Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 82sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

death to allark m

summer jazz festival 2022krakow m

steelpanther 2022pol m

warsaw summer plakatnaz m

paradise lostark m

gojiraark m

slipknotark m

opethark m

accept nowa datadaw m

 

„Metalowy rollercoaster” (Mad Teacher)

           

 

– Chcieliśmy odciąć się od współczesnych, przeprodukowanych albumów i stworzyć materiał, który po prostu pokaże jak brzmimy na żywo – nawet refreny na trzy głosy są dokładnie takie, jak na koncertach! – podkreślają muzycy Mad Teacher. Warto więc sięgnąć po debiutancką EP-kę  „Keep The Fire” łódzkiej grupy, bo to kawał stylowego hard'n'heavy, niczym z lat 80.

                     

HMP: Musieliście mieć naprawdę szalonych nauczycieli, żeby w realiach drugiej dekady XXI wieku zacząć grać tradycyjny heavy metal, bo niejako już na starcie bardzo ograniczyliście sobie docelową grupę słuchaczy – rozumiem jednak, że nie ilość, lecz jakość były tu wartością nadrzędną, a wybór akurat tej stylistyki nie był żadnym przypadkiem?

 

Marek: To nam w duszach gra (no, przynajmniej w dużej części), więc kierunek jest taki, a nie inny. Cieszy mnie fakt, że wraca moda na „tradycyjny” heavy metal, choć nie udało nam się chyba do końca wstrzelić w tę stylistykę albo w jej typowego odbiorcę. Z drugiej strony może jest trochę za wcześnie, żeby cokolwiek tu wyrokować – czas pokaże.

 

Pudel: Gdyby chodziło o słupki sprzedaży, to żaden człowiek nie zajmowałby się muzyką – a jeśli już, to wszyscy graliby rap albo „alternatywę”, no bo przecież tam są największe pieniądze. Nie zaskoczy cię pewnie, że u nas jest inaczej – robimy swoją muzykę; taką, która sprawia, że chce nam się łapać za instrumenty i po prostu grać. No i wygląda na to, że to słuszna droga – patrzę na to jak o nas piszą i wiem już, że ludzie to widzą – ta muzyka jest autentyczna, świeża i po prostu nasza. Takie trafienie do odbiorcy naprawdę mnie cieszy – i w życiu nie zamieniłbym go na podpięcie się pod styl, który ma większą sprzedaż.

 

Śledząc losy Mad Teacher można też mieć inne zastrzeżenia do naszego systemu oświaty, skoro wieloletnia edukacja nie poszła u was w parze z wyrobieniem właściwego etosu pracy. Debiutanckie wydawnictwo dopiero na 10-lecie istnienia, w dodatku EP, nie album – wygląda na to, że lenie z was niemożebne, lubiące koncertować, ale nagrywać już niekoniecznie?

 

Marek: Gamma Ray na ostatniej płycie nagrali numer „Masters of Confusion”. To chyba o nas. Jesteśmy śmierdzącymi leniami, do tego słabo zorganizowanymi. (śmiech)

 

Pudel: A z drugiej strony – trudno sobie wyobrazić, ile pracy potrzeba, żeby wypracować własny styl, zebrać odpowiedni skład, stworzyć solidny repertuar i do tego nagrać go tak jak trzeba. Wiele razy podchodziliśmy do nagrań, ale efekty zawsze po jakimś czasie przestawały nas zadowalać. Teraz jest inaczej – „Keep The Fire” to kompletny i konkretny krążek, i nie mamy co do niego najmniejszych wątpliwości. Czy pięć utworów to mało? Myślę, że w dzisiejszych czasach to idealna długość – dość, żeby pokazać się z każdej strony, ale nie tyle żeby zanudzić słuchacza. Sporo kultowych albumów trwa około 30 minut, chociażby „Reign in Blood” – 29! Czy im to szkodzi? Nie sądzę.

 

Po tym żartobliwym początku, dzięki któremu uniknęliśmy standardowych pytań typu „ilu jest was w zespole i co gracie?”, możemy poświęcić „Keep The Fire” więcej uwagi, bo zdecydowanie na to zasługuje. Włożyliście w ten materiał sporo pracy, wygląda jednak na to, że było warto?

 

Pudel: Jesteśmy z niego cholernie dumni. Mam poczucie, że udało nam się zrobić coś naprawdę dobrego – i mimo że dojście do tego etapu zajęło nam 10 lat, to warto było czekać. Udało nam się nagrać go na swoich warunkach, po swojemu – bez strojenia wokali, sampli, niepotrzebnych dubli czy syntezatorów. Chcieliśmy odciąć się od współczesnych, przeprodukowanych albumów i stworzyć materiał, który po prostu pokaże jak brzmimy na żywo – nawet refreny na trzy głosy są dokładnie takie, jak na koncertach!

 

Czujecie, że to przełomowy moment w historii zespołu, wejście na kolejny etap – nie tylko dlatego, że macie już na czym rozdawać autografy? (śmiech)

 

Pudel: Czujemy, że jest szansa na przełom. Świetnie zobaczyć, do jak wielu ludzi z całego świata jesteśmy w stanie dotrzeć. Muszę przyznać że ten aspekt bardzo miło mnie zaskoczył i nawet po pół roku motywuje do dalszej pracy. Teraz musimy zmierzyć się z największym wyzwaniem wydania DIY – promocją i koncertami, co niestety w dobie pandemii wcale nie jest łatwe. Dajemy z siebie wszystko, życzcie nam szczęścia –przyda się. (śmiech)

 

To klasyczne dźwięki, zakorzenione w pierwszej połowie lat 80. Teraz mówi się na to hard rock, kiedyś był to tradycyjny metal, wydaje mi się więc, że określenie hard 'n' heavy będzie w sam raz?

 

Pudel: Lubię myśleć o nas jak o zespole heavymetalowym, chociaż masz rację, że łatki trochę się przesunęły przez ostatnie 15 lat. Sam zresztą słyszysz, że stawiamy duży opór przed wciskaniem nas w szufladki – każdy numer to nasza perspektywa na jakiś punkt w historii heavy metalu, i ten pomysł na pewno będziemy kontynuować na kolejnych krążkach – może się okazać, że czerpiąc coraz więcej ze współczesnego grania.

 

Odnoszę też wrażenie, że nie zasklepiacie się tylko w jednym nurcie, typu NWOBHM czy niemiecki heavy/speed pierwszej fali, ale czerpiecie wpływy i inspiracje z różnych źródeł, co tylko wpływa korzystnie na wielowymiarowość poszczególnych utworów?

 

Marek: Zdecydowanie. Ciężko nas chyba jednoznacznie zaklasyfikować, co może okazać się zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. No ale biorąc pod uwagę to, że każdy z nas ma inne inspiracje, ciężko tego uniknąć – pewne detale przebijają się tu i ówdzie w tym co robimy.

 

Pudel: No właśnie, każdy z nas lubi coś innego, i to przekłada się na różnorodność w repertuarze – myślę, że to bardzo dobrze. Sam szybko się nudzę przy jednowymiarowych albumach i wierzę, że otwartość na inspiracje z różnych źródeł to jedyna ścieżka, która prowadzi metal do lepszej przyszłości. Bardzo doceniam zespoły, które idą tą drogą i mam nadzieję, że też przykładamy do tego swoją cegiełkę.

 

Gracie dość ostro, ale bez jakiegoś bardzo mocnego brzmienia, nie zapominając przy tym o melodii – to wciąż podstawa, nawet w przypadku metalowego zespołu?

 

Pudel: Tu znowu widać odbicie nas i tego, jakiej słuchamy muzyki. Wydaje mi się, że trudno znaleźć naprawdę dobry zespół, który nie zwraca na to uwagi – nawet w gatunkach takich jak death metal, gdzie niby wokaliści nie zawsze śpiewają melodyjnie, ale tę rolę często przejmują gitary. Uderza mnie to zwłaszcza w numerach, w których riff podąża za wokalem, w sumie „dokładając” do niego melodię.

 

Adrian: Jeśli o nas chodzi – za dużą część melodii odpowiada Pudel, ale rzadko zdarza się tak, że pierwsza wersja jest też ostatnią. Często spieramy się o linie wokalu, ale jest to w 100% konstruktywne – traktuję to, co dostaję jako bazę, na którą potem nakładam swoje pomysły. Jeśli chodzi o melodie w partiach instrumentów to też podchodzimy do nich bardzo poważnie – i pracujemy nad nimi całym zespołem.

 

W „Beneath The Crown” pojawiają się jednak dość brutalne wokale, w dodatku odpowiada za nie Aleksandra Łopato z Mystherium – uznaliście, że będzie to ciekawy kontrast?

 

Marek: Tak. To jest jedna z tych przebijających się innych inspiracji – może nie jesteśmy jakimiś szczególnymi znawcami, ale lubimy zapuścić sobie coś bardziej deathowego czy ostatnio nawet blackowego. Zalążek tego utworu powstał w momencie, kiedy mocno katowałem drugą płytę Black Crown Initiate. Chciałem brzmieniem tego utworu oddać chłód i pewną beznadzieję… chyba mi udało.

 

Pudel: Ola w ogóle jest niesamowitą wokalistką i równie świetną osobą. Kiedy tylko ustaliliśmy, że numer wchodzi na album, wiedzieliśmy że będzie w nim growl i wiedzieliśmy, że będziemy się do niej odzywać – no i jesteśmy zachwyceni zarówno efektem, jak i tym, jak szybko poszły nagrania. Cały czas pamiętam zaskoczenie Pawła, kiedy zorientował się jakiego typu „chórzystkę” przyprowadziliśmy do jego studia. (śmiech)

 

Adrian nie jest waszym pierwszym wokalistą, ale wygląda na to, że warto było na niego poczekać?

 

Pudel: Bardzo się cieszę, że na siebie wpadliśmy – na jam session w łódzkim Stereo Krogs. W tych czasach grał na perkusji w kilku lokalnych kapelach, ale lubił też sprawdzać się w formacie karaoke. Usłyszałem jak śpiewa covery Zeppelinów i powalił mnie na łopatki – bez zastanowienia podbiłem z pytaniem, czy nie chciałby zostać częścią naszego składu. Trochę się zdziwił, ale dał się namówić – i teraz jest dokładnie tym, kogo nam potrzeba, zarówno wokalnie jak i osobowościowo. Do tego był w stanie w skończonym czasie nagrać partie, których nie trzeba było stroić w studio. Warto było. (śmiech)

 

Z „Keep The Fire” w wersji CD było podobnie, bo najpierw opublikowaliście ten materiał w serwisach streamingowych, co jest obecnie podstawą przy dystrybucji muzyki?

 

Piotrek: Tak – sam, choć bardzo lubię wydania fizyczne, prawie zupełnie przesiadłem się na słuchanie muzyki w ten sposób. Zresztą już w 2018 roku serwisy streamingowe przejęły pałeczkę najpopularniejszego nośnika dla muzyki. Jeśli chodzi o nas – droga od nagrania albumu do opublikowania go w ten sposób jest krótsza, niż do wytłoczenia go na płytach.

 

Pudel: No właśnie – chcieliśmy kuć żelazo póki gorące, więc decyzja o kolejności była oczywista. I to był dobry pomysł – dobrze pamiętam zainteresowanie jakie wybuchło po publikacji na kanale „NWOTHM Full Albums” na YouTube. Odezwały się do nas zagraniczne czasopisma i blogi z prośbami o wywiad, a materiał trafił nawet do kilku zagranicznych audycji. Czytanie pozytywnych komentarzy pod materiałem też było bardzo krzepiące.

 

Zależało wam jednak na fizycznej wersji, stąd usilne dążenie do tego, żeby w końcu się ukazała?

 

Piotrek: Pewnie że tak. Płyta – w pudełku, zafoliowana – to namacalna rzecz, którą możesz komuś dać, wystawić na koncercie czy wysłać do wydawcy czasopisma. W moim odczuciu znaczy dużo więcej i buduje mocniejszą relację niż rzucenie „wpisz sobie Mad Teacher w wyszukiwarkę”, o czym większość osób po powrocie z koncertu zwyczajnie zapomina. Nie ukrywam też że możliwość postawienia sobie na półce albumu który sam nagrałem było dla mnie trochę jak przysłowiowe „wybudować dom, posadzić drzewo…”.

 

Wygląda na to, że lubicie też gadżety związane z muzyką, stąd choćby zapalniczki Keep The Fire, albo bardzo limitowany nakład tej EP w postaci kasety magnetofonowej?

 

Piotrek: Nawet wtedy, kiedy tylko chodziłem na koncerty Mad Teacher, chłopaki zawsze chcieli zrobić coś więcej niż wejść na scenę, zagrać set i zejść. Dobrze pamiętam kilka tematycznych koncertów, na przykład koncert pod hasłem „Koń jaki jest, każdy widzi” – do biletu dostałem kostkę cukru (śmiech). Teraz jesteśmy odrobinę dojrzalsi, ale cały czas chcemy żeby występ był czymś więcej – i czuję, że wychodzi nam bardzo dobrze. Moment kiedy na pierwszym koncercie „Keep The Fire” słuchacze zapalili swoje zapalniczki (które były biletami wstępu) był bezcenny.

 

Pudel: Kasety wymyśliliśmy jako preorder EP-ki – widzieliśmy ile nam brakuje do wydania na CD, ale chcieliśmy dać coś fanom jak najszybciej. Pomysł był spontaniczny, trochę szalony, a sposób produkcji w 100% partyzancki. Okładki projektowaliśmy i wycinaliśmy ręcznie, a kasety nagrywałem na pożyczonym od kumpla magnetofonie Unitra. Wyszło zaskakująco dobrze jak na tak dziki pomysł, ludzie naprawdę fajnie to przyjęli.

 

Obserwuję na koncertach, że analogowe nośniki dźwięku cieszą się coraz większym zainteresowaniem słuchaczy – może i streaming jest wygodny, ale ludzie w gruncie rzeczy wciąż mają potrzebę posiadania winylowych płyt i kaset, a do tego również kompaktów?

 

Marek: Na pewno są tacy ludzie. Pudel ostatnio dzielnie kolekcjonuje winyle, ja natomiast mam w kolekcji jakieś 150 płyt CD i staram się coś do niej dorzucić od czasu do czasu. Ludzie w środowisku metalowym chyba wciąż to „czują”. Zresztą poza bezpośrednim wsparciem zespołu, fajnie zrobić sobie jakąś pamiątkę z gigu, zwłaszcza jeśli człowiek dobrze się bawił.

 

Piotrek: Samo odtwarzanie muzyki z fizycznego nośnika jest też swego rodzaju celebracją, zdecydowanie większą przyjemnością niż kliknięcie „play” w telefonie. Lubicie chyba to uczucie kiedy włączacie odtwarzacz, wyciągacie nośnik z opakowania i tak dalej? Mam wrażenie że dzięki temu uważniej słucha się muzyki.

 

Pudel: O, właśnie to – widzę wielką wartość w skupionym słuchaniu albumu, do tego więcej niż jeden raz – w ten sposób można odkryć coś więcej, nauczyć się jak artysta patrzy na świat i naprawdę to docenić. Widzę, że dużo łatwiej mi się skupić kiedy wrzucam sobie ulubiony winyl na gramofon, niż kiedy włączam Spotify „żeby coś brzęczało” – chociaż nawet wtedy lubię słuchać albumami, i staram się przesłuchać każdy przynajmniej dwa razy.

 

Domyślam się, że dysponujecie znacznie szerszym programem – co sprawiło, że akurat tych pięć utworów złożyło się na „Keep The Fire”?

 

Marek: Mieliśmy chyba jakiś bardziej skomplikowany proces decyzyjny, ale nie pamiętam już wszystkich szczegółów. Chyba wyszło dobrze, choć po czasie wydaje mi się, że dobrałbym te utwory trochę inaczej. W moim odczuciu osiągnęliśmy pewną spójność, zarówno w warstwie brzmieniowej, jak i ogólnego konceptu – i jestem z tego bardzo zadowolony.

 

Pudel: Cel był prosty – stworzyć materiał, który pokaże kim jesteśmy i co mamy do powiedzenia. Proces był demokratyczny – przejrzeliśmy cały repertuar i głosowaliśmy, które utwory wchodzą. Pamiętam, że byliśmy naprawdę zgodni – co w tym składzie jest dość nietypowe (śmiech). „Neverwhere” pokazuje nas jako zespół heavymetalowy, „Anyway” jest mocno zakorzeniony w latach 80.; „Speed” to list miłosny do niemieckiego power metalu, „Beneath The Crown” ma mocne wpływy cięższych gatunków, a „Keep The Fire”… jest mieszanką wielu inspiracji, więc chyba najlepiej pokazuje nas takich jakimi jesteśmy – ambitnych, pokręconych i pełnych entuzjazmu. Trochę rollercoaster, ale mam nadzieję, że to interesująca przejażdżka.

 

Można więc zakładać, że w miarę szybko pojawi się wasze kolejne wydawnictwo, może już długogrające? Będziecie szukać dla niego wydawcy, czy też ponownie opublikujecie je samodzielnie?

 

Marek: Zobaczymy co przyszłość przyniesie. Trochę musimy się zmierzyć z tym, że format albumu powoli umiera. Z drugiej strony w środowisku hardrockowym i metalowym wciąż wzbudza jakieś zainteresowanie. W każdym razie zbieramy powoli pomysły na jakieś luźne koncepcyjnie wydawnictwo. Czy ukaże się naszym własnym nakładem, czy ze wsparciem wytwórni – to się jeszcze okaże. Na razie chcielibyśmy trochę wrócić do życia i przygotować jakąś stosowną „celebrację” EP-ki, bo jeszcze nam się to nie udało.

 

Pudel: No cóż, przed nami dużo pracy i na pewno sporo niespodzianek. Na ten moment – materiał powstaje, dyskusje trwają, trzymajcie kciuki. Dzięki za wywiad, to była dla nas wielka przyjemność. Do zobaczenia, no i przede wszystkim – Keep The Fire!

Wojciech Chamryk

142_badtaste-baner156x600.png 141_baner158x600.gif 140_fatum-158x600-singiel.png 144_mag_158x600px_72_dpi.jpg 143_eskalacja-singiel-158x600-singiel.png

Goście

3916185
DzisiajDzisiaj462
WczorajWczoraj1078
Ten tydzieńTen tydzień1540
Ten miesiącTen miesiąc21612
WszystkieWszystkie3916185
18.232.59.38