Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 96sm

Szukaj na stronie

 
 UWAGA !!! 
         
Drukowaną, kolekcjonerską wersję 
 HMP Magazine 
możecie zamówić pisząc na adres:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.
 
 

Rome - Wrocław - 15.11.2025

ROME - Klub Łącznik, Wrocław - 15 listopada 2025

Jerome Reuter, występujący jako Rome, to gość którego od lat obserwuję z zaciekawieniem. Jego neofolk, wyśpiewany w podniosły sposób porusza w mnie jakieś wyjątkowe wrażliwe struny. W tego typu muzyce, od warsztatowego wyszukania ważniejsza jest autentyczność i wiarygodność, a tej w głosie Jerome nie brakuje. Słuchając go we wrocławskim klubie Łącznik miałem wrażenie, że nawet jakby zdecydował się zaśpiewać książkę telefoniczną, to mielibyśmy przekonanie, że ze sceny padają słowa ważne i istotne. Taka charyzma to dar dla każdego wokalisty i frontmana.

Na początek “First We Take Berlin”, a potem, przez następne półtorej godziny szło przekrojowo, z licznych albumów Luksemburczyka. Początek ustawił ton: gitary wiły się wokół głębokiego wokalu, perkusja stukała jak odległe kroki w pustym korytarzu (jak dla mnie, była ustawiona odrobinę za głośno i momentami brutalizowała tą muzykę). Emocje na scenie były powściągliwe – Reuter nie szarżował gestami, raczej stał wyprostowany, kontrolując każdy oddech, co nadawało występowi intymności, jakby grał dla garstki przyjaciół w prywatnym pokoju. Widownia odpowiedziała kontrastującym z tą powagą entuzjazmem Zresztą, muszę przyznać, że bardzo lubię koncerty w Łączniku, z uwagi na przestrzeń, każdy występ sprawia tam kameralne wrażenie.

Pod kątem setlisty było przekrojowo, ale bez wrażenia przypadkowej składanki. „Eagles of the Trident” i „La France Nouvelle” niosły ciężar i monumentalny chłód, podczas gdy „Todo Es Nada” i „Stars and Stripes” przynosiły momenty wyciszenia i melancholii, pozwalając muzyce oddychać. W drugiej części koncertu świetnie wybrzmiały „One Lion’s Roar”, „On Albion’s Plain” i „Swords to Rust – Hearts to Dust”. Nie mogło zabraknąć też “Kali Yuga Über Alles”. Końcówka koncertu odgrywana była głównie solo, jak sam Jerome zaznaczył, płaci towarzyszącym mu muzykom tylko za godzinę grania, kończył więc tylko w towarzystwie gitary akustycznej. Było więc jeszcze bardziej kameralnie, intymnie.

Wcześniej, o 20:00, rozgrzewka należała do Rites of Fall, projektu, który wypełnił ciasną przestrzeń Łącznika pulsującą elektroniką i mrocznymi, industrialnymi loopami. Set był solidny, choć momentami zbyt mechaniczny.

Igor Waniurski

baner_oskar gif.gif ma_week_gif-gif.gif baner_lone assembly.gif baner_oh.gif maiden_united_bannery-v70_01.gif baner_158x600_mtwa.gif mrpun_h-158x600.gif

Goście

7878798
DzisiajDzisiaj1807
WczorajWczoraj3122
Ten tydzieńTen tydzień7815
Ten miesiącTen miesiąc45175
WszystkieWszystkie7878798
18.97.14.87