Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 80sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

katatoniaaak 2 m

accept posterb1yyy m

helloween i hammerfallzzz m

vdgg plakat nowe daty m

steelpanther 2022pol m

 

RENAISSANCE - Ashes Are Burning

 

(1973 One Way Records/ Souvereign/ Harvest/ CD-One Way 1991/ CD-Repertoire 1995)

Autor: Włodek Kucharek

 

 

renaissance-ashesareburning

1.Can You Understand? (9:51)

2.Let It Grow (4:11)

3.On The Frontier (4:54)

4.Carpet Of The Sun (3:34)

5.The Harbour (6:50)

6.Ashes Are Burning (11:24)

SKŁAD:

John Tout (instr. klawiszowe/ wokal)

Annie Haslam (wokal)

John Camp (bas/ wokal)
Terence Sullivan (perkusja/ wokal)

GOŚCIE:

Michael Dunford (gitara akustyczna)

Andy Powell (gitara „Ashes Are Burning”)

Grupa Renaissance zarejestrowała i opublikowała swój czwarty album „Ashes Are Burning” w 1973 roku, krótko po poprzedniku „Prologue”, na którym ukonstytuował się nowy skład formacji. Jednak okładka płyty przedstawia zespół jako kwartet, ponieważ w momencie kiedy rozpoczęły się prace nad zawartością muzyczną wydawnictwa, projekt graficzny bez wizerunku Michaela Dunforda, już wtedy oficjalnego członka zespołu, był już gotowy. Kolektywnie zdecydowano, żeby nie dokonywać zmian szaty graficznej longplaya. Zresztą Dunford decyzję w sprawie przyłączenia się do Renaissance podjął stosunkowo późno, najpierw chciał skoncentrować się wyłącznie na pisaniu piosenek, nawet w czasie tournee promującego „Prologue” nie występował na scenie, a wszystkie partie gitarowe zagrał Peter Finberg. Uzupełniając informacje o wkładzie „Obcych” w produkcję i treść publikacji fonograficznej pragnę przypomnieć, że autorami jedynej „nie-dunfordowej” kompozycji, „On The Frontier” są Betty Thatcher (napisała słowa do pięciu utworów albumu) wspólnie z byłym perkusistą bandu Jimem McCarty. Info numer 2: w utworze „The Harbour” wykorzystano na wstępie i w finale cytat z miniatury Claude’a Debussy „La cathedrale engloutie”, a aranżacje smyczkowe przygotował Richard Hewson. Wywołało to perturbacje ze względu na niejasności związane z prawami autorskimi, dlatego na niektórych wersjach płyty wydanych na CD „obcinano” fragmenty klasyka, by uniknąć korowodów prawnych (Z jednej strony można zrozumieć wydawców, jednak z punktu widzenia odbiorcy taka operacja wydaje się czystą głupotą, bo pozbawiony istotnej części swojej konstrukcji utwór przypomina karykaturę oryginału). Wzmianka trzecia: album inauguruje prawie 10-minutowy „Can You Understand?”, w którym posłużono się, według opinii Dunforda całkiem nieświadomie (autor wyjaśniał, że potraktował ten fragment jako rosyjski motyw ludowy), wycinkiem ścieżki dźwiękowej do filmu „Doktor Żywago” (1965) autorstwa sławnego kompozytora Maurice Jarre’a, nominowanego za swoje dzieło do Oskara. Ostatnia informacja porządkująca, która zapewne w pewnym kręgu przyjaciół rocka wywoła konsternację: „Ashes Are Burning” to album bez partii gitary elektrycznej z drobnym wyjątkiem, a jest nim występ solowy gitarzysty Wishbone Ash Andy Powella w utworze tytułowym. Fakt ten nie powinien jednak wywołać zdziwienia jeśli dopowiem, że John Tout zaangażował się w prace nad jednym z najsławniejszych wydawnictw Wishbone Ash „Argus” i obecność Powella potraktować można na zasadzie instrumentalnej rewizyty.

Czas na krótką analizę zaprezentowanego materiału. Na wstępie pozwolę sobie na stwierdzenie, że „Ashes Are Burning” to jedno z najwspanialszych dzieł nie tylko w dyskografii Renaissance, lecz również w całej historii ….. No tak, właśnie, czego? W tym miejscu mogą pojawić się pewne wahania klasyfikacyjne. Moim zdaniem nie-fachowca to rock progresywny w najczystszej postaci z szeroką gamą elementów symfonicznych oraz akcentów art-rocka, nawet muzyki pop, także słowiańskiego folkloru. Piękna to muzyka, perfekcyjnie zaprojektowana i wykonana. Zachwycają wstawki orkiestrowe, rewelacyjne partie wokalne mistrzyni operowania głosem Annie Haslam, akustyczne, gitarowe pasaże Dunforda, dojrzałe, naładowane energią występy instrumentów klawiszowych plus fortepianu, wyrazisty ale niezbyt nachalny puls rytmiczny dyktowany i kontrolowany przez duet Camp- Sullivan. Nie wolno zapominać o gitarowej fakturze dźwięków wymodelowanej przez Powella, który z wyczuciem wykonał swoje zadanie zachowując ducha muzyki Renaissance. Całość porównać można do poetyckiego spektaklu najwyższej rangi, w którym zadziwiają biegłość wykonawcza, prześliczne tematy melodyczne, umiejętność korzystania i inspiracji z dziedzictwa klasyki muzycznej. Sposób w jaki zaprojektowano ten album, jego niepowtarzalny klimat, nastrojowość kreowana anielskim głosem, delikatność sekwencji akustycznych, magia klawiszowych krajobrazów unosząca się w powietrzu pozwalają na konstatację, że te 40 minut sztuki muzycznej zbliża się do geniuszu. Wielkie słowa, ale proszę wierzyć, że nie pochodzą z taniej reklamy, zresztą wystarczy posłuchać kolejnych rozdziałów w tej „Renesansowej” księdze wspaniałości.

„Can You Understand?” to rewelacyjne przywitanie z fortepianowym intro, po którym do składu instrumentarium włączają się gitara basowa i perkusja i wspólnymi siłami napędzają tempo i intensyfikują utwór rytmicznie. Dusza słuchacza się raduje, tym bardziej, że instrumentalny popis obudowany został wspaniałą, trochę podniosłą linia melodyczną. Kompozycja w swojej prawie 10- minutowej strukturze zawiera liczne zwroty muzycznej akcji, a pierwszy zdecydowany przełom notujemy po 2:30, gdy z ciszy wypływa , śliczna wokaliza Annie Haslam przy akompaniamencie wyłącznie gitary akustycznej. Dopiero nieco później utwór z oszczędnej sekwencji dźwięków przeobraża się i nabiera brzmieniowych kolorów oraz tempa (po 4:30). Cały ten ponad 2- minutowy fragment „pachnie” folkiem przechodząc na granicy 5:25 w symfoniczny hymn ze znakomicie wplecionymi smykami i bogatą orkiestracją. Po 7 minucie piosenkę prowadzi głos Haslam, w tle delikatnie zaznaczona aranżacja smyczkowa, a po 8:30 następuje powrót do rozpędzonego motywu początkowego. Cóż dodać do tego opisu? Chyba tylko uwagę, że całość jest wyborną próbką wręcz kosmicznych umiejętności zespołowego grania Renaissance. Klasa lux! W „Let It Grow” baśniowy klimat, delikatność ballady z wiodącą partią wokalistki oraz lirycznym charakterem występu fortepianu. Jest spokojnie, kołysząco, elegancko i melodyjnie. Uroda tego nagrania zachwyci każdego poszukiwacza melancholii. „On The Frontier” trzyma wysoki poziom poprzednika, wnosząc do przestrzeni dźwięku świetne chórki w towarzystwie akustyki gitary i współpracy z…, to żadna niespodzianka, fortepianem. Kompozycja jest czasowo dosyć krótka, ale wcale nie jednorodna, gdyż po 2 minucie przeżywa dosyć radykalny zwrot zmieniając swój profil rytmiczny a także temat melodyczny. Wokalne warunki stawia ciągle jedyna dama w tym towarzystwie , jednak przy wsparciu głosowym męskiej części zespołu. Walory stylu Renaissance eksponuje w pełni bardzo przebojowy song „Carpet Of The Sun” z zachwycającą melodią uzupełnioną partiami smyczkowymi. Truizmem byłoby przypominanie o potencjale wokalnym piosenki, bo Annie Haslam jak zwykle stawia tutaj znak najwyższej jakości. Przedostatni rozdział albumu nosi tytuł „The Harbour” z inaugurującą go mistrzowsko partią na klawiaturę fortepianu, dla której wzorcem stało się dzieło Debussy’ego. Po prawie 2 minutowym popisie fakturę kompozycji urozmaicają stopniowo głos Pani przed mikrofonem i „szelest” palców biegających po progach i akustycznych strunach gitary. Urzekający powabem nastrój kreowany jest w dalszej kolejności przez subtelne klawisze. Po 5 minucie kompletna zmiana w postaci, określiłbym go jako mroczny, zwiastujący burzę, fortepianu kontynuującego swoje dzieło aż do spotkania ze strefą ciszy w punkcie 6:50. W tle pastelowo, stonowanie zarysowana linia wokalna. Całość to wyśmienita parada wirtuozerskich kompetencji kwintetu (zaliczając do składu akustycznego Michaela Dunforda), ocierająca się stylistycznie o dzieła muzyki poważnej, czy tzw. sztuki wysokiej, ukazująca w pełnym blasku ducha muzyki Renaissance. Ostatnim aktem spektaklu jest opowieść tytułowa, rozbudowana, wielowątkowa, w której zespół prezentuje w swoim żywiole niebanalne pomysły i rozwiązania harmoniczne okraszone wyśmienitą partią gitary elektrycznej prowadzonej, jak już wspomniałem wyżej przez Andy Powella z Wishbone Ash. Tak naprawdę to słuchacz przeżywa w tym momencie coś w rodzaju rozdwojenia, gdyż nie wiadomo, co podziwiać bardziej, czy sopranowe, czyste jak kryształ górski, wyczyny Annie, czy może genialną, poruszającą wszystkie zmysły melodię, a może współpracę instrumentów klawiszowych, albo dokonania gitarowego gościa. W tej długaśnej, suitowej kompozycji wyeksponowano wszystkie te składniki, które decydują o wyjątkowości stylu Renaissance. Bogactwo brzmienia, zrozumienie muzyków (posłuchajcie wejścia basu po 3:30), prawdziwe orgie fortepianowo- klawesynowo- organowe, zmienność muzycznej akcji, melodyjność, odcinki klasycyzujące. REWELACJA!!! Rock podniesiony do rangi sztuki muzycznej najwyższych lotów! Estetyczny plaster miodu! I tak pochwały można mnożyć praktycznie w nieskończoność. Album „Ashes Are Burning” to mocny filar kanonu muzyki rockowej, podkreślający wielkość dziedzictwa Renaissance, którego członkowie wspięli się tym albumem na królewski tron, pozostając na nim do końca lat 70-tych.

Ocena 6/6

Włodek Kucharek

142_sepultura158x600.gif 144_hmpbanner.jpg 141_evil158x600.gif 143_kata_158x600 kopia.jpg 139_gojira_158x600 kopia.jpg 140_fatum-158x600-singiel.png

Goście

3748890
DzisiajDzisiaj33
WczorajWczoraj714
Ten tydzieńTen tydzień33
Ten miesiącTen miesiąc22510
WszystkieWszystkie3748890
34.207.230.188