Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 95sm

Szukaj na stronie

 
 UWAGA !!! 
         
Drukowaną, kolekcjonerską wersję 
 HMP Magazine 
możecie zamówić pisząc na adres:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.
 
 

Wishbone Ash - Wiedeń - 14.01.2026

WISHBONE ASH - Reigen, Wiedeń - 14.01.2026

Klasa. Gdybym miał wskazać tylko jedną heavy metalową inspirację z klasą, bez wahania wymieniłbym Wishbone Ash. Dopiero w następnej kolejności pomyślałbym o Biblii, garniturze Bonneta, literaturze pięknej czy Wagnerze. Tamte rzeczy są abstrakcją, ten zespół jest żywy.

Wishbone Ash uchodzi za jeden z pierwszych zespołów rockowych opierających swoją muzykę na ataku podwójnych harmonii gitarowych. Nikt przed nimi nie wykorzystywał dwóch prowadzących instrumentów w tak zadziorny, a przy tym epicki sposób. Klasyfikuje się ich często jako rock progresywny, ale nie dlatego, że wymagali od słuchaczy progresywnego ucha, tylko dlatego, że ich partie instrumentalne opowiadały historie bez użycia słów. Czasami słowa ich liryków miały wyjątkowo dosadne znaczenie (np. „Rock N’Roll Widow” z 1974 roku o śmierci fana podczas ich koncertu, manifest wolności „Warrior” z 1972 czy transformacja duszy w „Phoenix” z 1970), zazwyczaj niosły konkretne przesłanie, ale najbardziej urzekające były ich partie instrumentalne, a nie wokale. To w gitarach tkwiła ich klasa.

Obecnie gitarzysta i wokalista Andy Powell jest jedynym oryginalnym muzykiem prawdziwej wersji Wishbone Ash (istnieje jeszcze nieudana wersja zespołu basisty Martina Turnera). Podczas występu, jaki miałem przyjemność zobaczyć w Wiedniu, z radością obserwowałem, że Andy jakby odmłodniał w porównaniu z jego formą z Basingstoke i Londynu w październiku 2023 roku, gdzie widziałem go w akcji poprzednim razem (patrz wywiad w HMP88, str. 86). To mnie pozytywnie zaskoczyło, ponieważ w międzyczasie zdarzyło mu się odwołać kilka występów ze względu na stan zdrowia (oficjalne ogłoszenie z 14 stycznia 2025 roku o przesunięciu części trasy koncertowej po wizycie Andy’ego w Szpitalu Uniwersyteckim w niemieckim Tübingen pod Stuttgartem, gdzie lekarze zabronili mu nawet mówić z powodu nadwyrężonych strun głosowych). W prawie wszystkich partiach wokalnych w Wiedniu bez skrępowania wspomagał go basista Bob Skeat. Ich śpiewanie unisono brzmiało dobrze.

W Wiedniu zwróciłem uwagę, jak bardzo w show zaangażowani są również pozostali muzycy Wishbone Ash. Bob Skeat może i uśmiechał się nieco mniej niż dawniej, ale najważniejsze, że intensywnie eksponował swoje fantastyczne pochody basowe. Oczywiście wstęp w „F.U.B.B.” (1974) należał do niego, ale w wielu innych fragmentach koncertu dominował na pierwszym planie, odważnie podchodząc przy tym bliżej publiczności. Bob Skeat ubiera się sztywno, jak na wieczór w luksusowej restauracji, ale jest przy tym bardzo fotogeniczną postacią. Udanie reprezentuje dziedzictwo Wishbone Ash, a jednocześnie wykazuje się mnóstwem własnej inwencji i wysmakowanym wyczuciem stylu.

Gitarzysta Mark Abrahams mógł być wcześniej kojarzony jako tylko (albo aż) ten drugi gitarzysta Wishbone Ash. Trochę w tym ironii, bo przecież przypomnieliśmy już sobie, że atak nie jednego, a dwóch gitarzystów prowadzących pełni kluczową rolę w charakterystyce tego zespołu. Mark Abrahams najwidoczniej nie zamierza jednak ograniczać się do pomagania. Zachwyca bowiem własnym kunsztem w ogromnej części indywidualnie prowadzonych solówek. To, że na własnej stronie internetowej proponuje rozmaity merch z napisem „Mark Abrahams”, nie wynika z jego ego, tylko z faktycznego potencjału, by zaistnieć w przyszłości jako odrębna osobowość sceniczna.

Nawet nowy perkusista, Windsor McGilvray, miał swój moment, gdy zaakcentował pojedynczym uderzeniem punkt kulminacyjny „Phoenix” (1970). Zastąpił on na początku 2026 roku Mike’a Truscotta. Windsor podpisuje się na LinkedInie jako „World Class Professional Drumming Musician and Inspirational Educator”, co zgadza się z jego ponad dwudziestoletnią rolą wykładowcy w Academy of Contemporary Music w angielskim Guildford, Surrey.

Koncert w Wiedniu był częścią trasy o nazwie Time Was. Brzmi melancholijnie, trochę gorzko. Ale to na pewno nie jest tak, że kiedyś to oni grali fajnie, a teraz pozostały już tylko wspomnienia. Wishbone Ash żyje i daje radę. Ich koncerty nadal wywierają wrażenie na publiczności, kapela wciąż dostarcza mocy niezapomnianych doznań i utrzymuje realny kontakt z fanami, zamiast stawać się posągami rockowej historii. Setlista zeszłorocznej trasy Wishlist Tour bazowała na życzeniach (fani mogli głosować), trochę więc odświeżono repertuar. Z nieco mniej oczywistego dorobku usłyszeliśmy w ramach Time Was Tour m.in. „Way Down South” (2014), „Wings of Desire” (1991) i „Faith, Hope and Love” (2002). Osoby ceniące przede wszystkim najstarsze płyty Wishbone Ash mogły nie rozpoznać „Eyes Wide Open” (2006), ale warto odnotować, że akurat ten utwór musiał być dla Andy’ego szczególny, skoro posłużył się nim w tytule swojej autobiografii „Eyes Wide Open. True Tales of a Wishbone Ash Warrior”, która ukazała się w 2015 roku. Było to już po albumie „Clan Destiny” (2006), zawierającym właśnie „Eyes Wide Open”, a przed premierą książki zespół wydał jeszcze takie albumy studyjne jak „The Power of Eternity” (2007), „Elegant Stealth” (2011) i „Blue Horizon” (2014).

Zazwyczaj na koncertach używam (i polecam) zatyczek do uszu, bo jednocześnie chronią słuch, a przy tym wzmagają selektywność instrumentów. W Reigen tym bardziej słyszałem, że jakość dźwięku jak na średniej wielkości klub była znakomita. Te pomarańczowe wzmacniacze i gitary w kształcie Flying V wybrzmiewały soczyście i klarownie. Obsługa techniczna spisała się wzorowo.

Publiczność austriacka nie była wcale sztywniejsza od typowej publiczności niemieckiej. Stałem między pierwszym a trzecim rzędem i nie gapiłem się za siebie, ale sala była pełna ludzi. Widziałem osoby w każdym przedziale wiekowym dorosłości, a ci z przodu reagowali entuzjastycznie: rozmawiali z Andym podczas konferansjerki między utworami, ruszali się, robili zdjęcia i ewidentnie chłonęli dźwięki. Panowała atmosfera celebracji klasycznego rocka, ale w imprezowym wydaniu. Starsze osoby również świetnie się bawiły. Zapewne większość czuła się tak, jakby odjęło im lat.

Dla mnie osobiście występ Wishbone Ash w Wiedniu okazał się wyjątkowym przeżyciem z jeszcze jednego powodu. Do stolicy Austrii wybrałem się w środku zimy, by uczcić swoją podwójną osiemnastkę. Droga z Wrocławia do Wiednia zajmuje trochę czasu, dlatego po drodze zrobiłem sobie jednodniowy przystanek w Pradze. Gdy już dotarłem do tradycyjnego klubu bluesowo-jazzowego Reigen, po cichu zjadłem tradycyjny wiedeński sznycel, popijając tradycyjnym craftowym piwem Ottakringer (1837, Wiedeń). Zrobiłem to ku irytacji kelnerów, którym wyraźnie nie spodobało się, że zająłem stolik sam w czasie, gdy spodziewali się sporego ruchu.

Już za moment Wishbone Ash wystąpi w Polsce aż cztery razy:
12 lutego w Warszawie (Terminal Kultury Gocław)
13 lutego w Poznaniu (Klub Tama) – piątek trzynastego
14 lutego w Gdyni (Ucho) – walentynki
16 lutego w Pszczynie (Pszczyńskie Centrum Kultury)

Idziecie tam sami, czy z trzypokoleniowymi rodzinami?

Sam O’Black

ma_week_gif-gif.gif le_orme_word_new_158x600.gif rosalie-_unningham_baneryv2_17.gif maiden_united_bannery-v70_01.gif mrpun_h-158x600.gif

Goście

7409058
DzisiajDzisiaj2851
WczorajWczoraj4885
Ten tydzieńTen tydzień7736
Ten miesiącTen miesiąc47658
WszystkieWszystkie7409058
18.97.14.89