Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 80sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

katatoniaaak 2 m

accept posterb1yyy m

helloween i hammerfallzzz m

vdgg plakat nowe daty m

steelpanther 2022pol m

 

PROCOL HARUM - Shine On Brightly

 

(1968 Regal Zonophone/ A&M Records; 2000 CD Repertoire; 2015 Remaster Esoteric Recordings/ Cherry Red Records)
Autor: Włodek Kucharek
 
procolharum-shineonbrightly
Tracklist:
1.Quite Rightly So
2.Shine On Brightly
3.Skip Softly My Moonbeams
4.Wish Me Well
5.Rambling On
6.Magdalene (My Regal Zonophone)
7.In Held Twas In I
a) Glimspes Of Nirvana
8. In Held Twas In I
b) Twas Tea Time At The Circus
9. In Held Twas In I
c) In The Autumn Of My Madness
10. In Held Twas In I
d) Look To Your Soul
11. In Held Twas In I
e) Grand Finale
 
Bonus Tracks:
12.Il Tuo Diamante (“Shine On Brightly” Italian Version- Mono, recorded wrzesień 1967)
13.Quite Rightly So
14.In The Wee Small Hours Of Sixpence
A&B Sides of single
 
Skład:
Gary Brooker (wokal/ fortepian)
Matthew Fisher (organy)
Robin Trower (gitara)
David Knights (bas)
B.J.Wilson (perkusja)
 
Zanim przystąpię do omówienia chronologicznie drugiej płyty długogrającej z dyskografii Procol Harum, wspomnę tylko, że Esoteric Recordings/ Cherry Red Records wykonał swoją pracę kompleksowo, przygotowując dwie wersje edycji. Jedną skromniejszą, gdzie na jednym dysku oprócz 11 nagrań z longplaya z roku 1968 załączono trzy ciekawe bonusy. Drugą w formacie de-lux, złożoną z trzech dysków, z których drugi obejmuje program podstawowy albumu zmiksowany w systemie monofonicznym, a trzeci zawiera między innymi dziewięć nigdy do tej pory niepublikowanych nagrań, wśród nich pochodzące z sesji dla radia BBC oraz fragmenty programu „Top Gear” z 1968 roku. Ważnym dopełnieniem strony audio jest również „słowo pisane” w formie nowego eseju biografa Procol Harum Henry Scotta- Irvine’a, a także bogato ilustrowana książeczka z pieczołowicie odnowioną okładką oryginalnego albumu.
Jak powszechnie wiadomo „czarny krążek” dzielił się na strony A i B, a w przypadku drugiej płyty z katalogu Procol Harum, stronę pierwszą zajmowało pięć dosyć krótkich piosenek, natomiast zawartość „B-Side” składała się tylko z dwóch komponentów, niespełna trzy- minutowej kompozycji „Magdalene” oraz clou programu, wspaniałej, nie zawaham się napisać genialnej, suity „In Held Twas In I”. Dobrze pamiętam ten dzień, gdy Piotr Kaczkowski w radiowej „Trójce” podjął decyzję o prezentacji albumu i po sześciu melodyjnych piosenkach, utrzymanych w specyficznym dla zespołu klimacie na scenę wkroczyło to kompozycyjne monstrum, siedemnaście i pół minuty dźwiękowych rarytasów. W tamtych czasach byłem jeszcze smarkaty i dosyć kiepsko przygotowany do odbioru takiego poważnego, wielowymiarowego dzieła, przyzwyczajony do drobnych form muzycznych melodyjnie śpiewanych przez Gary Brookera. Więc pierwsza reakcja była, nazwijmy ją powściągliwa. Co za diabeł! Jak to ugryźć? Wrażenie było raczej zdystansowane, utwór mi się wcale nie spodobał i chciałem o nim jak najszybciej zapomnieć. Pamiętam, że nawet wykasowałem go z kasety, na której przeleżał jakiś czas, bo- o zgrozo!- potrzebne mi było miejsce na inne nagrania. Z perspektywy czasu wiem, że wtedy byłem zwyczajnie za młody i za głupi, mało osłuchany i merytorycznie „zielony”, żeby zrozumieć koncepcję dzieła. Ale otrzeźwienie nadeszło dosyć szybko. Cztery lata później zespół opublikował dzieło genialne, historyczne, kamień milowy w rozwoju rocka progresywnego, koncert w Edmonton z orkiestrą symfoniczną. Słuchając tych natchnionych utworów zbliżył się finał, a w nim nieśmiertelna suita, a po wybrzmieniu ostatniego dźwięku eksplozja wśród zebranej publiczności. To wtedy zakiełkowało w mojej łepetynie pytanie, jak to się zdarzyło, że straciłem całe cztery lata, żeby docenić piękno tego dzieła. Piszę te słowa ku przestrodze, żeby nikt nie pomyślał, że muzyka z albumu „Shine On Brightly” miło i przyjemnie „wejdzie”, łaskocząc naszą estetykę ładnymi, pogodnymi melodiami. Oczywiście tak się stanie, ale tylko w przypadku utworów krótszych, a i też nie wszystkich. Natomiast „In Held Twas In I” reprezentuje zupełnie inny wymiar, to prawdziwy szok dla zmysłów, porażające rozmachem, monumentalizmem, podniosłością, rozgrywające się na kilku płaszczyznach dzieło. To spektakl wokalno- instrumentalny, któremu bliżej do orkiestrowej symfoniczności aniżeli do rockowej stylistyki, dzieło wymagające maksymalnej koncentracji słuchacza, przeżywające multum nieoczekiwanych zwrotów, prawdziwa symfonia dźwięków, poemat porażający swoją epickością. Kunszt rockowych artystów, którym nieobce szlaki, którymi podąża tzw. muzyka poważna, demonstracja indywidualizmu instrumentalistów, ich wszechstronności, a z drugiej strony nienagannej zespołowości wykonania. Dzieło ponadczasowe, które pomimo swojego wieku, 47 lat, także współcześnie tętni świeżością i innowacyjnością rozwiązań, wkraczając wielokrotnie na pole muzycznej awangardy. Utwór wywołujący szaleńcze emocje u odbiorcy, wzruszający do łez, przyspieszający w wielu momentach bicie serca, skłaniający do nostalgii. Po wielu, wielu latach mogę chyba powiedzieć, że dojrzałem, nauczyłem się słuchać tej kompozycji, zawsze odizolowany od świata zewnętrznego, skupiony na dźwiękach, najczęściej ze słuchawkami, bo to, tak mi się przynajmniej wydaje, jedyny sposób, żeby docenić niebotyczne, fascynujące piękno tej suity, która zyskuje z każdym przesłuchaniem , odsłaniając sukcesywnie swoje tajemnice. Kto chce podejść do tego rockowego hymnu pobieżnie, beztrosko, z luzem, ten powinien dać sobie święty spokój, bo po niespełna osiemnastu minutach dezorientacji dalej będzie ciemny jak „tabaka w rogu”, uważając zapewne „In Held Twas In I” za przypadkowy i chaotyczny zbiór dźwięków.
Było multum luźnych refleksji o tylko jednym rozdziale albumu, ale on zasługuje na jeszcze więcej uwagi, o czym kawałek dalej. Na omawianym, drugim longplayu wykrystalizował się ostatecznie i umocnił profil stylistyczny grupy, który wyróżniał grupę w gronie innych przedstawicieli szeroko rozumianego rocka progresywnego. Formacja Procol Harum wprowadziła jako jedna z pierwszych elementy muzyki klasycznej, które w udany sposób zaadoptowano do potrzeb rocka. Głównym „winowajcą” w tej dziedzinie mianowany został Matthew Fisher, którego partie organów nadawały kompozycjom „posmak” klasyczności, a ich brzmienie kojarzyło się bardziej z wnętrzem katedry bądź obiektu sakralnego niż sceny rozrywkowej. Ten „dotyk” klasyki słyszalny jest praktycznie we wszystkich wcześniejszych utworach i trudno sobie wyobrazić bogate spektrum dźwięków kwintetu bez znaczącej obecności Hammondów. Te klasyczne, świadomie kształtowane motywy tworzyły kontrast do partii bluesowych gitary, świetnego Robina Trowera. Jego fascynacja korzeniami muzyki, bluesowy styl grania, feeling w jeszcze bardziej efektowny sposób można sprawdzić przy okazji solowych albumów, zarejestrowanych w ramach kapeli Robin Trower Band, także tych bliższych współczesności, wraz z premierowym wydawnictwem „Something’s About To Change”, wydanym w roku 2015. Nawiasem mówiąc solowy dyskograficzny dorobek muzyka jest imponujący, a należy pamiętać, że Trower był cenionym współpracownikiem innych ikon rocka, jak choćby Jacka Bruce’a czy Bryana Ferry. Następny wyznacznik stylu Procol Harum czyli Gary Brooker wyróżnia się bardzo charakterystycznym tembrem głosu, niezwykle dźwięcznym, o przyjemnej barwie. Motorem napędowym jest naturalnie sekcja rytmiczna, której członkowie „sroce spod ogona” nie wypadli, realizując nie tylko zasadnicze zadanie kierowania rytmem, ale inicjując także, co wcale nie należy do rzadkości, partie solowe. Wystarczy przeanalizować „In Held Twas In I”, aby dojść do wniosku, że nie jest to metodyczna łatwizna dla basisty i perkusisty, ze względu na gwałtowne przemiany rytmiczne w strukturze utworu, zachodzące w każdej z poszczególnych pięciu części. Suita jest tutaj nieczęsto spotykanym w twórczości zjawiskiem, ponieważ utwory kwintetu sporadycznie osiągały dwucyfrową długość, co wcale nie znaczy, że nie miały progresywnego charakteru, powielając standard zwykłego schematu zwrotka- refren. Procol Harum wykorzystując efektywnie format zwykłego z pozoru songu, potrafił zmieścić w 3-4 minutowym utworze całą gromadę błyskotliwych akcentów instrumentalnych, przyjmujących formę krótkich, zwięzłych motywów, wdrażanych albo przez fortepian, albo przez gitarę, nie zapominając o szlachetnym brzmieniu organów. Dlatego kompozycje niewiele miały wspólnego z definicją prostej, popowej piosenki, stanowiły raczej przykład inteligentnej muzyki do słuchania, okraszonej pięknymi tematami melodycznymi. Stąd niektóre z nich nominowane zostały na listy przebojów, jak choćby „Conquistador”, „Magdalene”, przepiękny „A Salty Dog”, gustowny „Pandora’s Box”, spokojny, dystyngowany „Homburg” czy balladowy, pół- akustyczny „To Much Between Us”, wymieniać można by jeszcze długo.
 „Shine On Brightly” inauguruje utwór „Quite Rightly So”, zdominowany brzmieniem organów Fishera, który w zależności od fragmentu raz prowadzi intensywny, „gęsty” klawiszowy pasaż, a innym razem wraz z perkusją zachowuje się jak członek sekcji rytmicznej nadając kompozycji odpowiedni puls. Chwytliwa melodia, rozpoznawalny wokal Brookera i momentami z drugiego planu dobiegające brzmienie gitary Trowera. Tytułowy utwór kontynuuje instrumentalne popisy z „otwieracza”, z tym, że do modulujących intensywność brzmienia Hammondów, dochodzi fortepian. Godna uwagi, śliczna partia solowa na organy po 1:50. W „Skip Softly” akcenty rozlokowano inaczej, znacznie więcej do powiedzenia mają bas i perkusja, tętniące energią, ale aktorem pierwszego planu jest zdecydowanie gitarzysta Robin Trower. Chociaż początek sugeruje kolejną ładną, ale „miękką” i delikatnie ułożoną, nastrojową piosenkę, to w punkcie 1:50 następuje radykalny zwrot. Najpierw kompletne wyciszenie, potem łagodna, jednostajna „smuga” organowa, na jej tle partia fortepianu, oszczędna, nawet minimalistyczna, a po dwudziestu sekundach narastający beat perkusji i ostre, jazgotliwe wejście surowej gitary, które przeradza się w solidną dawkę popisów solowych Trowera. Kilkadziesiąt sekund przed końcem notujemy następny przełom, przypominający organową wariację na temat cytatu z utworu Arama Chaczaturjana „Taniec z szablami”( nie wiem, czy prawidłowo zidentyfikowałem klasyczną kompozycję). Numer cztery „Wish Me Well” to blues, demonstracja kunsztu improwizującego Trowera na gitarze, z dodatkiem fortepianu i subtelnych organów. Po blues-rockowym kawałku powrót do realiów Procol Harum, czyli „Rambling On”, pieśń na głos, fortepian, elektryczne wstawki gitary, Hammondy z eskalacją siły dźwięków do 2:30, gdzie całość osiąga swoje apogeum, po czym następuje sukcesywne wyciszanie i gdy wydaje się, że utwór dobiegł końca jak koda powraca motyw główny. „Magdalene”, nostalgiczna fortepianowa piosenka, z akompaniamentem Hammondów i perkusją w roli werbla. Ostatni akt albumu winylowego, czyli wspomniana już suita „In Held Twas In I”. Prolog opiera się głównie na dłuższej frazie mówionej Brookera, na końcu której znajdziemy sentencję Dalai Lamy, w której pojawia się pytanie o sens życia. Psychodeliczny nastrój, potężne, orkiestrowe wejście rockowego instrumentarium i główny, porywający motyw melodyczny rozpisany także na partię chóru, przypominającą mnisie chorały. Później fortepian solo i recytacja Brookera w absolutnej powadze i otoczeniu nostalgii. Gong zwiastuje przejście do części drugiej, utrzymanej wokalnie celowo w jarmarczno- cyrkowym klimacie. „In The Autumn Of My Madness” wznosi się na wyżyny rockowych hymnów, sakralne organy, kapitalne, krótkie wejścia gitary i genialny temat organowy, tajemnicze głosy w tle, syreny policyjne prowadzą słuchacza do rozdziału czwartego, chyba najbardziej mocnego, zamaszystego, z pierwszorzędną rolą Trowera, potężnymi bębnami, absolutny odlot emocjonalny, a wzruszenie łapie gardło jak żelazne szczęki. A gdy Brooker intonuje partię wokalną słuchacz znajduje się w „oku” żywiołów, szalejących jak oceaniczny huragan. Piękno wylewa się z każdej sekundy. I gdy wydaje się, że osiągnęliśmy szczyt, następuje „Grand Finale” czyli coś, czego piękna nie można w żaden sposób opisać słowami. Wspaniałe chóry, natchniony fortepian, arystokratyczna symfoniczność, ostre jak brzytwa riffy, organy malujące dźwiękami przestrzeń. Jeden z rockowych poematów, które jak już się raz usłyszało pozostają w pamięci do końca życia. Muzyczny geniusz autorów w czystej postaci, skomponować dzieło, dla którego upływający czas to nic nie warta igraszka, którego dostojność, powaga i wyniosłe piękno, „zabalsamowane” na płycie winylowej przed 47 laty, błyszczą refleksami światła jak szlachetny diament także w dzisiejszych czasach. Ta cecha przypisywana jest wyłącznie wielkim utworom muzycznym i takim jest niewątpliwie „In Held Twas In I”.
I kilka słów o bonusach. Włoska wersja „Shine On Brightly” brzmi ze względu na język przetworzonego tekstu dosyć humorystycznie i można ją potraktować w kategorii ciekawostki. Otwierający „dużą płytę” przebojowy „Quite Rightly So” doskonale promował album wydany na singlu. Jego drugą część wypełnia „In The Wee Small Hours Of Sixpence”, energetyczna, nawet powiedziałbym taneczna piosenka prezentująca walory stylu Procol Harum.
Twórczość Procol Harum należy do kanonu muzyki rockowej, a album „Shine On Brightly” to jeden z filarów klasy zespołu. Doskonale przygotowany i technicznie oczyszczony materiał sprzed lat stanowi świadectwo wielkości brytyjskiego kwintetu, mało chyba znanego młodemu pokoleniu słuchaczy. Sądzę, że każdy ze starszych odbiorców rocka, po nazwie Procol Harum, natychmiast kojarzy styl i brzmienie kapeli. Tak to z rockowymi mistrzami bywa. Suita „In Held Twas In I” to utwór królewski, absolutne wyżyny rocka progresywnego. Ale także pozostałe sześć, drobniejszych strukturalnie kompozycji, trzyma klasę, osiągając współcześnie status rockowych standardów. A jak do składników stricte muzycznych dodamy emocje, klimat, wiele znakomitych melodii to otrzymamy dzieło wybitne.
Ocena 5/ 6
Włodek Kucharek

142_sepultura158x600.gif 144_hmpbanner.jpg 141_evil158x600.gif 143_kata_158x600 kopia.jpg 139_gojira_158x600 kopia.jpg 140_fatum-158x600-singiel.png

Goście

3753127
DzisiajDzisiaj317
WczorajWczoraj613
Ten tydzieńTen tydzień4270
Ten miesiącTen miesiąc2868
WszystkieWszystkie3753127
54.227.97.219