Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 94sm

Szukaj na stronie

 
 UWAGA !!! 
         
Drukowaną, kolekcjonerską wersję 
 HMP Magazine 
możecie zamówić pisząc na adres:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.
 
 

Ashes of Ares - Kraków - 6.10.2025

ASHES OF ARES - Klub Studio, Kraków - 6.10.2025

Wiadomość, że Ashes of Ares będzie grać całą „Dark Sagę” na Keep it True Rising spadła jak grom z jasnego nieba. Zespół, który nagrywa przeciętne płyty, ale w którym śpiewa jeden z najlepszych heavymetalowych wokalistów, nagle ściągnął na siebie uwagę wielu fanów tradycyjnego heavy metalu. Zespół, po który zdarzało mi się sięgać tylko dla Matta Barlowa, nagle nabrał dla mnie więcej sensu. Tym bardziej, że ów grom z jasnego nieba rozlał się szerzej, bo okazało się, że festiwal Keep it True Rising nie ma wyłączności na format koncertu i cała trasa Ashes of Ares ma przebiegać pod znakiem „The Dark Saga”. Pojawienie się polskiej daty w Klubie Studio było wisienką na torcie.

Pojawiły się głosy, że przecież Barlow i Vidales, byli członkowie Iced Earth, podobno zarzekali się, że nie będą grać coverów swojej poprzedniej formacji. Kiedy zakładali zespół, Iced Earth miał się dobrze, nagrywał płyty, dawał koncerty. Obecnie sytuacja uległa zmianie, zespół jest w zawieszeniu. Jeśli ktoś ma grać repertuar Iced Earth, to kto to powinien robić, jak nie osoby, które w tym zespole były? Czy zamknięcie lub zawieszenie działalności przez dany zespół ma oznaczać, że nigdy już nie usłyszymy kawałków tego bandu na żywo? Mam nadzieję, że za jakiś czas również i metal będzie brać przykład z idei muzyki klasycznej, którą wykonuje się rękami różnych muzyków na całym świecie. Ona ma jednak tego pecha, że osoby, które były przy jej powstawaniu dawno nie żyją. Inaczej sprawa się ma z Iced Earth, więc niezmiernie ucieszyło mnie, że Matt i Freddie podjęli tak dobrą decyzję.

Na koncercie było nas dużo więcej, niż można się było spodziewać. Co prawda Klub Studio i tak przewiduje dużo większą widownię, jednak frekwencja i tak mnie zaskoczyła. Był poniedziałek, nie było supportu, sam Ashes of Ares jako taki nie ma wielu fanów. A jednak trochę nas było. Wśród publiki przewijały się koszulki Iced Earth z okładkami różnych płyt, z królową wieczoru włącznie. Widziałam też jedną osobę w koszulce Ashes of Ares oraz... nisza nisz – w koszulce Sons of Liberty, solowego projektu Jona Schaffera.

„The Dark Saga” została wsadzona w ramkę kawałków Ashes of Ares. Na rozgrzewkę zespół zagrał dwa kawałki z najnowszej płyty „New Messiahs”, a na zakończenie dwa z poprzednich płyt, przedzielonych cudowną niespodzianką w postaci klasyka Iced Earth - „Burning Times”. Gwóźdź programu odegrany był od pierwszego kawałka po ostatni, co do nuty. Uczestniczenie w celebracji tego krążka było jak spełnienie marzeń, podróż w czasie i przestrzeni jednocześnie. Sesyjni muzycy – basista, drugi gitarzysta i perkusista – strzał w dziesiątkę. Widać, że do projektu zaproszono muzyków z najwyższej półki. O ile bas nie jest super istotnym instrumentem w muzyce Iced Earth i dałoby się ukryć mankamenty dobierając mniej sprawnego muzyka, o tyle po solówkach łatwo poznać klasę instrumentalisty. Tak samo perkusja – ta z „The Dark Saga” nie szaleje z ekwilibrystyką ale za to odpowiada za dużą część klimatu (wspomnijmy choćby „I Died for You”). Muzycznie najsłabszym ogniwem wydawał mi się sam Freddie Vidales, który realizował głównie gitarę rytmiczną. Szybkie, „szorstkie” riffy, o tłumionym brzmieniu są wyznacznikiem „Dark Sagi” i całego okresu działalności Iced Earth. Brzmienie Freddiego było nieco odmienne. Zapewne muzyk pragnął dodać coś od siebie, nie stawiając sobie za cel idealnej rekonstrukcji płyty. Za to Matt wprowadził nas w klimat „The Dark Saga” kompletnie. Kilka razy przepraszał, że ma problemy z gardłem i nie jest w formie, jednak poza – studyjnie spektakularną - końcówką „A Question of Heaven”, trudno było jakikolwiek spadek formy zauważyć. Barlow celowo zdecydował się na obniżenie tonacji, tak, żeby z gracją wybrnąć z pułapki niedyspozycji głosowej. „The Dark Saga” ocieka mrokiem, jednak pogodny Matt proszący wszystkich o bezpieczną zabawę i tłumaczący się z ewentualnych niedociągnięć, zmiękczył nieco jej oblicze. Mimo to, krakowski koncert Ashes of Ares był magiczny. W świecie, w którym wszystko walczy o naszą uwagę, takie zanurzenie się w jeden album, zagrany od deski do deski, było na wagę złota. Sam koncert był krótki, bo i „The Dark Saga” ma tylko 43 minuty, a pozostałych kawałków było tylko pięć, ale zdecydowanie był jednym z ciekawszych muzycznych doświadczeń ostatnich lat.

Strati

 
mayhem_heavy_metal_pages_158x600.png glenn_hughes_heavy_metal_pages_158x600.png ronnie_romero_gusg_heavy_metal_pages_158x600.png uriah_heep_heavy_metal_pages_158x600.png drowning_pool_heavy_metal_pages_158x600.png

Goście

6816088
DzisiajDzisiaj3338
WczorajWczoraj4145
Ten tydzieńTen tydzień3338
Ten miesiącTen miesiąc35191
WszystkieWszystkie6816088
18.97.14.82