwestia braku wiary w swoją wartość, może chodzi o coś w stylu „owczego pędu”, pewnie wszystko po trochu. A tak szczerze to ja się z tym nie spotykam, ludzie których znam słuchają naprawdę różnych rzeczy, czasem biegunowo odległych i raczej nie są ograniczeni do jednego gatunku. Ja mam wrażenie, że dziś ludzie właśnie są dużo bardziej otwarci na różne gatunki muzyczne. Może jakieś hermetyczne subkultury zamknięte na jeden gatunek muzyczny są uprzedzone do czegokolwiek innego, nie wiem, bo w takich nie przebywam.

Z tego co pamiętam macie na koncie dwie demówki, z których druga w roku 2015 stała się punktem wyjścia do wydania EP „Pure Insane”. Cztery numery z tego wydawnictwa stały się punktem wyjścia do stworzenia długogrającego materiału „Sound Of Fate”? Można więc określić ten album swoistym podsumowaniem pierwszych 10 lat istnienia zespołu?

Zgadza się, jedynie EP-ka miała tytuł „Inner Abyss”... i tak, płyta „Sound Of Fate” to podsumowanie 10 lat zespołu... o zgrozo (śmiech). Tak trochę poważniej... to było dla mnie ważne żeby zamknąć pewien etap podsumowaniem zarejestrowanym na płycie.

Co dalej? Nie ominęły was roszady personalne, ale w nowym składzie złapaliście drugi oddech, powstają nowe utwory, przygotowujecie się do ewentualnych koncertów, chcąc jeszcze jak najefektywniej wypromować „Sound Of Fate”, póki nie pojawi się kolejne wydawnictwo?

Tak, mamy nowego gitarzystę z którym dobrze się układa współpraca. Ruszamy z koncertami, będziemy promować „Sound Of Fate”, może jeszcze jakiś teledysk zrobimy. Robimy materiał na drugą płytę, jest kilka nowych utworów, które trzeba oszlifować, gatunkowo to już inna muzyka, niżej strojone gitary, inaczej skomponowane riffy i aranżacje... Na koniec dzięki za wywiad i zapraszamy na koncerty w Polsce... w USA, Japonii, Kazachstanie i Boliwii (śmiech) zapraszamy do kupowania płyt, koszulek... kubków i skarpetek nie mamy (śmiech). Pozdrawiam redakcję HMP, naszych obecnych i przyszłych fanów.

Wojciech Chamryk

144_mag_158x600px_72_dpi.jpg 142_badtaste-baner156x600.png 143_eskalacja-singiel-158x600-singiel.png 145_wrona.png

Goście

3995638
DzisiajDzisiaj345
WczorajWczoraj433
Ten tydzieńTen tydzień3996
Ten miesiącTen miesiąc345
WszystkieWszystkie3995638
3.234.210.25