Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 68sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

bullet tourchartsentry weba b

black silesia open air iii m

king crimson m

deeppurple posterb1e m

iced earth plakat m

striker summer slam m

wacken plakatd m

anathema plakatz m

roger waters plakatu m

ino rock festival plakata m

hellion metal festivalx m

primal fear plakata b

threshold european tour 2018z m

ross the boss bullet crystal viper m

ross the boss 2 plakat m

diamond head plakat m

 

VANGELIS - Direct

 
(1988 Arista; CD Remaster 2013 Esoteric Recordings)
Autor: Włodek Kucharek

vangelis-direct

1. The Motion Of Stars (4:17)

2. The Will Of The Wind (4:41)

3. Metallic Rain (6:10)

4. Elsewhere (5:39)

5. Dial Out (5:20)

6. Glorianna (Hymn A La Femme)(4:20)

7. Rotation’s Logic (3 :27)

8. The Oracle Of Apollo (3 :55)

9. Message (7:07)

10. Ave (5:04)

11. First Approach (4:58)

12. Intergalactic Radio Station (7:44)

SKŁAD:

Vangelis Papathanassiou (wszystkie instrumenty

GOŚCIE:

Markella Hatziano (mezzo- sopran „Glorianna (Hymn A La Femme)”)*

Casey Young (głos „Intergalactic Radio Station”)*

Trochę się porządziłem, ponieważ umieściłem nazwiska dwojga gości uczestniczących przy realizacji albumu, chociaż Vangelis niejako starym zwyczajem zignorował ten fakt i w opisie wydawnictwa nie zamieścił obojga wykonawców. Znacznie większy udział należał do greckiej mezzo-sopranistki, która wykonała jedyną partię wokalną albumu stanowiącą trwały komponent struktury płyty w utworze numer 6. Natomiast rola Caseya Younga jest epizodyczna, gdyż, po pierwsze trudno jego występ określić mianem wokalu i sedno sprawy oddaje zapis „głos”, po drugie był on pracownikiem technicznym ekipy Vangelisa w trakcie realizacji zadań studyjnych, co nie znaczy, że nie należy podać choćby wzmianki o tej osobie.

            Szczerze mówiąc, dawno nie słuchałem tej płyty, zawsze było coś ważniejszego, a ciągle przybywające nowości spychają w moim prywatnym rankingu płyt do słuchania, te sprzed kilkudziesięciu lat na dalsze pozycje. Tym bardziej, że współcześnie wszyscy zapomnieli o zjawisku „panoszącym się na rockowym tronie” przed dekadami, zwanym rock elektroniczny, którego ówczesna popularność pozostaje dzisiaj miłym ale niestety wyłącznie wspomnieniem. Aktualnie muzyczna elektronika bywa czasami dodatkiem do sztuki muzycznej, niekoniecznie rockowej, a nie przedmiotem badań i inspiracji szerokich rzesz słuchaczy. W zakamarkach pamięci zachowały się „jak żywe” obrazy z koncertów, intrygujących tysiące ludzi łaknących ciekawych wizji artystycznych wypełnionych sensownie zaprojektowaną elektroniką, a wśród tuzów tego kierunku wyróżniał się od zawsze Vangelis. Nie będę się „bawił” w tym miejscu w opisywanie biografii artysty, ale gdy uważnie prześledzimy jego karierę pod względem charakterystycznych cech muzycznych, to dostrzeżemy wiele symptomów zmian, które po raz pierwszy wprowadził on na dysku zatytułowanym „Direct”. Jest to praktycznie pierwsze wydawnictwo Vangelisa, wyłączając czasy Aphrodite’s Child, na którym zarejestrowano krótkie, zwięzłe formy dźwiękowe, bo 4-6 minutowe utwory to w przypadku greckiego twórcy „błysk oka”. Po okresie rozbudowanych struktur kompozycyjnych nadszedł widocznie czas dosyć jednorodnych, melodyjnych akapitów nie wymagających od słuchacza uporczywego wsłuchiwania się w materię muzyczną, z których praktycznie każdy fragment stanowi niezależny byt, który wyizolowany z ram albumu, mógłby sobie istnieć w każdej innej konfiguracji. Już wcześniej użyłem słowa „melodia”, element nowej publikacji, który w każdym z 12 kawałków zwraca uwagę swoją urodą, przyjaznym klimatem i wyrazistością. Dlatego „Direct” to zbiór licznych, przyjemnie płynących wątków melodycznych, z których każdy sprawia sympatyczne wrażenie. Ten, nazwijmy go patentem, Vangelis powtórzył na późniejszym etapie swojej twórczości, czego dowodem są kolejne dyski z napisami na okładce „Voices”, „Oceanic” czy „1492”. W materii „Direct” na próżno szukać sekwencji z zacięciem eksperymentatorskim, wygląda na to, jakby autor nasycił się układaniem dźwięków awangardowych zamieszczonych na przykład trzy lata wcześniej na albumie „Invisible Connections”, które bardziej wskazują na współczesną muzykę poważną czy awangardową aniżeli rozrywkową. „Direct”, mimo upływu 26 lat nie należy do kategorii rockowych „ramot”, nie została „upośledzona” przez czas, przeciwnie, brzmi niewiarygodnie świeżo, nawet momentami odkrywczo, mniej w niej poważnych, wzniosłych tonów rodem z poprzednich longplayów, więcej takiego domowego ciepła, pozytywnych i przyjacielskich wibracji, mniej nieprzewidywalności, więcej uporządkowania i symetrii, a złożoność i wielowymiarowość płaszczyzn dźwięku ustąpiła miejsca uproszczeniu sekwencji, większej przystępności dla neofitów, którzy być może pierwszy raz zetkną się z filozofią twórczą Vangelisa. Czy tak skonfigurowane muzyczne obrazy Vangelisa stały się gorsze, mniej wartościowe bądź mniej ambitne? W żadnym wypadku! Autorowi udało się stworzyć muzykę na tyle uniwersalną, że trafił w każde gusta. „Direct” to także wszechstronność i różnorodność, które powodują, że zawartość płyty posłużyć może zarówno jako ilustracja dźwiękowa filmów, tło programu popularno- naukowego, wypełniacz czasu w czasie podróży czy może chwila relaksu po żmudnym wysiłku. Jedno nie uległo zmianie, charakterystyka poszczególnych kompozycji, które pozwalają łatwo zidentyfikować autora i źródło przekazu. Bo Vangelis, pomimo tego, że tym razem stworzył dzieło bardziej przystępne i łatwiejsze w odbiorze, pozostał sobą, nie godząc się na żadne artystyczne kompromisy. To suweren, który może pozwolić sobie na więcej niż inni, a chwytliwość melodyki, prostota rozwiązań rytmicznych, mniej rozmachu i monumentalizmu wcale nie dyskwalifikują wizerunku po delikatnym liftingu tego zasłużonego kompozytora. Dzięki takiemu przestawieniu się stylu na większą komunikatywność i przyswajalność vangelisowych dźwięków, kompozytor ma szansę trafić także „pod strzechy” i zdobyć nowych zwolenników, bez prymitywnej komercjalizacji i szablonowych kluczy. Oczywiście Mistrz „przemycił” także niektóre składniki trudniejszych rezultatów swojej pracy twórczej, w rodzaju partii solowej mezzo- sopranu, czy pasaży orkiestrowych, ale nie decydują one o kształcie całości albumu. Dwanaście części krążka „Direct” tworzy nieco ponad godzinny materiał, przy akceptacji którego można wspaniale odpocząć, zrelaksować się, ponieważ przeważają dźwiękowe frazy, które ze względu na brzmienie, jego łagodność, pogodę „ducha” nazwałbym ciepłymi, naturalnymi (mimo elektroniki), miękkimi. Vangelis zrezygnował z partii improwizowanych, struktur atonalnych, śladów tworzących przykładowo na powierzchni „Beaubourg” albo „Soil Festivities” kakofoniczną mozaikę.

Wiadomo, że żywiołem Vangelisa są różne typy instrumentów klawiszowych, które wykorzystał także w przestrzeni „Direct”, ale obok syntezatorów i klasycznego bądź elektrycznego fortepianu autor zaprezentował swoje umiejętności w grze na licznych instrumentach perkusyjnych i przeszkadzajkach. Bywa wzniośle i pompatycznie, ale też skromnie, nawet ascetycznie. Wśród tuzina utworów znajdziemy zarówno rytmiczne z klasy „Rotation’s Logic”, spokojne, ciche, zahaczające o elektroniczny pop podlany syntezatorowym sosem, na przykład „Dial Out”, zwiewne, wrażliwe, z dozą melancholii jak „The Oracle Of Apollo”, którego najbardziej rozpoznawalnym fragmentem staje się śliczna partia harfy. Z poziomu prawie rockowej energii, zawartej w drugiej części „The Will Of The Wind” Vangelis potrafi przejść płynnie do fazy subtelności, medytacji, duchowej równowagi i totalnego wyciszenia w minimalistycznym „First Approach”. W rubryce „Goście” wyczytać można, że za wykonanie partii mezzo- sopranu odpowiedzialna jest w „Glorianna” gwiazda greckiej opery Markella Hatziano. Jej solo wokalne to potwierdzenie obecności ważnego komponentu sztuki Vangelisa, mianowicie tendencji do symfoniczności, stylu bombastycznego, tworzenia nastroju podniosłości poprzez powiązanie całej palety środków instrumentalno- wokalnych, które spojone w integralny organizm budują potęgę brzmienia. W części „Glorianna” artysta stworzył hymn „czystej krwi”, zwarty strukturalnie, potężny, na co wskazuje także podtytuł „Hymn A La Femme”. Jest to tak piękny odcinek, sprawiający wrażenie, jakby został zaplanowany tylko po to, żeby wyeksponować walory głosowe operowej divy i zafascynować urodą i klimatem słuchacza, że wywołuje głęboki szacunek.Sądzę, że w tekście umieściłem sporo wskazówek, które pozwolą się zorientować odbiorcy, czego oczekiwać po tym wydawnictwie. Nie ma chyba sensu omawianie każdego z dwunastu rozdziałów , ponieważ każdy z nich to autonomiczny byt muzyczny, każdy z nich reprezentuje nieco „inną szkołę” vangelisowego rozumienia sztuki muzycznej, w każdym zawarto atrybuty specyficznego stylu z całej twórczości autora. Chciałbym zatrzymać się tylko na jednym wybranym przeze mnie fragmencie, który uwiódł moje poczucie estetyki, a chodzi „Message”, jeden z dłuższych utworów, ponad 7 minut, a jego bajeczny główny wątek melodyczny idealnie odpowiada moim indywidualnym preferencjom. Obok lśniącej pięknem melodii umysł rejestruje sporo barokowego rozmachu, ocierającego się o monumentalizm, a nastrój tego spektaklu jest zdecydowanie podniosły. W innych punktach albumu słuchacze „namierzą” dynamikę w para- jazzowej konwencji „Ave”, ostry rockowy puls w „Intergalactic Radio Station”, z aranżacją instrumentów dętych blaszanych.

            Na płycie „Direct” Vangelis zmaterializował nieco inne spojrzenie na muzykę zwaną czasami elektroniczną, zaprojektował, wykonał i spopularyzował na srebrnym dysku i jak zwykle u tego twórcy bywa, odniósł sukces. Każdy, nawet przypadkowy odbiorca, który dotrze do tego albumu, poczuje po jego wysłuchaniu satysfakcję, bo to po prostu dobra muzyka. Takie prozaiczne określenie „dobra muzyka”, a ile inni, mniej utalentowani artyści, potrzebują czasu i wysiłku, aby dojść do etapu „dobrej muzyki”. Ilu się ta sztuka nie udaje? Ilu z powodu niepowodzeń popada w marazm? Pytania bez odpowiedzi. A Vangelis? Za co się chwyci, z tego wychodzi dzieło, gwarantujące wysoki standard oferowanej sztuki muzycznej.

Ocena 5/ 6

Włodek Kucharek

 

116_epica_158x600px_eu.gif 120_overkill_158x600px_eu_b.gif 119_slayer_158x600_eu.gif 118_riotV_158x600px_eu.gif 117_anthrax_158x600px_eu.gif 121_ex_158x600.gif

Goście

1291343
DzisiajDzisiaj1617
WczorajWczoraj1955
Ten tydzieńTen tydzień5846
Ten miesiącTen miesiąc36994
WszystkieWszystkie1291343
54.81.244.248

powerwolf plakatz m

nightwish plakatz m

annihilator plakatz m

slayer plakatz m

batushka plakatz m