Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 96sm

Szukaj na stronie

 
 UWAGA !!! 
         
Drukowaną, kolekcjonerską wersję 
 HMP Magazine 
możecie zamówić pisząc na adres:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.
 
 

„Odpowiedni moment” (NoNe)

           

Ta bydgoska grupa miała naprawdę długą przerwę, ale niedawno, po powrocie do składu wokalisty Bartosza i basisty Michała, NoNe nabrali wiatru w żagle. Efekt to ósmy album w dyskografii zespołu, zatytułowany „∞ Beyond The Light”, bardzo dojrzały i dopracowany. Dawni fani na pewno nie będą rozczarowani, a kto wie, może dzięki niemu przybędzie też nowych, których pod koniec lat 90., kiedy NoNe zaczynali działalność, nie było jeszcze na świecie.

                             

HMP: Poprzedni album „VII” wydaliście wieki temu, bo pod koniec 2017 roku. Nie obawialiście się powrotu po tak długiej przerwie, nie zastanawialiście się, czy będzie dla kogo grać?

NoNe: Raczej nikt nie myślał w tych kategoriach. Bardziej zastanawiało nas przez ostatnie lata z kim grać. Dopiero jak Bartek Chupa rzucił propozycję, że można by było zagrać razem koncert pamięci Olka Mendyka, a przy okazji uczcić 40 urodziny „Chupy”,  to był to impuls, zapalnik do myślenia o powrocie.

Co sprawiło, że milczeliście tak długo? Każdy kolejny miesiąc i rok sprawiały, że  było wam coraz trudniej wrócić do pełnej aktywności?

Odejście Łukasza Paha podcięło nam skrzydła. Nie widzieliśmy nikogo wolnego, kto mógłby śpiewać w NoNe.  Z Bartkiem nie mieliśmy wtedy kontaktu. Szukaliśmy z Demolką rożnych śpiewaków, ale nikt nie trafiał w nasze gusta. Nawet jak ktoś się nam podobał, to był już w innym zespole. Po prostu trzeba było to przeczekać. Każdy miał swoje inne zespoły, więc aktywność muzyczna była cały czas.

Jednocześnie nie pozwalaliście o sobie zapomnieć, bo już przed kilku laty wasze wydawnictwa pojawiły się w streamingu. Tak na dobrą sprawę nie funkcjonowaliście, ale zależało wam na tym, żeby wasza muzyka była wciąż dostępna, nawet jeśli tylko w formie cyfrowej?

No, przez lata technologia rozwinęła się w kierunku streamingu. Ale w sumie o tym, że muzyka pojawiła się na platformach zadecydował fakt, że odzyskaliśmy prawa do starszych płyt i mogliśmy wrzucić je na nasz profil.

Łukasz spędził w NoNe kilka ładnych lat, ale w końcu wasze drogi się rozeszły. Myśl o powrocie Bartosza była czymś naturalnym, zwłaszcza, że niejako cały czas pozostawał w kręgu zespołu?

Poniekąd cały czas liczyliśmy po cichu, że Bartek zatęskni za śpiewaniem w  NoNe, ale musiało to po prostu trochę potrwać.  Każdy z nas dorósł, zarówno muzycznie jak i życiowo, przez te lata. Pomimo tego, że szukaliśmy wokalisty na miejsce Łukasza, to nikt nam nie pasował tak jak Bartek. Dlatego czekaliśmy na odpowiedni moment-impuls, aż wszyscy stwierdzą "now it’s the right time".

Wasz koncertowy powrót, w dodatku w wyjątkowych okolicznościach, bo na poświęconym Olassowi Black Star Fest, był takim swoistym katalizatorem, to od niego wszystko zaczęło się na nowo?

Nie było planu jakiegoś powrotu zespołu. Mieliśmy zagrać koncert dla Olka i tyle. Przy okazji Bartek miał 40-stkę. Impuls pojawił się na scenie. Grało nam się tak fajnie jak za starych, dobrych czasów. Po koncercie wszyscy jak stali stwierdzili: pany to była piękna sztuka trzeba to robić dalej. Wtedy uznaliśmy że wracamy.

Jakie uczucia wam wtedy towarzyszyły? Ekscytacja, radość, a może jednak poczucie niepewności, bo jednak rynek muzyczny 10 lat temu i teraz to dwa zupełnie inne światy?

Jak nie myślisz o tym, że musisz odnieść sukces, to się nie stresujesz . Robisz to po prostu z miłości do muzyki. Robisz to szczerze. Pisanie piosenek to piękny dar i przygoda zawsze owiana jakąś niepewnością dokąd nas zaprowadzi. Nam towarzyszyły same pozytywne emocje i myślę, że to słychać na płycie. Teraz czujemy dumę.

Czy z perspektywy lat możecie powiedzieć, że łatwiej było wam zadebiutować oraz przyciągnąć uwagę fanów i mediów przed laty, niż wrócić właśnie teraz, kiedy, nie czarujmy się, czasy dla wartościowej, szczególnie ciężkiej, muzyki nie są zbyt sprzyjające?

Na pewno kiedyś było łatwiej. Był duży wydawca. Były czasopisma i co najważniejsze była telewizja z metalową muzą. Teraz jest internet. Ludzie mają taki wybór, że faktycznie wartościowe często rzeczy znikają i nie mają siły przebicia. Albo odrzuca je algorytm, albo bo po prostu nie ma się funduszy na promocję. No i czasy są według mnie trudniejsze do przebicia. Taka ciekawostka: rozmawiałem ostatnio z kolegą z zespołu disco polo. Oni na promocję jednej piosenki wydają między 150-200 tysięcy złotych. Więc w metalu raczej się to nie uda. Nie ma co tam się mazać, tylko robić swoje

Od razu mieliście takie założenie, że powrót będzie wiązał się z powstaniem nowych utworów, nie mieliście zamiaru bazować tylko na dawnych dokonaniach?

Tak. Chcieliśmy wrócić z nową muzyką. Co prawa na początku był pomysł tylko na singla, żeby go wydać i się przypomnieć. Później zmienił się pomysł że może nie tylko singla, ale EP. Ale jak zaczęliśmy robić numery, to pomysły sypały się jak z rękawa, więc od razu powstała  spora ilość numerów i ciężko byłoby wybrać tylko 3-4 na EP. Mamy płytę i na tym nie kończymy.

Właśnie, początkowo zapowiadaliście krótszy materiał, tworząc najpierw pięć utworów, a potem jeszcze jeden. W takiej sytuacji warto było się sprężyć i skompletować materiał na kolejny album?

Materiału było więcej. W sumie ograniczył nas tylko budżet (czyli tzw. ściepa).W zespole jest demokracja; część chciała EP, część chciała albumu. Ale dobrze ponegocjowaliśmy różne temat, że w danej kwocie udało się zrobić płytę.

Pracując nad poszczególnymi utworami poszliście na żywioł, nikt niczego nie analizował, czy jednak mieliście jakieś wstępne założenia, które staraliście się zrealizować?

Założenie było jedno. Tworzyć piosenki. Chcieliśmy dać Bartkowi dużo miejsca na śpiewanie, skoro mamy go w składzie. Miało być ciężko, ale też bardzo melodyjnie. Reszta wyszła naturalnie z naszego DNA, z uszanowaniem korzeni.

Ósmy album, do tego powstający po najdłuższej w historii zespołu przerwie – odczuwaliście w związku z tym jakąś dodatkową presję?

Absolutnie żadnej. Cieszyliśmy się po prostu faktem, że możemy znów razem sobie coś porobić.  Bez ciśnienia, bez presji. W dobrej atmosferze. Okazało się, że pomysły robią się same i to co jeden to lepszy.  Każdy wnosił swoje uwagi, pomysły dojrzewały. Nazbierało się tego sporo, więc naturalnie zapadła decyzja, że musimy to wydać.

Kiedy okazało się, że fani czekali na wasz powrót, praca okazała się łatwiejsza, czy może, paradoksalnie, trudniejsza, bo przecież nie mogliście zawieść ich oczekiwań?

W sumie to my sami czekaliśmy na nasz powrót. Musiało minąć trochę czasu. Jesteśmy już starsi, dojrzalsi i mniej impulsywni. Praca nad płytą była przede wszystkim dla nas samych.  Ustaliliśmy kierunek muzyczny w którym chcemy iść i reszta wyszła po prostu z serca. Uznaliśmy, że to, co nam się spodoba, powinno również zaspokoić naszych fanów.

Pełny tytuł  tego powrotnego albumu to „∞ Beyond The Light”, ale w wielu jego zapowiedziach otwierający go znak nieskończoności był pomijany. Jakie ma on znaczenie? Czym jest owa nieskończoność poza światłem?

Nieskończoność w tytule płyty wymyślił nasz wokalista Bartek. Ogólnie każdy interpretuje to na własny sposób.  Muzyka jest nieskończonością, tak jak nasza miłość do muzyki.

Odbieram tę płytę jako takie NoNe w pigułce, gdzie połączyliście w zgrabną całość moc, ciężar i sporą dozę melodii. To według mnie wasz najbardziej dojrzały materiał, też macie takie poczucie?

Każda nasza płyta jest wyjątkowa, bo to część nas, naszego życia w danym momencie. My jesteśmy już stare dziady, doświadczeni życiem, ale też doświadczonymi muzykami. To wszystko idzie w parze i teraz trochę inaczej patrzymy na kompozycje. Ale tak, zgodzę się, że to najbardziej dojrzała i świadoma płyta. To taki mix jak w kebsie z łagodnym i ostrym, czyli mieszanym. (śmiech)

Można powiedzieć, że sami zrobiliście sobie prezent, nieco spóźniony, ale jednak, z okazji 25-lecia zespołu?

Tak też tak teraz myślimy. Granie muzyki samo w sobie jest dla nas prezentem, a na pewno symboliczne jest to, że gramy w składzie z czwartej płyty „The Rising”. Powrót Bartka i Michała to był impuls i zapalnik, aby zrobić coś fajnego.  Plan był na EP, wyszedł album i to w sumie jest najlepszy prezent, jaki mogliśmy sami sobie zafundować.

Wydawca na tym etapie funkcjonowania zespołu to już przeżytek, szczególnie w obecnych realiach, wolicie być samowystarczalni również pod tym względem?

Nie jest tak do końca. Po prostu wszystko działo się szybko i każdy zapomniał zadzwonić popytać, czy ktoś chce to wydać. Plan był wydać płytę z datą premiery na koncert pamięci Olasa 7 lutego 2026. Gdyby szło to przez wytwórnie nie byłoby szansy tego wydać tak szybko. Miksy kończyliśmy dwa tygodnie przed koncertem. Ale fakt, niezależność ma też swoje plusy, chociażby prawa wydawnicze.

A co z analogowymi nośnikami dźwięku? Myślicie o wznowieniach waszych starszych płyt na winylu, a może również na kasetach, żeby co niektórzy mogli dopełnić swoją kasetotekę NoNe?

Na ten moment planujemy winyl naszej najnowszej płyty. Znalazł się już człowiek, który chce to wydać. Pozostałe rzeczy kto wie. Mamy już znów prawa do pierwszych płyt, więc kto wie, może coś w przyszłości uda się zadziałać w tym temacie. Jak to mówią u mnie w corpo: biorę to do plecaka. (śmiech)

Nikomu nie musicie już niczego udowadniać, gracie na swoich warunkach i przede wszystkim dla własnej frajdy. Po tylu latach i płytach, dzieleniu sceny z największymi zespołami ma się jeszcze marzenia związane z muzyką?

No jasne, że tak. Po pierwsze nagraliśmy fajna płytę. Fajnie by było, gdyby trafiła do większej ilości odbiorców. To zawsze jest z tyłu głowy aby zaprezentować swoją muzykę szerszemu gronu. Na pewno (może nie w sferze marzeń) ale fajnie by było zaprezentować nową płytę na jakiejś trasie koncertowej. Plan jakiś jest, ale na razie nie mam żadnych konkretów. Wszystko się tworzy w ślimaczym tempie, bo każdy ma swoje życie prywatne, zawodowe, a muzyka jest odskocznią. Marzenie jest jedno – niech będzie zdrowie, abyśmy mogli tworzyć i grać jak najdłużej.

Wojciech Chamryk

 
baner_lone assembly.gif baner_oskar gif.gif ma_week_gif-gif.gif baner_oh.gif maiden_united_bannery-v70_01.gif baner_158x600_mtwa.gif mrpun_h-158x600.gif

Goście

7878798
DzisiajDzisiaj1807
WczorajWczoraj3122
Ten tydzieńTen tydzień7815
Ten miesiącTen miesiąc45175
WszystkieWszystkie7878798
18.97.14.87