Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 80sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

katatoniaaak 2 m

accept posterb1yyy m

helloween i hammerfallzzz m

vdgg plakat nowe daty m

steelpanther 2022pol m

 

KAYAK - Nostradamus- The Fate Of Man

 

(2005 SMH Productions)
Autor: Włodek Kucharek

 

kayak-nostradamus

Act One
1.The Secret Study (1:46)
2.Overture- A Strange And Cryptic Tale (3:03)
3.Friend Of The Stars 1 (4:17)
4.Celestial Science (3:50)
5.The Student (1:22)
6.Dance Of Death 1 (3:24)
7.Fresh Air, Running Water, Rose Pills (4:09)
8.The Monk’s Comment 1 (0:43)
9.Seekers Of Truth 1 (4:14)
10.Dance Of Death 2 (1:04)
11.Save My Wife (5:24)
12.The Monk’s Comment 2 (0:30)
13.Pagan’s Paradise (4:23)
14.The Inquisition (5:31)
15.The Wandering Years (4:41)
16.The Monk’s Comment 3 (0:48)
17.If History Was Mine Alone (2:57)
18.Friend Of The Stars 2 (0:37)
Act Two
1.A Man With Remarkable Talents (3:30)
2.Settle Down (4:21)
3.The Monk’s Comment 4 (0:41)
4.The Flying Squadron (4:14)
5.Dance Of Mirrors (3:22)
6.A Royal Invitation (1:15)
7.A Cruel Death/ The Monk’s Comment 5 (3:57)
8.Tell Me All (3:27)
9.The Tournament (4:12)
10.The Golden Cage (2:08)
11.Seekers Of Truth 2 (2:00)
12.Living In Two Realities (4:11)
13.Act Of Despair (4:22)
14.The Secret Study 2 (1:41)
15.The Centuries (5:03)
16.(You Won’t Find Me) Alive At Sunrise (3:19)
17.Friend Of The Stars 3 (1:13)
18.Epilogue- The Fate Of Man (2:57)
Skład
Ton Scherpenzeel (instr. klawiszowe/ wokal/ bas/ akordeon)
Pim Koopman (perkusja/ wokal/ instr. klawiszowe/ gitara)
Bert Heerink (wokal, w roli The Astrologer)
Rob Vunderink (wokal, w roli The Opponent/ gitara)
Monique van der Ster (wokal, w roli The Queen)
Edward Reekers (wokal, w roli The Monk)
Syb van der Ploeg (wokal, w roli The Scientist)
Cindy Oudshoorn (wokal, w roli The Astrologer’s Second Wife)
Joost Vergoossen (gitary elektryczne i akustyczne/ aranżacje smyczkowe)
Irene Linders (słowa/ scenariusz)
Goście:
Marjolein Teepen (wokal „The Flying Squadron”)
Eddy Koopman (perkusja)
Rens van der Zalm (skrzypce (fiddle))
The Nostradamus Choir (wokal, w roli The People)
Valentijn Achterberg (głos w roli The Boy)

            Wydaje mi się, że Kayak miał/ posiada (?) wyjątkowe predyspozycje do tworzenia rzeczy złożonych, wieloczłonowych, wieloaspektowych. Już na fonograficznym debiucie najlepiej wychodziły muzykom kompozycje skomplikowane, z licznymi wątkami, sprytnie połączonymi, tak aby nie naruszać struktury całości, a słuchacz otrzymał wrażenie, że obcuje z jednym, zintegrowanym dziełem muzycznym. Talentu Scherpenzeelowi, ponieważ to on był motorem napędowym większości pomysłów, w tym kierunku nigdy nie brakowało, a i wykonawców projektów dobierał sobie utalentowanych, stąd rezultaty pracy twórczej były zacne, godne szacunku. Już w recenzji premierowego albumu Kayaka „See See The Sun” pojawiło się z mojej strony wskazanie odnoszące się do takich właśnie wielopłaszczyznowych opracowań. Nie ma ich w historii grupy w nadmiarze, ale da się policzyć kilka, o których warto podyskutować. Jednym z nich jest niewątpliwie podwójny album „Nostradamus- The Fate Of Man”, wyprodukowany w czasach współczesnych, bo w roku 2005. Płyty stanowią także spore wyzwanie dla słuchaczy, choćby pod względem czasu trwania spektaklu, wynoszącego prawie 110 minut. Trzeba mieć dużo koncentracji i siły woli, aby za jednym „zamachem” prześledzić wycinek historii Nostradamusa opisany dźwiękami. Jest to wręcz bizantyjskie wydanie obejmujące 36 części, ułożonych chronologicznie zgodnie ze scenariuszem, którego autorką została Irene Linders, postać związana z twórczością tej holenderskiej formacji od jego narodzin, czyli roku 1967 aż po czasy współczesne, plastyk, ilustratorka, autorka tekstów. Przypuszczam, że to zadanie niełatwe ująć w ramy spójnej opowieści zdarzenia z życia tak kontrowersyjnej po dziś dzień postaci jak Nostradamus, dysponując nadmiarem informacji, tekstów źródłowych. Ekstra pierwiastkiem w tym przypadku jest nimb tajemniczości otaczający jego przepowiednie. Autorzy posłużyli się formą rock opery, znaną już z przeszłości rocka, która powiązana jest nie tylko z operą klasyczną, ale także z musicalem. Najczęściej wyróżnia się epickim wymiarem i powiązana jest tematycznie, a wszyscy występujący w niej aktorzy odgrywają nakazane role. Podobnie wygląda sprawa w inscenizacji Kayaka, dlatego Scherpenzeel zaprosił do realizacji projektu całą grupę wokalistów oraz wieloosobowy chór. Efekty ich pracy wołają o szacunek i porażają rozmachem. Jest to atrybut większości takich przedsięwzięć artystycznych, noszących miano opery rockowej. Jako ciekawostkę podam, że nazwy tej użyto po raz pierwszy w 1966 roku w kanadyjskim (ukazywał się w Toronto) periodyku traktującym o muzyce „RPM Magazine”, a autorami określenia byli Bruce Cockburn i Mr William Hawkins. Jako pierwszą rock operę zarejestrowaną na płycie winylowej wymienia się „The Story Of Simon Simopath” z roku 1967, a wykonawcami byli członkowie brytyjskiej grupy grającej rock psychodeliczny Nirvana (warto zapoznać się z twórczością tej Nirvany, szczególnie polecam album z roku 1972 „Local Anaesthetic”). Natomiast najsłynniejszą operą rockową jest moim zdaniem nieśmiertelna „Tommy” (1969) zespołu The Who. Ale wróćmy do wydawnictwa z logo formacji Kayak. Autorzy wymieszali wiele elementów, wśród których wymienić można między innymi bardzo udane, oparte na indywidualnych umiejętnościach muzyków i specyficzne dla rocka progresywnego partie solowe z akcentami na całą gamę instrumentów klawiszowych oraz gitar elektrycznych i akustycznych. Obok nich pojawiają się popowe rytmy, szczególnie chwytliwe w niektórych refrenach, ale hasło „pop” nie stanowi w tej powodzi dźwięków słabej strony przedstawienia, raczej czyni z niego lżejszą i pogodniejszą strawę duchową. Potężny The Nostradamus Choir też uzyskuje efektowną przestrzeń na swoje prezentacje, szczególnie w akapitach przypominających muzykę sakralną, co można sprawdzić już w pierwszym akcie „The Secret Study”. Nie wiem, jak inni odbiorcy reagują na takie występy, ale trzeba przyznać, że taka kumulacja głosów pod jedną batutą robi piorunujące wrażenie, czego kontynuację otrzymujemy także w części drugiej „Overture- A Strange And Cryptic Tale”, w której niezwykłą nastrojowość uwydatnia partia gitary. Do wymienionych czynników dochodzą zapożyczenia z muzyki folk oraz wspaniale melodyjne ballady i zręcznie przygotowane aranżacje orkiestrowe. Paleta bodźców wokalnych, od quasi operowych głosów żeńskich po mocarne, potężne głosy partii męskich jeszcze dobitniej akcentuje rozmach widowiska. Oczywistością jest połączenie poszczególnych sekwencji w jeden epos, choć można w tym miejscu delikatnie skrytykować nieliczne na szczęście odcinki, w których sposób ich powiązania zakłóca stabilność całości, stąd na monolicie powstają dźwiękowe rysy.

Nostradamus- Historia

Michel de Nostredame (1503- 1566), francuski lekarz, astrolog, matematyk, autor proroctw, okultysta, doradca królowej Francji Katarzyny Medycejskiej, Żyd z pochodzenia. Jest autorem tzw. „Centurii” czterowierszy, w których sformułował swoje przepowiednie aż do roku 3797. Te chronologicznie nieuporządkowane wiersze zawierają wiele metafor i można je w różny sposób interpretować. Prawdziwość centurii wywołuje skrajne emocje, a na świecie żyje wielu interpretatorów, z których wielu wierzy w nie i stara się odnaleźć we współczesności dowody ich istnienia. Ale działa także silna opozycja, która lekceważy przepowiednie Nostradamusa. Podam przykład: W książce "Nostradamus. Wielka księga przepowiedni" (1993) jej autor Francis X. King na podstawie czterowiersza Nostradamusa przepowiada przyszłość, która wydarzyła się 4 lata po wydaniu książki (2 lata po wydaniu polskim). King pisze: "W roku 1991 utraciła władzę Margaret Thatcher, a księżna Diana została porzucona przez Księcia Karola. Jest wysoce prawdopodobne, że jednemu z tych wydarzeń Nostradamus poświęcił czterowiersz 74 z Centurii VI":

                        „Ta, która została odrzucona, powróci do władzy,

                        Jej wrogowie znajdą się pomiędzy spiskowcami,

                        Z większą chwałą, niż przedtem będzie panować,         

                       Z trzema i siedemdziesięcioma śmierć jest pewna”.

Pytanie, czy King na podstawie czterowiersza przepowiedział śmierć Diany (1997 rok) z trzema mężczyznami w samochodzie pędzącym w tunelu, przed którym stał znak ograniczenia prędkości do 70km/ h?

W żadnym razie nie podejmę się zajęcia jednoznacznego stanowiska, ale jedno jest pewne, że taka postać i jej życie to istne źródło obfitości w zakresie tematów stanowiących kanwę dzieł literatury, filmu i muzyki. Przykładami literackimi mogą być dzieła Aleksandra Dumas „Dwie Diany” i „Królowa Margot”, albo książka Petera Lemesurier „Nostradamus o XXI wieku”. Na jego temat powstało sześć filmów, pierwszy w 1938 roku. Także w muzyce rockowej postać Nostradamusa zaistniała już kilkakrotnie, między innymi na płycie zespołu Haggard „Awaking The Centuries” (2000), grającego metal symfoniczny. Także herosi metalu Judas Priest nagrali w roku 2008 album „Nostradamus” inspirowany jego przepowiedniami. Natomiast motywem przewodnim albumu „The Time Of The Oath” (1996) niemieckiej kapeli Helloween były proroctwa dotyczące końca świata.

Kayak- Nostradamus- The Fate Of Man - muzyka

            Przechodząc do zawartości muzycznej należy sobie zdawać sprawę, że wśród słuchaczy wyróżnić można minimum dwie opcje, jedna to ci, którzy wręcz nie cierpią takich rozwiązań, zjednoczonych pod wspólną nazwą „rock opera”, zarzucając takim projektom zbytnie rozdmuchanie treści, przerost formy, monumentalizm i nadmiar patosu. Druga grupa odbiorców, do której należy także autor niniejszego tekstu, przyswaja sobie te rozbuchane sekwencje z miłą lekkością, obcując z satysfakcją z epicką szatą dzieła, instrumentalną wielowymiarowością, bogactwem brzmieniowym. Nie mam zamiaru rozstrzygać, kto w tej „bitwie na opinie” ma rację, ponieważ o gustach, które stanowią cząstkę naszego indywidualizmu, się nie dyskutuje. Dlatego nawet nie będę próbował udowadniać niedowiarkom, że Ton Scherpenzeel wraz z mnogością artystów wspomagających stworzył rzecz wielką, czy może ponadczasową. Na pewno tak nie jest, a jego punkt widzenia na fragment historii Nostradamusa to nic innego, jak przeniesienie na grunt muzyki rozrywkowej fabuły literacko- historycznej, która na tym albumie stanowi pretekst do prezentacji wielu udanych rozwiązań melodycznych, licznych zmienności brzmieniowych, pięknych partii wokalnych ze szczególnym uwzględnieniem wstawek wielogłosowych, które momentami przenoszą słuchacza do rzeczywistości operowo- symfonicznej. Fakt ten z góry eliminuje przykładowo obecność ostrych, dynamicznych solówek gitarowych, a gitarowe „wariacje” istnieją na ścieżkach też płyty na zasadzie idealnego partnerstwa z innymi członkami instrumentarium. Sednem tego obszernego materiału dźwiękowego są moim zdaniem wspaniałe melodie, które w miarę rozwoju akcji dosłownie „wyrastają jak grzyby po deszczu” radując dusze każdego obiektywnego przyjaciela muzyki. Kayak buduje całą armię tonów różnistych, zaskakując ich konfiguracją, sposobem zestawienia, integracją symfonicznego proga z art rockiem i operowymi akcentami. Kiedyś pojęcie rock- opera kwestionowano całkowicie, wskazując na fakt, że sztuka popularna jaką jest muzyka rockowa nigdy nie przekroczy progu opery czy filharmonii, pozostając co najwyżej ubogim krewnym kultury wysokiej. Współcześnie istnieje wiele dzieł rockowych, które nawet specjaliści od tak zwanej muzyki poważnej uznali za wielce interesujące opracowania godne renomowanych sal koncertowych. Wspomnę tylko, że chyba pierwszą taką parafrazą w historii honorowaną przez muzykologów stały się słynne „Obrazki z wystawy” („Pictures At An Exhibition” 1971) trio Emerson, Lake And Palmer, proponujące rockowe aranżacje utworów rosyjskiego kompozytora Modesta Musorgskiego. Ale wracając do „Nostradamusa” akcję prowadzi narrator, bez którego trudno sobie wyobrazić rozwój wypadków w każdym takim spektaklu. Autorzy czerpią garściami z tradycji gatunku mieszając udanie rockowe piosenki z rozbudowanymi symfonicznymi poematami, sięgając także do historii musicalu. Wiele części, od 30 sekundowych łączników przez minutowe miniatury aż po 5- minutowe kompozycje „posklejano”, a przejścia pomiędzy kolejnymi akapitami odbywają się płynnie i bezproblemowo. Czas płynie szybko i pomimo globalnego wymiaru czasowego zbliżającego się do 110 minut „Nostradamus” nie nuży nawet po wielokrotnym przesłuchaniu. Zresztą ze względu na jego wielowymiarową konstrukcję trudno wyrobić sobie rzeczowy pogląd na podstawie jednego bądź dwóch przesłuchań. Tej materii należy poświęcić znacznie więcej wysiłku duchowego i nie będzie to na pewno czas stracony. Co rusz zachwycamy się wspaniałością tematów melodycznych, których jest tutaj bez liku. Podobnie z multum partii solowych inicjowanych przez stricte rockowe instrumenty jak gitara czy klawisze, ale także przez klasyczny fortepian czy sakralnie brzmiące organy albo na przykład partie dęciaków chociażby w Act One „Pagan’s Paradise”. Brzmi to nieco podobnie do niektórych patentów legendarnego bandu Chicago, ale nie stanowi bezmyślnego naśladownictwa. Oddzielnym ważnym czynnikiem jest rozmaitość akcentów wokalnych. Z notki zamieszczonej powyżej łatwo można się zorientować, że obowiązki wokalne, zgodnie założeniami, rozdzielono na liczne grono śpiewaków, zarówno ról żeńskich, jak też męskich, z wspomagającym chórem. Wszelkie fragmenty śpiewane to mocny punkt opowieści, budzący wielokrotnie zachwyt, ponieważ barwa głosu wykonawców, ich pasja w realizacji roli, sugestywny sposób śpiewania, potrafią zaznaczyć wiele emocji i namiętności. Ta aktorska metoda demonstracji istoty tekstów utworu wpływa także na odbiorców, który otrzymują szansę identyfikacji miłości, nienawiści, grozy, tajemniczości, smutki i radości, oraz całej palety innych odcieni emocjonalnych. Takie zaangażowanie duchowe nadaje piosenkom kolorytu, kształtuje nastrojowość. Kolejnym pozytywem są wykorzystane pierwiastki folkowe rodem z muzyki celtyckiej. Jako przykład przywołać mogę wymieniony już kilka linijek wyżej rozdział „Pagan’s Paradise” albo z Act Two przepiękny „.Dance Of Mirrors”, w którym śliczny motyw skrzypcowy w symbiozie z orkiestracją tworzy klimat rajskiej krainy Celtów. Inżynierowie projektu nie zapomnieli o lekkich, akustycznych balladach z nośnymi liniami melodycznymi, nie pominęli odcinków ewidentnie przebojowych, wykorzystali frazy pochodzące nawet z wodewilu czy kabaretu dobrej jakości. Kayak stworzył teatralne widowisko, opowiadając słowami i dźwiękami spójną historię, opierając się na badaniach profesora o nazwisku Rudy Cambier, który w opactwie Cambron odkrył pisma pewnego mnicha, które następnie opublikował, twierdząc, że zawierają one pewne punkty styczne z biografią Nostradamusa. Nie chcę dalej rozwijać tego wątku, gdyż każdy chętny znajdzie detale w tekstach źródłowych. Koncentrując się w dalszym ciągu na muzyce, mam świadomość, że moja relacja sprawia wrażenie chaotycznej, ale zapewniam, że nie jestem w stanie opowiedzieć o wszystkich aspektach tego spektaklu, który poraża swoim bogactwem. Próbuję tylko zasygnalizować pewne punkty programu, pozostawiając ocenę wszystkim, którzy postanowią się zaznajomić z kompletnym wydawnictwem Kayaka. Kończąc wspomnę jeszcze tylko, że muzykę z albumu, bez skrótów, wykorzystano jako ścieżkę dźwiękową do widowiska musicalowego o tym samym tytule, co album holenderskiego zespołu Kayak.

Nieprzekonanych do tak rozbudowanych przedsięwzięć artystycznych na polu rocka, zapewne nie przekonam, ale osobom, które się wahają mogę śmiało polecić tę dwunastą w kolejności, studyjną pozycję dyskograficzną Kayaka. Jestem przekonany, że nikt się nie zawiedzie jej poziomem, ciesząc uszy wieloma błyskotliwymi sekwencjami dźwiękowymi, niespodziewanymi podziałami rytmicznymi i chwytliwą melodyjnością całości, zastrzegając także, że Scherpenzeel i współpracownicy nie dążyli do rewolucji, lecz skomponowali na bazie wypracowanych wzorców w dziedzinie klasycznej rock opery 36 profesjonalnie wykonanych utworów tworzących muzyczny monolit w dobrym guście

Ocena 4/ 6

Włodek Kucharek

139_gojira_158x600 kopia.jpg 144_hmpbanner.jpg 141_evil158x600.gif 143_kata_158x600 kopia.jpg 140_fatum-158x600-singiel.png 142_sepultura158x600.gif

Goście

3753079
DzisiajDzisiaj269
WczorajWczoraj613
Ten tydzieńTen tydzień4222
Ten miesiącTen miesiąc2820
WszystkieWszystkie3753079
54.227.97.219