ANGBAND - Visions Of The Seeker
(2010 Pure Steel)
Autor: Wojciech Chamryk
Ależ nudna jest ta płyta! Trwa niewiele ponad 42 minuty, ale ciężko przez nie przebrnąć.
Tym bardziej nie wyobrażam sobie sytuacji, bym mógł słuchać „Visions Of The Seeker” częściej. Albo dla przyjemności. Dawno już nie miałem do czynienia z tak wtórnym, pozbawionym jakichkolwiek pomysłów graniem. Wszystko brzmi tu tak, jakby członkowie zespołu nie mieli żadnych swoich pomysłów, a tylko sklecili w mniej więcej pasującą całość fragmenty ulubionych płyt swoich idoli, kopiując ich na potęgę. Wiem, że w muzyce już od wielu lat trudno o oryginalność, samo tworzenie metalu w Iraku też nie jest pewnie łatwe, ale wszystko ma swoje granice… Zaczyna się nawet nieźle, od perkusyjno – gitarowego utworu instrumentalnego, o lekko orientalnym posmaku. Następujący po nim „Blind Anger” też początkowo nieźle daje po uszach – to szybki, surowy, utrzymany w stylistyce speed metalu utwór. Jednak czar pryska, gdy wokalista zaczyna śpiewać – wygląda na to, że Ashkan Yazdani chciałby zostać drugim Kingiem Diamondem, ale to za wysokie progi na jego gardło.
Tak, jak radzi sobie jeszcze jakoś w wyższych rejestrach, to niższe, z założenia chyba bardziej brutalne, czy demoniczne wokale są znacznie słabsze. W „Easy To Believe” są wręcz nijakie, odbierają temu utworowi resztki - i tak występującej w śladowych ilościach - energii. W finałowej, delikatniej balladzie „Astral Hallucinations” wokal Yazdaniego brzmi niczym parodia głosu Demisa Roussosa. Muzycznie nie jest już tak źle, chociaż zespół nie wie chyba do końca, co ma grać. Zaczyna speed metalem, kończąc utwór melodyjną końcówką, zupełnie od „czapy” („Blind Anger”), albo pędzi do przodu bez ładu i składu („Fate & The Fear”).
„Visions Of The Seeker” to kolejny dowód na potwierdzenie tezy, że w dzisiejszych czasach naprawdę łatwo wydać płytę. Nawet w wytwórni, mimo kryzysu i spadku sprzedaży tradycyjnych płyt. Pytanie tylko, kto takie albumy ma kupować? Ja dziękuję i odradzam innym! (1,5).






