Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 80sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

katatoniaaak 2 m

accept posterb1yyy m

helloween i hammerfallzzz m

vdgg plakat nowe daty m

steelpanther 2022pol m

 

THE GUESS WHO - Wheatfield Soul/ Share The Land/ Cannes Wheat

 

(2010 Esoteric Recordings/ Cherry Red Records)

Autor: Włodek Kucharek

the-quess-who

 

 

„Wheatfield Soul” (1969 Nimbus 9/ RCA Victor)
  
Tracklist:
1.These Eyes
2.Pink Wine Sparkles In The Glass
3.I Found Her In A Star
4.Friends Of Mine
5.When You Touch Me
6.A Wednesday In Your Garden
7.Lightfood
8.Love And A Yellow Rose
9.Maple Fudge
10.We’re Coming To Dinner
 
Skład:
Randy Bachmann (gitara prowadząca/ wokal/ sitar)
Burton Cummings (organy/ wokal/ fortepian/ gitara rytmiczna/ flet)
Jim Kale (bas/ wokal)
Garry Peterson (perkusja/ wokla/ tabla)
 
„Share The Land” (1970 RCA Records)
 
Tracklist:
1.Bus Rider
2.Do You Miss Me Darlin’
3.Hand Me Down World
4.Moan For You Joe
5.Share The Land
6.Hang On To Your Life
7.Coming Down Off The Money Bag/ Song Of The Dog
8.Three More Days
9.Palmyra
10.The Answer
 
Skład:
Burton Cummings (organy/ wokal/ fortepian/ flet/ harmonijka)
Kurt Winter (gitara)
Greg Leskiw (gitara)
Jim Kale (bas)
Garry Peterson (perkusja)
 
„Canned Wheat“ (1969 RCA Records)
 
Tracklist:
1.No Time
2.Minstrel Boy
3.Laughing
4.Undun
5.6 A.M. Or Nearer
6.Old Joe
7.Of A Dropping Pin
8.Key
9.Fair Warning
10.Species Hawk
11.Silver Bird
 
Skład:
Randy Bachman (gitara rytmiczna i prowadząca/ wokal/ sitar)
Burton Cummings (organy/ wokal/ fortepian/ gitara rytmiczna/ harmonijka/ flet)
Jim Kale (bas/ wokal)
Garry Pterson (perkusja/ conga/ tabla/ wokal)
 
            Pierwszy raz, od czasu, gdy zacząłem „ścibolić” (czytaj”: pisać) swoje teksty na łamy HMP, zdarza mi się taka sytuacja, gdy w jednej recenzji hurtem zamieszczam opinie na temat trzech regularnych albumów studyjnych, na których zarejestrowano trzy różne zestawy piosenek jednego wykonawcy. Nie wynika to bynajmniej z mojego lenistwa, lecz bezpośrednio ze strategii wydawniczej przejętej w tym wypadku przez Esoteric Recordings/ Cherry Red Records, wytwórni, która zajęła się pieczołowicie technicznym liftingiem materiałów dźwiękowych „urodzonych” w latach 1969- 1970, czyli jak łatwo policzyć grubo ponad 40 lat temu. Dla niektórych słuchaczy wymieniony okres stanowi całą epokę w rozwoju muzyki, dla innych to zwykłe reminiscencje częściowo zapomnianych dźwięków, pochodzących z Kanady. Sam zespół The Guess Who nie należy w Europie do wykonawców znanych, ale na kontynencie amerykańskim w tamtych latach miał spore grono słuchaczy i należał na pewno do rockowych składów, które cieszyły się wysokim uznaniem. Działo się tak z dwóch powodów. Po pierwsze muzyka, którą proponowali wpasowała się świetnie w nurty stylistyczne popularne wówczas w Kanadzie i USA, po drugie głównym sprawcą „zamieszania” był Randy Bachman, wtedy tak zwany gitarzysta prowadzący The Guess Who, który po opuszczeniu składu grupy i krótkiej karierze solowej stał się założycielem innej zasłużonej kapeli hard rockowej, istniejącej po dziś dzień, mianowicie Bachman- Turner- Overdrive.
The Guess Who - Zespół
            Zespół zdecydowanie niedoceniony poza Ameryką Północną, wystartował do kariery w połowie lat 60-tych XX wieku (ale to brzmi, XX wieku, tak jakby faraonowie powstali z grobu), jednak największą popularnością cieszył się około roku 1970 wydając systematycznie płyty długogrające, niekiedy dwie w jednym roku kalendarzowym. Kwartet rozwiązał się oficjalnie w roku 1975, jednakże w  2008 doszło do reaktywacji, której efektem stanie się być może kolejny longplay (???). Na razie na ten temat cicho sza…. .Analizując dyskografię łatwo zauważymy, że przez pierwsze dziesięć lat aktywności (1965 - 1975) posiada ona wymiar imponujący i obejmuje 17 (!) wydawnictw studyjnych, trzy kompilacje i jeden album live.
The Guess Who pochodzą z kanadyjskiej prowincji Manitoba, z dużego miasta Winnipeg, a grupa powstała na fundamentach formacji Chad Allan & The Expressions (1958 rok), której „budowniczym” był Chad Allan. W składzie obok niego występowali także Randy Bachman, Jim Kale, Garry Peterson i Bob Ashley. W roku 1965 muzycy zjawili się w wytwórni Quality Records z zamiarem wydania longplaya o tytule „Shakin’ All Over” i cel swój osiągnęli. Wymieniona kanadyjska firma fonograficzna „dała ciała” i przez przypadek wydrukowała na kopercie nazwę wykonawcy „Chad Allan and the Expressions - Guess Who?”. A na towarzyszącym płycie singlu pozostało tylko logo „Guess Who?”, które na lata stało się rozpoznawalną marką jednego z najbardziej znanych kanadyjskich bandów rockowych. Oprócz tego w sumie szczęśliwego zbiegu okoliczności grupa wyróżniła się głównie artystycznymi dokonaniami, między innymi była pierwszym zespołem z Kanady, któremu udało się umieścić swoje utwory na amerykańskiej liście przebojów, a światowy hit „American Woman” stał się w USA numerem „1”. Z czasem ewoluował również styl prezentowanej muzyki, z chwytliwych kawałków, o sporym potencjale przebojowości w kierunku hard rocka, chociaż należy jednak podkreślić, że hard rockowe kreacje „The Guess Who?” odbiegały nieco od przyjętych standardów w jednym zakresie, mianowicie brzmienie było dosyć łagodne, ciepłe, bogate, oparte na spokojnych partiach wokalnych, gitarach elektrycznych prowadzącej i rytmicznej i pasażach organowych. Stąd niektóre kompozycje tworzą różnorodny zestaw dźwięków, których korzeni należy poszukiwać także we wpływach folk rocka i southern rocka.
            Wydaje się nieprawdopodobnym fakt, że rockowy skład o takich zasługach w dziedzinie muzyki rozrywkowej nie zaistniał w świadomości słuchaczy na innych kontynentach. Utalentowani muzycy, którzy dysponowali obok naturalnego talentu sporym kapitałem indywidualnych umiejętności zawojowali skutecznie od drugiej połowy lat 60-tych najbardziej prestiżowy rynek amerykański, a w takim starcie do kariery pomógł im znacząco Jack Richardson, specjalista od reklamy koncernu….Coca- Cola, który w roku 1967 precyzyjnie ukierunkował strategię działania. Słysząc zespół na próbach wpadł na pomysł, wtedy rewolucyjny, porządkowania dźwięków i stworzenia czegoś na kształt katalogu riffów, charakterystycznych akordów i atrakcyjnych refrenów. Z opracowań tych pomysłów, rozwiązań melodycznych powstały najsłynniejsze utwory zespołu zarejestrowane na singlach, między innymi „No Sugar Tonight”, „No Time”, „Hand Me Down World”, no i oczywiście „American Woman”. Te single biły rekordy popularności za Oceanem na długo przed brytyjskimi pionierami z The Beatles. Po ugruntowaniu pozycji na rynku płytowym wydanymi singlami i muzyką rozrywkową balansującą na granicy pop i rocka muzycy  The Guess Who mogli sobie pozwolić na granie mniej komercyjnych, nieco bardziej skomplikowanych rytmicznie, trudniejszych w odbiorze i mocniejszych brzmieniowo dźwięków. Na płytach zaczęły się pojawiać kompozycje rozbudowane, o zdecydowanie szerszym spektrum stylistycznym. Stąd obecność na każdym z opublikowanych w prezentowanym zestawie albumów przynajmniej jednego utworu zbliżającego się do 10 minut, oddalonego znacznie od popowych przyzwyczajeń ówczesnej publiczności kanadyjsko- amerykańskiej. Dodatkowo, z czasem muzyka kwartetu zyskała celowo uwzględniane akcenty brzmieniowego „brudu” pochodzącego głównie z partii gitarowych. A ponieważ wykonawcy nie zamierzali odwracać się plecami do swoich dotychczasowych słuchaczy hołdujących lżejszej muzie, szukali na kolejnych longplayach kompromisu, który był w stanie zadowolić także zwolenników fraz typowo hard rockowych. Czy taka strategia przyniosła oczekiwane rezultaty? Trudno dokonać jednoznacznej oceny, ale wydaje się, że przynajmniej na tych trzech longplayach stanowiących treść tego wydawnictwa udało się autorom bardzo zgrabnie powiązać potencjał przeboju, momentami folkowej lekkości z dynamiką i drapieżną naturą repertuaru hard rockowego.
 
„Wheatfield Soul” (1969)
            Album, który śmiało można zaliczyć do kategorii debiutów, gdyż po pierwsze przyniósł grupie sporą popularność, po drugie ze składu zniknęła dotychczas postać wiodąca Chad Allan, które zastąpił przed mikrofonem Burton Cummings.
Inauguracyjna piosenka „These Eyes” niewiele, moim  zdaniem, ma wspólnego z rockiem. To raczej typowy spadkobierca piosenkowego nurtu muzyki amerykańskiej lat 60-tych. Nic dziwnego, że współcześnie brzmi staroświecko. Owszem posiada nawet przyjemną w odsłuchu linię melodyczną, dysponuje miękkim, bardzo delikatnym brzmieniem, ale partii instrumentalnych, w których rej wodziłyby gitary bądź perkusja jak na lekarstwo. Zwracają uwagę głównie pasaże klawiszowe oraz aranżacje smyczkowe z dodatkiem big bandowych dęciaków. Naturalnie w składzie instrumentarium bez wysiłku „namierzymy” efekty pracy bębniarza Garry Petersona, śladowo także wychwycimy gitarowe akordy, ale „zasłonięte” organowo- fortepianowym pejzażem. Pomimo tego, że z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że ten typ grania, taki bez „ikry”, przesłodzony i do przesady wypielęgnowany nie powinien mieć większych szans w zdobyciu akceptacji szerokich rzesz słuchaczy, to jest to jednak mylne wrażenie, ponieważ ten song zdobył sobie duże uznanie medialnych promotorów i był powszechnie prezentowany przez liczne stacje radiowe, także poza kontynentem amerykańskim. Po tym utworze pojawia się krótki kawałek o zmiennym tempie „Pink Wine Sparkles In The Glass”, w manierze The Beatles, szczególnie w refrenie, z gitarą, która chwilami brzmi jakby pochodziła jeszcze z ery big beatu, a momentami ociera się już o psychodeliczną konwencję wypracowaną pod koniec lat 60-tych. Numer trzy, „I Found Her In A Star”, typowa dla The Guess Who ballada, fajnie melodyjna, w której epizodycznie do „głosu” dochodzi rockowo sfuzzowana gitara Randy Bachmana. Jednak o charakterze piosenki decydują ponownie wykorzystane aranżacje orkiestrowe dozowane w dosyć oszczędny sposób. Ponad 10- minutowa kompozycja „Friends Of Mine” stoi w stylistycznej opozycji z wcześniej przedstawionymi nagraniami. Wszystko tutaj jest inne. Kompletnie rozregulowane tempo, zwroty rytmiczne, różnorodne wokale, od tych solo po chórki. Cummings „rzuca się na głęboką wodę” i skutecznie naśladuje manierę wykonawczą Jima Morrisona z The Doors, przechodząc miejscami w melorecytację jak w nieśmiertelnym „Strange Days”. Wpływ na charakterystykę kompozycji mają także licznie wykorzystane dźwięki psychodeliczne, których wzorcem stał się kapitalny utwór Iron Butterfly „In Gadda Da Vida”. Bachmann udanie wdraża swoje pomysły eksperymentatorskie w zakresie brzmienia gitary, która raz jazgocze, innym razem „jęczy” jak na torturach, ociekając strunową „surowizną”. Grzeczniutkich motywów melodycznych podobnych jak u poprzedników, ze świecą szukać, a łagodność i delikatność zginęły śmiercią tragiczną. Mnogość fragmentów nawiązujących do partii improwizowanych. Niesamowity narkotyczny, transowy klimat. Szkoda jedynie, że jak w 9:30 do biegu startują w obiecującej partii organy, to nie „pociągnięto” tej partii dalej, nie próbując jej rozwinąć, a utwór kończy się dosyć gwałtownie, jakby brakowało mu zakończenia. Słuchając tej najlepszej, według mojej opinii, części albumu albumu „Wheatfield Soul” rodzi się uzasadnione pytanie, jak można było wpaść na tak szalony pomysł i poszukać mariażu subtelnych piosenek z takim psychodeliczno- rockowym gigantem. Wrażenie, że to kompozycja wyrwana z całkiem innego świata jest tutaj jak najbardziej uzasadnione. Sen się skończył i nastąpił powrót do środowiska beatlesowsko brzmiących piosenek, choć w „When You Touch Me” instrumentalnie dzieje się wiele, od „zgrzytliwej” gitary, po wyrazistą i „gęstą” perkusję, po motywy klaskania, wokalne partie wielogłosowe. Z pozostałego programu można jeszcze „ucho zawiesić” na numerze „Lightfood”, poświęconym ikonie kanadyjskiego folku Gordonowi Lightfood (ur. 1938), który w swoje twórczości zdefiniował stylistykę muzyki folk i folk- rock. W utworze dominuje akustyka gitarowa eksplorująca także rejony muzyki country. Utwór taki trochę, nazwałbym go „kowbojskim”, bliski zapewne sercu ziomków członków The Guess Who oraz regionów amerykańskiego południa. Brakuje tylko ujeżdżonych koni, kapeluszy z szerokim rondem, Burbon whisky i Buffalo Billa z amerykańskich westernów. Jako godną uwagi wskazałbym jeszcze pozycję numer 8, „Love And A Yellow Rose”, dosyć zróżnicowany kawałek, z ponownie przywołaną z instrumentarium sfuzzowaną gitarą, o brudnym brzmieniu, tworzącą z innymi instrumentami, między innymi z klawiszami, harmonijne aranżacje. W utworze wprowadzono także krótkie partie dosyć egzotycznych dźwięków wykonanych na tabli (Peterson) i sitarze (Bachman).
Generalnie w programie albumu znalazły się różnorodne kompozycje, przedstawiciele środkowej fazy lat 60-tych, o piosenkowym rodowodzie, odniesienia do brytyjskiej fali The Beatles, tradycyjne songi folkowe i zapowiedź nowych czasów w rockowej stylistyce, których awangardą stały się takie kapele jak wspomniane już wyżej Iron Butterfly i The Doors. Sądzę, że tak urozmaicony repertuar zaszkodził spójności materiału, ale pewnym usprawiedliwieniem może być chyba fakt, że zespół poszukiwał swojej artystycznej tożsamości, próbując odnaleźć się na różnych polach stylistycznych, stąd spora rozpiętość zainteresowań.
 
„Share The Land” (1970)
            Album zawiera kilka muzycznych „identyfikatorów” ówczesnych priorytetów stylistycznych The Guess Who, które ewoluowały  wraz z przebiegającymi jak w kalejdoskopie zmianami rockowej mentalności i tworzącej się nowej rzeczywistości rockowej. Kwintet „powędrował” w rozległe i swobodne przestrzenie czystego rocka, blues rocka i hard rocka. Wyczerpały się do samego dna zasoby brzmieniowego „słodziku”, a ich miejsce zajęły „niegrzeczne” dźwięki dla surowych mężczyzn, będących często „pod wpływem”, co w czasach hippisowskich wcale nie dziwiło. Naturalność i prostota były w cenie, ale nie zrezygnowano z nutek przebojowych, nadając im jednak bardziej dynamiczny profil, wysuwając na pierwszy plan drapieżne brzmienie gitar elektrycznych. Siłę nośną wydawnictwa stanowiły dalej kandydatki do list przebojów, skrojonych według nowych trendów, czyli dynamicznych, wielokrotnie energetycznych, z balladowymi przerywnikami. Niektóre kawałki z programu longplaya zyskały nominacje do pierwszych szeregów list przebojów, radząc sobie doskonale w doborowym towarzystwie. Nie bez znaczenia był w tej kwestii fakt, że role popularyzatorów rockowej mody przejęły rozgłośnie radiowe, które wręcz „rzuciły” się na „Hand Me Down World”, „Bus Rider” czy „Hang On To Your Life”, wyczuwając instynktownie drzemiący w nich potencjał komercyjny. Ciekawostkę stanowi historia powstania „Hang On To Your Life”, napisanego przez Cummingsa, rzekomo po wypadku poparzenia słonecznego. Tak głosi wersja oficjalna. Jednak wiele osób z otoczenia zespołu twierdzi, że utwór powstał po ciężkim „odjeździe” narkotycznym po LSD. W swojej warstwie lirycznej pieśń ma charakter protest songu i zajmuje się zgubnymi skutkami zażywania narkotyków. Jej tekst został wykorzystany w spocie reklamowym skierowanym przeciwko narkomanii i stosowaniu tzw. ciężkich dragów. W finale songu pojawia się cytat z „Psalmu 22:14-15” dotyczący ukrzyżowania Jezusa. Podstawową track listę zamyka korona albumu, rockowy hymn „Three More Days”, blisko 9 minut rockowych odjazdów i wizji, z niespodziewanie zmieniającą się konfiguracją dźwięków, z wyraźnym zaznaczeniem nowego członka składu instrumentalnego, fletu, którego swobodną partię wykonuje trochę w stylu Andersona z Jethro Tull, Burton Cummings. Longplay trwa niepełne 34 minuty i w roku 2000 do jego wydania kompaktowego dodano dwa nagrania, „Palmyra” i „The Answer”. Przed ukazaniem się albumu można było wątpić, czy kwintet podoła zadaniu, ponieważ utwory powstawały po zawirowaniu personalnym związanym z odejściem do Bachman- Turner- Overdrive, tego pierwszego. Obawy były, jak się okazało, mocno przesadzone, a kompozycje wytypowane na płytę okazały się lepsze od oczekiwań, co było głównie zasługą Cummingsa, który dwoił się i troił realizując zadania głównego wokalisty i wszechstronnego instrumentalisty. To, że muzycznie album trafił dokładnie w gusta słuchaczy potwierdzają statystyki, gdyż jest to najlepiej sprzedająca się płyta The Guess Who. Także tym razem prezentowana muzyka wykazuje się niezwykłą różnorodnością. Znajdziemy na czarnym krążku przykłady bluesa i country, „Bus Rider” albo „Coming Down Off The Money Bag/ Song Of The Dog”, w którym rejestrujemy pewnego rodzaju rywalizację między dźwiękami akustycznymi i elektrycznymi. Swoje „pięć minut” ma także przybysz ze środowiska bluesa, harmonijka ustna. Fantastycznie bujający song „Do You Miss Me Darlin’” ze znakomitymi harmoniami wokalnymi, w którym siłę stanowi także piękny występ fortepianu, oraz nośna melodia. Śpiewne gitary uzupełniają krajobraz utworu, a Cummings z wyraźną cockerowską chrypką radzi sobie wyśmienicie przed mikrofonem. Doskonale daje sobie radę na nowo sformowany duet gitarzystów prowadzących Winter- Leskiw, który pozwolił zespołowi na poszerzenie swoich możliwości interpretacyjnych w swobodnym poruszaniu się pomiędzy rockiem i bluesem, a sekcja rytmiczna nigdy wcześniej w historii The Guess Who nie była tak stabilna i mocna. Jak już zaznaczyłem w przestrzeni albumu królują tym razem dźwięki o charakterystyce bluesowej, a do nich zalicza się również lekko bujający „”Moan For You Joe”. Najmniej „zakręconym” fragmentem jest kompozycja tytułowa, wyróżniająca się bezpretensjonalną melodyką, harmoniami wokalnymi, świetnymi wejściami gitar i akompaniującym w tle fortepianem. O „Hang On To Your Life” napisałem kilka słów w kontekście jego, nazwijmy to, przesłania. Muzycznie łatwo zauważalne atrybuty utworu to dynamiczny, wykrzyczany wokal, ostre partie gitarowe oraz jednostajny rytm, a także brak aranżacyjnych ozdobników. „Three More Days”, najdłuższy utwór na płycie, brzmi do 2:30 jak zwykła, pogodna piosenka, ale od tego momentu zaczynają się pojawiać dziwne rozregulowane dźwięki, efekty specjalne, ostra gitara w długiej partii solowej, po 4:30, a od piątej minuty „rządzić” zaczyna flet solo na pierwszym planie, po nim swoją obecność zaznaczają perkusja i klawisze, a całość kończy rozbudowana wokaliza wspierana chórkami. Nagrania bonusowe powstały w czasach dominacji na gitarze Randy Bachmana i nawiązują do czasów jego gry w składzie zespołu w okresie końca lat 60-tych. „Palmyra” to mocno gitarowy song, o wyrazistym temacie melodycznym, podobnie jak „The Answer”, o punkt mniej energetyczny od poprzednika.
Podsumowując program płyty „Share The Land” dostrzec można kontynuację przyjętej na poprzednim albumie linii programowej, której drogowskazami stał się blues rock, natomiast odnotować można znaczne ograniczenie wpływów muzyki folk, oraz rezygnację numerów piosenkowych, delikatnie „zalatujących” naftaliną.
 
„Canned Wheat” (1969)
            Ta płyta poprzedza bezpośrednio legendarny krążek „American Woman”, stąd w niektórych nagraniach dostrzec już można nową jakość, sporo udanych pomysłów, które rozkwitły w pełni na albumie „American Woman” uznawanym za najwybitniejsze dokonanie The Guess Who. Praca nad albumem „Canned Wheat” od początku szła jak po grudzie. A powodem zamieszania stały sprawy logistyczne. Grupę „oddelegowano” do innego nowojorskiego studia, RCA, z czym kwartet nie chciał się pogodzić, przyzwyczajony w poprzednim studio A&R do niezależności. Z dezaprobatą podporządkowali się jednak decyzji managamentu i rozpoczęli rejestrację nowych nagrań. W dalszym ciągu uważali jednak, że nowe miejsce jest technicznie znacznie gorzej przystosowane do produkcji nowego albumu, a wsparcie znaleźli także ze strony swojego producenta Jacka Richardsona. Chcąc zademonstrować swoje niezadowolenie, oraz wykazać szefostwu RCA, że nowe studio dysponuje gorszymi parametrami technicznymi, w tajemnicy nagrali alternatywne wersje dwóch ich zdaniem najlepszych utworów, „Laughing” i „Undun” w studio A&R, przekazując kiepskie jakościowo wersje wymienionych kompozycji przeznaczone na single. Gdy w RCA zorientowano się w kwestii jakości tych nagrań, było już za późno, aby dokonać poprawek i na albumie oficjalnie opublikowanym obok utworów zmiksowanych w RCA ukazały się także wersje z A&R Studios.
Zostawiając jednak nieporozumienia natury organizacyjnej zajmijmy się wyłącznie muzyką, tym bardziej, że warta jest ona głębszej analizy. Album zawiera kilka punktów, które decydują o jego sile. Już pierwszy fragment „No Time” to pioruńsko dobra rockowa piosenka, „podszyta” dynamitem, ze świetnymi partiami gitarowymi i wciągającym rytmem, utrzymana w bardzo szybkim tempie. Po niej spadek napięcia gwarantuje „Minstrel Boy”, odrobinę senna ballada, zbudowana na dosyć banalnych, schematycznych rozwiązaniach rytmicznych. W podobnej konwencji utrzymano „Laughing”, zwykłą piosenkę, singlowym przebojem, z rozbudowanymi harmoniami wokalnymi. I nie byłoby w niej nic intrygującego, gdyby nie niespodzianka przygotowana dla uważnych słuchaczy przez zespół. Na pierwszy „odsłuch” wydaje się, że kres tego songu nastąpił w punkcie 2:30, ale odczekawszy kilka sekund ze zdumieniem odkrywamy, że ostatnie dwadzieścia sekund zarezerwowano na partię solową fortepianu utrzymaną w bardzo klasycznym stylu, nie mającym praktycznie żadnych elementów stycznych z wcześniejszą piosenką. Ot, taki drobny „myk”. Natomiast „Undun” to w pewnym sensie poszerzenie oferty repertuarowej grupy, ponieważ stylistycznie kompozycja nawiązuje do tradycji soft jazzu, chwilami do…., aż boję się napisać, ale wydaje mi się, że to brazylijska bossa nova, zarówno w wersji rytmicznej, sposobie gry perkusjonaliów, wejścia fletu oraz końcowej frazy zagranej na gitarze klasycznej. Być może się mylę, bo do eksperta od muzyki latynoskiej bardzo mi daleko, ale kiedyś, ze sto lat temu, słuchałem także dzieł Jobima i od tego czasu gdzieś mi się takie podobne dźwięki kołaczą pod sufitem. „6 A.M. or Nearer” to kolejne potwierdzenie, że przypisywanie formacji The Guess Who korzeni hard rockowych to na wczesnym etapie ich kariery nieporozumienie. Ta część albumu powala beatlesowską finezją, rzadko spotykaną w kapelach rockowych łagodnością i delikatnością, natomiast godne uwagi są w części środkowej wariacje wokalne i partie fletu. Chciałbym także nadmienić, że zespół zaskakuje słuchaczy po raz trzeci, gdy pół minuty przed końcem wycisza wszelkie „odgłosy” instrumentalne, po czym serwuje dziwny pasaż, przypominający efekty przy odtwarzaniu taśmy od tyłu. Czy tak było w rzeczywistości, nie jestem w stanie udowodnić. „Old Joe” to ballada na podbudowie instrumentalnej fortepianu, z harmoniami wokalnymi, które stały się pewnym rodzajem specjalności grupy i Cummingsa indywidualnie. „Of A Dropping Pan” to przeciętna rockowa piosenka. „Key” to próba sił zespołowego grania w kompozycji złożonej, ze znaczną dawką solowych partii instrumentalnych od trzeciej minuty, okazja do wykazania się indywidualnymi umiejętnościami dla poszczególnych członków kwartetu. Panowie powtarzają po raz kolejny patent zastosowany już w suitowej formie „Friends Of Mine” z płyty „Wheatfield Soul”, rozpoczynają utwór w formie rozrywkowej, piosenkowej, a do pewnego akapitu zaczynają swoje wariacje instrumentalne. W „Key” wyjątkowo dużo popisów perkusyjnych, trwających kilka minut, które przechodzą w partii końcowej w solo fortepianu. Końcowy „Fair Warning” to dziwoląg, z monologiem przy akompaniamencie gitary akustycznej. Mnie zupełnie nie przekonuje, a jaki cel mieli autorzy, pozostanie ich słodką tajemnicą. Nikt by zbytnio nie ucierpiał, gdyby tych kilkudziesięciu sekund zabrakło, ale są i myślę , że należy je zignorować. Dwa załączniki pochodzą z wydania kompaktowego z roku 2000. „Species Hawk” utrzymany w stylistyce bluesowej z akcentami country. Sam nie jestem zwolennikiem country, dlatego wstrzymam się oceną takiego kroku. Natomiast „Silver Bird” to przyjemna ballada, z akcentami harmonijki ustnej, z ładną linią melodyczną.
            Słuchając trzypłytowego boxu w edycji Esoteric Recordings/ Cherry Red Records doszedłem do następującej konkluzji. Z jednej strony godne pochwały są przedsięwzięcia wydawcy, który odkurza dawno zapomniane i raczej mało znane dowody aktywności artystyczne na polu rocka różnych wykonawców, w tym wypadku kanadyjskiego bandu The Guess Who, angażując spore środki i zasoby techniczne, żeby sprostać wymaganiom współczesności. Do momentu, gdy nie otrzymałem materiału promocyjnego o The Guess Who, pomimo wieloletniego stażu w roli fana muzyki rockowej nie miałem pojęcia o istnieniu kiedyś tam w historii muzyki popularnej grupy o takiej nazwie i tak znacznym dorobku. Czyli można chyba zaryzykować  tezę, że działania Esoteric mają także wymiar edukacyjny. Z drugiej zaś strony naszła  mnie refleksja, że czas jest nieubłagany i nawet błyskotliwość tricków technicznych nie jest w stanie zakamuflować wieku niektórych kompozycji. W przypadku The Guess Who słychać, że są to nagrania, które swój czas przeleżały w archiwach i dzisiaj mogą służyć jako eksponaty w muzeum rocka. Choć nie należy także obniżać radykalnie ich wartości, bo stanowią one świadectwo, jaką drogę rozwojową przebyła muzyka rockowa, oraz jak zmieniły się warunki uprawiania sztuki. Box The Guess Who przypadnie na pewno do gustu tropicielom zapomnianych dźwięków, może także posłużyć jak kompendium wiedzy o początkach rocka na kontynencie amerykańskim. Czy taka rekomendacja wystarczy, aby poznać zawartość trzech płyt, to już kwestia indywidualnego wyboru.
Ocena 3.5/ 6
Włodek Kucharek
141_evil158x600.gif 144_hmpbanner.jpg 143_kata_158x600 kopia.jpg 139_gojira_158x600 kopia.jpg 140_fatum-158x600-singiel.png 142_sepultura158x600.gif

Goście

3752210
DzisiajDzisiaj13
WczorajWczoraj1124
Ten tydzieńTen tydzień3353
Ten miesiącTen miesiąc1951
WszystkieWszystkie3752210
54.158.251.104