Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 67sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

kreator plakatk m

accept plakath m

fates warning plakatn m

cradle of filthf m

cradle of filithz m

dr.living.dead plakatz m

magnum2018 new m

roting christ plakatz m

news nr 4 m

korpiklaani plakath m

40-lecie toto w tauron arenie krakwt m

sepultura plakatz m

rhapsodz plakatz m

black label society plakatf m

trivium plakatg m

metalmania plakatg m

frost and fire m

camel ebiuletynf m

exodus plakat katowice 250 m

judaspriest posterb1 m

king crimson m

deeppurple posterb1e m

anathema plakatz m

roger waters plakatu m

powerwolf plakatz m

nightwish plakatz m

annihilator plakatz m

batushka plakatz m

 

Hammerfall, Gloryhammer, Lancer - Warszawa - 4.02.2017

HAMMERFALL, Gloryhammer, Lancer - Progresja Music Zone - 4.02.2017

Pewien sobotni, lutowy wieczór zapowiadał się bardzo młotkowo. A to za sprawą Hammerfall, prekursorów szwedzkiego power metalu. Odwiedzili nasz kraj 04 lutego 2017 roku by dać jeden koncert w warszawskiej Progresji. Szwedom towarzyszył też szwedzki Lancer i brytyjski Gloryhammer – więcej młotków.

Hammerfall przyjechał do nas z okazji promowania nowej płyty „Built to Last”, ale możnaby też rzecz, że trasa koncertowa łączyła się z 20-leciem zespołu, a tak właściwie to z 20-leciem wydania pierwszej płyty „Glory to The Brave”, o czym zresztą wokalista Joacim mówił w czasie występu. Ale może po kolei.

Tego dnia ludzie pod klubem zbierali się jeszcze przed otwarciem bram. A sam klub dość szybko zaczął się zapełniać nim jeszcze zaczęła grać pierwsza kapela, czyli Lancer. To dobrze, bo jak pamiętam ostatni koncert Hammerfall ze Stodoły, to tyle osób nie było. Może zespół częściej będzie brać Polskę w planach koncertowych, bo niestety, kiedy Hammerfall święcił największe sukcesy, to ich trasy sukcesywnie omijały nasz kraj. I co ciekawe zespół był tego świadomy, bo znów Joacim mówił o tym ze sceny i nawet przepraszał, że tak się działo. No a miał kogo przepraszać, bo na ich występ klub był pełen. Plus też, że koncert odbywał się w sobotę, bo to na pewno pozwoliło większej ilości osób się zjawić.

Ale wracając do pierwszej kapeli, czyli Lancer ... zostali oni w różnych pismach branżowych okrzyknięci nową nadzieją szwedzkiego power/heavy metalu i może następcami właśnie Hammerfall. Ja z tym się niestety zgodzić nie mogę, no może pierwsza płyta ... bo ta ich najnowsza, którą tą trasą de facto też promowali jest jak dla mnie słaba. I koncert też dał (przynajmniej mi) po uszach, bo wokalista Isak miał manię zbytniego „piaaaaaniiiiaaaaa” zamiast śpiewania (albo to była kwestia tego, że support nie może być lepiej nagłośniony niż gwiazda wieczoru). Zwłaszcza utworów z nowej płyty, bo o dziwo te z pierwszych dwóch dało się bez bólu uszu wysłuchać i nawet nogą „potupać”.

Jako drugi zespół na scenie pojawił się Gloryhammer i widać było, że część publiczności czekała bardziej na nich, niż na headlinera. Najlepsze były świecące na kolorowo imitacje mieczy małej grupki osób. Widać było, że muzycy lubią to, co robią i zachęcali rozmowami publiczność do zabawy. Najlepszy moment był, gdy jedna osoba z publiczności dostała „questa” dostarczenia piwa basiście. „chwalimłotki” wydali co prawda tylko dwie płyty, ale swoim występem jak i „imidżem” bili na głowę pierwszy support i na pewno dobrze przygotowali publikę pod występ bardziej doświadczone „spadającemłotki”.

Na początek podczas zmiany „backlineu” publiczność mogła zobaczyć dekoracje sceniczne, które były szczelnie zakryte podczas występu wcześniejszych zespołów. Dekoracje były niejako rekonstrukcją okładki najnowszej płyty, z tą różnicą, że w miejscu Hectora stała perkusja. Chłopaki zagrali wszystkie szlagiery z prawie wszystkich płyt. Nagłośnienie było bardzo dobrze ustawione, tak, że prawie z każdego miejsca sali można było się delektować dźwiękami płynącymi ze sceny, a różnica między pierwszym zespołem była kolosalna. Bonusem z okazji 20-lecia była składanka z utworów z pierwszej płyty. Niestety to, co dobre się dość szybko kończy i tak po 18 jak zawsze końcowym „Hearts Of Fire” zespół się pożegnał z polską publicznością.

Zostaje mieć nadzieję, że Joacim i spółka dotrzymają słowa i będą pamiętać o naszym kraju przy okazji następnej trasy koncertowej, a może i odwiedzą jakiś rockowo-metalowy polski festiwal. Można mieć tylko pretensję, że tych u nas bardzo mało.

Lucjan Staszewski

120_helloween_158x600px_eu.gif 119_hf_158x600px_eu.gif 123_bg_158x600px_eu.gif 121_destruction_158x600px_eu.gif

Goście

921441
DzisiajDzisiaj222
WczorajWczoraj1774
Ten tydzieńTen tydzień6029
Ten miesiącTen miesiąc31911
WszystkieWszystkie921441
54.227.104.40