Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 77sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

epicaposterz m

wardruna poster b

helicon metal festival iiidoz m

helloween nowadata m

laibachposterz m

mystic festivalzz m

kiss poster m

steelpanther poster m

evanescenceposterz m

vandenberg poster m

van der graaf generator m

deeppurple 2021 posterb1mn m

fish posterb1 2021 v2ze m

tarja 2021 posterb1 m

 

KNIGHT AREA - Between Two Steps

 

(2013 Self Released)

Autor: Włodek Kucharek

 

knightarea-betweentwosteps
TRACKLIST:
1.Bubble (5:01)
2.Forever Now (4:20)
3.This Day (4:44)
4.Dreamweaver (7:22)
5.Xerenity (2:11) 
 
SKŁAD:
Gerben Klazinga (instr. klawiszowe)
Mark Smit (wokal)
Pieter Van Hoorn (perkusja)
Mark Bogert (gitary)
Peter Vink (bas)
 

            Edycji tak zwanej EP- ki zatytułowanej „Between Two Steps“ nie można chyba potraktować inaczej, jak w kategoriach samoreklamy i formy oferty wobec wytwórni płytowych, oraz poszerzenia kręgów potencjalnych odbiorców. Bo nie chce mi się wierzyć, że w tak karkołomny sposób miałaby wyglądać zespołowa strategia poszukiwania nowego kontraktu. Ta „mała płyta” przedstawia w okrojonej wersji wizerunek artystyczny holenderskiego kwintetu w dosyć skromnych, bo niespełna 24- minutowych ramach czasowych. Napisałem o „okrojonej wersji” mając na myśli nowych zainteresowanych propozycją słuchaczy muzyki rockowej, tej z dopiskiem „prog”, którzy za pośrednictwem tego oszczędnego wydawnictwa otrzymują garść muzycznych informacji w zakresie repertuaru, stylu, czy brzmienia grupy. Ale te pięć kompozycji zapisanych na dysku stanowi dosyć jednostronny pokaz umiejętności i biegłości wykonawczej Knight Area, ponieważ w ogóle nie uwzględnia rozbudowanych form muzycznych, które od początku istnienia bandu na trwałe zapisały się w ich profilu twórczym. Ta płytka, oceniając ją pod kątem dobranego programu stanowi jakąś dziwną hybrydę, bo dwa z utworów, mianowicie „Forever Now” i „Dreamweaver” to znane już numery z wcześniejszych płyt formacji, oba po lekkim liftingu. Pierwszy reprezentuje debiutancki album, a „Dreamweaver” pochodzi z publikacji fonograficznej numer dwa, „Under A New Sign”, wydanej już sporo czasu temu, bo w roku 2007. Pozostałe trzy kompozycje to nowości, z których ostatnia „Xerenity” jest instrumentalną miniaturą, a dwa pozostałe songi, „Bubble” i „This Day”, zapowiedziane zostały w „ulotce” promocyjnej jako „Radio- Edit”, co sporo wyjaśnia bardziej doświadczonym słuchaczom. Ja w każdym razie przed przystąpieniem do przesłuchania ustawiłem się wobec nich jak jeż, strosząc kolce i miałem jak najgorsze przeczucia. Tzw. „wersje radiowe” kojarzą mi się Anno Domini 2015 wyłącznie z pseudo- przebojowością i z kawałkami skrojonymi na radiowe zamówienie, a to nie wróży nic dobrego, czyli odpowiednio radiowy czas trwania, na pewno nie za długo, najlepiej w okolicach 3-4 minut, bo czas antenowy jest drogi i reklamodawcy już niecierpliwie przestępują nóżkami w oczekiwaniu na emisję spotu. Piosenka radiowa oznacza niewyszukaną melodię, nośną, bez instrumentalnych „wygibasów”, bo któż doceni cenny riff albo przemyślany pasaż klawiszy? Może mój pogląd jest fałszywy, oparty o wytarte stereotypy, ale z mojej wiedzy wynika, że czasy, w których można było sobie pozwolić na prezentację nagrań bardziej złożonych strukturalnie odeszły definitywnie w zapomnienie kilkadziesiąt lat temu. Być może moja skostniała mózgownica nie potrafi rejestrować utworów promowanych przez „radiowców”i wyrządzam im krzywdę, ale proszę mi wskazać ogólnopolskie pasmo w dobrych czasie, w którym pojawiają się rockowe rarytasy, nie licząc oczywiście audycji autorskich o regionalnym zasięgu, stanowiących relikty minionych lat świetności.

Knight Area rejestrując ten materiał wybrał drogę prostych aranżacji, zachęcających melodii, przewidywalnych podziałów rytmicznych, średnich temp i akcentów popowych. Dosyć uniwersalna recepta na zaistnienie w świadomości masowej publiczności. Jednak takie podejście do materii dźwiękowej nie zdyskwalifikowało jej jakości, ponieważ dzięki chwytliwości tematów melodycznych wpadają one dosyć szybko „w ucho”, a sprawę ułatwiają klarowny wokal i zadziorne wstawki instrumentalne, umiejętne dozowanie rockowej mocy oraz kilka zmienności, które intrygują. Już na inaugurację w utworze „Bubble” autorzy sięgnęli do zasobu swoich umiejętności instrumentalnych serwując gitarowe granie, które zepchnęło partie klawiszy nieco na margines, a gitarze pozwoliło miejscami wkroczyć na tereny progmetalowe (po 2:30). Uciekając od monotonii technicznego grania Klazinga z kolegami zaryzykował w części środkowej projektując ładny przełom, gdy przestrzeń wypełnia dostojna partia klawiszy z wygenerowanym chórem, przypominając najlepsze wzorce spod szyldu Areny. Stan sielskiej atmosfery utrzymuje się prawie do czwartej minuty, czyli do momentu, w który wykonawcy dokonują nieoczekiwanej wolty, z solidnym, mocnym wejściem z głębokiego tła duetu gitara- syntezator, które z każdą sekundą zagęszczają skutecznie brzmienie, rozwijając pełnię możliwości w kierunku dynamicznego hard rockowego popisu, wspartego znacząco koalicją, motoryczne bębny- pulsujący groźnie bas. Kompozycja zmierza obraną ścieżką rytmiczną a na odcinku finalnym zostaje gwałtownie ucięta. Tak z lekkim niedowierzaniem podchodzę po wysłuchaniu „Bubble” do adnotacji „Radio- edit”, bo wierzyć mi się nie chce, że ktoś chorobliwie oddany statystycznym wskaźnikom słuchalności, dopuści „do obrotu” taki muzyczny „towar” jak energetyczny song „wyrzeźbiony” przez rockmanów z Knight Area. No ale może się mylę i nie mam racji, taką opcję należy brać także pod uwagę. O „Forever Now” nie napiszę zbyt wiele (opis wersji studyjnej w recenzji „The Sun Also Rises”), nadmienię tylko, że jego początkowa energia podniesie każdy, nawet najbardziej leniwy tyłek z fotela, dorzucając do tego ognia świetną melodykę. Takie „przeboje” należy promować, doceniając różnorodność brzmienia (Kurcze, ale te Hammondy posuwają idąc w zawody z gitarową elektryką!) i namacalny entuzjazm wykonania. Numer trzy, czyli „This Day”, uczciwa, pełna uroku ballada, która przez niespełna pięć minut czyni wszystko, co konieczne, aby nie zatrzeć dobrego wrażenia ze wstępu. Z dobrym skutkiem! Song „zabija” wręcz dosyć prostą, ale niezwykle piękną melodyjnością, łagodnością i delikatną „fizjonomią” wykreowanych dźwięków. A po 3:10 dorzuca kapitalną partię gitary na planie klawiszowych impresji z wstawką zaaranżowanego elektronicznie chóru. Niby zwykła ballada, ale raduje duszę elegancją, delikatnością, melodyjnym polotem i paletą wokalno- instrumentalnych odcieni. Znany ze studia „Dreamweaver” nie pasuje za bardzo do tego „radiowego” towarzystwa, z kilku powodów. Raz ze względu na czas trwania, grubo ponad siedem minut. Po drugie, w kwestii niejednorodnej struktury, zmienności rytmicznych serwowanych przez autorów, zróżnicowanych regulacji temp. Po trzecie, za sprawą wplecionych występów solowych, w których wykonawcy nie mieli zamiaru się ograniczać. Po czwarte, z powodu licznych zwrotów muzycznej akcji, od rasowej progresji po hard rockowe a nawet prog metalowe „wisty” riffujących gitar. Po piąte, dynamika i intensywne brzmienie, ze świetnym pomysłem na fortepian w finale. Wygłaszając te ciepłe słowa należy jednak cały czas pamiętać, że ten zbiór dźwięków nazwany „Dreamweaver” nie nosi etykietki z napisem „Premiera”, lecz jest powtórką z repertuaru Knight Area. EP- kę kończy instrumentalny drobiazg „Xerenity”, dla mnie absolutny odlot z dwoma bohaterami pierwszego planu gitarą i fortepianem. Piękno wylatuje w przestrzeń gejzerami a emocje buzują w tym dwuminutowym tyglu. Chapeau Bas!

Dwadzieścia kilka minut muzyki to zaledwie przygrywka do zdarzeń w przyszłości. „Between Two Steps” stanowi zgrabnie skompilowany zestaw pięciu nagrań, które pozwalają wyrobić sobie opinię nowym odbiorcom o klasie muzycznej rockowego kwintetu Knight Area. Dla fanów to ciekawostka, stanowiąca uzupełnienie kolekcji fonograficznej, ignorująca jednakże ważny aspekt progresywności w twórczości Holendrów, choć dla „Xerenity” warto posiadać ją w swoich zbiorach.

Ocena 4/ 6

Włodek Kucharek

120_slider_ot.gif 131_ot1020.gif 129_evangelist_banner158x600px.jpg 121_axe_crazy_baner.gif

Goście

3583395
DzisiajDzisiaj22
WczorajWczoraj290
Ten tydzieńTen tydzień1319
Ten miesiącTen miesiąc1319
WszystkieWszystkie3583395
44.192.112.123