Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 80sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

katatoniaaak 2 m

accept posterb1yyy m

helloween i hammerfallzzz m

vdgg plakat nowe daty m

steelpanther 2022pol m

 

TANGERINE DREAM - Pergamon - Live At The Palast der Republik

 

(2012 Esoteric Recordings/ Cherry Red Records; 1986 Virgin)
Autor: Włodek Kucharek
tangerine-dream-pergamon m
Tracklist:
1. Pt. 1 Quichotte (23:20)
2. Pt. 2 Quichotte (22:49)
  
Skład:
Edgar Froese (syntezatory/ gitara elektryczna)
Christopher Franke (syntezatory/ perkusja elektroniczna)
Johannes Schmoelling (syntezatory/ fortepian)
     
Czy uczestniczyli już kiedyś Państwo w koncercie z tłem politycznym? Sądzę, że w zdecydowanej większości odpowiedź na to z pozoru absurdalne pytanie byłaby negatywna. Czy potrafią sobie Państwo wyobrazić, że bilety na koncert nie trafiają do wolnej sprzedaży, a ich dystrybucją zajmuje się jedyna słuszna partia polityczna, przekazując je w większości swoim funkcjonariuszom? Napiszę kolokwialnie, to się w pale nie mieści, prawda? A takie właśnie wydarzenia miały miejsce wraz z występem Tangerine Dream w Berlinie Wschodnim 31 stycznia 1980 roku. Zdziwienie tym faktem można stonować informacją, że był to pierwszy rockowy koncert w historii nieistniejącego od 1990 roku państwa, Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD), koncert wykonawców zza Żelaznej Kurtyny, czyli jak potocznie wtedy mówiono z Zachodu. Żeby się odbył potrzebna była zgoda niemieckich władz komunistycznych! A żeby nic nie wymknęło się spod kontroli, publiczność „prześwietlono” reżimowym rentgenem! Na widowni nie mieli prawa znaleźć się „zwykli”, przeciętni słuchacze, rzeczywiście sympatycy muzyki Tangerine Dream, którzy marzyli tylko, żeby jej posłuchać. Publiczność z punktu widzenia podejrzliwości politruków musiała być przewidywalna, nieskora do demonstracyjnych zachowań, stąd tak skrupulatna dystrybucja biletów, których 80% trafiło do rąk urzędników związanych z partią, a pozostałe 20% do kontrolowanej sprzedaży. Przypominam, że wtedy nie było możliwości zakupu online, to były czasy przedinternetowe, a pomimo tego karty wstępu rozeszły się w …pięć minut. Istotną rolę odegrało także miejsce, w którym zaplanowano koncert, Palast der Republik, Pałac Republiki, reprezentacyjny budynek w samym centrum Berlina,  położony przy równie znanej atrakcji turystycznej miasta, przy Alexanderplatz, Placu Aleksandra. To w tym reprezentacyjnym obiekcie działała ówczesna władza państwowa, odbywały się posiedzenia parlamentu, wygłaszano przemówienia polityczne wielkiej wagi, transmitowane bezpośrednio przez telewizję. To także tam odbywały się imprezy rozrywkowe dla partyjniaków NRD z udziałem pieszczochów władzy, czyli piosenkarzy, którzy uznawani byli za czołówkę NRD- owskiej rozrywki. Edgar Froese zdawał sobie z tych  faktów doskonale sprawę, wiedział doskonale, że koncert zorganizowany po drugiej stronie Muru Berlińskiego to przysłowiowe wetknięcie kija w polityczne mrowisko. Tym bardziej, że dziennikarze, także ci międzynarodowi, oszaleli poszukując na każdym kroku sensacji. Natomiast ówczesny przywódca polityczny państwa NRD Erich Honecker i jego polityczna ekipa przyjęli jako punkt honoru takie przeprowadzenie tego spektakularnego wydarzenia kulturalnego, żeby żadna prasa czy telewizja zachodnia nie mogła się do niczego „przyczepić”, postawić jakiegokolwiek zarzutu, który mógłby być rysą na „nieskazitelnym” wizerunku partii. W związku z tym napięcie czuło się w powietrzu. Pół godziny przed koncertem gęstniejący tłum fanów Tangerine Dream, nie posiadających biletów, coraz mocniej napierał na drzwi wejściowe do Pałacu Republiki, ignorując kompletnie gotowych do interwencji milicjantów. Brakowało tylko iskry, która mogłaby rozpętać istne piekło. I wtedy pojawił się Edgar Froese, który wymógł na organizatorach wpuszczenie wszystkich tych, bez biletów, którzy zjawili się nie z powodu przywilejów politycznych, lecz przybyli dla muzyki grupy TD. Z relacji świadków wynika, że na sali dysponującej około 900 miejscami ścisk był sakramencki, ale sam koncert przeszedł do historii jako muzycznie wspaniały, pomimo kiepskich warunków logistycznych. Po wielu latach trio Tangerine Dream z łezką w oku wspominało ten występ, w  czasie którego grali jak natchnieni, a setki ludzi wręcz zostało zahipnotyzowanych emitowanymi dźwiękami. Tak urodziła się jedna z ważniejszych dat w historii rocka elektronicznego. Edgar Froese słynął z tego, że lubił iść pod prąd, nie tylko w kwestiach stricte muzycznych, także takich jak te, o zabarwieniu politycznym. Przecież warunki pierwszego koncertu  w Polsce, zimą,1983 na warszawskim Torwarze wołały o pomstę do nieba. Zimno, minusowe temperatury (muzycy grali w rękawiczkach bez palców, mocząc co jakiś czas końcówki palców w wiadrach z ciepłą wodą). Ilu współczesnych rockowych wykonawców podjęłoby decyzję o występie? A jednak Froese wraz z kolegami zdecydowali się na taki krok, czego rezultatem było później dwupłytowe wydawnictwo „Poland”. Dlaczego? Odpowiedź jest banalna, nie chcieli sprawić zawodu tysiącom swoich fanów darzących Tangerine Dream wielkim szacunkiem i nie bacząc na przeszkody postanowili zaprezentować to, za ci fani ich pokochali. Bo to muzyka jest najważniejsza! Postawa godna uznania, szczególnie w kontekście niektórych współczesnych zdarzeń, gdy tak zwane „gwiazdy” żądają czerwonych dywanów, szampanów i innych zupełnie irracjonalnych usług.
Koncert w Berlinie Wschodnim rejestrowany był na potrzeby wydawnictwa płytowego wydanego tylko w NRD przez tamtejszą wytwórnię płytową Amiga i zatytułowanego „Quichotte”. Froese zaczerpnął tytuł zupełnie przypadkowo widząc w jednym z kin w pobliżu Alexanderplatz plakat do filmu „Don Quijote”. Strony „A” i „B” tradycyjnego winyla wypełniają dźwięki tylko jednej, za to bardzo długiej  kompozycji, częściowo improwizowanej, a częściowo złożonej z kilku jeszcze „nieoszlifowanych” pomysłów, które złożyły się na treść następnego albumu studyjnego tria, „Tangram”. Materiał z tego jedynego, koncertowego wieczoru w Berlinie Wschodnim poddany został obróbce dokonanej przez Edgara Froese i Chrisa Franke w taki sposób, żeby spełnić warunki techniczne właściwe dla typowego longplaya winylowego. Natomiast pełny program występu TD, pochodzący z audycji radiowej, wydany został bez jakiejkolwiek ingerencji autorów jako publikacja dla fanów, poza oficjalną dyskografią, pod tytułem „Tangerine Tree Volume 17: East Berlin 1980” w roku 2003 i różni się on zasadniczo zawartością uwzględniając koncert bez skrótów. Kilka lat później Virgin Records zakupiła prawa do muzyki i po re- mixingu wydała płytę jako „Pergamon” w roku 1986. Nazwę albumu „pożyczono” od kompleksu muzealnego Pergamon zlokalizowanego na Wyspie Muzeów na przepływającej przez Berlin rzece Sprewie . W roku 2012 Esoteric Recordings wydało kompletnie zremasterowany album z 16 stronicową książeczką, licznymi zdjęciami i esejem dziennikarza Malcolma Dome’a. Dla fanów zespołu takie wydawnictwo to absolutny rarytas, ponieważ przez wiele lat płyta była bardzo trudno dostępna, do tego stopnia, że w roku 1988 w Niemczech ukazała się piracka wersja, bardzo niestarannie wydana, z kopertą jakościowo wydrukowaną bardzo niechlujnie, z niektórymi egzemplarzami, które otrzymały naklejkę „Don Quixotte”. Jedynym elementem pragnień dla fanów tej „dzikiej” edycji był rozkładany, czarno- biały plakat tria w Berlinie Wschodnim.
Koncert „Pergamon” stał się ważny z jeszcze jednego punktu widzenia. To właśnie na tej płycie zadebiutował nowy członek składu Johannes Schmoelling, grający na syntezatorach i fortepianie i towarzyszący kolegom w karierze muzycznej grupy w latach 1979- 1985.
„Quichotte, Part One” zdominowana została przez powstające dopiero pomysły tematyczne wykorzystane nieco później do stworzenia longplaya „Tangram”, ale jak już wspomniałem to dopiero zarysy koncepcji, kontury sekwencji dźwiękowych, które na tym albumie są obecne dopiero w wersjach pierwotnych, tak znacząco odbiegających od zarejestrowanych później w studio motywów, że potrzeba laboratoryjnej analizy, żeby wskazać punkty styczne, najwyżej wykazujące zalążki podobieństwa, bo struktur identycznych brak. Utwór rozpoczyna się 5- minutowym intro na fortepianie, niezwykle …eleganckim, przepięknym melodycznie, wspaniale kameralnym i intymnym nastrojowo. Dopiero po pięciu minutach dołączają spokojne, bardzo malarskie dźwięki elektroniczne syntezatorów, układające się w swobodne skojarzeniowo i działające przede wszystkim na wyobraźnię dźwiękowe pejzaże. Tak jakby przez naszymi receptorami przesuwały się kolejne obrazy, prezentujące piękno otaczającego nas świata. Przypominam, że wielkim atutem koncertów Tangerine Dream były od zawsze zdjęcia i filmy wyświetlane na rozciągniętym ekranie w tle, które stanowiły wzmocnienie przekazu trafiającego do naszych umysłów. Bo muzyka zespołu ma tę wielką zaletę, że potrafi być bardzo sugestywna, wystarczy tylko wysilić odrobinę własną mózgownicę traktując dźwięki jak impulsy do refleksji. Klarowne, czyste brzmienie rozlane w przestrzeni i dziesiątki malowanych dźwiękiem figur, które tworząc różne konfiguracje układają się w śliczne improwizowane krajobrazy. Istna terapeutyczna hipnoza! Dopiero po około 11 minutach nadchodzi mocno zrytmizowana, energetyzująca część kontynuowana aż do końca tego akapitu albumu.
„Quichotte, Part Two” różni się w istotnym zakresie od aktu pierwszego w jednym punkcie jest to jeden wielki spektakl improwizacji, muzycznych wariacji, pokaz wyczucia i emocjonalności muzyków, ich wrażliwości, ekspresji elektronicznych wypowiedzi, to demonstracja perfekcyjnej współpracy. Struktura tej części kompozycji składa się z dynamicznych partii syntezatorów, napędzających wyrazisty rytm, tworzących coś w rodzaju fundamentu, na którym Edgar Froese na gitarze elektrycznej prowadzi swój dialog ze skumulowanymi  emocjami publiczności, dialog oparty na improwizowanych motywach melodycznych. Każde ucho wychwyci z tej intensywnej, gęstej zawiesiny dźwięków multum niuansów, smaczków, detali brzmieniowych, rewelacyjnie skonstruowanych sekwencji, które jak układane puzzle tworzą najpierw kontury obrazu, przechodząc powoli do kształtowania jego wnętrza, wyrażania treści. Te wszystkie partie trzech artystów na scenie zmierzają do celu, którym jest spójność kompozycji, płynność przechodzenia od jednej frazy do kolejnej, każdy z nich „dorzuca” po kawałku do wspólnego dzieła. Tak grają tylko Mistrzowie! Którzy prezentując swoje artystyczne ego porzucają wszelkie egoistyczne pobudki, bo dla nich najważniejsze jest przeżywanie muzyki przez słuchaczy, kreowanie odpowiedniej wrażliwości, idealna kooperacja indywidualności wirtuozów. W czasie słuchania zapisu tego koncertu „rzuca” się w uszy jeszcze jeden fenomen. Rock elektroniczny to zgodnie ze swoją nazwą styl muzyczny, w którym rządzą instrumenty elektroniczne, przez wielu uznawane za zrobotyzowane, mechaniczne i odhumanizowane gadżety. Jeżeli tak jest, to posłuchajcie tych fajerwerków sztuki muzycznej, posłuchajcie tego piękna rozlewającego się w przestrzeni jak jęzory wulkanicznej lawy. Trudno się doprawdy dziwić, że publiczność wprost oniemiała z zachwytu, wręcz sparaliżowana każdą sekundą widowiska Tangerine Dream. Niezapomniane pasaże, wspaniale budowany nastrój, zdumiewające porozumienie między trójką artystów, sferyczne obłoki dźwięków ozdobione efektami specjalnymi. Połączenie nowoczesności z rockową tradycją, wielu odłamów stylistycznych, od krautrocka przez kosmiczne wizje space rockowe aż po elektroniczną progresję. Kapitalne dzieło ambitnych kreacji muzycznych, które w każdym momencie oczarowuje.
To wydarzenie miało miejsce 37 lat temu, a posłuchajcie tej muzyki uważnie, ona w ogóle się nie zestarzała, jest ponadczasowa, co świadczy między innymi o jej wielkości. Jedyny maleńki minus to fakt, że album „Pergamon” dokumentuje drugi set koncertu. Ale trudno się z tego powodu czepiać, bo takie były warunki kilka epok technologicznych wstecz, epoce czarnych winyli.
O takim koncercie opowiada się później legendy i śmiem twierdzić, że szczęśliwcy, którym dane było go przeżyć w Berlinie Wschodnim w Pałacu Republiki wspominają ten wieczór do dzisiaj jak najpiękniejszy sen. Bo muzyka z płyty Tangerine Dream „Pergamon” w pełni na to zasługuje.
Ocena 6/6
Włodek Kucharek

143_kata_158x600 kopia.jpg 144_hmpbanner.jpg 141_evil158x600.gif 139_gojira_158x600 kopia.jpg 140_fatum-158x600-singiel.png 142_sepultura158x600.gif

Goście

3752157
DzisiajDzisiaj1084
WczorajWczoraj814
Ten tydzieńTen tydzień3300
Ten miesiącTen miesiąc1898
WszystkieWszystkie3752157
54.158.251.104