Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 66sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

them plakat m

wintersun plakatd m

arch enemy plakatg m

impallers plakath m

wildhunt plakats m

black anvil posters m

highrider plakatk m

sully erna godsmackm m

satyricon plakatg m 

arch enemys m

voivod plakath m

horna plakats m

necronomicon plakatg m

onslaught plakatd m

paradise lost plakata m

continental crucifixion tourk m

brother firetribe plakat m

orden ogang m

satyricon dwa koncerty m

wardrunaplakatd m

mayhem plakatr m

alterbridge poster b1s m

eluveitiea m

kadavar plakatb m

anathema plakat m

grand magus plakatk m

ulcerate plakatt m

epicak m

mastodon plakatb m

airbourne plakatf m

the sisters of mercy plakatb m

knock out on toura m

wasp plakat m

CONDITION RED - Illusion Of Truth

 

(2016 Lion Music)
Autor: Włodek Kucharek
 
conditionred-illusionoftruth m
Tracklist:
1.Changing
2. Never Be the Same
3. Let it All Come Out
4. Labyrinth
5. It's Not a Crime
6. All On Our Own
7. Shake Off
8. Everywhere I Look
9. Can't Sell Your Lie
10. Final Beginning
  
Skład:
Alexander King (instr. klawiszowe)
Eddie Sledgehammer (perkusja)
Lars Eric Mattsson  (bas/ gitara/ sitar/ wokal)
  
Formacja Condition Red to prawdziwe zjawisko muzyczne- a nie ma w tym określeniu cienia przesady- działające na zasadzie efemerydy, pojawia się nie wiadomo skąd, bez hałasu i zapowiedzi wydawniczych, publikuje po cichutku płytę z wartościową muzyką, nie pchając na pierwsze medialne strony, a następnie znika na lata, a jedynymi śladami, które pozostawia są dźwięki zarejestrowane na kompaktowym dysku. Grupa zawdzięcza swoje powstanie artyście wszechstronnie uzdolnionemu i nietuzinkowemu, pochodzącemu z Finlandii, Larsowi Ericowi Mattssonowi. Jako gitarzystę nazwać go można „wychowankiem” szkoły technicznego i melodyjnego metalu o wysokiej jakości („techniczny” metal w przypadku tego muzyka nie jest skojarzeniem negatywnym, dotyczy raczej poziomu opanowania gry na gitarze, aniżeli sposobu wyrażania swoich emocji). Jednakże taka formułka byłaby zdecydowanie nadmiernym uproszczeniem, gdyż Mattsson nie zamyka się w metalowym „gorsecie”, raczej przeciwnie, wykazuje olbrzymią otwartość na inne prądy stylistyczne szeroko rozumianej muzyki rozrywkowej i także po części poważnej. W zasięgu jego zainteresowań znajdują się między innymi klasyczna muzyka gitarowa, hard rock, metal progresywny, blues, także jazz- rock i jazz, a niektóre efekty jego pracy instrumentalnej docierają do granic muzyki fusion. Reasumując ten biograficzny akapit należy z przekonaniem zaakcentować, że artysta bardzo sprawnie porusza się na polu muzyki ambitnej, co nie znaczy elitarnej, chociaż nie każdemu słuchaczowi odpowiadać będzie jego sposób rozumienia i przedstawiania sztuki muzycznej. Jego koncepcje dalekie są od komercji, „radiowości” i „youtubowego” rozpowszechniania z tysiącami lajków. Kompozycje autora mają częstokroć połamaną strukturę, nie dają się łatwo przyswoić przy pierwszym odsłuchu, wymagają cierpliwości, ale w rezultacie końcowym potrafią takie postepowanie wynagrodzić, dostarczając wielu emocji, przeżyć estetycznych i budując przeświadczenie o obcowaniu ze sztuką wysokich lotów. Znakami rozpoznawczymi Condition Red jest zdecydowanie riffing oraz kapitalna melodyjność, zmienna jak marcowa pogoda w naszym kraju. Sprzyja temu wieloletnie doświadczenie L.E.Mattssona, które nie ogranicza się wyłącznie do perfekcyjnego opanowania gitarowego warsztatu, lecz sięga także do początków jego kariery, gdy pełnił rolę sprawnego basisty, koncentrując się głównie na pracy w tzw. cover- bandach. Po coverowym epizodzie muzyk dosyć szybko zaistniał w kronikach fonografii, nagrywając w krótkim czasie trzy albumy autorskie. Artysta nie unikał także mniej prestiżowej współpracy w ramach innych projektów, w których był tylko gościem, pełniąc funkcje sidemana, podporządkowując się priorytetom innych twórców, wśród nich wymienić można przede wszystkim Erika Norlandera, Patricka Rondata (J.M.Jarre) czy Pära Lindha. Z tamtych lat pozostała rzecz bezcenna, liczne znajomości i przyjaźnie z mniej lub bardziej znanymi rockmanami, co znalazło bezpośrednie przełożenie na skład kolejnych wcieleń artystycznych Larsa Erica, ujętych w ramy różnych projektów. Dlatego, gdy w roku 2000 zaczął realizację idei założenia zespołu rocka progresywnego, którego logo stała się nazwa Condition Red, nie miał żadnego kłopotu z rekrutacją wartościowych muzyków do składu. Obok samego Mattssona „obsługującego” gitary, bas, sitar i keyboardy w ekipie znalazły się takie znakomitości jak klawiszowiec, maestro Derek Sherinian, przyjaciel Larsa, wirtuoz gitary Alex Masi, także inny klawiszowiec wyborowy, Alexander King. Rzut oka na instrumentarium wykorzystane do stworzenia debiutanckiego albumu Condition Red „I”, oraz kilka rozbudowanych, czasowo dwucyfrowych kompozycji, pozwalają na uzasadnione domysły, że grupa proponuje muzykę złożoną, wielowymiarową, o szerokim spektrum brzmienia, różnorodną rytmicznie. A obecność smyczków, saksofonu czy fortepianu, może zaświadczyć o przekraczaniu granic typowego heavy czy progmetalu, choć rzadkością na pewno nie jest. Pierwszy album spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem słuchaczy oraz uzyskał multum doskonałych recenzji na całym świecie. Nie minęły nawet trzy lata, a Condition Red promował swoje drugie wydawnictwo oznaczone skromnie „II”, którego program zawierał aż 13 czasowo zwartych utworów, połączonych w spójny organizm. W porównaniu do debiutu brzmienie stało się cięższe, pojawiły się inspiracje neoklasyczne, komponenty jazzowe wystąpiły epizodycznie, na pierwszym planie brylować zaczęły fragmenty bliskie progresywnemu metalowi, z wyjątkową dbałością o linie melodyczne, ale to nie znaczy, że muzyka Condition Red stała się łatwa do jednoznacznego sklasyfikowania, zamknięta w „wodoszczelnej” kapsule. Po edycji płyty sygnowanej numerem „2”, Condition Red „zapadł się pod ziemię” na długich trzynaście lat, ale jeżeli ktoś myśli, że „główny inżynier” wybrał zawodowo leniuchowanie i odcinanie kuponów od sukcesów, to się grubo myli. W tym okresie Mattsson opublikował dziewięć solowych płyt, wśród nich longplay „Aurora Borealis”, koncert na orkiestrę symfoniczną i gitarę elektryczną, trzy dyski wypełnione muzyką pod szyldem Mattsson, oraz kilka pozycji fonograficznych zrealizowanych w ramach projektów Vision, Book Of Reflections, Tributes i w kilku innych mniejszych przedsięwzięciach. Jak z tego pobieżnego przeglądu widać, stawianie Larsowi zarzutu nieróbstwa, byłoby zwykłym nadużyciem. Ale powróćmy do historii Condition Red.
W maju 2016 roku pod egidą znanej wytwórni Lion Music wymieniona ekipa ogłosiła premierę nowego wydawnictwa zatytułowanego „Illusion Of Truth”, zarejestrowanego przez trio King- Sledgehammer- Mattsson. Już po pierwszym przesłuchaniu można dojść do konkluzji, że pomimo rotacji personalnej, koncepcje artystyczne Mattssona pozostają na niezmiennie wysokim poziomie. Śledząc muzykę Condition Red na przestrzeni minionych 16 lat można zauważyć, że ewoluuje ona nieustannie, balansując na styku wielu muzycznych terytoriów, o których wyżej była już mowa. Muzycy nie zamierzają ułatwiać zadania odbiorcom, gdyż mieszają jak w tyglu wpływów różnych odmian rocka, nowoczesnego jazzu, a w każdym praktycznie utworze uwagę zwracają liczne zwroty rytmiczne, gwałtowne przyspieszenia sąsiadują z zaskakującymi redukcjami tempa, doskonała wymienność ról w partiach instrumentalnych, w których zachowano stosowne proporcje pomiędzy partiami gitary a instrumentów klawiszowych, smyków, wokalu, a kolorystyka i intensywność brzmienia podlega umiejętnym regulacjom, w wyniku których na przestrzeni kilku minut potrafi ono osiągnąć apogeum intensywności, by za moment zgasnąć dochodząc do strefy minimalizmu graniczącego z ciszą. I nie ma w tym przypadku najmniejszego znaczenia czas trwania kompozycji, gdyż takie sytuacje notujemy w każdym akapicie.
Już od pierwszych dźwięków inaugurującego album „Changing” można się dosyć szybko zorientować, że Condition Red świadomie łamie definicję progresywnego metalu, tworząc skomplikowane konfiguracje tonów według własnej recepty. Na próżno szukać technicznych sztuczek i popisów, bez powodzenia zakończy się „przyklejanie” stylu grupy do innych, znanych przedstawicieli gatunku, bo Mattsson z kolegami stworzył coś własnego, nietypowego, projekt, w którym umiejętności indywidualne to tylko narzędzie do osiągnięcia wspólnego celu, wykreowania ambitnych koncepcji rockowych, o sporym potencjale złożoności. Utwór z numerem jeden rozpoczyna się bardzo skromnie, wokal z lekką chrypką, taki „przyćmiony” bądź zgaszony, oszczędne klawisze towarzyszą słuchaczowi przez pierwszą minutę, dopiero po jej upływie narasta dynamika, do akompaniamentu włączają się gitary i sekcja rytmiczna przypominając wyraziście, że znajdujemy się w krainie mocnego rocka. Mattsson operuje swoim głosem swobodnie, bez prób wędrówki po skali, a ja mam wrażenie, może trochę zabawne albo żartobliwe, że głos brzmi w niektórych miejscach tak, jakbyśmy go „wyrwali” z głębokiego snu. A sama „piosenka” faluje, „wpadając” raz w strefę spokoju i kameralistyki, w której bryluje jazzowy fortepian i akustyczne akordy gitary (przywołują wspomnienia flamenco), by za moment dołożyć decybeli za sprawą wspaniale czysto brzmiącej gitary elektrycznej, której krótkie soczyste wejścia to niewątpliwa zaleta całego longplaya. Bez trudu wyodrębnić można także główny motyw melodyczny, który chwilami ginie w rewelacyjnych, instrumentalnych  partiach jazz- rockowych (3:50) płynnie przechodzących we frazy progmetalowe (4:30). Uwagę przyciąga niesamowita różnorodność brzmienia, zależnego od tradycyjnych organów, przez motoryczną sekcję po partie gitary elektrycznej, nieskażone brzmieniowym brudem. Ten fragment albumu trwa raptem niespełna siedem minut, a dzieje się w nim tak wiele, że przy jednokrotnym przesłuchaniu trudno te wykwintne bodźce dźwiękowe ogarnąć. Chociaż nadmieniałem już, że idee kompozycyjne Condition Red nie należą do łatwo „strawnych”, których powierzchowna analiza pozwoli gruntownie poznać, wymagając od odbiorcy pewnego umysłowego wysiłku.  Co kawałek , to niespodzianka, w której zespołowi udaje się zachować równowagę pomiędzy odrobiną syntetycznych fraz klawiszy, elementami elektryki oraz precyzyjnie dozowanymi odcinkami akustyki. Pisząc te słowa mogę się odwołać do punktu drugiego programu płyty, nazwanego „Never Be The Same”, w którym wymienione komponenty zostają dokładnie wymieszane, co w żaden sposób nie szkodzi  dźwiękowemu monolitowi  utworu. Z kolei „Let It All Come Out” stanowi dobry przykład „wycieczek” wykonawców w kierunku bogactwa jazz- rocka z pewna dozą skłonności do improwizacji. Ten ponad 7- minutowy rozdział albumu nie brzmi wprawdzie „przyjaźnie”, leciutko i chwytliwie i trudno go rozpatrywać w kategoriach „ładny- nieładny”, ale stanowi pokaźną dawkę wyszukanego grania, wymagającego od odbiorcy wysiłku intelektualnego i koncentracji. Zwroty akcji, niekiedy karkołomne (3:45) oferują gwałtowne przejścia w partiach instrumentalnych, najpierw wirtuozerska gitara, później syntezatory, dla których podkład przygotowuje perkusja i bas, a na finał kaskaderski zakręt i kapitalnie wpleciona w całość smyczkowa miniatura. Zakończenie bardzo przypomina swoją potęgą niektóre rozwiązania kultowego Mahavishnu Orchestra z lat 70-tych, a Mattsson być może świadomie „wjeżdża” na tory jazz- rockowego, gitarowego grania autorstwa mistrza Johna McLaughlina. W tym fragmencie dzieje się tyle, że niektórym nie udaje się zapewne osiągnąć takich efektów na całej płycie. A przed nami prawdziwy „Labyrinth”,  jazz- rock w czystej postaci, z dominującą rolą instrumentalną głównego projektanta, Larsa Erica Mattssona, który raczy nas bardzo rozciągniętą w czasie prezentacją swojej biegłości „śmigania” po strunach i progach gitary elektrycznej. Moment oddechu od solowych popisów wykorzystuje Mattsson, żeby delikatnie wypromować jako członka instrumentarium gitarę basową (3:15), która dowodzi w tym akapicie, że istnieje na tym albumie na prawach partnera, oferując rozwinięty katalog rozwiązań bliskich grubym strunom. W centralnym punkcie wydawnictwa umieszczono kompozycję najdłuższą, majestatyczną, ponad 10- minutową „It’s Not A Crime”, której wstęp ozdabia kapitalna partia instrumentów klawiszowych ze szczególnym zaakcentowaniem możliwości kreowania przestrzeni dźwięków przez gęste, wysoce nasycone brzmienie organów oraz improwizującego fortepianu, uzupełnione kanonadą perkusji i pomrukiem basu.  Taki stan utrzymuje się przez prawie dwie minuty, a później następuje coś nieoczekiwanego, bo z tego pozornego chaosu i instrumentalnej licytacji siły wyłania się wraz z wokalem tak wspaniały temat melodyczny, że odbiorca czuje się jak oniemiały (2:30). Intymna, kameralna atmosfera, powolne, prawie szeptane  słowa i zadziwiające wejście gitary (3:30) czynią z tego fragmentu obraz muzycznego piękna, panującego przez wiele minut, o zmiennej dynamice i z kilkoma wyrafinowanymi, solowymi  partiami instrumentalnym, w których każdy z członków trio otrzymuje sposobność wyrażenia swoich emocji. Znakomita symfonia dźwięków, bez bizantyjskiego rozmachu aranżacyjnego. Mattsson jak wytrawny reżyser dozuje przeżycia dostępne słuchaczom i po prawdziwych gejzerach emocji tonuje klimat wypowiedzi proponując uroczą- a zaryzykuję i napiszę, balladę-, śliczną, kołyszącą „All On Our Own”, piosenkę, która inauguruje rozdział albumu z nieco krótszymi, bardziej zwartymi nagraniami. Powoli, sennie, dosyć oszczędnie pod względem instrumentacji, w jednostajnym rytmie, z piękną, krótką partią solową gitary w części środkowej. „Shake Off” znajduje się w opozycji w stosunku do poprzedniej kompozycji, wszystko w tym utworze jest inne, zdecydowanie więcej dynamiki, pokręcony rytm, taka instrumentalna nerwowość, gwałtowne cięcia, dosyć surowy klimat, który ocieplony zostaje energetyczną partią organów po 2:30, gwałtowne zmiany tempa, cięta i szybka gitara, no i brak wokalu. Najbliżej temu nagraniu zapewne do stylistyki jazz- rocka. Podobnie rozwichrzony jest „Everywhere Look”, progrockowa piosenka, z miłym dla ucha motywem melodycznym, z tym, że zniknął chłód i wyrachowanie poprzedniego utworu, może przez akcenty wielogłosowe i organowy pasaż. W tle bardzo gęsta partia perkusji i motoryczny basowy puls. „Can’t Sell Your Lie” startuje leniwie delikatnymi akordami gitary oraz snującymi się na drugim planie klawiszami. Dopiero po minucie do akcji wkracza sekcja, kierując podziałami rytmicznymi, subtelny wokal i kolejna przepiękna sekwencja dźwięków zaprezentowana w sennym tempie przez Mattssona na gitarze. Zresztą po 4:40 odbywa się kolejny akt gitarowej wirtuozerii autora, dopracowany i krystaliczny brzmieniowo. Pomimo niezbyt szybkiej „fabuły” czas mija słuchaczowi mile, nastrojowo i refleksyjnie. Ostatnia odsłona repertuaru na albumie Condition Red nosi tytuł „Final Beginning”, pomyślana została w formie instrumentalnej kody, w której wiodącymi partiami popisują się, epizodycznie do tej pory zaznaczone smyczki, obok nich tworzące gęstą i rozmazaną zawiesinę dźwięków klawisze wraz z aktorem pierwszego planu, fortepianem, a muzyka ma charakter ilustracyjny snując się w przestrzeni przez niespełna trzy minuty. Ciekawe, że Mattsson odsunął kompletnie w cień, to co dominuje w charakterze muzyki grupy, czyli mocno zaznaczony rytm za sprawa duetu bas- perkusja, oraz wyeliminował w tym drobnym fragmencie obecność elektryki gitarowej. Naturalnie finałowe rozwiązanie nie rzutuje na stylistyczną tożsamość całego albumu, ale proponuje zupełnie inną płaszczyznę muzycznej wypowiedzi. Zapewne wniosek, że jest to zapowiedź zmian, które nastąpią w przyszłości, byłby zbyt daleko idący, ale być może Mattsson przymierza się do nieco innego sposobu kształtowania rockowej estetyki.
Podsumowując należy podkreślić, że program longplaya „Illusion Of Truth” zadowoli każdego poszukiwacza inteligentnej i ambitnej sztuki muzycznej. Po konfrontacji z zawartością muzyczną trzeciego albumu Condition Red sami stwierdzimy, że „pakowanie” tej muzyki w ramy progresywnego metalu jest zbyt daleko idącym uproszczeniem. Mattsson wraz z dwoma kolegami takimi klasyfikacjami zapewne w ogóle się przejmuje i permanentnie przekracza swobodnie granice kierunków muzycznych realizując to, co mu dusza dyktuje, dzięki temu słuchacze otrzymują wielowymiarowy „produkt”, profesjonalnie przygotowany w zakresie brzmienia, wokalistyki, warsztatu instrumentalnego i melodyki, który należy raczej do wydarzeń multi-stylistycznych, oferujących wytrawną muzykę popartą olbrzymim zasobem indywidualnych umiejętności autora projektu i zaproszonych do realizacji Eddiego Sledgehammera i Alexandra Kinga. Obcowanie z każdym z tych utworów to niesłabnąca wraz z upływającym czasem przyjemność, pobudzająca wyobraźnię i skłaniająca do chwil kontemplacji dostojeństwa i piękna stworzonych dźwięków o urozmaiconej fakturze.
Ocena 4.5/ 6
Włodek Kucharek
124_banerMOSHERZ.jpg 128_bullet-raid_baners_b.gif 126_threshold-158x600px-eu.gif 125_dio_156x600.gif

Goście

692803
DzisiajDzisiaj1474
WczorajWczoraj2019
Ten tydzieńTen tydzień9133
Ten miesiącTen miesiąc41268
WszystkieWszystkie692803
54.80.77.124

helloween plakat z logo hmp m

morbid angel plakats m

threshold plakat m

dirkschneider plakat m

dio returns plakato b

stevenseagullsh m

merry christless plakatd m

kreator plakatk m

accept plakath m

fates warning plakatn m

cradle of filthf m

magnum plakatm m

korpiklaani plakath m

40-lecie toto w tauron arenie krakwt m