Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 84sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

lamb of god kreatorpw m

crystal viperbs m

beast in blackpw m

helliconx metal festival 2023nwpskx m

helstarbs m

soilwork i kataklysmpw m

metal hammer festival 2023knl m

hard rock heroes festival 2023 1nwpskx m

blind guardian plakatnwpskx m

„Bez szufladkowania” (Arcane Dust)

           

Ta łódzka formacja nie jest  jeszcze szerzej znana, ale za sprawą nowego albumu „Etched Upon Thee” ten stan rzeczy może szybko ulec zmianie. Death metal w wydaniu Arcane Dust jest bowiem z jednej strony brutalny i bezkomporomisowy, ale przy tym dopracowany technicznie i wielowymiarowy. Problemy personalne i pandemia nie dały im rady, a dobre przyjęcie długogrającego debiutu tylko utwierdza zespół w przekonaniu, że warto skupić się na stworzeniu kolejnej płyty.

                     

HMP: Dość szybko od momentu powstania zespołu wydaliście debiutancki MCD „La Loba”, po czym  dopadła was chyba proza życia i jakiś czas borykaliście się z problemami personalnymi, etc.?
Arcane Dust: Na dosyć długą przerwę między albumami miały wpływ trzy czynniki. Pierwszy to zdecydowanie aspekt dotyczący finalnego składu zespołu, który formował się przez dłuższy czas. Drugi to oczywiście pandemia, która wiązała się ze zwolnieniem tempa między innymi na płaszczyźnie muzycznej. Ostatnia sprawa to fakt, że staraliśmy się dopracować album we wszystkich szczegółach.

Zamiana w przypadku Marcina Grzelińskiego gitary na perkusję była rezultatem przemyślanej decyzji, czy raczej aktem desperacji, żeby zespół znowu mógł zacząć w pełni funkcjonować?

Na rynku jest dość znaczący deficyt perkusistów, zwłaszcza na tyle dobrych, żeby poradzić sobie z dość wymagającą muzyką jaką jest death metal. Jest więc faktem, że w pewnym momencie byliśmy lekko zdesperowani, albo brakiem perkusistów, albo takimi, którzy nie mogli poradzić sobie z zagraniem odpowiednich partii perkusyjnych. Grzelu w pewnym momencie w akcie desperacji usiadł za perkusją i pokazał co potrafi, co zrobiło na nas wszystkich duże wrażenie. Po przemyśleniu tematu postanowiliśmy pójść w tę stronę. W głębi serca wiedzieliśmy, że w przeciwnym razie trudno będzie ruszyć z miejsca.

To rozwiązanie chyba się sprawdziło, skoro nie szukaliście już dłużej perkusisty, tylko kolejnego gitarzysty na zwolnione miejsce?

Poszliśmy trochę ryzykownie; atutem było to, że Grzelu dobrze znał materiał, w przeszłości miał już do czynienia z perkusją, towarzysko też wszystko się między nami zgadzało. Wykonał dużą pracę, dołożył talentu i dał radę. Z perspektywy czasu można więc powiedzieć, że była to dobra decyzja. Przy okazji tej zmiany powstała potrzeba znalezienia drugiego gitarzysty i w naturalnym odruchu uderzyliśmy od razu do Wojtka. Gość nie do końca siedział w death metalu, ale ma otwartą głowę, gra bajeczne solówki, znamy się bardzo dobrze i czemu by nie spróbować. Spróbował i od tamtej pory jest z nami.

Można powiedzieć, że rok 2019 i początek następnego mieliście pod względem koncertowym naprawdę udany, ale w marcu o kontynuowaniu trasy „Of the Cult and the Dust” z Funeral Cult nie było już mowy. Do wyboru było albo odpuszczenie tematu, albo wzięcie się w końcu za nowy materiał i zwyciężyła właśnie ta druga opcja?

W zasadzie zbieraliśmy się już wtedy do tworzenia nowego materiału, lecz okres poszukiwania perkusisty, a później ćwiczenia z Marcinem wszystkich utworów, zabrał nam trochę czasu. Można by powiedzieć szczęście w nieszczęściu. Odwołanie koncertów przez pandemię umożliwiło nam skupienie się na nowym materiale. W wyniku tego, bez pośpiechu napisaliśmy parę fajnych utworów. (śmiech)

Domyślam się, że pandemiczne lockdowny dały wam więcej czasu na pracę nad nową muzyką w domowych zaciszach, skutkiem czego było sporo ciekawych kompozycji czy ich zarysów?

Pierwszy lockdown zaowocował domowej roboty klipem do „Infection” z pierwszej płytki. W mocno humorystycznym klimacie, chociaż nastroje w narodzie nie nastrajały optymistycznie, ale potrzebne było coś dla równowagi. Hula to pewnie gdzieś jeszcze na Facebooku i IG. Później, kiedy można już było wychodzić z domu bez ważnego powodu i spotykać się w wąskim gronie wróciliśmy do prób i oczywiście do pracy, bo w takich okolicznościach najlepiej nam się tworzy. Oczywiście pojedyncze pomysły, riffy, zarysy powstają w domach, ale konkretnego kształtu wszystko nabiera w sali prób. Podsumowując, z materiałem mocniej ruszyliśmy do przodu po zluzowaniu pierwszych ograniczeń.

Pierwsze spotkanie pełnego składu w sali prób musiało więc być ciekawe, czego rezultatem jest znacznie dłuższy niż debiutancki, już długogrający materiał „Etched Upon Thee”?

Myślę, że w kwestii długości albumu pandemia nie miała tutaj wpływu. Tak czy siak w naszych głowach kolejny album jawił się jako dopracowany, znacznie bardziej obszerny materiał niż „La Loba”. Pandemia skutkowała brakiem koncertów, co z kolei na pewno przełożyło się na ilość prób, które mogliśmy poświęcić na tworzenie nowych utworów, oczywiście z mega pozytywnym skutkiem.

Wiele zespołów grających techniczne i jednocześnie mocniejsze odmiany metalu, brzmi zbyt jednowymiarowo, pewnie z racji tego, że ich muzycy słuchają bez wyjątku tego samego. U was musi to wyglądać zupełnie inaczej, skoro warstwa muzyczna tego albumu jest tak urozmaicona, chociaż wciąż w swym rdzeniu oldschoolowo deathmetalowa?

Bazą jest oczywiście death metal, takie mieliśmy od początku założenie. Aczkolwiek każdy z nas – jeśli chodzi o słuchanie – sięga po różne gatunki. Przeważa pewnie szeroko pojęty metal, ale nie tylko. Mamy swoich kultowych wykonawców, ale bywa, że pasjami grzebiemy w czeluściach internetu, wyszukując zupełnie nowe i często nieznane szerzej perełki, które też potrafią inspirować. Wydaje mi się, że pewnie nigdy nie będziemy jednoznacznie określonym gatunkowo zespołem, bo muzycznie, oprócz tej naszej wspólnej, każdy ma też swoją bajkę, z której chce coś przemycić. I absolutnie nie jest to problemem, przeciwnie, postrzegam to jako wartość dodaną i motor napędowy do tworzenia. De facto, to co tworzymy jest niejako wypadkową naszych indywidualnych zajawek.

Nie zapominacie też jednak o konkretnym łojeniu, ale również z zastrzeżeniem, iż death metal wzbogacacie elementami blacku, a nawet doom metalu – nie ma nic gorszego niż monotonia?

Faktem jest, że lubimy urozmaicać naszą twórczość. Najprawdopodobniej wynika to z tego, że każdy z nas nie tylko death metalem żyje, lubimy dobry heavy, black, thrash, doom, techno, szanty, sisco (śmiech) i wiele, wiele innych. Po prostu nie szufladkujemy się. Czasem gdy tworzymy numer odrzucamy wiele tematów, ponieważ zdarza nam się po prostu przeginać z tą różnorodnością. Staramy się jednak nie zapominać o death metalu jako tej głównej myśli przewodniej.

Pomaga w tym również różnicowanie partii wokalnych – opis z okładki nie pozostawia cienia wątpliwości, ale brzmi to tak, jakby Arcane Dust miał jednak dwóch wokalistów. I pomyśleć, że kojarzyłem Marcina przede wszystkim jako klawiszowca Gemini Abyss... (śmiech).

Bardzo dobrze! Partie wokalne są różnicowane przez Czyżola, od screamu po growl, ale faktycznie drugi głos na płycie również się pojawia i zawdzięczamy go Grzelowi. Z pewnością charater wokalu Czyżola jest zupełnie inny niż w Gemini Abyss, ale jest to zmiana, której on też potrzebował.

Ludzi wielu talentów w zespole wam nie brakuje – w przypadku Marcina była już mowa o zmianie instrumentu, ale jest on również autorem tekstów, idąc niejako w ślady choćby Neila Pearta z Rush?

Prawda, stara się chłopak (śmiech). Do pewnego momentu teksty pisały nam głównie żona Wasyla, co nie do końca Grzelowi pasowało. Stwierdził, że skoro mamy możliwość przekazać w tekstach kawałków coś NASZEGO, to powinniśmy to wykorzystać i po raz kolejny wziął sprawy w swoje ręce. Tak jak było z perkusją, uznaliśmy jednogłośnie, że się do tego nadaje. Poza tym, że dobrze się słucha tych tekstów (albo czyta, bo czasem trudno je zrozumieć), pasują do klimatu utworów i świetnie się w nie wtapiają. Ponadto widać po Grzelu, że spełnia się w kolejnej roli, którą sobie przydzielił i niech mu zawsze idzie tak, jak dotąd.

Są one bardzo nieoczywiste, o ile zdołałem coś wychwycić tak ze słuchu – pisanie o niczym czy powielanie metalowych szablonów w trzeciej dekadzie XXI wieku byłoby czymś już nie tylko śmiesznym, ale trywialnym, nawet jeśli wiele innych zespołów wciąż tkwi w niszy kilku ogranych do cna, „prawdziwie metalowych”, tematów?

Nie jest to chyba nowością, że w takiej muzyce teksty pełnią rolę drugorzędną i rzadko zdarza się, żeby ktoś się w nie wsłuchiwał. Dlatego nie oceniamy innych zespołów pod tym względem – są zespoły, których liderzy nie kryją się z tym, że są beznadziejnymi tekściarzami, jak chociażby mówił o sobie Alexi Laiho z Children Of Bodom, których muzyka jest świetna i ponadczasowa, a raczej nikt nie ma do nich pretensji o teksty. Niemniej warto jest mieć coś do zaoferowania komuś kto się jednak nad nimi pochyli – Arcane Dust ma ten punkt „odhaczony”, ponieważ w te teksty wkładane jest i serce, i dusza. Prawda – tematy,  które poruszamy nie należą do  banalnych. Ponadto nasze teksty są na tyle uniwersalne, że każdy może je odczytać po swojemu, mimo tego, że Grzelowi chodzi w nich o bardzo konkretne rzeczy (przynajmniej tak mówi, ale nigdy nie chce się przyznać jakie).

Chyba obecnie przy takim podejściu zdecydowanie łatwiej jest dotrzeć do słuchaczy spoza typowo metalowej stylistyki, ceniących w muzyce otwartość czy oryginalność, niezależnie od tych wszystkich klasyfikacji i szufladek czy gatunkowych podziałów?

Ponoć o gustach się nie dyskutuje. Ciężko wyrokować do kogo konkretnie trafi nasza muza, ale mimo wszystko spodziewamy się też wielu odbiorców spoza metalowych klimatów. Uważamy naszą muzykę za dość różnorodną, żywą, niejednostajną, co w metalu nie zawsze jest takie oczywiste, więc jeśli ktokolwiek to dostrzeże i doceni będzie znakiem, że warto podążać tą drogą.

Dobrą metodą w tym przypadku wydaje się dzielenie scenicznych desek z nieco odmiennie grającymi zespołami, nie tylko na festiwalach, ale też na przykład w klubach macie już coś takiego za sobą, sprawdziło się, czy jednak niekoniecznie? 

Nieco odmiennie na pewno tak, ale moim zdaniem trzeba zachować umiar w lawirowaniu stylami zespołów grających na jednym koncercie, szczególnie podczas niewielkich imprez klubowych. Organizując koncerty staramy się zachować spójność stylistyczną. Duże festiwale rządzą się innymi prawami. Znacznie większe grono odbiorców, wieksza ilość kapel, tam na pewno można poszaleć z różnorodnością w muzyce.

Generalnie mamy dziwne i jednocześnie ciężkie czasy, kiedy ludziom nie chce ruszyć się czterech liter na koncert, albo nie mają na takie zbytki pieniędzy, a kapel i koncertów jest multum. Budzi to w was obawy co do dalszych losów Arcane Dust czy generalnie podziemnej sceny metalowej? Bo ile można dokładać do interesu, grać dla garstki zajomych czy sprzedawać symboliczne nakłady płyt?

Jeszcze 20-25 lat temu – a część z nas pamięta te czasy bo zaczynała wtedy przygodę z graniem – trend był odwrotny. Zespołów nie było aż tak dużo, natomiast zapotrzebowanie na koncerty wśród fanów było ogromne. Każdy koncert to było wydarzenie, szło się wyszaleć, posłuchać muzyki, wypić piwo ze znajomymi. Dziś w dobie internetu znacznie trudniej wyciągnąć ludzi z domu, choć nowoczesne sposoby komunikacji pozwalają na dotarcie z informacją praktycznie do każdego. Nie wiem jaka przyszłość czeka scenę metalową, raczej jestem spokojny, że nie zginie. Na razie wydaje się być niszowa, ale może w tym właśnie urok – nie masowość, a elitarność świadczy o wyjątkowości (śmiech). Trzeba próbować docierać ze swoją muzyką gdzie się da, być konsekwentnym, a na końcu przede wszystkim czerpać z tego frajdę. U nas póki co jest ogień, cieszymy się na każdy koncert, każdą próbę i spotkanie. Dopóki tak jest, jestem spokojny o los Arcane. 

 „Etched Upon Thee” jest też dostępna w sieci Empik – w sklepie stacjonarnym co prawda jej nie widziałem, ale na stronie owszem. Słyszałem od muzyków różnych zespołów, że w ich przypadku skończyło się to sprzedaniem jakiejś symbolicznej ilości płyt. Liczycie, że w waszym przypadku będzie inaczej, dzięki czemu zespół przetrwa i nagra kolejny album?

Już pomijając to, że nośnik CD z biegem lat coraz bardziej idzie w odstawkę, nie spodziewaliśmy się takiego odzewu i zainteresowania „Etched Upon Thee”. Któregoś pięknego dnia dotarła do nas informacja, że zajęliśmy 55. miejsce na liście bestsellerów Empiku w kategorii ciężkie brzmienia, co jest dla nas niespodziewanym, ale bardzo znaczącym kamieniem milowym w naszej działalności. Dla artysty to największe wyróżnienie – widzieć, że ktoś z przyjemnością słucha twoich wypocin. Takie chwile napędzają do działania i dlatego mamy mnóstwo energii, żeby stworzyć więcej pięknych rzeczy. Arcane Dust przetrwa jeszcze niejedną pandemię lub czort wie jeszcze jaką klęskę. Na pewno wrócimy z nowym albumem...

Życzę więc wam tego z całego serca i dziękuję za rozmowę!

Wojciech Chamryk

139_mag_baner2.png 142_mag_baner5.png 138_mag_baner1.png 141_mag_baner4.png 140_mag_baner3.png 143_mag_baner6.jpg 144_mag_158x600px_72_dpi.jpg

Goście

4223043
DzisiajDzisiaj122
WczorajWczoraj2055
Ten tydzieńTen tydzień2177
Ten miesiącTen miesiąc13323
WszystkieWszystkie4223043
3.93.74.25