„Muzyka jest jak lekarstwo na zło tego świata” (Hetman)
Trzydzieści pięć lat na scenie, piętnaście albumów, to całkiem solidny dorobek. Przez tyle lat nazbierało się też tematów do rozmowy, jednak głównym powodem wzięcia na spytki lidera tego zespołu, Jarosława Hertmanowskiego, było wydanie ich najnowszego albumu "Życie po życiu" (2025). Zresztą świetnego albumu z rasowym hard'n'heavy. Jednak zanim sięgniecie po samą płytę, zapoznajcie się też z poniższym wywiadem.

HMP: Pod koniec zeszłego roku na 35-lecie istnienia zespołu wydaliście album "Życie po życiu". Także wróćmy więc na chwilę do początków Hetmana. Dorastałeś w latach 70. i 80, przyznasz, że to szczęśliwy traf, bo to chyba najlepsze dekady dla rocka, kiedy powstały chyba najciekawsze zespoły i płyty...
Jarosław Hertmanowski: To prawda, bo też tak uważam, że miałem szczęście dorastać w tym czasie. Od dziecka byłem otoczony muzyką z radia tranzystorowego, bo rodzice non stop go słuchali. No i w domu zawsze coś grało łącznie z telewizorem, a przy dorastaniu u mojego kuzyna Karola poznałem Radio Luxemburg i się zaczęło od The Beatles, Bay City Rollers, Slade, Smokie, Sweet, Mud, ABBA, ELO itp... Podstawówka od piątej klasy to czas rywalizacji podwórkowej, szukania nowej muzy zachodniej i biegania do domu w czasie najdłuższej przerwy szkolnej w celu załączenia nagrywania magnetofonu szpulowego na audycję Piotra Kaczkowskiego "Minimum słów maximum muzyki"... 1976 rok to czas odkrycia zespołów typu Black Sabbath, Deep Purple, Rush, AC/DC, Pink Floyd, Budgie i wielu, wielu innych... Słuchałem też audycji programu czwartego "Studio Stereo Zaprasza" pana Kordowicza z muzyką elektroniczną... Do tego stopnia byłem osłuchany w muzyce zachodniej, że pod koniec podstawówki w 1979r. prowadziłem z magnetofonu kasetowego i nie tylko dyskoteki na sali gimnastycznej. (śmiech)
Sądząc po tym, co na początku grał Hetman tobie najbardziej do gustu przypadło hard'n'heavy z takim amerykańskim sznytem...
1990 rok to była faktycznie moja fascynacja zespołem Bon Jovi, ale bardziej ówczesny wokalista Paweł Kiljański ciągnął nas w kierunku amerykańskiego rocka... Ja kierowałem swoje zainteresowania w stronę europejskiego hard'n'heavy i hardrocka. I tak też słychać na pierwszej płycie Hetmana pt. "Do ciebie gnam", natomiast "Złe sny" (1992r.) była już całkiem stylowo z amerykańskim sznytem... Dopiero trzecia płyta "Co jest grane" z 1993r. na zamówienie firmy Kophaus z przeróbkami rockowymi muzyki biesiadno-góralskiej, była okraszona brzmieniem i stylem klasycznego metalu, który uprawiam do dziś... Dodam tylko, że jeśli chodzi o lata 90. jest to płyta Hetmana, którą najbardziej cenię i lubię do dziś słuchać.
Wtedy też działali na scenie niesamowici gitarzyści, od których można było się uczyć gry na gitarze, a także przy nich szlifować swoje umiejętności...
I dlatego zawsze ich podziwiałem i lubiłem słuchać marząc by i w moim zespole tego typu gitarzyści solowi grali... I grali, bo na początku był niesamowity Ś.P. Jurek Hanausek polski Randy Rhoads, Rafał Rogulski potem Złe Psy, Michał Sitarski polski Satriani obecnie Lady Pank, Radek Chwieralski projekt Rock Chopin, Bogusław Balcerak polski Malmsteen, a teraz Dudi... Sam wolałem się skupić na porządnym i czytelnym graniu gitar rytmicznych... I tego mnie nauczył Andrzej Blicharz gitarzysta i założyciel zespołu Fatum...
Niestety na polski grunt przeniesiono konflikt między amerykańskim glam metalem, a thrash metalem, który może w Stanach miał rację bytu, ale tu w Polsce był czymś od pocztku chybionym, niestety oberwały kapele grające hard rocka i hard'n'heavy, które chyba miały jeszcze większe problemy w przebiciu się na polskim rynku niż wspomniane zespoły thrashowe...
Sam tego nie odczuwałem, bo skupialiśmy się głównie nad szlifem muzyki i zgraniem składu, a już miały miejsce pierwsze zmiany w Hetmanie na perkusji i basie... Nasz problem zaczął się przez upadek firmy wydawniczej i braku promocji trzeciej płyty z przeróbkami, dlatego w 1994r. nastąpił pierwszy rozłam w zespole i ludzie rozeszli się po innych kapelach i ja zresztą też trafiłem do Yanke Rose... Potem zeszliśmy się, by pograć koncerty pod kierunkiem menedżerki Beaty Mazur, od której wyszedł pomysł realizacji "Kolęd na rockowo" i to też zakończyło się pewnym fiaskiem, po czym odtworzyłem skład z kompletnie nowymi ludźmi w 1998 roku z Robertem Tycem na wokalu.
Wyobrażasz sobie taką sytuację bez tego dyskredytowania i deprecjonowania hard'n'heavy w Polsce? W państwach "Zza żelaznej kurtyny" podobne formacje teraz w swoich krajach przeważnie mają status kultowych kapel...
Wiem, że były u sąsiadów tzw. Układu Wschodniego dawnego ZSRR, kapele rockowo-metalowe, ale specjalnie nie interesowały mnie one, bo skupiały się na... muzyce zachodniej jak ja, także Czechosłowacja, Węgry, NRD, Bułgaria czy ZSRR miały swoje kultowe potem kapele jak Nina Hagen, Puhdys, Bijelo Dugme, Lokomotiv GT, Aria, Cytrus, a my Perfect czy Mannam itd. Ja skupiałem się tylko na swoim zespole, stosunkach między muzykami, jakie panowały w kapeli, i naszej muzyce, by ciągnąć dalej działalność, omijając te zawirowania, co wspomniałeś.
Ty zaczynałeś karierę na początku lat 80., wtedy zasilałeś kolejno zespoły EKG, Exit i Fatum, ale po pięciu latach została ona przerwana, bowiem upomniała się o ciebie Zasadnicza Służba Wojskowa. Mnie ciekawią kapele EKG, Exit, niewiele informacji można o nich znaleźć...
Były to zespoły stworzone przez moich starszych kolegów z dzielnicy Wola, Jurka Wojciechowskiego i Piotra Traczyka, i tam mnie zaproszono do grania na gitarze w zespole EKG... Pożyczyli mi gitarę i przyjęli do zespołu przez tylko chyba poczucie rytmu, bo gitarowo byłem naprawdę słabiutki, ale i tak byłem dumny, że gram w zespole, a był to 1983 rok... Graliśmy muzę ciężką na prostych hard rockowych akordach, a koncerty były w podziemiach technikum Kasprzaka... EKG po pewnym czasie zmienił nazwę na Exit po dojściu drugiego gitarzysty i po paru występach rozpadł się z powodu służby wojskowej dwóch założycieli... Potem trafiłem na przegląd zespołów na Ochocie i poznałem tam Andrzeja Blicharza z Fatum, gdzie jeszcze wokalistą był Janusz "Johny" Pyzowski. Johny wylądował potem w Deef... Andrzej zaprosił mnie do grania na bębnach w innym zespole z Pragi o nazwie Koks i tam śpiewał Krzysiek Ostasiuk... Potem dowiedzieli się, że gram też na gitarze i trafiłem do nowo uformowanego składu Fatum już z Uriachem na wokalu... Natomiast wracając do EKG, chłopaki po powrocie z woja zeszli się z innym gitarzystą Pawłem Kulickim, który sporo lat później zagrał u mnie w Hetmanie na pierwszym nagraniu pt. "Gloria" (90r.), a później gościnnie solo "Czardasza" na płycie z przeróbkami, w 1993 roku.
Mimo nie sprzyjających warunków w Polsce trochę kapel hardrockowych działało, a Warszawa miała też niezgorszą scenę, wspomnijmy tylko Fatum, Lessdress, Syndia, Korpus, Mech, Deef... Kojarzysz jeszcze inne warszawskie kapele hard rockowe z tamtego okresu?
Z każdej z tych kapel, co wymieniłeś, kogoś znałem, bo wiadomo Fatum, gdzie grałem w latach 1984-1985, z Lessdress: basistę Sławeczka, Syndia: perkusistę Michała Poradę, Korpus: Paweł "Schenker" Koziej, Deef: wokalistę Johnego Pyzowskiego, Mech: to Januszko i Dziki, a reszty zespołów już nazw nie pamiętam, bo długiej kariery nie zrobiły, oprócz wielokrotnych występów na przeglądach zespołów rockowych w Warszawie... No, a potem w 1990 roku powstał Hetman.
Jedną z motywacji przy zakładaniu zespołu jest chęć zostania gwiazdą rocka, to chyba w latach 80. szczególnie się wyczuwało. Niestety niewielu muzyków było przygotowanych na to, aby taką gwiazdą zostać, bo to ciągnęło za sobą obowiązki, a i w większości przypadków nie dawało to upragnionego sukcesu i sławy, co było mocno rozczarowujące. Czy właśnie w tym tkwił problem, że przez Hetmana przewinęło się tylu różnych muzyków? Przy okazji, przyznasz, że wielu z nich to bardzo dobrzy muzycy...
U mnie sprawa założenia zespołu wynikała z długich przemyśleń, ponieważ po wojsku nie mogłem już wrócić do ulubionego Fatum, a przez spory czas grałem w zespole, który z braku wokalisty nic konkretnego nie mógł zrobić, przyjąłem propozycję opiekuna naszego od muzyki Andrzeja Staszyńskiego, bym nagrał w jego nowym prywatnym studio jeden utwór... Z tym że on zrobi bas, bębny, klawisze, a ja zagram gitary i wezmę z Fatum na wokal Krzyśka gościnnie i z EKG Pawła Kulickiego na solo gitarowe... I tak powstała "Gloria", która była początkiem powstania zespołu Hetman... Skład ostateczny potem ustalił się sam, z zaproszonych wcześniej poznanych znajomych muzyków z różnych kapel... Wiesz, początkowo układasz zespół z ludzi, z którymi dobrze się dogadujesz w różnych sprawach i przy okazji są dobrymi kolegami, ale z czasem to już tak różowo nie wygląda i wszystko się rozpada z różnicy zdań muzycznych... A jeżeli chodzi o sprawność grania, to wiesz, ja poniżej pewnego pułapu czystości i równości grania łącznie ze strojeniem nie schodzę, dlatego muzycy tutaj muszą mieć pewien poziom, ale to też są trudni ludzie i zawsze z czasem dochodzi do starć... I tak w sumie, dla mnie najważniejsza w tym wszystkim była zawsze muzyka, więc ludzie przychodzą i odchodzą i uważam to już za normalne...
A kiedy sam zrozumiałeś, że pasja i tworzenie muzyki jest ponad wszystko i że mimo braków wielkich sukcesów warto kontynuować działalność zespołu, bo w tym jest właśnie spełnienie, satysfakcja, a może nawet sens życia?
Pierwszy raz to zrozumiałem dopiero w Hetmanie kiedy nagrałem pierwsza swoją piosenkę w studio i powiem Ci, że do tej pory czuję satysfakcję i podniecenie przed wejściem do studia... To jest jakby sprawdzian dla mnie i ciekawość, co jeszcze w muzyce można odkryć nowego i co z tego wyjdzie, bo nigdy się tego nie wie... I to jest najbardziej fascynujące w odkrywaniu zagadek muzyki... A jeżeli mówisz o sensie życia to, faktycznie muzyka jest jak lekarstwo na zło tego świata i nawet chroni psychikę, by nie zwariować. (śmiech)
Mimo wszystko przytrafiały się chwile zwątpienia, Hetman ma za sobą kilka krótkich przerw w działalności...
Były trzy takie przerwy: pierwsza w latach 90. bez awantur, ale druga po powrocie z USA poważniejsza, bo nie spodobała mi się postawa całego zespołu i pierwszy raz nie miałem ochoty jeździć na spotkania na próbach... Więc albo ja, albo oni, zdecydowałem i wszyscy odeszli, kontynuując umówione koncerty, tylko jak to Hetman bez Hetmana?... Dlatego zmieniali nazwę, ale dostałem wtedy takiego wzmocnienia, że wydałem w rok nową płytę "Hetman i Goście", a po dwóch latach grałem już koncerty z nowym składem... Nie cierpię braku pokory i cwaniactwa od muzyków, którzy, włożyli mały wkład w ostateczne dzieło i wychodzenie przed szereg... No niestety Panią Muzę trzeba szanować i tego się trzymam... Ale ostatnie załamanie miałem po 2020 roku, gdy zacząłem rozumieć, że wszystko, co robiłem pod ostatniego wokalistę, idzie ku upadkowi... Jego postawa, bo nie powiem, że choroba, ale wszyscy, co chodzili na koncerty wiedzą, co to było... Szliśmy za nim na dno i traciliśmy możliwość dalszych występów... Po tym, co zrobiłem wokalnie z niego w studio i co zespół osiągnął nagraniami, bo mamy dużą popularność na YouTube i FB to, wszystko traciliśmy na koncertach, do tego stopnia, że baliśmy się grać na żywo, a ja zastanawiałem się nad zakończeniem działalności... Tylko pomoc najbliższych przyjaciół dała mi jeszcze raz kopa, by spróbować i próbujemy z Michałem Wardzińskim wrócić na scenę po dwuletniej przerwie... Ale mamy za to nowy obiecujący materiał na 15. płycie i duże nadzieje na powrót koncertów.
Częste zmiany w Hetmanie chyba wyrobiły w tobie pewną zaradność i za każdym razem - krócej czy dłużej - potrafisz załatwić zastępstwo. W sumie trzeba mieć niezłą orientację w środowisku warszawskim, aby odszukać odpowiedniego muzyka...
No jakby przeliczyć to przez Hetmana przewinęło się przez 35 lat około 50 muzyków... a zastępstwo to jest wtedy, gdy ktoś nagle nie może zagrać na jakimś koncercie, czy nawet w studio, jak ostatnio Piotrek Bajus z Fatum zastąpił naszego gitarzystę Dudiego na solówkach ze względu na chorobę i operację... Gorzej, jak ktoś nagle wypada z gry albo robi numery, że nie przyjeżdża na koncert lub nagranie do studia, jak kiedyś w Kielcach musiałem grać na basie, albo na koncercie musiałem grać partie swoje i gitarzysty solowego, a jeszcze kiedyś graliśmy koncert bez basisty, uruchamiając lewą rękę basu u klawiszowca... I to były trudne sprawy... A potem oczywiście zmiany na tych stanowiskach, ale poznałem już przez lata sporo muzyków, więc to mi pomagało i intuicja w doborze ludzi przy zmianach... Chociaż z czasem jest coraz gorzej, bo nasze pokolenie przygasa, a w młodszym już ciężko znaleźć pasujących artystów i właśnie nowy wokalista Michał jest z takiego pokolenia, czyli wieku mojej najstarszej córki.
Poprzednia płyta została wydana w roku 2020, czy ta pięcioletnia przerwa wynikła z faktu problemów personalnych, czy też ty jako twórca praktycznie całej muzyki i wszystkich tekstów potrzebujesz więcej czasu na dopracowanie każdego z utworów? Czy rozpoczynając pracę nad nowym materiałem, ustaliłeś sobie jakieś konkretne założenia, a może wolisz tworzyć bardziej spontanicznie?
Tak jak wspomniałem wcześniej, zaczęły się poważne problemy z wokalistą i po płycie "Przyszłość" z 2020 roku miałem poważne obawy, czy mi się chce dalej coś z nim nagrywać, bo nie wspomnę o tym, co odwalał w studio i to był cud i moja determinacja, że ją skończyłem, ale był też inny powód... To brak weny i coraz większe wymagania, które nakładam na siebie, a ponieważ w twórczości nie lubię się powtarzać, po 14. płytach i stu piosenkach wydanych studyjnie, ciężko mi było coś wymyślić, tym bardziej że już nie wiedziałem dla jakiego wokalisty... Wena wpada raczej spontanicznie i trzeba ją natychmiast łapać i zapisywać, ale tu doszedł problem wymiany wokalisty, by było szybko i sprawnie... Muzykę zawsze robię ja, bo wiem, co do Hetmana pasuje, a co nie - by się nie powtarzać, a do pisania tekstów zostałem jakby zmuszony przez postawę wokalisty, także praktycznie ostatnio wszystko wymyślam sam i kontroluje w studio całość nagrań z każdym instrumentem... Przypomnę, że gram też na basie i trochę na bębnach... Także praca zaczęła się od nagrania czterech numerów w studio, by pokazać nowe otwarcie z nowym wokalistą, a po roku było drugie wejście do studia z pięcioma utworami i tak to w skrócie było.
Tak naprawdę warto było czekać na nowy album "Życie po życiu". Pierwsze siedem kompozycji to dynamiczne wpadające w ucho kawałki. Mimo że są one bezpośrednie, charakteryzują je świetne melodie, wyborne i zadziorne riffy, znakomite solówki to, ciągle coś się w nich dzieje, jakieś zwolnienie, albo przyśpieszenie, jakaś zagrywka albo klimacik itd. Po prostu każdy kawałek nas porywa, ale też oferuje nam coś do posłuchania...
A dzięki za uznanie i słusznie zauważyłeś, że ciągle się coś dzieje, bo o to chodzi w podawaniu muzyki, żeby nie było nudy, ważna jest interpretacja wokalu do tekstu i to by aranżacja czymś zaskakiwała i każdy numer miał i początek i koniec... No i dalej to, co najważniejsze patrząc ogólnie na każdą piosenkę - musi mieć duszę!... Bo jak tego nie ma to, po co to nagrywać? (śmiech)
Każdy z nich jest utrzymany w podobnej konwencji to, jednak nie ma mowy, aby w tym bloku coś się powtarzało, albo próbowało zamulić. Te kawałki mają własne flow i są pełne swady oraz polotu. To takie "greatest hits", przebój za przebojem...
Zawsze biorąc na warsztat piosenkę, zaczynam od melodii wokalu w zwrotkach i refrenach... Konwencję podobieństwa utrzymuje tylko styl, który trzeba zachować, bo to przecież Hetman z gitarą rytmiczną Flayng V więc i to brzmienie i riffy klasyki metalu, ale również ważna jest sekcja rytmiczna i szczególnie bębny, które dokładnie współpracują nie tylko z basem, ale głównie z gitarą rytmiczną i na tym polega ten patent.
Z konwencji tych kompozycji ucieka jedynie utwór "Spotkanie", gdzie zespół wkracza w bardziej rockowe granie. Zresztą to jeden z waszych singli/video...
Jak pewnie już zauważyłeś, że do większości utworów ostatnio robimy klipy, czy obrazki, by dotarło jak najwięcej naszej muzy do słuchaczy, jak nie chcą kolekcjonować płyt, a utwór "Spotkanie" był robiony jeszcze z myślą o poprzednim wokaliście, więc dlatego wokal jest tak nisko śpiewany, a i też miał być eksperymentem połączenia rocka z popem... Może do końca to nie wyszło, ale piosenka jest słuchana i ogólnie zwraca na siebie uwagę, a to najważniejsze.
Naturalnie nie ma Hetmana bez ballad, tym razem jest jedna, a w zasadzie jest to power-ballada, nie mniej, nie więcej, kompozycja tytułowa "Życie po życiu". Jej melodia rozwala system, bardzo ciężko jest od niej się oderwać. A teledysk fanom motocykli oraz hard'n'heavy (szczególnie paniom) pewnie bardzo przypadł do gustu...
Czyli jak piszesz: "melodia rozwala system i nie da się od niej oderwać" to znaczy, że się udało i na tym to polega, a klip oddałem moim przyjaciołom i fanom z Pabianic, by zrobili obrazek ze scenariuszem i powiem szczerze, że byłem w szoku, jak fajnie wyszło... A i sam pomysł na scenariusz już był ciekawy... Potem się przyznali, że dużo sugerowali się tekstem, także tym bardziej jestem dumny, że tak wyszło... Dodam jeszcze, że do sceny wypadku użyto sztucznej inteligencji.
Płytę zamyka klimatyczny instrumental "Koniec", który też można zaliczyć do ballad...
Utwór również powstał na końcu przed samym wejściem do studia w podstawie z sekcją... Reszta, czyli solówki i główny motyw gitarowo-klawiszowy powstawały w samym już studiu, co nas mocno budowało... Lubię go słuchać.
W recenzji o tekstach napisałem - takie egzystencjalne - to problemy i rozterki, które mogą przytrafić się każdemu z nas...
Najgorsze przy pisaniu tekstów to jest zacząć, czyli znaleźć temat... Jak mam jednak problem to zaczynam od refrenu, używając słów, które mi grają z melodią główną i dalej już samo idzie (śmiech)... Taki ze mnie tekściarz od obserwacji otoczenia.
Jak napomknąłem, zdecydowanie większość muzyki napisałeś sam, jedynie w dwóch kompozycjach wspierał cię Piotr "Dudi" Dudkowski (a może to ty wspierałeś jego). Podobnie jest w tekstach, gdzie jeden z nich napisałeś razem z Robertem Tycem. Może nie jest tego zbyt wiele, ale ogólnie nie unikasz współpracy przy komponowaniu muzyki?
Wymyślam muzykę sam już od 20 lat, czyli od płyty "Skazaniec", gdzie zapoczątkowałem system tworzenia muzyki jednoosobowo, czyli każdy jak ma coś do powiedzenia muzycznie, przynosi cały numer i jeżeli uznam jako szef i znawca dorobku Hetmana, że jest ciekawy to, robimy go na próbie, a w studio przy nagraniach każdego instrumentu jestem od początku do końca z akustykiem i tylko osobą nagrywającą... Aby usprawnić nagrania wszystkie partie gitarowe rytmiczne czy balladowe i niektóre sola nagrywam sam... To bardzo przyspiesza nagrania... Praca wtedy idzie szybko i wszyscy wiedzą, co mają robić bez marnowania czasu, co miało miejsce w początkach Hetmana... Ostatnio coraz rzadziej się zdarza, by ktoś z zespołu miał jakiś ciekawy pomysł, a tym bardziej cały numer... Przy ostatniej płycie miałem już sam problemy z weną i brakowało mi piosenek, więc poprosiłem Dudiego, czy nie ma jakichś ciekawych riffów gitarowych i Piotr pokazał mi ich parę, z czego wybrałem dwa za jego zgodą i dorobiłem według swojej wyobraźni resztę piosenki, dlatego powstały: "Najważniejsze" i "Ucieczka"... Jeżeli chodzi o ten tekst to, Robert pokazał mi dwie ostatnie jego próby pisania, ale to był tylko zlepek oddzielnych od siebie słów kompletnie niepasujących do muzyki i zaśpiewu, więc przy nadmiarze tekstów, które pisałem, postanowiłem w "Odmianie" wykorzystać fragmenty słów z jednego z nich, bo pisałem o nałogu i tyle było tekstu Pana Tyca.
Album "Życie po życiu" charakteryzuje się świetnymi partiami gitar oraz solówkami. Przy tych ostatnich wsparli cię wspomniany już Piotr "Dudi" Dudkowski, a także Piotr Bajus oraz Kamil Roloff. Tak w ogóle, sądząc po ostatniej sesji zdjęciowej, Piotr został też drugą gitarą w Hetmanie?
Piotrek "Dudi" Dudkowski gra już w zespole od czterech lat, także on nagrał swoje partie solowe, bo jest w zespole oficjalnie, a Piotrek Bajus z Fatum zagrał solówki gościnnie, przez nagłą chorobę Dudiego, z resztą Bajus robił nam tutaj mastering, jak przy poprzedniej płycie "Przyszłość"... A Kamil, u którego nagrywaliśmy płytę, grał kiedyś w zespole Ich Troje, więc świetnie się wpasował z solem bez przesteru w balladce "Życie po życiu"... Nagrałem kiedyś płytę "Hetman i Goście" to mam wprawę i lubię zapraszać gości do nagrań i eksperymentować, bo nawet był kiedyś akordeon, trąbka, saksofon czy chór dziecięcy.
Jak to bywa w Hetmanie, sekcja rytmiczna jest bardzo solidna i konkretna...
Sam kiedyś przed i w wojsku grałem na perkusji i basie na weselach, także zwracam przy komponowaniu szczególną uwagę na sekcję rytmiczną... Także u mnie szczególnie ważna jest współpraca akcentów perkusyjnych z gitarą rytmiczną przesterowaną... Zaobserwowałem to w grze większości największych kapel zachodnich, a ja to nazywam niemieckim stylem... Wiesz byłem kiedyś wielkim fanem grupy Accept.
Są też klawisze, ale jak to w hard'n'heavy pełnią one rolę dodającą klimatu i pewnych smaczków... Na płycie zagrali Piotr Lewandowski i Tomek Kołdrowski i ten ostatni załapał się do składu kapeli...
Płyta powstała w dwóch etapach nagrań, a Lewandowski był bardziej trąbkarzem i saksofonistą, więc po nagraniu pierwszej części odszedł do orkiestry rozrywkowej Politechniki Warszawskiej, a Tomek po ogłoszeniu odejścia klawiszowca sam się zgłosił i po kilku spotkaniach i nagraniu do końca płyty został w Hetmanie.
Na koniec zostawiłem sobie Michała Wardzińskiego. Nie wiem, jak wam się ułoży, bo to w Hetmanie różnie bywa, ale bardzo chciałbym, aby zaśpiewał na następnym albumie Hetmana. Według mnie dzięki niemu płyta "Życie po życiu" nabrała ostatecznego charakteru, choć jego głos jest bardziej rockowy niż metalowy. Zresztą chyba tak byli dobierani wokaliści, bo na przykład tak też można powiedzieć o Pawle Kiljańskim czy Robercie Tycu...
Wiesz, w przypadku wokalisty jest troszkę inaczej, bo jeżeli go usłyszę gdzieś w internecie i mam pomysł na niego, sprawdzam najpierw, czy lubi muzykę w stylu Hetmana, a potem sprawdzam, czy można z nim współpracować, jakim jest człowiekiem, jaką ma osobowość, rodzinę, uzależnienia, mobilność, jednym słowem wszystko, by się to za wcześnie nie zakończyło... Akurat Michał jest bardziej wokalnie bliżej Kiljańskiego, ale ma jeszcze górę... Tyca jak poznałem to, był głównie wokalistą bluesowym, z tym że miał bardzo mocny i charakterystyczny głos o szerokiej chropowatej barwie, co po latach wspólnego nagrywania, a szczególnie przy płycie z "Czarnym chlebem" udało się osiągnąć szczyty naszej współpracy... Robert słuchał się mnie w studio, przez co mogłem mu pomagać w ciekawych interpretacjach wokalnych, a do tego był naturalny i szczery w przekazie dlatego mieliśmy pod koniec duże zainteresowanie twórczością Hetmana na YouTube, a utwory "Czarny chleb", "Hymn alkoholika" czy "Powiedz jak jest" co weekend nabijały dziesiątki tysięcy odtworzeń... Michał na szczęście również nie protestował w studio, dlatego sprawnie poszły nagrania wokalu i udało się dobrze wszystko do tekstów wyśpiewać... Miała też na to wpływ dobra logistyka podejścia do nagrań i duża, sprawna praca Kamila Roloffa w studio nagrań... A jeżeli chodzi o Michała na następnej płycie jeżeli w ogóle będzie, to czas i życie pokaże, bo najpierw musimy wrócić na scenę... No i jak zdrowie i finanse pozwolą, bo nagranie i wydanie płyty to, coraz droższa impreza niestety, a dodam, że ostatnia płyta była najdroższą produkcyjnie płytą, jaką nagrałem z zespołem Hetman, więc zastanówmy się jakie czasy idą. (śmiech)
Tak przy okazji jesteś autorem muzyki i tekstów, ale chyba nad swoimi partiami każdy z muzyków sam pracuje?
Już częściowo odpowiedziałem na to pytanie wcześniej, ale powiem tak: kiedy komponuję, wymyślam rytm perkusji, wszystkie zatrzymania i patenty rytmiczne – łącznie z układem basu. Określam też partie gitar rytmicznych, a nawet podpowiadam klawiszowcom, jakie brzmienia są potrzebne. Jeśli chodzi o melodyjki klawiszowe, również wszystko pokazuję muzykom. A potem po prostu gramy to, co wymyśliłem... To samo wokalnie pokazuję w jakiej skali, jaką melodie trzeba zaśpiewać, a jeżeli jest za wysoko to, zmieniamy tonację całości zespołu do wokalisty, by swobodnie, ale jak najciekawszą barwą to wyśpiewał… Bo najważniejsza w piosenkach jest linia melodyczna wokalu... I tak to w Hetmanie wygląda... Oczywiście każdy może coś od siebie dorzucić jeżeli nie zmieni to radykalnie sensu aranżu i podkładu pod wokal, ale nad wszystkim mam sporą kontrolę.
Moim zdaniem album bardzo dobrze brzmi, to jego bardzo duży atut. Nagrań dokonano w Narocz Studio pod okiem Kamila Roloffa. Natomiast masteringiem zajął się Piotr Bajus. Czy to główni autorzy brzmienia tego albumu?
Dzięki i faktycznie jest to zasługa sprawnego poruszania się w programie nagrywającym Kamila... Wszystko odbywa się w swobodnej i spokojnej atmosferze, co ma bardzo duże znaczenie przy nagraniach dłuższych... Ostateczne podrasowaniem i podniesieniem dynamiki całości przez nietani sprzęt masteringowy zawdzięczamy Piotrowi Bajusowi... Lecz ja szukam uparcie czegoś więcej, ale niestety to, co bym chciał, nie jest dostępne z powodów czysto finansowych, gdzie ceny studia analogowego przewyższają studio cyfrowe dziesięciokrotnie...
Płytę promujecie niczym zawodowcy z Zachodu, czyli singlami/video. Jeżeli nie straciłem was zupełnie z radarów to, w waszym wypadku bardzo dobrze się to sprawdza. Fani bardzo chętnie słuchają i oglądają wasze teledyski...
Wymyśliłem taki system u nas z powodu małej ilości koncertów, które gramy, a podpatrzyłem go u zespołu Metallica, gdy przy promocji wrzucił do sieci wszystkie utwory z płyty z klipami... Ponieważ mam swoją stronę oficjalną z wszystkimi piosenkami Hetmana, która uzyskała do tej pory ponad 15 tysięcy subskrypcji to, oglądalność strony osiągnęła miesięcznie do 200 tysięcy odtworzeń, czyli podejrzewam, że weekendowo Hetman na balangach był mocno grany. (śmiech)
Kolejna ważna sprawa przy promocji to koncerty. Ja mam wrażenie, że nie macie z tym problemów, sporo gracie koncertów, a małe kluby chyba wam służą. Marzy się wam granie na wielkich festiwalach i w wielkich halach?
Niestety tutaj nie jest, jak mówisz i musimy nad tym popracować, bo ta strona medalu została zniszczona ostatnio przez byłego wokalistę, a od wielu lat już nie koncertujemy po małych klubach po Polsce z biletów, bo to się po prostu nie opłaca i nikt nie ma zamiaru dopłacać do wycieczek... Raz mieliśmy taką trasę, to pojechaliśmy, tylko ze względu na dopłatę do trasy od sponsora, co wcale nie znaczy, że było fajnie, jak przychodziło mało osób, bo właściciel klubu, mimo że dostał plakaty, to nie rozreklamował koncertu... Dlatego nie chce się tego robić i każdy koncert teraz mocno sprawdzamy...
Niby Hetman to pasja, ale żeby zarządzać takim zespołem to trzeba sporo wysiłku, czasu i zsynchronizowania wielu aspektów powiązanych z życiem codziennym, które często nie da się pogodzić. Mimo wszystko Hetman trwa i mam nadzieję, że będzie nadal trwał...
Wiesz, przez to, że robię to od tylu lat, i że przeszedłem sporo porażek, czasami takich, że większość by dała sobie już spokój, zahartowała mnie... Np. fala hejtu od sfrustrowanych odchodzących muzyków i ich znajomych, obrażania Ciebie i rodziny twojej spowodowała, że wybudowałem sobie mur dystansu do wszystkiego, a uprawianie muzyki i jej dobre strony mnie przekonują, że dobrze służę moją wiedzą muzyczną ludziom jako artysta, bo do tego w sumie jesteśmy stworzeni... A sytuacje, jak kiedyś do mnie ktoś napisał, że moja piosenka z tekstem uratowała kogoś przed samobójstwem, albo podtrzymała na duchu po porażce w związku lub pogodziła związek, to chce się dalej mimo wszystko robić i trwać, a to chyba jest najważniejsze w życiu... Muszę się jeszcze na koniec pochwalić, że zostałem doceniony przez ministra kultury w 2020 roku za 30 lat pracy artystycznej statuetką i nagrodą finansową... Dziękuję i pozdrawiam wszystkich fanów Hetmana i słuchajcie jak najwięcej dobrej muzyki, bo zapewniam, że ona pomaga w życiu, a szczególnie ma świetny wpływ na psychikę człowieka. (śmiech)
Michał Mazur






