GLENN HUGHES - Chosen
(2025 Frontiers)
Autor: Andzia
Tracklist:
1. Voice In My Head
2. My Alibi
3. Chosen
4. Heal
5. In The Golden
6. The Lost Parade
7. Hot Damn Thing
8. Black Cat Moan
9. Come And Go
10. Into The Fade
2. My Alibi
3. Chosen
4. Heal
5. In The Golden
6. The Lost Parade
7. Hot Damn Thing
8. Black Cat Moan
9. Come And Go
10. Into The Fade
Glenn jak wino, czym starszy tym więcej wyłania się w jego muzyce klasy. Nie subtelności, nie wyrafinowania, nie klarowności. To porównanie do wina dotyczy tego, co Glenn mówi o sobie samym. Ten krążek to najlepsze, co do tej pory stworzył solo. Nie będę tu przytaczał z kim i kiedy nagrywał czy tylko występował. Bo Glenn - jak to się mówi potocznie - grał ze wszystkimi J. ”Chosen” to dziesięć utworów, trochę ponad 50 min. Album mocno hardrockowy, przejrzysty, a przede wszystkim nie można się nudzić podczas słuchania. Pomimo że lubimy wielu wykonawców, to niekiedy ich albumy są bardzo nierówne: jakby był to zbiór piosenek przed chwilą wyciągniętych z szuflady i nagranych na kolanie. Na ”Chosen” dostajemy wszystko zgrabnie poukładane. Na początek duży frontalny kop. Dynamiczny pulsujący ”Voice in My Head”. Proszę o uważne zagłębienie się w tekst tego utworu. Dopełnia wszystkie nutki w nim zagrane. Dalej jest podobnie, może już nie tak ostro i brawurowo, ale równie i z pełnym okrągłym, nasączonym licznymi smakami brzmieniem. Album słucha się jednym haustem. Porównam to do tzw. menu degustacyjnego, no powiedzmy w restauracji z ”gwiazdką”. Te utwory to takie mikro dania. Dania wykwintne, podawanie na srebrnych łyżeczkach. Słychać też na tym krążku, że Glenn lubił zespoły w których grał. Przykładem jest ”The Lost Parade”. Początek to riff jakby zapożyczony od Tony’go Iommi. ”My Alibi” to akurat lekko przypomina mi dokonania rewelacyjnego Audioslave. Tam Glenn akurat nie grał, ale może kiedyś to nastąpi. Szkoda tylko, że to prawdopodobnie ostatni solowy album Glenna, tak przynajmniej opowiadał w jednym ze swoich najnowszych wywiadów. Szkoda, mam nadzieję że zmieni zdanie i nie odpuści oraz znajdzie chwilę czasu na nagrania. Czego sobie, Glennowi i Wan życzę. Resztę smaczków poszukajcie już sami. Życzę smacznego.
(5/6)
Andzia






