Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 84sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

skowytgb m

alter bridge plakat m

strider m

accept nowa datadaw m

 

QUO VADIS - Quo Vadis

 

(2020/1991 Old Temple)
Autor: Wojciech Chamryk
 

quo vadis quo vadis s 

W grudniu roku 1990 Quo Vadis zarejestrowali w studio A.R.P. materiał na debiutancki album. Pamiętam, że po świetnym przyjęciu obu demówek oczekiwania co do tej płyty były spore, ale zespół nie zawiódł, nagrywając nie tylko kilka starszych, ale też udane, premierowe kompozycje, w dodatku nie tylko po polsku, ale też w wersjach anglojęzycznych. Czasy były wtedy nad wyraz dziwne, tak zwane przejściowe pomiędzy socjalizmem a kapitalizmem, tak więc Quo Vadis sami wydali ten materiał: w polskiej wersji na LP, zamawiając w tłoczni Arstonu nakład 1500 egzemplarzy, zaś w angielskiej na kasecie. Rok 1991 był już schyłkiem winylowego nośnika, ale w żadnym razie nie żałuję, że kupiłem wtedy tę płytę, bo to teraz kolekcjonerski rarytas, do niedawna w tej postaci nie wznawiany, to jest do momentu ubiegłorocznej edycji Underground Front Records, udana okładka, jakby ich wersja „Somewhere In Time”, też robi największe wrażenie właśnie w tym formacie. W latach 1992 i 1994 firma Baron wydała obie wersje na taśmach, w 2002 Dywizja Kot pokusiała się też o pierwszą edycję tej polskiej na CD, a teraz obie wznowiła na złotym CD Old Temple. I bardzo dobrze, bo „Quo Vadis” to już niezaprzeczalna klasyka naszego thrashu, materiał ponadczasowy i wciąż robiący wrażenie. Zespół był wtedy w uderzeniu, co zaowocowało świetnym, zwartym i pod każdym względem dopracowanym materiałem. Otwierający „NKWD” radziecki hymn śmieszył co poniektórych, ale tekst traktuje o ofiarach stalinowskiego systemu, zresztą „Czerwone prawo” również dotyczy tej niewesołej tematyki. „MONofobia”, utwór popularny do dziś, też dotyczy sporego wtedy problemu, to jest obowiązkowej służby wojskowej w Ludowym Wojsku Polskim, ale jego zakończenie jest już żartobliwe w 100 %, bowiem chłopaki zapodają tam słynną pieśń rezerwistów. Poczucie humoru pokazują też w wstępie „Trzech szósteczek”, kiedy to po mrocznym, przetworzonym „666” pojawia się telefoniczny komunikat „nie ma takiego numeru”. Z kolei „Ból istnienia” niejako symbolizuje płacz dziecka, który stopniowo przechodzi w jakiś demoniczny ryk, ale ten tekst też się wciąż broni, podobnie jak utworu tytułowego czy „Albo nie być”. A wszystko to w oprawie siarczystego, dynamicznego thrashu, z wyrazistą sekcją oraz mocarnymi riffami i meldyjnymi, zwykle krótkimi, solówkami. Mamy też cover, króciutką, koncertową wersję „Kocham cię kochanie moje” Maanamu, ale maksymalnie zbrutalizowaną. W wersji angielskiej zabrakło tego numeru, ale i tak tę nową edycję „Quo Vadis” mogę bez wahania polecić zarówno tym, którzy kiedyś katowali kasety szczecinian, jak i młodszym fanom metalu, bo wstyd nie znać rodzimej klasyki gatunku. A jak klasyk, to:
(6/6)
Wojciech Chamryk
141_case_2.png 142_case_1.png 144_mag_158x600px_72_dpi.jpg

Goście

4097313
DzisiajDzisiaj2198
WczorajWczoraj4532
Ten tydzieńTen tydzień17511
Ten miesiącTen miesiąc11614
WszystkieWszystkie4097313
44.201.99.222