Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 80sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

katatoniaaak 2 m

helloween i hammerfallzzz m

vdgg plakat nowe daty m

steelpanther 2022pol m

accept nowa datadaw m

 

HEGEMONY - Ballads & Threnodies

 

(2016 Hegemony)
Autor: Włodek Kucharek
hegemony-balladsthrenodies m
Tracklist:
1. A Wish (Życzenie) (3:45)
2. Scarborough Fair (3:24)
3. Can She Excuse My Wrongs? (2:31)
4. Where the Nightingale Sleeps  (2:41)
5. Entr'Acte  (2:33)
6. Patterns In the Ivy II (Opeth cover) (4:24)
7. Not Saying Farewell (4:07)
8. Martyr (3:17)
  
Skład:
Valyen Songbird  (wokal, fortepian)
Wojciech Muchowicz (gitara)
Alicja Grala  (syntezator)
Maciej Lesisz (perkusja)
   
Chciałbym przedstawić Szanownym Czytelnikom nowy projekt na polskim - na razie - rynku muzycznym, jakim jest śląska grupa Hegemony, projekt, który wskazał mi jako potencjalny obiekt zainteresowania szef HMP. Do nieznanego podchodzę zawsze z pewnym dystansem (powodem takiej asekuranckiej postawy jest po trosze mój przed emerycki wiek), a pod względem formułowania opinii oceniających wydawnictwa muzyczne należę raczej do grona długodystansowców i to ślamazarnych, czyli gości, którzy potrzebują czasu na refleksję, kilkukrotnego przesłuchania materiału, przemyśleń, porównań, żeby uzyskać pewność, że moja ocena nie będzie hurra optymistyczna, bądź ostro dołująca i po jakimś czasie nadejdzie taki moment, że słowa zachwytu lub krytyki będzie trzeba stonować albo wprost „odszczekać”. Dlatego, gdy dotarły do mnie dźwięki firmowane logo Hegemony, rozpocząłem poszukiwania przede wszystkim informacji o rzeczonej grupie. Nadmiaru nie znalazłem, choć stan takowy można usprawiedliwić faktem, ze zespół znajduje się na progu, mam nadzieję, owocnej kariery, a na jego koncie fonograficznym widnieją do tej pory dwie tzw. EP-ki, „Awakening” z roku 2013, oraz ta wydana własnym sumptem w listopadzie 2016 „Ballads & Threnodies”. Dążąc do maksymalnej rzetelności poszedłem na „całość” i obok wysłuchania obu małych płyt, przeczytałem także kilka wywiadów, głównie z Valyen Songbird, które nakreśliły założenia tego projektu artystycznego. Po wysłuchaniu ostatniego „trenu” „Martyr” doszedłem do wniosku, że każdy potencjalny słuchacz, który miałby zamiar wypowiedzieć się na temat sztuki uprawianej przez Hegemony, musi poznać zawartość także debiutanckiej płytki. Powód jest prozaiczny, a są nim skrajne różnice stylistyczne. To praktycznie niezależne od siebie byty artystyczne, które udowadniają, że nachalne wpychanie muzyki Hegemony w jakiejkolwiek szuflady ze stylistyczną etykietką mija się z celem. Byłem wielce zdziwiony, gdy „nawigując” w sieci znalazłem klasyfikację stylu „metal symfoniczny, gotycki, progresywny” i zestawiłem te wartości z songami z dysku „Ballads & Threnodies”. Dosłownie nic mi nie pasowało, bo nie mogło. Ki diabeł, pomyślałem, próbuje wciskać mi „ciemnotę”, bo przecież na tej półakustycznej, delikatnej jak morska bryza w upalny, letni wieczór, płycie nie można znaleźć nawet grama metalowego „hałasu”. Sytuacja wyjaśniła się niejako sama, po metodycznym poznaniu programu publikacji fonograficznej „Awakening”. Tam rzeczywiście pojawia się sporo dźwiękowych grzmotów, klimat jest w przeważającej części mroczny, ponury, a tego stanu nie zmienia nawet anielski, przepiękny, czysty jak kryształ sopran koloraturowy Valyen Songbird. Dlatego jako „wujek dobra rada” proponuję potencjalnym słuchaczom coś w rodzaju „dwupaku”, najpierw konieczność poznania pięciu utworów debiutu, co zajmie nam nieco ponad 20 minut, a dopiero potem z zupełnie innej perspektywy przejść należy do tych ślicznych ballad i trenów. W obu przypadkach wspaniałe przeżycia estetyczne gwarantowane.. Nie będę opisywać poszczególnych rozdziałów „Awakening”, bo nie takie moje zadanie w niniejszym tekście. Ale posłuchanie wysmakowanego metalu „symfoniczno- gotycko- progresywnego” to dla każdego szanującego pracę i pasję tych młodych muzyków po prostu mus.
Natomiast premierowe wydawnictwo Hegemony nie prezentuje charakteru pełnowymiarowego albumu, cały materiał czasowo zamknięty zostaje w 27 minutach, podzielony nieformalnie na dwie części. Pierwsze cztery kompozycje to tytułowe „ballady”, natomiast cztery songi w części drugiej tworzą cykl „Threnodies”. Jak można subiektywnie opisać tzw. pierwsze wrażenie poznawcze słuchając tych piosenek? Pierwszy aspekt, który przypadł mi do gustu, to klimat, nastrojowość, bardzo subtelna, spokojna, chwilami nawet sakralna. W takich przypadkach zawsze pojawiają się jakieś własne skojarzenia. U mnie jako pierwsza zakiełkowała myśl o pewnym podobieństwie  do sztuki muzycznej duetu Dead Can Dance. Wiem, że takie sugestie zmierzają dokładnie pod prąd do oceny przyjętej w różnych doniesieniach „sieciowych” klasyfikujących muzykę Hegemony niedaleko od Opeth, ale ta ostatnia uwaga dotyczy przede wszystkim płyty „Awakening”.  Ale biorąc pod uwagę mrok, tajemniczość, takie „listopadowe”, deszczowo- bure odczucia z przekazu Hegemony, dosyć zwarte brzmienie, wydaje się, że można te komponenty powiązać z tym, co prezentowali Lisa Gerard i Brendan Perry, szczególnie na swoich pierwszych albumach, z klasycznymi już „Within The Realm Of A Dying Sun” i „Spleen And Ideal”. Istnieją według mnie także pewne zbieżności  w manierze śpiewu, głównie w miejscach, w których wiodące stają się wspaniałe, wręcz porywające wokalizy. Wprawdzie obie Panie różnią się skalą głosu, ale nie jest to przepaść, Lisa operuje dosyć rzadkim kontraltem, a Valyen sopranem koloraturowym, a partie wokalne Hegemony to istna magia, czarowanie słuchacza również wyczuwalną dosłownie w powietrzu wrażliwością, niesamowitym zaangażowaniem emocjonalnym, bo to emocje i uczucia dyktują w partiach wokalnych swoje warunki. Uwzględniam w takim myśleniu także możliwość popełnienia błędu własnego, ale jak już wspomniałem, asocjacje i oceny w tym zakresie to bardzo subiektywne wrażenia. „Ballady i treny” działają niesamowicie na wyobraźnię, ale wymagają też godnych warunków odsłuchu. To nie ten typ muzyki, gdy wrzucimy płytę do odtwarzacza, gdzieś tam się „pokręcimy” po mieszkaniu, albo nie daj Boże podróżujemy samochodem, a muzyka Hegemony ma zapewnić nam dobre towarzystwo i samopoczucie. Przestrzegam, to nie typ sztuki, który rozbrzmiewa gdzieś na drugim planie, gdzieś tam na peryferiach zmysłów. Ta muzyka oczekuje uwagi, koncentracji, gdyż multum detali, pochowanych gdzieś w zakamarkach kompozycji, zwyczajnie nam ucieknie, pozostanie anonimowymi. Śmiem twierdzić, że każdy odbiorca, który chciałby docenić piękno tych songów, powinien sam stworzyć atmosferę intymności. Można uznać te słowa za bajdurzenie, ale ta płyta to pewien doskonale zaaranżowany, brzmieniowo krystaliczny spektakl, który powinien rozegrać się porą wieczorowo- nocną, bo to muzyka ciemności, która im bardziej kameralnie, intymnie, tym lepiej trafia do serca i pozwoli się zaprzyjaźnić. Osoby oczekujące dynamicznych, gitarowych wejść, gwałtownych przyspieszeń, perkusyjnej burzy, mogą poczuć się rozczarowane, tym mocniej, im bardziej zasugerowały się opisem obrazującym stylistyczny charakter Hegemony. Już „A Wish (Życzenie)” czaruje głosem, akustyką gitary wspomaganą subtelnymi kolażami klawiszowymi w tle, które snują się w oddali jak delikatna dźwiękowa mgiełka. Imponują kapitalne wokalizy i gitarowa akustyka zagrana tak, że słychać opuszki palców „biegające” na strunach, nostalgiczna melodia i pewien rodzaj melancholii. Ale ta wokalno- instrumentalna kompozycja to dowód, jeden z wielu, potwierdzający tezę, że smutek także potrafi być piękny. Jako drugi pojawia się song z angielskiej tradycji ludowej, ukształtowany pomiędzy XVI a XVII wiekiem, „Scarborough Fair”, pieśń, którą znam- a jestem już człowiekiem wiekowym- od …50 lat. Tak to nie pomyłka! W roku 1967 powstał znakomity film „Absolwent”, od którego rozpoczęła się wielka kariera jednego z geniuszy aktorstwa, Dustina Hoffmana. Ścieżkę dźwiękową do obrazu stworzyli Art Garfunkel i Paul Simon, występujący przez lata w duecie na muzycznych scenach świata, a wśród nich obok wielu diamentów („Sound Of Silence”, „Mrs. Robinson”) pojawił się ten wyjątkowej urody song, spopularyzowany w naszym kraju przez radio. W minionych dekadach po piosenkę sięgało wielu zacnych wykonawców, od polskiego, zasłużonego zespołu Skaldowie, aż po międzynarodowe gwiazdy jak Herbie Hancock, Marianne Faithfull, Queensryche czy My Dying Bridge. Indeks nazw jest znacznie dłuższy. Hegemony wybrało więc do interpretacji prawdziwą ikonę wśród ballad. Ta pieśń od zawsze zachwyca swoją melodią, natomiast każda wersja wykonania różni się szczegółami, a jak mówi stare przysłowie „w szczegółach tkwi diabeł”. Okazuje się, że sopran Valyen radzi sobie wyśmienicie z magią folkowej ballady, potwierdzając wszechstronność artystki  i …ponadczasowość pieśni, a rozwiązanie z partią zaśpiewaną a’capella we fragmencie końcowym to pomysł iście nowatorski, który pozwala na wyeksponowanie piękna głosu wokalistki.  Także instrumentalnie Wojtek Muchowicz dodał piosence energii i dynamiki. Przez to ta nieco ponad trzyminutowa perełka staje się jakby żywsza, bardziej energetyczna, emanując świeżością brzmienia. Składnik różnorodności wprowadzają także instrumenty klawiszowe, również fortepian, które jak smugi na malarskim płótnie zaznaczają tylko akcenty, ale znaczące dla całej kompozycji. Wyjątkowo imponujące jest ostatnie 30 sekund, kiedy słuchacz pozostaje sam z czyściutkim jak górski kryształ głosem Valyen. Jednym słowem , chapeau bas! Także trzeci punkt programu płyty „Ballads & Threnodies” jest parafrazą tematu pochodzącego z muzyki renesansowej. Autorem oryginału „Can She Excuse My Wrongs?” jest angielski wirtuoz lutni John Dowland, a pieśń znalazła się jako piąty song w zbiorze „First Booke Of Songes or Ayres” (1597). Jej słowa zostały przystosowane do melodii, bardzo popularnego w Europie w okresie renesansu tańca galliard. Utwór to popis wokalistki Hegemony, która zachwyca swoimi umiejętnościami, stosując liczne nakładki głosowe, tworzy wrażenie obecności chóru w wielogłosowym występie. Śpiew oraz akompaniament fortepianu utrzymane są w takim stylu, który oddaje dystyngowaną atmosferę tamtych renesansowych czasów na europejskich dworach królewskich. Istne misterium! Ostatnim aktem akapitu prezentującego ballady jest song „Where The Nightingale Sleeps”, piękny i oszczędny instrumentalnie, utrzymany w klimacie muzyki dawnej, o smutnym obliczu, skłaniającym do refleksji. Wraz z instrumentalnym utworem, kompozycją Wojtka Muchowicza rozpoczyna się akt drugi płyty, którego zawartość stanowią „threnodies”. Już z definicji gatunku wynika, że jest to pieśń żałobna ku czci osoby zmarłej. W przypadku czterech fragmentów przedstawionych na dysku Hegemony potraktowano charakter utworu bardziej w kategoriach nastrojowości, klimatu smutku, refleksji po stracie bliskiej osoby, niekoniecznie związanej ze śmiercią, także z rozstaniem, wygaśnięciem głębokiego uczucia. „Entr’Acte”, autorstwa W. Muchowicza, miniatura instrumentalna. Instrumentem wiodącym jest pięknie brzmiąca gitara akustyczna, uzupełniona akompaniamentem partii smyczkowej, wyjątkowo nostalgicznej, oraz „podkolorowana” plamkami dźwiękowymi klawiszy. Wprawdzie „Entr’Acte” to nagranie bez słów, ale na drugim planie snuje się lekko i zwiewnie delikatna wokaliza, akcentująca nastrój tajemniczości. „Patterns In The Ivy II” pochodzi z albumu Opeth „Blackwater Park” (2001) i zasadniczo nie różni się od oryginału, ujętego w ramy akustyki. W wykonaniu Hegemony jest tak samo zjawiskowy, śliczny, wzrusza w każdej sekundzie, potrafi ukoić i stworzyć melancholijny spleen. Naturalnie ogromną różnicę czynią partie wokalne, ta prowadzona przez Valyen urzeka zmysłowością, intymnością, a głos budzi skojarzenie kruchej, delikatnej istoty, takiej świtezianki, nimfy wodnej ukazującej się na brzegiem jeziora w blasku księżyca. Być może to zbyt daleko idąca interpretacja, ale już Adam Mickiewicz w swoim wierszu pisał o Świteziance tak:
„Jej twarz jak róży bladej zawoje,
Skropione jutrzenki łezką;
Jako mgła lekka, tak lekkie stroje
Obwiały postać niebieską.”
„Not Saying Farewell” to pełna smutku pieśń o rozstaniu. Ujmujące piękno głosu wyrażające stonowane emocje oraz w miarę upływających sekund coraz bardziej rozbudowana warstwa brzmieniowa, początkowo oparta na akustycznych akordach gitary i fortepianu, nieco później (po 2:30) wzbogacona symfonicznymi pasażami instrumentów klawiszowych. Formą epilogu jest instrumentalny „Martyr”, którego atmosfera jest adekwatna do znaczenia tytułu. Sporo akcentów pozamuzycznych, szum morskich fal, odgłosy burzy, deszcz. Jednak najważniejszymi kreatorami tego utworu są fortepian i gitara elektryczna. Sekwencje dźwięków wyrażają cierpienie, żałość, zadumę i melancholię, a muzyka chwyta za serce, dosłownie paraliżując pięknem.
Cóż sensownego napisać po wysłuchaniu tak poruszających, emocjonalnych i ,tak mi się wydaje, bardzo osobistych dźwięków Muzycy przedstawiają spektakl, angażując się całym sobą, każdy z nich pozostawia w tych utworach cząstkę swojej osobowości, wrażliwości. Powraca także natrętne pytanie, gdzie przebiega granica pomiędzy rockiem a muzyką poważną (ignorując fakt elektryczności bądź elektroniczności instrumentarium), pomiędzy sztuką muzyczną a rozrywką? Autorzy „Ballads & Threnodies” czerpią z tak różnych źródeł, że w żadnym wypadku nie rozwieją powyższego dylematu czy wątpliwości. W czasie tych raptem tylko 27 minut spotkamy ślady muzyki folk, muzyki dawnej, opery, rocka, nawet drobiny symfoniczności. Genialny głos Valyen Songbird  oraz świetnie z nim zestrojone partie instrumentalne, głównie w wykonaniu Wojtka Muchowicza. Nie wiem, w jakim stylistycznym kierunku podąży, dokąd zaprowadzi twórców ich pełna wewnętrznych  emocji „nawigacja” artystyczna. Porównanie treści dwóch publikacji fonograficznych Hegemony nie daje na to pytanie jasnej odpowiedzi. Ale jednego jestem pewien, że „Ballads & Threnodies” projektu Hegemony jest jednym z najpiękniejszych upominków muzycznych ostatnich miesięcy i myślę, że długo takim pozostanie. Osiem prześlicznych nagrań dla każdego sympatyka muzyki, ceniącego sobie jakość wykonawczą i dobry gust, bo te szlachetne dźwięki to Himalaje estetyki i przeżywanych doznań zmysłowych.
Ocena 5.5/ 6
Włodek Kucharek

139_gojira_158x600 kopia.jpg 144_hmpbanner.jpg 141_evil158x600.gif 143_kata_158x600 kopia.jpg 140_fatum-158x600-singiel.png 142_sepultura158x600.gif

Goście

3789917
DzisiajDzisiaj651
WczorajWczoraj573
Ten tydzieńTen tydzień651
Ten miesiącTen miesiąc12626
WszystkieWszystkie3789917
3.81.172.77