Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 72sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

lion shepherd plakat m 

wehrmacht plakat m

destroyers plakat m

organek baner m

queensryche plakat m

wacken2019

black silesia open air festival iv m

prog in park iii m

ram plakatx m

psychotic waltz plakatx m

protector plakat m

sacred reichs m

sacred reich plakatc m

RICK MEDLOCKE AND BLACKFOOT - Rick Medlocke And Blackfoot

 

(1987/2013 Lemon)

Autor: \m/\m/

 

rickmedlockeandblackfoot-rickmedlockeandblackfoot

 

Blackfoot to jeden z moich ulubionych zespołów z półki southern rock/metal. Natomiast Rick Medlocke to wokalista tej kapeli, który w 1987 roku decyduje się wydać solowy album. Niestety spece z WEA do jego nazwiska dodają nazwę Blackfoot, co jest bardzo mylące. Jak bardzo, człowiek przekonuje się dopiero gdy odpala album. Niemniej pierwszym ostrzeżeniem jest moment gdy zagląda się na tył albumu. Gdzie na zdjęciu przy Ricku mizdrzą się czarnoskórzy bracia ubrani w stylistyce kiczu lat osiemdziesiątych oraz postawny, brodaty gościu, w białym karniaku i kaszkiecie, jakby wyciągnięty właśnie z weselnej kapeli. Złe przeczucia zmieniają się w pewność przy pierwszych dźwiękach "Back On The Streets". Taki mocno funkujący pop-rock, który po trosze przypomina "Dancing In The Street" ale w wykonaniu Mick'a Jagger'a i David'a Bowie. Brrrr... Następne pieśni to już ciut normalniejsze oblicze rocka, niestety melodyjnego pop-rocka i AOR'u. Większość kawałków kojarzy mi się z soundtrackami do filmów z lat osiemdziesiątych, gdzie pełno było takiej muzy. Zastanawiam się czy fani melodyjnego grania z pod znaku adult-oriented rock, znajdą tu coś dla siebie. Podejrzewam, że będzie z tym problem. Zdecydowanie zbyt rzemieślnicze podejście do tematu i od strony kompozytorskiej, jak i w wypadku wykonania. Ogólnie wydaje się, że songom brakuje "tego czegoś". W każdym razie, żaden z tych kawałków do miana hitu nie pretenduje. Mnie jedynie trochę ruszył kończący "Rock"n"Roll Tonight", w którym wreszcie słychać rock'n'rolla. Wyłagodzonego i wypolerowanego, ale jednak. Nie zmienia to w żadnym wypadku całego przesłania albumu. Na pochwałę zasługuje jedynie produkcja. Myślę, że wszystko brzmi jak powinno. W tym wypadku nikt nie powinien się wstydzić. W wydaniu Lemon Records w kładce na początku podjęte są próby usprawiedliwienia nagrania tego albumu przez Ricka Medlocke, stwierdzając, że tamte czasy dla rockerów były dziwnym czasem. Marne usprawiedliwienie. Generalnie unikajcie tego albumu. Każda inna płyta Blackfoot jest zdecydowani lepsza.

\m/\m/

 

132_deathangel_158x600px_eu.gif 131_sabaton_158x600px_eu.gif

Goście

2210140
DzisiajDzisiaj301
WczorajWczoraj3359
Ten tydzieńTen tydzień3660
Ten miesiącTen miesiąc53249
WszystkieWszystkie2210140
54.92.148.165