Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 80sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

katatoniaaak 2 m

accept posterb1yyy m

helloween i hammerfallzzz m

vdgg plakat nowe daty m

steelpanther 2022pol m

 

VANGELIS - Spiral

 

(1977 RCA, Remaster 2013 Esoteric Recordings)

Autor: Włodek Kucharek

 

vangelis-spiral

 

1.Spiral (6:55)

2.Ballad (8:27)

3.Dervish D (5:14)

4.To The Unknown Man (9:01)

5.3+3 (9:43)

Skład

Vangelis (instr.klawiszowe/ perkusja)

            To kolejny album Vangelisa, który ugruntował jego rosnącą popularność. Od momentu opublikowania solowego „Heaven And Hell” wielu twórców poszukiwało możliwości współpracy z tym greckim multiinstrumentalistą, kompozytorem i producentem, wśród nich znaleźli się nie tylko reprezentanci świata muzyki, lecz także twórcy teatralni i filmowi. Jego wszechstronność stała się legendarna, a twórczość nieprzewidywalna. W swojej bogatej karierze był w roku 1974 kandydatem na następcę Ricka Wakemana w Yes, ale po kilku próbach muzycy rozstali się bez komentarza, choć plotki „mówiły”, że Vangelis jako typowy indywidualista nie potrafił przystosować się do pracy zespołowej. Ale to wydarzenie z jego biografii zawiera jeden istotny czynnik, przyjaźń z wokalistą Yes Jonem Andersonem, a obaj panowie w chwilach przerwy w swojej podstawowej pracy znaleźli czas, by stworzyć w duecie kilka znakomitych, przepięknych płyt wypełnionych wieloma klimatycznymi piosenkami. Każdy ich album pod szyldem Jon And Vangelis jest godny rekomendacji i nie przynosi rozczarowania zwolennikom dosyć lekkiej i eleganckiej sztuki muzycznej. W późniejszym okresie Vangelis współpracował ze znaną na świecie divą operową Montserrat Caballe, z włoskim piosenkarzem Claudio Baglionim (ikona włoskiej piosenki aktorskiej i muzyki pop, na koncie trzydzieści pełnowymiarowych albumów), opracował muzycznie poezję interpretacji i wykonaniu wyśmienitego aktora Seana Connery, pisał także dla potrzeb teatru, opery i baletu. Stał się również autorem muzycznej oprawy wielu widowisk sportowych, m.in. igrzysk olimpijskich. Oprócz tego Vangelis jest malarzem (zgodnie ze swoim wykształceniem), wziętym producentem muzycznym oraz konstruktorem nowych instrumentów elektronicznych.

Często w tzw. środowisku upowszechnia się opinię, że „tylko Vangelis potrafi za pomocą jednego uderzenia w klawisze wyrazić więcej niż niejedna orkiestra całą symfonią”. Co ciekawe, wielu odbiorcom termin „instrumenty elektroniczne” kojarzy się raczej z odhumanizowaniem muzyki. Ale w przypadku tego wirtuoza takie mniemanie jest błędne, ponieważ w jego kreacjach dźwiękowych znajdujemy perfekcyjny kompromis między elektroniką a wyrażaniem i ilustrowaniem ludzkich emocji. Kto wie, czy ta umiejętność to nie główna przyczyna jego sukcesu. Kompozycje Vangelisa potrafią w mistrzowski sposób stymulować naszą wyobraźnię i w sugestywnej formie opisać dźwiękami otaczający nas świat. Muzyka Vangelisa łamie wiele barier i przekracza wiele granic, a tajemnica tkwi w jego autorskiej definicji muzyki: „To jedna z najpotężniejszych sił we wszechświecie. Otacza nas nieustannie i wszędzie. Jest dla mnie totalną abstrakcją”. Myślę, że te ostatnie słowa potraktować można jak motto jego aktywności artystycznej, której owocem jest naturalnie także płyta „Spiral”. Zawiera ona sześć kompozycji, niecałe 42 minuty muzyki (nie zapominajmy, że 42 minuty oznaczało „ścisk” dźwięków na winylu jak w miejskim autobusie w godzinach szczytu), potwierdzających klasę autora i budzących zainteresowanie pomysłami z zakresu muzyki elektronicznej (jako pierwszą kompozycję tego stylu uznaje się nagraną w studio w Niemczech w Kolonii w 1953 „Studie I” przez Karlheinza Stockhausena). „Spiral” potwierdziła (po „Heaven And Hell”i „Albedo 0.39”) artystyczną wszechstronność i malarskie predyspozycje Vangelisa. Na ścieżkach płyty słuchacze bez trudu znajdą także to, co przez lata charakteryzuje jego twórczość, mianowicie znakomite pomysły melodyczne oraz talent do łączenia wielu wątków w jeden spójny, jednorodny organizm. Z zamieszczonego wyżej spisu nagrań można się zorientować, że Vangelis stworzył kilka krótszych form muzycznych, różniących się od siebie i niezwykle urozmaiconych brzmieniowo. Tytułowy utwór rozpoczynają proste, dosyć jednostajne, powolne dźwięki, naprzemiennie zbliżające się i oddalające, sprawiające wrażenie jakby krążących wokół słuchacza. Jednak temat melodyczny w miarę upływu czasu zyskuje na tempie i dynamice, a w okolicy trzeciej minuty struktura zostaje przełamana, brzmienie wzbogacone instrumentami perkusyjnymi, dzwonkami, a nastrój nabiera podniosłości muzycznego hymnu z pierwiastkami symfonicznymi. Całość zaskakuje melodyjnością, prawie „przebojową” chwytliwością, precyzyjną strukturą rytmiczną, utrzymana w znacznym jak na kompozycje Vangelisa tempie. Drugi akt „vangelisowej opowieści” swoim tytułem sugeruje zawartość, „Ballad”. Artysta uznał widocznie, że po tak „wyczerpującym” emocjonalnie i przestrzennym wstępie czas na coś bardziej skromnego, leniwego i nastrojowego. Ciekawostką jest występ wokalny autora, a właściwie jego vocoderowo przetworzonego głosu ze słowami nie do odczytania. Klimatyczne pasaże układają się w ciąg pejzaży, stanowiąc impuls pobudzający wyobraźnię. Delikatne motywy, subtelna melodia i skłonność artysty do improwizowania (Vangelis większość swoich pomysłów realizuje „na żywo”, bez późniejszych ingerencji i poprawiania), dużo uroku i melancholii. Numer trzy na albumie to „Dervish D”, którego tytuł nawiązuje do tzw. tańczących derwiszów, zakonu założonego około 1273 roku w Iranie. Dynamika, tempo, wyrazista melodia, rytm, wszystko to atrybuty- to nie herezja- syntezatorowego hitu. Aż w duszy gra pod wpływem chwytliwości tego kawałka, pełnego entuzjazmu, spontaniczności i radości. Kandydat na przebój! Po tanecznych „podrygach” pora na chwilę oddechu i refleksji przy przepięknym „To The Unknown Man”, W tle basowy, syntezatorowy podkład, a na pierwszym planie wciągający motyw melodyczny, rozwijający się sukcesywnie o nowe elementy brzmieniowe wprowadzane przez wykonawcę. Narastająca niespiesznie dynamika prowadzi słuchacza do punktu kulminacyjnego, w którym „suche” werble zwiastują zmianę klimatu. W przestrzeni utworu coraz więcej miejsca zajmuje bombastyczna i pełna majestatu orkiestracja. A między 6. i 7. minutą uspokojenie, by wprowadzić zmianę koncepcji melodycznej, towarzyszącej nam do wybrzmienia ostatniego tonu. Wydawnictwo zamyka najdłuższy fragment na płycie „3+3”, który zawiera jakby dwa niezależnie rozwijające się tematy melodyczne, jeden prosty polegający na wielokrotnych powtórzeniach, drugi stanowiący syntezatorową sekwencję brzmień orkiestrowych. Vangelis po mistrzowsku wykorzystuje syntezator i analogowy sekwencer, któremu powierzono kształtowanie tła rytmicznego.

            „Spiral” to kolejne dzieło Vangelisa zaliczające się do kanonu sztuki muzycznej. Dowód kreatywności autora, który operując klawiaturami elektronicznymi i dbając o aspekty czysto muzyczne jak melodia, rytm czy brzmienie, stworzył krajobraz autorskich wizji, zachwycający i na tamte czasy, minęło ponad 35 lat, wręcz rewolucyjny.

Ocena: 5,5/6

Włodek Kucharek

139_gojira_158x600 kopia.jpg 144_hmpbanner.jpg 141_evil158x600.gif 143_kata_158x600 kopia.jpg 140_fatum-158x600-singiel.png 142_sepultura158x600.gif

Goście

3753089
DzisiajDzisiaj279
WczorajWczoraj613
Ten tydzieńTen tydzień4232
Ten miesiącTen miesiąc2830
WszystkieWszystkie3753089
54.227.97.219