Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 95sm

Szukaj na stronie

 
 UWAGA !!! 
         
Drukowaną, kolekcjonerską wersję 
 HMP Magazine 
możecie zamówić pisząc na adres:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.
 
 

Bonfire - Poczdam - 31.10.2025

BONFIRE, White Tygër, Kobi Reese - Poczdam - 31 października 2025

Stolica Prus, Poczdam. Główny ośrodek niemieckiego filmu z Parkiem Sanssouci najeżonym masońskimi artefaktami takimi jak dziwne piramidy. To tu, w Nowym Ogrodzie, odbyła się w 1945 roku Konferencja Poczdamska, która zadecydowała o kształcie powojennej granicy polsko - niemieckiej.

W tym też mieście, położonym zaledwie kilka kilometrów na południowy zachód od Berlina, osiemdziesiąt lat później dokładnie w Halloween, odbył się koncert trzeciego po Scorpions i Accept największego niemieckiego zespołu heavy metalowego, Bonfire, wraz z towarzyszącymi mu supportami w postaci Kobi Reese oraz White Tygër. To samo w sobie jest zaskakującym zestawieniem, dlatego że w latach 2013 - 2016 w Bonfire śpiewał legendarny David Reece, który przy innej okazji tłumaczył, że zmienił szyld swojego solowego zespołu z Reece na David Reece, bo promotorzy w tym samym czasie bukowali i jego, i zespół Reece.

W ogóle, największym argumentem przemawiającym na korzyść Kobi Reese, jest wiek jego lidera. Przybyły z New Jersey wokalista ma zaledwie piętnaście lat, a wygląda i odnajduje się na deskach estrady tak, jakby Axl Rose nigdy nie marnował się w chórze kościelnym. Jego występ trwał tylko pół godziny, ale był niezwykle żywiołowy i natychmiast narzucił ton całej imprezie. Chłopak rozruszał najbardziej statecznych Niemców i zrobił wszystko, co się dało, by zapaść nam ze swoim potencjałem i autentyczną rock'n'rollową duszą w pamięci. Towarzyszący mu instrumentaliści byli technicznie sprawni i również wykazali się rockową pasją i charyzmą. Oprócz kilku autorskich numerów, usłyszeliśmy kowery Dokken "Into the Fire" (1984) i Night Ranger "Don't Tell Me You Love Me" (1982).

Co warte odnotowania, gitarzysta i wokalista drugiego występującego tego wieczoru zespołu, czyli Nip Turner z White Tygërs, miał na sobie koszulkę Kobi Reese. Oba zespoły promują obecnie swoje debiutanckie longplaye z autorskim materiałem. Odpowiednio, "Breaking Ground" (2025) i "This is the Life" (2022), zawierają solidny kawał soczystego hard rocka z hair metalowym sznytem. Pod względem wizualnym, muzycy White Tygërs przypominają jednak z postury bardziej Zakka Wylde'a. Czterdziestopięciominutowy set Anglików z Wolverhampton (czytaj: mini - Birmingham) nie zawierał kowerów, od których dziesięć lat temu zaczynali (m.in. Metallica, AC/DC, Mötley Crue), za to oprócz utworów z LP "This is the Life" (2022), do setlisty włączyli również kawałki z EP "Back to the Class" (2024), co też świadczy, że nie stoją w miejscu, tylko próbują nowych rzeczy i się rozwijają. Ich nowy perkusista Toby Ventura dostał przy okazji dołączenia do kapeli okazję na zaprezentowanie oddzielnego sola, co jeszcze bardziej zaangażowało publiczność do dwustronnej interakcji. Same te dwa koncerty były już warte obecności w istniejącym od 1896 roku obiekcie kulturalnym Lindenpark.

A jeszcze nie opowiedziałem Wam przecież o występie głównej gwiazdy, Bonfire. Dobra muzyka broni się sama, ale Bonfire śmiało można zaliczyć do ścisłej czołówki ciężkiego niemieckiego rocka nie ze względu na refreny i aranżacje, tylko za sprawą ich znaczenia historycznego: mianowicie powstali w 1972 roku. Można polemizować, że długo funkcjonowali pod nazwą Cacumen, wydawniczo Bonfire zadebiutował dopiero w 1986 roku a z oryginalnego składu ostał się tylko gitarzysta Hans Ziller, ale nikt im tego historycznego znaczenia nie odmawia: Bonfire to po prostu pionierska instytucja. Hans Ziller utrzymuje ten status żelazną ręką. W pewnym momencie przerwał koncert i zapytał, oczywiście po niemiecku, jak nazywała się pierwotna nazwa Bonfire, po czym zaprosił na scenę dwie panie z widowni, które jako pierwsze krzyknęły Cacumen, by wręczyć im podpisane na miejscu egzemplarze jego autobiografii "Rock'n'Roll Survivor" (2024). Tyle w kwestii rangi zespołu.

Jak możecie się domyślić, koncert Bonfire rozpoczął się intrem pochodzącym z ich najnowszej płyty, czyli "Nostradamus" (2025) z "Higher Ground" (2025). Wyrecytował je sam Hans Ziller. Mimo bardzo obszernej dyskografii, ponad połowa setu składała się z dwóch pierwszych longplayów: "Don't Touch the Light" (1986) i "Fireworks" (1987). Za "Nostradamusem" (2025) rozpoczęli od "I Will Rise" (2025), a gdzieś w połowie zaproponowali jeszcze nowość "I Died Tonight" (2025). Poza tym, cały repertuar to były szlagiery z lat osiemdziesiątych. Jeden numer, "Longing for You" (1984), wzięli jeszcze z okresu Cacumen. Mogli to nieco lepiej zrównoważyć. W pewnym momencie gitarzysta Sainted Sinners i Bonfire, Frank Pané, został na scenie sam i zagrał imponujące, orientalizujące solo, a zaraz potem trzydziestodwuletni Włoch Fabio Alessandrini miał swoje na perkusji. Bonfire to obecnie Hans Ziller, ale on zdecydowanie nie jest typem lidera, który sam chciałby błyszczeć, a pozostałych tłamsić. Inni członkowie Bonfire są tu od niedawna: basista Ronnie Parkes i gitarzysta Frank Pané od 2014, natomiast perkusista Fabio Alessandrini i wokalista Dyan Mair od 2022 roku, a jednak to oni byli najbardziej widoczni, bo najwięcej się ruszali, kiedy Hans stał nieruchomo w miejscu. Bronię lidera, ale istnieje też druga strona medalu.

Tuż po wyjściu z Lindenparku, napisałem kilka spontanicznych słów do znajdującego się akurat na trasie we Francji Davida Reece'a (w wolnym tłumaczeniu na język polski): "Cały zespół Bonfire, z wyjątkiem jednej osoby, emanował ogromnym entuzjazmem i radością z bycia na scenie, utrzymując niesamowity kontakt z publicznością. Mimo że stałem w drugim rzędzie, doskonale widziałem, jak świetnie bawi się ta grupa. Najwięcej frajdy miał chyba Ronnie Parkes (bas), a Frank Pané (gitara) zaprezentował się nie tylko jako wirtuoz, ale i doskonały performer. Nowy wokalista, Dyan Mair, wypadł niezwykle pewnie i charyzmatycznie. Z kolei nowy perkusista, Fabio Alessandrini, choć siedział w głębi sceny, miał swoje zasłużone pięć minut podczas solówki na perkusji. Mocno kontrastował z tą energią Hans Ziller (gitara). Koncert Bonfire rozpoczął się zresztą od niego: zaserwował recytowaną zapowiedź o walce dobra ze złem, niejako sam siebie ukazując jako mroczny charakter. Przez całe osiemdziesiąt pięć minut występu Hans grał w ciemnych okularach, wpatrując się głównie w swoją gitarę. Prawie w ogóle się nie ruszał i sprawiał wrażenie jakby nie był w humorze. Ani razu się nie uśmiechnął, nawet wtedy gdy w pewnym momencie sam zrobił konkurs i zaprosił na scenę dwie panie, którym wręczył swoją autobiografię "Rock’n’Roll Survivor" z autografami. Pełen ognia i radości show reszty zespołu kontrastował z chłodnym dystansem lidera". Kontekst: David Reece przestał śpiewać w Bonfire w 2016 roku rzekomo z powodu niedających się pogodzić różnic osobistych i innej wizji twórczej. Ehm, bardzo dyplomatycznie wtedy to ogłosili.

Osiemdziesiąt lat po słynnej politycznej konferencji, Poczdam potrafi się bawić nawet w dniu Zaduszek. I możliwe, że tylko niewdzięczni Polacy zadają sobie pytanie, czy płyty "Breaking Ground" (2025) i "Higher Ground" (2025) miały się w rzeczywistości nazywać "Breaking Ice" i "Higher Ice".

Bonfire wystąpi w Polsce już 10 listopada w Goleniowie. W roli supportu zagra tam warszawski zespół Ballbreaker.

Sam O'Black

mrpun_h-158x600.gif wishbone-ash158x600.gif galahad_158x600.gif rosalie-_unningham_baneryv2_17.gif maiden_united_bannery-v70_01.gif

Goście

7120420
DzisiajDzisiaj4284
WczorajWczoraj5941
Ten tydzieńTen tydzień19703
Ten miesiącTen miesiąc100000
WszystkieWszystkie7120420
18.97.14.82