Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 80sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

katatoniaaak 2 m

accept posterb1yyy m

helloween i hammerfallzzz m

vdgg plakat nowe daty m

steelpanther 2022pol m

 

VANGELIS - See You Later

 
(1980 Polydor)
Autor: Włodek Kucharek

vangelis-seeyoulaterfrontal

1. I Can’t Take It Any More (5:38)

2. Multi-Track Suggestion (5:32)

3. Memories Of Green (5:44)

4. Not A Bit- All Of It (2:55)

5. Suffocation (9:21)

6. See You Later (10:22)

SKŁAD:

Vangelis Papathanassiou (wszystkie instr. klawiszowe)

GOŚCIE:

Jon Anderson (wokal)

Silver Kolouris (gitara elektryczna)

Cherry Vanilla (wokal)

Cori Josias (wokal)

Peter Marsh (wokal)

            Gdy zaczynałem swoją przygodę słuchacza- „odkrywcy” z muzyką firmowaną przez Vangelisa był rok 1975, czas, w którym miałem to szczęście obcowania z dźwiękami zarejestrowanymi pod tytułem „Heaven And Hell”. W „Niebie i Piekle” zafascynował mnie ten nasączony elektroniką przekaz, pełen nieoczekiwanych zmian nastroju, z podniosłym, chwilami wręcz heroicznym klimatem, z często wykorzystywanymi partiami chórów śpiewaków operowych, przekaz, który tworzył spójny spektakl sprawdzający się zarówno jako ilustracja dźwiękowa filmów dokumentalnych (soundtracki do fabuły Vangelis zaczął tworzyć nieco później), jak też jako wysublimowane tło muzyczne kameralnego spotkania, albo źródło relaksacji i uspokojenia po wytężonym dniu aktywności. Od zawsze oferta Vangelisa mieściła się także w szerokim nurcie multi-kulti, czyli rozumiana była przez ogół ludzi, niezależnie od ich stopnia rozwoju cywilizacyjnego, lub miejsca zamieszkania, narodowości albo poziomu edukacji. Wówczas miałem też przeświadczenie, że sztuka to muzyczna niełatwa, wymagająca od odbiorcy cierpliwości i zrozumienia, a zatem także wielokrotności przesłuchania płyty bądź kasety, bo takie twory fonografii kiedyś także istniały. Aby pojąć tajemnice tych dzieł korzystałem wiele razy, tak jak moi rówieśnicy, z rad i kompetencji wielkiego radiowego propagatora i edukatora w zakresie muzyki elektronicznej Pana Jerzego Kordowicza (dzięki niemu poznałem Popol Vuh, Can, Tangerine Dream, Amon Düül i wiele innych kapel tego nurtu), który poprzez autorskie audycje stał się prawdziwym guru dla szerokiego kręgu fanów. Także ten Pan Redaktor stał się impulsem do poszukiwań źródeł twórczości Vangelisa, a na tej drodze trudno było ominąć na przełomie lat 60- i 70- tych spotkanie z trochę eksperymentatorskim Aphrodite’s Child, w którego składzie obok Vangelisa Papathanassiou i perkusisty Lucasa Siderasa natrafiamy na nazwisko Demis Roussos, w roli wokalisty zespołu. Nie wspominam o Roussosie przypadkowo, bo ten właśnie muzyk zrobił kilka lat później niesamowitą karierę jako wykonawca fantastycznie przebojowych piosenek, które wielokrotnie zajmowały szczyt list przebojów w licznych krajach Europy. Tak na marginesie zaznaczyć należy, że Demis był w Polsce autentyczną gwiazdą muzyki pop, a jego koncerty np. w Sopocie, wtedy nazywane „artystycznie” recitalami, wywoływały istne szaleństwo rozentuzjazmowanej publiki. Ale powracając do meritum sprawy muszę uczciwie przyznać, że nigdy mi na myśl nie przyszło, że ta poważna, elektroniczna muzyka przetrwa, nie starzejąc się, tyle dekad. Zmieniło się wokół praktycznie wszystko, rewolucja dotknęła instrumentarium, a sztuka Vangelisa trwa. I bardzo dobrze, ponieważ zasługuje w pełni na taką atencję, a jej autor wywindował swoje kreacje instrumentalne na tak niebotyczny poziom, że nawet jego niektóre albumy uznane powszechnie za średnio udane oznaczają jakość nieosiągalną dla wielu twórców. Współcześnie Vangelis należy do grona niekwestionowanych autorytetów, a jego twórczość wpisała się na trwałe w historię muzyki. I w tym miejscu pojawia się pewna drobna wątpliwość, co do klasyfikacji jego stylistyki. Nie podejmuję się rozstrzygać, czy dzieła tego kompozytora to rock elektroniczny, czy może muzyka filmowa, a nawet w niektórych przypadkach awangardowa muzyka poważna?

            Jeśli chodzi o przedmiot tej recenzji, to album „See You Later” zachwyca spójnością, niebanalnymi pomysłami rozwiązań brzmieniowych, oraz prawdziwą perłą, tytułowym utworem finalizującym cały projekt. To właśnie w kompozycji „See You Later” najdobitniej brzmi efekt współpracy z wokalistą Yes, Jonem Andersonem, którego głos stosownie zharmonizowany z frazami instrumentalnymi Mistrza klawiatur wywołuje znajome „ciary” na całym ciele. W powiązaniu z nieziemsko pięknym motywem melodycznym tworzy magiczny klimat, czarując każdego słuchacza. Ale oczywiście te ponad 10 minut tytułowego hymnu nie wyczerpuje zalet programu wydawnictwa, złożonego z krótszych - jak na Vangelisa - form instrumentalnych, w których głos bywa niekiedy traktowany jak jeszcze jeden instrument, którego brzmienie podlega ustawicznym przeobrażeniom, vide wstęp w postaci „I Can’t Take It Any More”. Bywa też zwyczajnie, piosenkowo, z pulsującą elektroniką melodią jak w numerze drugim „Multi-Track Suggestion”. Może to trochę szalona idea, ale jestem przekonany, że obszerne fragmenty tego utworu sprawdziłyby się znakomicie w warunkach dyskotekowych, a nawet mogłyby stanowić materiał bazowy do przeróbek hip-hopowych jakiegoś zwariowanego DJ-a. Kolejna pozycja „Memories Of Green”, fortepianowo uszlachetniona, stonowana, powolna i delikatna, lekka i zmysłowa, prowokuje do rozmyślań, wyobrażeń, zachwycając proporcjonalnie ułożonymi sekwencjami dźwięków. Wiele elektronicznych „gadżetów” w formie odgłosów syren z oddali, „grzechotnikowych” szelestów i tonów industrialnych ubarwia panoramę tego utworu, z atmosferycznymi akcentami nostalgii i tęsknoty. Przepiękny kawałek wrażliwego twórcy. „Zminiaturyzowany” do niespełna 3 minut, „Not A Bit- All Of It”, może kojarzyć się z pewną „weselną” rubasznością, z muzycznym żartem, a to przeświadczenie umacnia świadomie banalna melodyjka, trywialność partii wokalnych damsko- męskich sprowadzonych do roli „kawiarnianego” komentarza. I kolejny mój pokręcony pomysł, ale gdyby ścieżki tego głosowego drobiazgu „puścić” przykładowo w jakimś centrum handlowym (o zgrozo!!!), to wielu kupujących potraktowałoby tę informację jako reklamę bliżej nieokreślonego produktu. Nic to, ale Vangelis reprezentuje taką klasę, że może sobie pozwolić na taką muzyczną „katarynkę”, odbiegającą znacząco nastrojem i prostotą instrumentalną od pozostałych składników albumu. Po tym anegdotycznym przerywniku na scenę wkracza potężny, hymniczny „Suffocation”. W jego strukturze łatwo zidentyfikować pulsację automatu perkusyjnego, z trochę jednostajnym rytmem w fazie początkowej, do 2 minuty, oraz wiele niespodzianek. Wokalną, w części środkowej z monologiem, w którym wyróżnia się wyraźnie powtarzane wielokrotnie w języku włoskim „Attenzione! Attenzione!”. Instrumentalną z licznymi przełomami, z tym najbardziej spektakularnym dokładnie w punkcie 4:40. A później „zabija” nas uroda partii wokalnej Andersona, w czasie której Vangelis wycofuje się ze swoim brzmieniem na peryferie utworu. Tajemnicze głosy w szeptanej rozmowie, „snujące” się syntezatory, dużo ciszy, subtelnych dźwięków aż do wybrzmienia ostatniego półtonu. „See You Later” to, co już zasygnalizowałem wcześniej, prawdziwy popis duetu Vangelis- Anderson. Ten pierwszy obok fortepianu elektrycznego w wirtuozerski sposób ukazuje siłę syntezatorów pod autorską dyrekcją, napędzając tempo pierwszej części kompozycji, z jazzową improwizacją fortepianu i skojarzeniami z dziełami takich mistrzów jak Chick Corea, Herbie Hancock albo Austriak Joe Zawinul z legendy muzyki fusion i jazz- rocka, Weather Report. Zwracają także uwagę ciekawe, narracyjne harmonie wokalne, w których niejednokrotnie głosy przetworzone zostają elektronicznie. Taka rytmiczna jazda „bez trzymanki” trwa do granicy 6:30, gdy całkowicie gaśnie. Od tego momentu przestrzenią zawładnie Anderson, prezentując baśniowy finał, porywający melodią i nastrojowością, śpiewając tym swoim specyficznym falsetowym głosem z towarzyszeniem chóru, powtarzającego słowa z tytułu „See You Later”. Bajka, porażająca pięknem! Dzieło podniesione do rangi sztuki! Może to i herezja, ale dla tego, 4-minutowego fragmentu warto poznać materiał całej płyty. „See You Later”, epicki poemat wieńczący dzieło.

            „Do Zobaczenia” Vangelisa generuje momentami wręcz mroczne piękno. Epatuje „wklejonymi”, wielojęzycznymi rozmówkami (po włosku, francusku) wykorzystanymi jako ważne elementy spektrum brzmienia. Album zawiera wiele szczegółów wizjonerskich, na przykład odcinków „pachnących” ambientem z właściwą dla niego luźną kompozycją plam dźwiękowych, nurtem stylistycznym rozwiniętym w późniejszych czasach przez wielu artystów (Brian Eno, Klaus Schulze), a modyfikowanym później przez muzyków The Orb, Future Sound Of London czy Air. Publikacja „See You Later” to także prezentacja wszechstronności Vangelisa, jego otwartego umysłu na drodze do rozsądnego wykorzystania elektroniki w muzyce, w taki sposób, aby kompozycje roztaczały ciepło i emocje, a nie odhumanizowaną „papkę” tonów różnistych. Udane tematy melodyczne, przestrzenność brzmienia zadowolą każde poczucie estetyki w obcowaniu z muzyką.

Ocena 5/6

141_evil158x600.gif 144_hmpbanner.jpg 143_kata_158x600 kopia.jpg 139_gojira_158x600 kopia.jpg 140_fatum-158x600-singiel.png 142_sepultura158x600.gif

Goście

3753128
DzisiajDzisiaj318
WczorajWczoraj613
Ten tydzieńTen tydzień4271
Ten miesiącTen miesiąc2869
WszystkieWszystkie3753128
54.227.97.219