Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 80sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

katatoniaaak 2 m

accept posterb1yyy m

helloween i hammerfallzzz m

vdgg plakat nowe daty m

steelpanther 2022pol m

 

ZERO DOWN - Good Times At The Gate Of Hell

 

(2008 Self Released)

Autor:Łukasz Frasek

 

zerodown-goodtimesatthegateofhell

Trzy lata kazał czekać na nowy album amerykański Zero Down. Każdy kto słyszał debiutancki krążek spodziewał się za pewne po nowym wydawnictwie czegoś na miarę debiutu. Oczywiście Zero Down na drugim albumie o tytule „Good Times At The Gate Of Hell”, który ukazał się w roku 2008 gra dalej heavy metal z elementami hard rocka, z tym, że elementy punk rocka nie odgrywają już tak znaczącej roli. Drugi album to właściwie więcej heavy metalu, a mniej punk rocka. Zero Down na drugim albumie stawia na bardziej dojrzały styl, który dalej opiera się na elementach heavy metalu i hard rocka. Dalej słychać wpływy takich kapel jak Ac/Dc, Motőrhead czy Thin Lizzy, choć tym razem kapela więcej czerpie z twórczości Judas Priest. Potwierdzeniem tego jest taki „American Dream” czy szybki „Loud, Proud and Evil”. Dojrzałość przejawia się nie tylko w kompozycjach. Lepsze brzmienie, które kipi soczystością i mocą, a także bardziej zapadająca w pamięci okładka autorstwa Eda Repki to pierwsze lepsze tego przykłady. O ile debiut brzmiał dość nijako i niezbyt dopracowanie, zwłaszcza w przypadku kompozycji, o tyle ten krążek brzmi bardziej w sposób dopieszczony i przemyślany. Dojrzałość wynika z postępów muzyków. Sekcja rytmiczna pędzi do przodu, dostarczając mocy, wokalista Mark śpiewa agresywniej i bardziej technicznie, a gitarzyści grają ostrzej i bardziej metalowo. Nie ma w tym za grosz oryginalności, ale nie można odmówić Zero Down na tej płycie umiejętności tworzenia przebojów i dobrych melodii. Dobrym tego przykładem jest „Sweet Thing” czy melodyjny „Die Wasted”, w których Mark wokalnie zbliża się momentami do Udo Dirkschneidera. Choć więcej jest heavy metalu, to jednak nie brakuje hard rocka, który już na debiucie występował w dużych ilościach. Ta formuła odnajduje odzwierciedlenie w „Knotty Pine” czy też „Firebird”. Wzrost jakości brzmieniowej, kompozytorskiej i aranżacyjnej to mocna strona drugiego albumu Zero Down. Drobne, kosmetyczne zmiany, większy nacisk na heavy metal i hard rocka, mniejszy na punk sprawił, że kapela zyskała na atrakcyjności. Płytę można polecić każdemu, kto lubi miks heavy metalu i hard rocka. (4,2)

 

 

 

143_kata_158x600 kopia.jpg 144_hmpbanner.jpg 141_evil158x600.gif 139_gojira_158x600 kopia.jpg 140_fatum-158x600-singiel.png 142_sepultura158x600.gif

Goście

3753080
DzisiajDzisiaj270
WczorajWczoraj613
Ten tydzieńTen tydzień4223
Ten miesiącTen miesiąc2821
WszystkieWszystkie3753080
54.227.97.219