Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 89sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

pandemic m

FIREFLOWER - Welcome

 

(2022 Case Studio)
Autor: Wojciech Chamryk
 
fireflower welcome s 
Tracklist:
1. Unsatisfied 4:05
2. Odd One Out 4:09
3. Sacrifice Tonight 4:59
4. Me To Be 3:52
5. Pro Eco 3:40
6. Illusion 5:04
7. Welcome To The Dollhouse 4:14
8. By Your Side 4:26
9. Icarus 4:19
10. Oneirocritic 4:44
11. On The Waterfront3:32
12. Secret Corner 5:47
                         
Lineup:
Justyna Wotlińska – Wokal
Jakub Bądel – Loop,Gitara
Tomasz Jasiewicz – gitara
Jacek Aniołek – bass
Piotr Mondzik – Perkusja
                     
Dziwna sprawa z tym zespołem: 10 lat temu wydali debiutancki album „Welcome”, który niedawno doczekał się odświeżenia (nowy mastering w Case Studio). Ta nowa odsłona została wypuszczona w wersji cyfrowej, ale do sprzedaży i do promocji trafiło stare wydanie CD. Pytanie czy coś, co nie sprzedało się w roku 2012 i pewnie zalegało w jakiejś piwnicy, zainteresuje słuchaczy teraz jest tu kluczowe, tym bardziej, że „Welcome” niczym szczególnym nie porywa. Muzycznie jest bowiem co najwyżej poprawnie, wokalnie również tak sobie – nie jest to poziom amatorski, ale też nie taki, że rzuca się wszystko i koncentruje wyłącznie na kolejnych odsłuchach. Ponoć przebojowy „Unsatisfied” to niezbyt mocny rock, żaden hard rock czy heavy metal, nawet taki lżejszy z lat 80. „Odd One Out” jeszcze bardziej czerpie z AOR, ale z każdym kolejny utworem robi się coraz bardziej popowo, z kulminacją w „Me To Be” i „Pro Eco” – ten ostatni utwór ratuje w sumie tylko wokalistka Justyna Wotlińska. Tak zwane „momenty” oczywiście są (miarowy „Illusion”, balladowy „Secret Corner”), ale znikają przytłoczone nijakim popem „Icarus” czy „Welcome To The Dollhouse”, który brzmi jak jakieś popłuczyny po Łzach, a jego warstwa rytmiczna niczym parodia Queen z lat 80. Do tego praktycznie w każdym utworze mamy sporo elektronicznych partii: być może lata temu były one według zespołu czymś ciekawym i ekscytującym, ale w roku 2022 są już zdecydowanie passé , szczególnie w takiej stylistyce. Nowa wersja jest ponoć bardziej drapieżna, szczególnie w warstwie gitarowej i brzmi nowocześniej, ale po wysłuchaniu tego płytowego „demo” nie mam najmniejszej ochoty na jej sprawdzenie,  skoro w kolejce czeka tyle znacznie lepszej muzyki.
(2/6)
Wojciech Chamryk
rightslider_001.png rightslider_004.png rightslider_002.png rightslider_005.png rightslider_003.png

Goście

5115724
DzisiajDzisiaj1556
WczorajWczoraj815
Ten tydzieńTen tydzień5307
Ten miesiącTen miesiąc49444
WszystkieWszystkie5115724
3.239.95.36