Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 80sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

katatoniaaak 2 m

helloween i hammerfallzzz m

vdgg plakat nowe daty m

steelpanther 2022pol m

accept nowa datadaw m

 

GOD DAMN - Everything Ever

 

(2016 One Little Indian)

Autor: Wojciech Chamrykgoddamn-everythingever m

Tracklist:
1 Sing This       
2 Ghost            
3 Again Again   
4 Fake Prisons  
5 I'll Bury You  
6 Failure          
7 It Bites          
8 Oh No
9 Six Wires
10 Dead To Me
11 Violence      
12 Let's Speak  
13 Easily Misbled
    
Lineup:
Ash Weaver - Drums, Percussion
Thomas Edward -  Guitar, Bass, Vocals
    
Scena niezależna w Wielkiej Brytanii to od połowy lat 70. minionego wieku istny tygiel. Punk, nowa fala, gotyk, electro czy wszelkiej maści alternatywa nikogo tam już zbytnio nie dziwią, a twórczość pochodzącego z Wolverhampton duetu God Damn doskonale wpisuje się w te tradycje.
Thom Edward  i Ash Weaver są jednak ludźmi młodymi, tak więc poza alternatywnym rockiem najwięcej słychać w utworach z ich drugiego, wydanego zresztą nakładem prestiżowej firmy One Little Indian Rec., wpływów grunge i brit popu. Panowie grają więc surowo i melodyjnie, brzmiąc niczym nieco bardziej popowe wcielenie Nirvany („Dead To Me”, „I'll Bury You”), a przebojowe harmonie wokalne i takież refreny, tak modne w Anglii 20 lat temu za sprawą Oasis, królują choćby w „Ghost” czy „Oh No”. Znacznie ciekawiej brzmią jednak te ostrzejsze numery: wciąż przebojowe, ale cięższe, z histerycznym śpiewem Edwarda („Again Again”, podszyty punkiem „It Bites”, „Violence”), albo czerpiące wprost od Johna Lydona i jego PIL („Failure”). Zresztą im bliżej końca „Everything Ever” tym God Damn grają ostrzej i bardziej rockowo: „Six Wires” czerpie przy tym z klasycznego rocka w wydaniu choćby Royal Blood, „Let's Speak” to równie surowe, ostre granie, zaś finałowy „Easily Misbled” to już zakręcona, hipnotyczna, mroczna psychodelia w czystej postaci. Debiutanckiej płyty God Damn nie słyszałem, jednak wygląda na to, że warto się za nią rozejrzeć, skoro „dwójka” jest tak udana.
(4,5/6)
Wojciech Chamryk

139_gojira_158x600 kopia.jpg 144_hmpbanner.jpg 141_evil158x600.gif 143_kata_158x600 kopia.jpg 140_fatum-158x600-singiel.png 142_sepultura158x600.gif

Goście

3789459
DzisiajDzisiaj193
WczorajWczoraj573
Ten tydzieńTen tydzień193
Ten miesiącTen miesiąc12168
WszystkieWszystkie3789459
54.91.62.236