Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 77sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

epicaposterz m

wardruna poster b

helicon metal festival iiidoz m

helloween nowadata m

laibachposterz m

mystic festivalzz m

kiss poster m

steelpanther poster m

evanescenceposterz m

vandenberg poster m

van der graaf generator m

deeppurple 2021 posterb1mn m

fish posterb1 2021 v2ze m

tarja 2021 posterb1 m

 

EVERGREY - Helsinki - 28 marca 2015

Evergrey – Klub Nosturi, Helsinki, 28 marca 2015

Będąc w sprawach służbowych w Szwecji, postanowiliśmy z moją nieodłączną koncertową towarzyszką Martą zawitać na weekend do Helsinek, by spełnić jedno z naszych największych marzeń i zobaczyć na żywo Evergrey. Kiedy kupowaliśmy bilety na występ Szwedów kilka miesięcy wcześniej, nie wiedzieliśmy jeszcze, że w czerwcu zawitają także do nieodległych nam Katowic, lecz tą informacją oczywiście się nie zasmuciliśmy. Tutaj gig klubowy, tam halowy – nie będzie porównania. No a poza tym – jak głosi stara ludowa mądrość – lepiej zobaczyć Evergrey na żywo dwa razy niż tylko raz.

Wieczorem udaliśmy się do klubu Nosturi, znajdującego się w jednym z portów niedaleko centrum Helsinek. Nie była to może miejscówka tak urokliwa jak Reading 3 w Tel Awiwie, gdzie w grudniu zeszłego roku widzieliśmy Orphaned Land, ale i tak robiła pozytywne wrażenie, choć mogła dawać się we znaki panujące w niej ciasnota. A występ Evergrey zgromadził naprawdę pokaźny tłumek widzów, dochodzący pewnie do trzystu osób.

Jako pierwszy tej nocy zaprezentował się fiński Constantine, grający bardzo klasyczny heavy metal. Trudno zarzucić młodym Finom cokolwiek, gdyż na scenie panował ruch, wokalista śpiewał znakomicie, a wszystkie esencjonalne elementy tej muzyki były obecne. Zabrakło jedynie wyrazistości, gdyż nie zapamiętałem z tego koncertu ani jednego utworu, czy choćby riffu bądź refrenu. Wrażenie było jednak pozytywne, a paru dziesiątkom zgromadzonych do tej pory osób się zdecydowanie podobało, więc może panowie po prostu nie wpisali się w mój obecny gust muzyczny.

Powyższej tezie przeczyłby jednak występ kolejnego lokalnego supportu – Red Eleven. Tym razem uraczono nas mieszanką rocka i metalu, dosyć prostą, lecz po prostu… czadową, bo szalenie melodyjną, chwytliwą, choć niepozbawioną pazura. Wokalista Tony Kaikkonen operował fajnym głosem, nie zabrakło dobrych solówek, mocnych riffów oraz… czadu, czadu i czadu! Nie jest to muzyka, która gościłaby w mojej wieży, ale na żywo ciężko było nie machać do niej głową, chłonąc równocześnie to, co działo się na scenie. Oklaskom i lokalnemu kiitos solidnej setki zgromadzonych na widowni osób nie było więc końca, kurtyna jednak zapadła (dosłownie i w przenośni), zostało więc poczekać na występ Szwedów. Dla ciekawskich dopowiem tylko, że Tony’ego spotkałem chwilę później przy pisuarze, nie były to jednak warunki, by uścisnąć mu rękę i pogratulować świetnego gigu.

W oczekiwaniu na koncert Evergrey udaliśmy się pod samą scenę, gdzie też wytrwaliśmy przez pierwsze pół godziny, lecz ścisk i atak decybeli na nasze uszy (jako jedyni nie byliśmy wyposażeni w zatyczki) w końcu skłonił nas do zajęcia odleglejszych pozycji, skąd również dobrze było wszystko widać, ale przy tym muzyki słuchało się dużo lepiej (zresztą nagłośnienie przez cały wieczór było doskonale selektywne). Szwedzi grali przez blisko dwie godziny (Tom Englund żartował, że mając dziewięć albumów na koncie, mogliby i cztery, lecz publiczność by tego nie zniosła)! Co zaskakujące, ze swojego najnowszego dzieła, Hymns for the Broken, zagrali aż siedem utworów z dwunastu znajdujących się na płycie. Oczywiście ma to sens, bo są na trasie promującej ten album, lecz pokazuje to zarazem, jak bardzo w niego wierzą oraz z jak znakomitym przyjęciem wśród fanów i krytyki się on spotkał. Całkowicie zresztą zasłużenie!

Na scenie działy się rzeczy magiczne. Widać, że muzycy – grający po ostatnim reunionie w niemal klasycznym składzie – doskonale się ze sobą dogadują. Będący w wybornej formie Tom czarował i wzruszał swoim głosem, na spółkę z Henrikiem Danhage grając wyborne gitarowe solówki, sekcja rytmiczna w osobie Johana Niemanna i Jonasa Ekdahla wspaniale bujała publicznością, a wszystko uzupełniał swoimi klawiszami Rikard Zander (aktywnie udzielający się ponadto w chórkach). Najbardziej w pamięć zapadły mi wwiercające się w głowę Solitude Within, epickie Wake a Change i przepiękne, genialnie zaśpiewane Missing You, choć prawdę mówiąc o każdym zagranym tego dnia utworze mógłbym napisać coś pozytywnego.

Całości widowiska dopełniała znakomita atmosfera. Finowie zdecydowanie nie są najbardziej szalejącą publicznością świata, lecz umiarkowane zaangażowanie ruchowe rekompensowali przynajmniej głośnością – naprawdę aktywnym śpiewaniem utworów, oklaskami i próbami nawiązania dialogu z Tomem, który zresztą chętnie na nie reagował. Generalnie pomimo przepełnionej negatywnymi emocjami muzyki, klimat w klubie Nosturi był bardzo wesoły (szwedzki wokalista zresztą w pewnym momencie z uśmiechem spytał się publiczności, dlaczego jest taka radosna, skoro on tu śpiewa o tak bolesnych rzeczach).

Koncert prędzej czy później musiał jednak dobiec końca. Pożegnanie ze sceny było długie (dwa bisy, pamiątkowe zdjęcie, podziękowania), lecz krótkie zarazem, gdyż ledwie kwadrans później cały zespół spotkał się przy barze z co wytrwalszymi fanami (było już grubo po północy, a w dodatku tej nocy przesuwaliśmy wskazówki zegarków godzinę do przodu). My również skorzystaliśmy z okazji. Zamieniliśmy parę słów z Tomem, który okazał się człowiekiem szalenie miłym i serdecznym, mimo swojej potężnej postury i przytłaczającego wzrostu (193 cm jak nic). Zamieniliśmy z nim parę słów, zrobiliśmy sobie razem zdjęcie, podpisał nam okładkę płyty oraz gorąco podziękował za komplement Marty, iż jest „Steviem Wonderem metalu”. Byliśmy już bardzo zmęczeni, więc krótko porozmawiałem jeszcze tylko z Henrikiem, mówiąc mu, że to znakomicie, iż ponownie jest w zespole. Słowa te wyraźnie go ucieszyły.

Tak, to był znakomity koncert i wspaniała noc. Może nie przebił w moim (i naszym) rankingu chanukowego występu Orphaned Land, ale i tak plasuje się on w ścisłej czołówce widzianych przez nas widowisk, gdzieś obok naszego trzeciego spotkania z Borknagar w Tolminie na Słowenii oraz My Dying Bride tamże. Absolutnie nie przegapcie okazji zobaczenia Evergrey na żywo już w czerwcu!

Adam Nowakowski

Setlista Evergrey:

1.      The Awakening  (Intro)

2.      King of Errors

3.      Leave It Behind Us

4.      The Fire

5.      Monday Morning Apocalypse

6.      Black Undertow

7.      Solo Rikarda Zandera na klawiszach

8.      The Masterplan

9.      Mark of the Triangle

10.    Blinded

11.    Solitude Within

12.    Nosferatu

13.    Wake a Change

14.    A New Dawn

15.    I'm Sorry

16.    Missing You

17.    When the Walls Go Down

18.    Recreation Day

19.    Broken Wings

Bisy:

20.    Solo gitarowe Henrika Danhage

21.    A Touch of Blessing

22.    The Grand Collapse

Zdjęcia Janiego Karmu: http://kaaoszine.fi/evergrey-nosturi-helsinki

131_ot1020.gif 129_evangelist_banner158x600px.jpg 121_axe_crazy_baner.gif 120_slider_ot.gif

Goście

3582129
DzisiajDzisiaj53
WczorajWczoraj331
Ten tydzieńTen tydzień53
Ten miesiącTen miesiąc53
WszystkieWszystkie3582129
3.239.33.139