Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 75sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

within temptation evanescencezz m

kat roman kostrzewskiazq m

vaderazq m

helloween nowadata m

mystic festivalzz m

deeppurple 2021 posterb1mn m

 

SO SLOW - W otwarte dłonie powietrze sypie gruz przedświtu

 

(2019 Audio Cave)
Autor: Wojciech Chamryk
 

soslow-wotwartedloniepowietrzesypiegruzprzedswitu s

Tracklist:
1. W
2. otwarte dłonie
3. powietrze
4. sypie
5. gruz przedświtu
                       
So Slow zaskoczyli kolejną, całkowicie odmienną płytą. Po noise/hardcore'owych początkach i transowym, eksperymentalnym albumie „3T” rozpoczęli więc jeszcze intensywniejsze poszukiwania, czego efektem jest album czerpiący nie tylko z tego co grupa grała wcześniej, ale też muzyki improwizowanej i generalnie bardzo nieoczywistej. – Ta płyta to zapis kolejnego przepoczwarzania się zespołu; proces będzie kontynuowany na koncertach, a finał poszukiwań? Być może dopiero na następnej płycie – mówi perkusista Arek Lerch, a potwierdzenia prawdziwości tych słów mamy na „W otwarte dłonie powietrze sypie gruz przedświtu” co niemiara.
Muzycy operują na niej bowiem specyficznym klimatem, szukają nowych rozwiązań, przede wszystkim w fakturze rytmicznej poszczególnych kompozycji, pozbawionych już właściwie mocnych, agresywnych rytmów czy riffów – więcej tu stopniowania napięcia i ciągłego zaskakiwania słuchacza. Od króciutkiego intro „W”, będącego ponoć zaledwie fragmentem długiej, improwizowanej kompozycji, z której zespół ostatecznie zrezygnował, przez dwa krótsze, chociaż i tak trwające 8-9 minut utwory „Otwarte dłonie” i „Powietrze”, aż do dwóch finałowych kolosów – przekraczających 10 minut, w tym najdłuższego, wyłącznie instrumentalnego, „Sypie”. Gościnnie gra w nim długie, rozbudowane solo na trąbce Wojciech Jachna, mamy tu więc nie tylko solidną porcję transowych improwizacji, ale też i jazzowych odlotów. Najlepszym wyjściem wydaje się tu więc podążanie za tą niepokojącą, ale piękną muzyką, przy jednoczesnym zagłębieniu się w niej na 100 % – nie da się tej płyty słuchać przy okazji robienia czegoś innego. Mijają się również z celem próby jej zaszufladkowania, tak wiele dzieje się w tych 42 dwóch minutach najrozmaitszych dźwięków – może i czasem awangardowych, niekiedy bardzo elektronicznych, ale wciąż zakorzenionych w szeroku rozumianym, alternatywnym rocku/post-rocku.
(5,5/6)
Wojciech Chamryk

120_slider_ot.gif

Goście

3227440
DzisiajDzisiaj257
WczorajWczoraj2313
Ten tydzieńTen tydzień2570
Ten miesiącTen miesiąc14045
WszystkieWszystkie3227440
3.233.229.90